— I będzie ciekawie. Chodź, synu. — ponaglił go i zaczął prowadzić go w kierunku miejsca, gdzie zwykli rozpoczynać trening, kierując swoje kroki poza znajomy obóz.
Gdy dotarli, spojrzał się młodemu w oczy.
— Najpierw powiem ci o kilku technikach. Czasami warto udawać poddanego, by później wyskoczyć i przybić zaskoczonego napastnika do ziemi. To oszustwo, ale jak skuteczne. Dobrym sposobem jest też atakowanie najbardziej czułych miejsc. Na przykład zaślepianie przeciwnika, atakowanie brzucha lub łap, by nie mógł uciec. Jesteś na razie mniejszy od typowego wojownika, więc w walce możesz to wykorzystać. Zawsze warto wykorzystywać swoje fizyczne atuty. Przeciwnicy nie zawsze są ich świadomi.
Widział uważne spojrzenie Chłodnej Łapy, który dla odmiany dokładnie słuchał tego, co mu tłumaczył.
— A jakbyś był mną i walczył z dorosłym kotem, to na co zwracałbyś uwagę podczas ataku? — spytał młodzieniec, lustrując go wzrokiem.
Mroczny Omen zaśmiał się cicho.
— Chcesz mieć odpowiedzi od razu, co? — miauknął. — Nie powiem ci. Najpierw zawalczymy i sam będziesz musiał się domyśleć, wykorzystując spryt i własną intuicję. — powiedział, po czym kazał mu się ustawić na przeciw niemu, atakując pierwszy
Uczeń jęknął cicho.
— Nie zamierzam cię oszczędzać — miauknął jeszcze tylko, odskakując na jego atak.
Mroczny Omen parsknął, zadowolony z zaciętości swojego syna. Zawrócił się i zaczął szarżę prosto na kocura, wysuwając ku niemu łapy, by go przewrócić. Przeturlali się po ziemi. Omen czuł, jak łapy ucznia wbijają się w jego brzuch. Kopał mocno tylnymi łapami, by sprawić mu jak największy ból. Spletli się w uścisku. Chłodna Łapa od razu zaczął go kopać, by go z siebie zrzucić, a ważył dość sporo. Machał łapami i ugryzł go w jedną. Białoczarny odsunął łapę i syknął lekko z bólu, gdy zęby młodszego się w nią wgryzły. Przez chwilę to on był na wierzchu. Wojownik odepchnął go tylnymi łapami, widząc jednak, że Chłód odzyskał równowagę, mimo lekkiego zachwiania. Dawny partner Rysiej Pogonii zamachnął się łapą, celując w bok młodszego. Ten wywrócił się, upadając na łopatki i ledwo przekręcając się na drugi bok. Szybko poderwał się na nogi i wskoczył vanowi na grzbiet, gryząc go w kark.
— Wrrrr.... — wydobyło się z jego pyska, śliniąc sierść taty.
Czarny prychnął, próbując strząsnąć go z siebie. Przeturlał się na grzbiecie, by go zrzucić, jednak ten był mocno uczepiony pazurami. Chwycił go za ogon, próbując cisnąć go na ziemię. Rudy trzymał się mocno, mimo tego, że został zgnieciony przez cielsko starszego. Jednak gdy ten chwycił go za ogon, z jego pyska wydobył się pisk bólu, powodujący, że upadł na twardy grunt.
— Ał! Delikatniej może co? — fuknął na niego niezadowolony.
— Nie wytrzymujesz? — spytał Omen, wstrzymując walkę. — Na bitwie, jak powiesz przeciwnikowi "delikatniej" nie posłucha polecenia. Wysmaruje twoimi flakami całą polanę.
Młodszy kocur zadrżał, wyobrażając to sobie.
— Ale... ja walcze pierwszy raz! No i nadal mi nie powiedziałeś jak cię pokonać — zauważył.
— Jak mnie pokonać? — powtórzył. — Chyba jak pokonać przeciwnika. Moje słabości nie są ci potrzebne. Jesteśmy w jednym klanie. Jesteśmy sojusznikami. Powinieneś sam wywnioskować, w jakie punkty powinieneś uderzać. Wtedy powiedziałbym ci więcej.
Chłód tylko przewrócił oczami, prychając
— Ale z tobą walcze, trenuje, więc... jakbyś mi powiedział, to może przeciwnik będzie miał to samo co ty — zauważył. — Uderzałem cię i nic nie widziałem, co sprawiłoby ci ból.
— Moje osobiste preferencje nie są ci potrzebne. To, czego potrzebujesz to słabości typowe dla każdego kota, a nie tylko dla mnie. — zmrużył oczy. — Nie zaobserwowałeś żadnego bólu? Być może nie walczyłeś wystarczająco dobrze. Czułym miejscem każdego wojownika jest brzuch. Warto też celować w oczy, by zaślepić widoczność, ale w odpowiedni sposób, a nie rzucając się komuś na pysk. Wtedy taki przeciwnik może łatwo złapać cię właśnie za brzuch i... Domyśl się, co dalej. Taka śmierć nie jest najprzyjemniejsza.
Syn skulił uszy niezadowolony. Kiedy Omen skończył mówić, rzucił się na niego z impentem uderzając w jego łapę głową.
— Ał... — miauknął, po czym padł na bok, otrzepując się ze zdezorientowania.
Czarny kocur westchnął, spoglądając na marnie wyglądającą postawę leżącego tuż pod jego łapami kota.
— Niezła próba. Chyba nie do końca mnie słuchałeś — miauknął z nutą sarkazmu w głosie. — wstawaj.
— Chciałem zrobić coś nieobliczalnego, co wykracza poza schemat, byś tego nie uniknął — wyjaśnił syn. — Nie wyszło jednak — wstał, stękając.
— Zanim zaczniesz robić coś "nieobliczalnego" musisz to przemyśleć — powiedział kot, unosząc brew. — Na prawdziwym polu bitwy już byś nie żył.
Uczeń przewrócił tylko oczami, nim bez ostrzeżenia rzucił się na jego boz z wysuniętymi pazurami i zębami wystającymi z pyska.
Stęknął, gdy pazurki młodszego wbiły się w jego bok. Wojownik odepchnął go, chociaż mimo pozorów nie było to takie łatwe.
— A może dla odmiany posłuchasz, co do ciebie mówię? — parsknął.
— No przecież atakuje tak jak mówiłeś! Brzuch masz ukryty, więc chciałem cię przewrócić — Chłód machnął zirytowany ogonem.
— Dość nieumiejętnie — prychnął czarny van w odpowiedzi. — Jeszcze raz. Tym razem z całej siły.
Uczeń oddalił się nieco od niego, po czym z całych sił, uderzył w kocura, próbując go przewrócić.
— No zdychaj nooo — fuczał.
— Co proszę? — rzucił czarnobiały. — Co ty powiedziałeś?
Napiął mięśnie. Że też ten dzieciak myślał tak o własnym ojcu.
Rudy odsunął się od niego, patrząc na niego spod byka.
— No sorry, taki już jestem, że nie myślę co mówię — miauknął cynicznie. — Nadal stoisz a z całych sił cię uderzyłem!
Mimo wszystko niezbyt podobała mu się postawa jego syna. Ta wymiana zdań była... niepokojąca.. Zwłaszcza zważając na fakt, jak przywiązany jest do Klanu Klifu.
— Najwidoczniej wciąż niewystarczająco. Następnym razem pozwolę ci się zmierzyć z innym uczniem. Z kimś o równych siłach. — obwieścił, po czym pokazał mu kilka ruchów bitewnych, które można wykorzystać w walce. — Czasami nie idzie zapamiętać wszystkich ruchów. Ale ważne jest to, żebyś na polu bitwy sam potrafił wymyślać strategie. Zależnie od okoliczności. Ale strategie, które... Mają jakikolwiek sens. Które wiesz, że się sprawdzą. W innym wypadku pewnie długo nie pożyjesz, a tego byśmy nie chcieli.
— Mhm... — mruknął pod nosem kocur. — Może z czasem będzie lepiej. Wisi mi to — prychnął z fochniętą miną.
— Więc wolisz skończyć jako pasożyt? — odparł wojownik. — Pomyślmy... leniwy pasożyt nieprzydatny dla klanu. Radzący sobie najgorzej ze wszystkich. Czekający wieki na mianowanie... Pewnie wygnany z klanu. Brzmi kusząco, prawda?
<Synuś?>
[przyznane 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz