Wstała rano, czując wokół przeszywający mróz. Któżby pomyślał, że w zimę potrafi aż tak odmrozić łapy. Kotka ziewnęła, zerkając na swoją rodzinę, skulona razem w posłaniu w żłobku. Cóż, nie całą, bo Krucze Pióro właśnie rozdysponowywał patrole, w dodatku nie spał z nimi w żłobku. Wyszła na zewnątrz, obserwując jego poczynania, jednak po chwili poczuła, że jednak zimno za bardzo jej przeszkadza. zauważyła wystający ze śniegu głaz, więc podeszła do niego, aby zrobić tam sobie przytulniejszy kąt do obserwowania obozu. Strzepnęła ogonem warstwę śniegu, poprawiając niektóre miejsca łapą. W końcu gdy wydawała się być usatysfakcjonowana swoim miejscem odpoczynku, usiadła na kamieniu, otulając się ogonem. Po chwili usłyszała, jak czyjeś łapy chrupią w śniegu, idąc w jej stronę.
— Och, witaj Agreście. Widzę, że nie tylko ja wstaję tak wcześnie. — odezwała się do niego srebrna.
— Tak, najwidoczniej. Lubię patrzeć na śnieg z rana, słońce tak pięknie na niego świeci… Choć jeszcze lepiej wygląda pod światłem księżyca w nocy.
— Ja o wiele bardziej lubię go w słońcu. — Wzruszyła ramionami, spoglądając chwilę na kocura. Może i nie przyznałaby wprost, jednak był dość postawny, na pierwszy rzut oka można było od razu stwierdzić, że będzie silnym wojownikiem. O ile tym chce zostać. Choć bardzo wątpiła, że byłby chętny na zostanie medykiem. Przynajmniej tak jej się wydawało, szkoda by marnować taką sylwetkę na jakieś tam zbieranie ziół. Ten odwrócił łeb w drugą stronę. Gdy się odwrócił i zaczął mówić, kotka nagle wpadła na pomysł. Może trzeba te jego refleksy przyszłego wojownika sprawdzić? Schyliła się, formując ze śniegu kulkę.
— Nie dziwię się. Słońce tak pięknie czasami wpada do obozu spomiędzy liści… — Rzuciła w kocura, przerywając jego dialog. Ten zdziwiony rozejrzał się, próbując ustalić, skąd śnieg mógł na niego spaść. Z początku pewnie założył, że była to sprawka grawitacji i jakiegoś drzewa, ale nic bardziej mylnego. Gdy zwrócił na nią zwrok, zobaczył, jak ta podśmiechuje się pod nosem.
— Hej, za co to było? — Wstał z miejsca. Kotka ułożyła się wygodniej na kamieniu.
— A musiało być za coś? Muszę przyznać, że śmiesznie wyglądałeś rozglądając się za źródłem ataku. Musisz nad tym popracować, bo słaby z ciebie będzie wojownik. — Wystawiła mu język, na co ten napuszył się. Wyglądał bardziej słodko, niż groźnie.
— Też mi coś! — odburknął. Srebrna nadal śmiała się, jednak gdy otworzyła oczy, zobaczyła kocura bardzo blisko siebie, a na protest było za późno. Wylądowali w śniegu, jedno na drugim. Ta od razu syknęła, otrzepując się. Kocur zaśmiał się, jednak po chwili zauważył, że nie jest jej do śmiechu. Trzęsła się z zimna, no i też złości. Od razu zszedł z niej, a ta otrzepała się, co niewiele pomogło.
— Pogięło cię? — zapytała go zdenerwowana.
— Przecież cię nie utopiłem w tym śniegu! — Próbował się obronić, jednak ta spojrzała na niego gniewnie, po czym wymierzyła mu cios łapą w pysk. Może i nie użyła pazurów, jednak syknął z bólu, patrząc na nią zdziwiony. Przez chwilę patrzyła na niego, a on nie potrafił odczytać jej wyrazu pyska, po czym odeszła do żłobka. Czuła, jak przez żyły pulsuje jej krew, a jej szum słyszała w swoich uszach. Usiadła obok boku swojej matki, oddychając głęboko. Patrzyła, jak jej rodzeństwo gania się bez celu.
— Coś się stało? Jesteś cała mokra. — zapytała ją Kwaśna Kocanka.
— Nie, po prostu… Nie ważne. — W tym momencie do żłobka wszedł Krucze Pióro, który skończył rozdysponowywanie patroli. Usiadł przy Kocance, stykając się z nią nosami. Noc mogłaby przysiąc, że usłyszała, jak kocur mruczy cicho.
— Jak się spało? Mam nadzieję, że w żłobku jest wam ciepło. Choć niektórym chyba za bardzo. — Zerknął na Noc, którą wcześniej pewnie zauważył siedzącą z Agrestem. Ta odwróciła wzrok. Była cała w śniegu i jeszcze ją z nim widział. Co za upokorzenie…
— Chciałam zobaczyć, jak wykonujesz swoje obowiązki… — odpowiedziała ojcu. Zwróciła na niego wzrok. — Bardzo dużo pracujesz.
— Tak, ale muszę się starać, szczególnie teraz, gdy Klan Wilka wie, że za niedługo ja lub Pustułkowy Szpon przejmiemy władzę. — odpowiedział córce, przez chwilę zamyślając się po tych słowach. Chciałaby móc czytać w myślach, bo jego to ona nigdy nie potrafi rozczytać.
— Och, rozumiem. To prawda. — kotka kątem oka zobaczyła czekoladowego siedzącego na środku obozu. Czuła się tak, jakby ten ich obserwował… Krucze Pióro wstał, odwracając się do wyjścia.
— Muszę już iść, za chwilę wyruszam na patrol łowiecki. Przyniosę wam coś. — Po tych słowach kocur wyszedł ze żłobka, zostawiając ich.
⊹₊˚‧︵‿₊⊱·☾·⊰₊‿︵‧˚₊⊹
Matka od rana pielęgnowała ją i jej braci, aby byli gotowi na ceremonię mianowania, oraz noc przebytą w lesie. Nie chciała się zbytnio przy niej ubrudzić, to też miała zamiar uważać na swoje futerko. U jej boku pojawił się Agrest, z którym nadal nie chciała rozmawiać. Fuknęła pod nosem.
— Stresujesz się? — zapytał ją, przeszywając ją lekko wzrokiem. Ta jednak ani drgnęła.
— Nie, jakoś nie bardzo. Ojciec dużo mi opowiadał o tym, jak przebiegnie noc. — odpowiedziała kocurowi.
— A drapieżniki..? — Kocurek zaczął lekko kreślić łapą w ziemi. — Co jak jakiś cię zaatakuje.
— Ucieknę, nie do obozu oczywiście, ale na pewno znajdę jakąś opuszczoną norę, w której mogę się schować.
— Przemyślałaś wszystko, prawda? — zaśmiał się lekko.
— Może. Lepiej być gotowym na wszystko. Tak czy siak wolę umrzeć niż wrócić do obozu z podkulonym ogonem. Krucze Pióro by mi tego nie wybaczył. — Zauważyła, że w oczach kocura pojawił się szok. A co w tym takiego szokującego? Musi bronić honoru swojej rodziny. Swojego ojca…
— Oh. Cóż… Mam nadzieję, że wszystko się dobrze skończy, no i że będziesz bezpieczna. — Spojrzała na niego pytająco, a ten speszył się. — Znaczy, po prostu wiesz, nie chciałbym, żeby ktokolwiek miłą nie wrócić, no i ten, tego…
— Tak, rozumiem, nie musisz się tłumaczyć. — odpowiedziała mu kotka, liżąc się teraz po łapie. — Pójdę się zdrzemnąć, dobrze byłoby być wypoczętym przed tą nocą. Tobie radzę jutro zrobić to samo.
— Tak, tak… Dziękuję za radę. — Skinął, nadal zawstydzony, a kotka odeszła do legowiska. Ułożyła się w nim wygodnie i zasnęła, czekając na swoją próbę.
⊹₊˚‧︵‿₊⊱·☾·⊰₊‿︵‧˚₊⊹
W nocy ktoś szturchnął ją łapą, przez co obudziła się. Nad sobą zobaczyła Wilczy Skowyt, który skinął w stronę wyjścia z obozu. Ta bez przeciągania wyjścia wstała, podążając za nim. Po raz pierwszy wychodziła poza obóz, jednak zachowała spokój. Była ciekawa, czy tak samo zachowali się jej bracia. W pewnym momencie zatrzymali się, a że było ciemno, nie widziała, czy kocur stoi obok niej, za nią, czy przed nią. Rozejrzała się, po czym zdała sobie sprawę z tego, że teraz już była sama. Huczenie sowy przerywało ciszę, która otaczała ją. Usiadła, nasłuchując i obserwując otoczenie. Każdy szelest mógł oznaczać jej śmierć, ale nie miała przez to zamiaru panikować. Po prostu była czujna. Po dłuższym czasie nudziło się jej ciągłe siedzenie w miejscu, więc zawędrowała trochę dalej od miejsca, w którym ją zostawiono. Drzewa zakrywały niebo, jedynie blask księżyca przebijał się przez ich gałęzie. Przypomniała się jej rozmowa z Agrestem o jego blasku. Zatrzymała się, po czym potrząsnęła głową. Musiała się ogarnąć. Nie mogła sobie pozwolić na chwilę rozkojarzenia. Mijały godziny, a czas dłużył się jej. Zastanawiała się teraz, czy ktokolwiek ją znajdzie, skoro tak daleko odeszła od miejsca, w którym ją zostawiono. Po kolejnych godzinach w końcu robiło się jasno. Coraz jaśniej… No i jaśniej. Nadal nikt po nią nie przyszedł. W końcu usiadła, węsząc chwilę. Raczej nie weszła na czyjeś terytorium. Czekała dość długo… Aż w końcu z krzaków obok niej wyłonił się nastroszony Wilczy Skowyt i Pszczeli Rój.
— Tu jest! Mysie łajno, że tobie łapy nie odpadły! Zostawiliśmy cię niedaleko Czarnych Gniazd, a ty zaszłaś prawie aż do Opuszczonego Obozowiska! — syknął kocur, jednak nie spodziewał się, że spotka się z dumą kotki, zamiast strachu na jego ochrzan.
— Wow, naprawdę? Muszę mieć dobrą kondycję. — skomentowała, wstając z miejsca. Wojownik jedynie prychnął zły, po czym odwrócił się w stronę obozu. Pszczeli Rój ruszyła natomiast za nocą. Droga nie była aż tak długa, jak myślała, a do obozu weszła widząc przy wejściu swojego ojca. Chyba przybyła ostatnia, no cóż… Krucze Pióro usiadł pod mównicą, a Zalotna Gwiazda wyłoniła się zlegowiska. Stanęła nad swoim klanem, patrząc na trójkę.
— Klanie Wilka, dziś z nocy w lesie powróciła trójka kandydatów na uczniów naszego klanu, a więc czas, aby mianować ich na nich. Niedźwiedziu, wystąp proszę. — Najwyraźniej miała zamiar iść w kolejności ich przyjścia, gdyż następny mianowany został Ślepowron. Kotka została jako ostatnia. Wystąpiła, przywołana przez liderkę.
— Noc, Ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Księżycowa Łapa. Twoim mentorem będzie Seradelowy Nektar. Mam nadzieję, że przekaże ci ona całą swoją wiedzę. — W tym momencie mentorka kotki przyłożyła swój nos do jej czoła. Po obozie rozeszły się wiwaty ich imion, a ojciec i matka z lekkim uśmiechem patrzyli na swoje dzieci, również przywołując ich imiona. Koty podchodziły do niej, gratulując jej zostania uczniem, a ona z grzecznością i opanowaniem odpowiadała im. Nagle jednak tuż obok pojawił się Agrest, przez co od razu humor jej się pogorszył. Miała zamiar nie zwracać na niego uwagi, kontynuując podziękowania, ale ten w końcu odezwał się.
— Gratulacje, No- znaczy, Księżycowa Łapo! Strasznie ci pasuje to imię! — Uśmiechnął się do niej, ale ta, która dopiero co dziękowała jednemu z wojowników za gratulacje jedynie zerknęła na niego.
— Nie potrzebuję od ciebie wiwatów. — odpowiedziała stanowczo, odchodząc. Podeszła do swojej mentorki, kompletnie ignorując jego egzystencję.
— Chciałabyś zacząć już dziś swoje szkolenie? — Zapytała młodszą.
— Tak, miałam na to nadzieję. — Mentorka chyba nie miała pojęcia, jak bardzo ratuje jej życie. Nie chciała rozmawiać z Agrestem, a szkolenie było wręcz idealną ucieczką.
— Dobrze, ruszajmy więc. Pokażę ci terytoria, tak na poczatek. — Ruszyła w stronę wyjścia z obozu, a uczennica podążyła za nią.
(1570 słów)