Przez krótką chwilę Szakłak nie mógł zrozumieć pytania. Jak to: jak je opuścić? Przecież to oczywiste! Wystarczy iść w jedną stronę, aż nie wyjdzie się poza granicę!
Uznał jednak, że wyjaśnić, a może i odprowadzić (w końcu mogła sobie gdzieś niecnie skręcić i się schować) nie zaszkodzi. Oczywiście nie omieszkał przy tej okazji obdarzyć kotki kolejnym ciężkim spojrzeniem.
– Po prostu zrób w tył zwrot i idź przed siebie. Nasze tereny nie ciągną się w nieskończoność – tu na chwilę się zatrzymał, by pozachwycać się tą cudowną wizją – więc w końcu natrafisz na nasze znaki zapachowe. One oznaczają granicę. Co prawda wtedy wejdziesz na terytoria innych klanów, ale to już mi wisi.
– Jeszcze innych klanów? To ile was tu jest? – spytała z ciekawością, ale też jakby z obawą. Liliowy miał nadzieję, że boi się, że spotka inne koty tak groźne, jak on sam – chociaż szanse na to były dość nikłe. Cała ta obawa mogła zresztą być tylko jego wymysłem.
– No jasne, że cztery. Nawet najmniejsze kociaki o tym wiedzą. – Prychnął, jednocześnie coraz bardziej sugestywnie wymachując ogonem w kierunku, z którego przyszła samotniczka. – To znaczy, jest jeszcze jakiś piąty Klan Lisa, ale to tylko banda śmierdziuchów, która sobie ubzdurała, że może żyć z nami. No chodź już! – zawołał zirytowany, kiedy gesty nie dały rezultatu. Nie miał zamiaru pozwalać kotce przebywać na terenach Klanu Nocy ani chwili dłużej, chociaż coraz bardziej go ciekawiła. Czarna samotniczka przewróciła oczami, ale ruszyła za nim w kierunku granicy.
– I wszystkie koty z tych twoich klanów są takie, jak ty?
– Nie, gdzie tam. Ja będę najlepszy. Reszta klanów to mięczaki.
– Najlepszy w przechwalaniu się? – Niemal się roześmiała.
Rzucił jej urażone spojrzenie. Zostanie najlepszym wojownikiem było jego życiowym celem; dla niego trenował ciężko, starał się wykonywać wszystkie polecenia starszych od niego jak tylko mógł najlepiej, w czasie wolnym ćwiczył we własnym zakresie, zaniedbując życie towarzyskie. Tymczasem ta zupełnie obca kotka, Klan Gwiazdy wie, skąd ona się wzięła, właśnie jego marzenie zwyczajnie wyśmiała.
– Nie – odparł ponuro, ale stanowczo. – Najlepszy we wszystkim.
Czarną zaskoczyła jego nagła powaga. Przez chwilę szli w milczeniu.
– Obraziłeś się? – spytała wreszcie. Szakłak położył uszy po sobie, ale resztką woli powstrzymał się od odpowiedzi.
– Granica jest już blisko – zadudnił tylko. W jego głosie brzmiała groźba; tym razem zdawała się jednak o wiele bardziej realna, niż wcześniej. – Szybciej, samotniczko.
– Wiesz, że żeby zostać tym twoim “najlepszym”, nie wystarczy siła, nie? Trzeba też szlifować charakter, a ty… – nie dokończyła, za to przyspieszyła kroku – kto wie, czy z powodu słów ucznia, czy dlatego, że wolała mieć nad nim przewagę na wypadek, gdyby próbował ją gonić.
Byli już niemal przy samej granicy. Szakłakowa Łapa zjeżył się cały i, błyskając kłami, wyrzucił z siebie:
– A ty co taka mądra? Pakujesz się na nasze tereny i tylko krytykujesz! – syknął ze złością. – Skąd i kim ty w ogóle jesteś?
<Gawron? Sorry, kiepskie to op ;-;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz