*jeszcze przed śmiercią Brzoskwiniowej Gwiazdy*
Jeżowa Łapa z głośnym jękiem, upadł na ziemię. Kocurek syknął pod nosem. Całe ciało odmawiało mu posłuszeństwa, był obalały i stracił resztki ochoty, żeby trenować dalej. Pliszkowy Krok, najwyraźniej była innego zdania. Mentorka odwróciła pysk w jego stronę, posyłając mu stanowcze spojrzenie.
-Spróbuj jeszcze raz.
Syn Brzozowego Szeptu, dźwignął się na łapy. Ustawił się w odpowiedniej pozycji, poruszając przy tym ogonem na boki. Upewnił się, że ma schowane pazury, zanim ruszył w stronę kocicy. Odbił się z tylnych łap, zamierzając wylądować na jej karku i mocno go złapać. Pliszkowy Krok wykonała zwinny unik, zanim zdążył ją drasnąć. Mentorka naskoczyła na niego i dwójka kotów przeturlała się kawałek dalej. Jeżowa Łapa, był od niej znacznie mniejszy, do tego mało doświadczony. Nic dziwnego, że kotce udało się przyszpilić go do ziemi. Ugryzła go lekko w łapę. Czekoladowy kocurek chciał kopnąć ją za pomocą tylnych kończyn.
-No dalej!-ponagliła zniecierpliwiona wojowniczka, gdy kolejny raz mu się nie udało. Wywróciła oczami, przyciskając go mocniej i nie przestając gryźć.
-Staram się!-mruknął Jeżowa Łapa.
Uczeń czuł się bardzo zawstydzony. To nie była ich pierwsza lekcja walki. Ćwiczyli tą umiejętność, już kilkanaście dni - prawie cały księżyc! - a mu wciąż nie wychodziło. Nawet wykonanie bardzo prostego ruchu, kończyło się porażką. Pliszkowy Krok zaczynała już sądzić, że młody kocurek zwyczajnie nie uważa i jej nie słucha. W końcu jak to możliwe, że ćwiczyli jeden ruch kilka razy, a on ciągle go nie umiał? Zapominał?
Jeżowa Łapa złapał kotkę zębami za jedną z przednich łap, próbując się jakoś spod niej wyczołgać. Pliszkowy Krok jedynie syknęła cicho, nie puszczając go.
-Miałeś zrobić skok, chwyt, rzut. To nie jest takie trudne, Jeżowa Łapo. Skaczesz, chwytasz, rzucasz. Powtórz.
-Skaczę, chwytam, rzucam.-miauknął kocurek, gdy wreszcie Pliszkowy Krok z niego zeszła. Otrzepał się z resztek błota. Gdyby nie ciemna sierść, byłby cały brudny. Wlepił w mentorkę przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu.-Nie wiem, czemu mi ciągle nie wychodzi. Może jestem za słaby?
-Nonsens. Musisz się bardziej starać.-mruknęła.-Będziemy ćwiczyć ten ruch do skutku. Jeśli nasz klan zostanie zaatakowany, będziesz musiał umieć się obronić.
-Obym nigdy nie musiał.-odpowiedział cicho Jeżowa Łapa, krótko liżąc sierść na boku.-Nie każdy kot musi być we wszystkim najlepszy.
Pliszkowy Krok cicho westchnęła. Jeżowa Łapa był świadomy tego, że pomału ją zawodzi. Posłusznie ruszył za kotką w stronę ich obozu, ignorując bolące ranki na łapie. Znał całe ich terytorium, potrafił dobrze polować, ale widocznie to było za mało. Musiał nauczyć się walczyć. Po prostu musiał!
Wróciwszy do obozu, rozejrzał się po pobratymcach. Poczuł ogromny smutek na myśl o ich głodzie. Od kilku dni, nie łapali porządnej zwierzyny, a jedynie jakieś małe, słabe piszczki, jeśli mieli szczęście. Dlaczego Klan Gwiazdy był na nich zły?
Kilku wojownik dzieliło się językami, Pląsająca Łapa odpoczywała przed żłobkiem, natomiast jego ukochane siostry, siłowały się przed legowiskiem uczniów. Chciał od razu do nich dołączyć, kiedy zatrzymał go ogon mentorki. Spojrzał na Pliszkowy Krok.
-Tak?
-Lepiej pokaż te zadrapania Zajęczej Stopie. Wolę mieć pewność, że będziesz miał dużo siły na kolejne szkolenie.
-Jasne.-mruknął pośpiesznie, żeby jeszcze bardziej nie zirytować Pliszkowego Kroku swoją odmową.
Ruszył w stronę legowiska medyka niepewnym, niespiesznym krokiem. Nigdy nie poznał medyczki Klanu Burzy, nawet nie zajrzał do jej legowiska. Jakoś go tam nie ciągnęło. Jeżowa Łapa nie był pewny, jak zostanie powitany. Przecież kotka musiała mieć sporo pracy, a on jej się nawinie pod łapy, z czymś tak błahym jak zadrapanie.
Znajdując się w środku legowiska, oblał go gorzki smak ziół. Jeżowa Łapa zmrużył oczy. Woń wielu roślin, dotarła do niego intensywnie. Zioła mieszały się ze sobą. Niektóre miały przyjemną, delikatną woń, inne mówiąc krótko śmierdziały. W legowisku medyczki panował ład i porządek. Uczeń otworzył pysk, by lepiej wychwycić wszystkie smaki. Gorzki, cierpki aromat, mimo nieprzyjemnego zapachu, musiał mieć jakieś specjalne właściwości, skoro medyczka go jeszcze nie wyrzuciła. Jeżowa Łapa zaciekawiona, postawił pewniej kilka kroków przed siebie. Wciąż węszył. Im szedł dalej, tym więcej zapachów go otaczało, przestały mu przeszkadzać tak bardzo, stały się przyjemniejsze. Zafascynowany, próbował rozróżnić poszczególną woń. Na pewno niektóre już wcześniej czuł, ale jakoś nie poświęcał im więcej uwagi.
-Mogę w czymś pomóc?
Czekoladowy kocurek podskoczył zaskoczony. Dopiero teraz uświadomił sobie, że musiał odlecieć, skupiając się głównie na rozróżnianiu zapachów. Odwrócił zawstydzony wzrok, w stronę kocicy, która podeszła do niego spokojnie.
-Pomóc w czymś?-powtórzyła, gdy po kilku kolejnych uderzeniach serca, nie doczekała się odpowiedzi.
Jeżowa Łapa skulił się. W końcu była dla niego praktycznie obca, a on tak po prostu chodził po jej legowisku.
-M-miałem pokazać ł-łapkę. Pliszkowy Krok z-zraniła mnie podczas treningu.-miauknął nieśmiało, pokazując wskazaną część ciała.
Zajęcza Stopa przyjrzała się uważnie.
-To niewielkie zadrapania. Nic ci nie będzie.-miauknęła łagodnie.-Ale jeśli bardzo cię boli, mogę dać ci nawłoć.
-N-nie dziękuję. Do w-widzenia.
Jeżowa Łapa opuścił legowisko, nawet się nie odwracając. Gdyby nie futro, można byłoby zobaczyć jego zawstydzenie. Zachował się jak mysi móżdżek.
-Spróbuj jeszcze raz.
Syn Brzozowego Szeptu, dźwignął się na łapy. Ustawił się w odpowiedniej pozycji, poruszając przy tym ogonem na boki. Upewnił się, że ma schowane pazury, zanim ruszył w stronę kocicy. Odbił się z tylnych łap, zamierzając wylądować na jej karku i mocno go złapać. Pliszkowy Krok wykonała zwinny unik, zanim zdążył ją drasnąć. Mentorka naskoczyła na niego i dwójka kotów przeturlała się kawałek dalej. Jeżowa Łapa, był od niej znacznie mniejszy, do tego mało doświadczony. Nic dziwnego, że kotce udało się przyszpilić go do ziemi. Ugryzła go lekko w łapę. Czekoladowy kocurek chciał kopnąć ją za pomocą tylnych kończyn.
-No dalej!-ponagliła zniecierpliwiona wojowniczka, gdy kolejny raz mu się nie udało. Wywróciła oczami, przyciskając go mocniej i nie przestając gryźć.
-Staram się!-mruknął Jeżowa Łapa.
Uczeń czuł się bardzo zawstydzony. To nie była ich pierwsza lekcja walki. Ćwiczyli tą umiejętność, już kilkanaście dni - prawie cały księżyc! - a mu wciąż nie wychodziło. Nawet wykonanie bardzo prostego ruchu, kończyło się porażką. Pliszkowy Krok zaczynała już sądzić, że młody kocurek zwyczajnie nie uważa i jej nie słucha. W końcu jak to możliwe, że ćwiczyli jeden ruch kilka razy, a on ciągle go nie umiał? Zapominał?
Jeżowa Łapa złapał kotkę zębami za jedną z przednich łap, próbując się jakoś spod niej wyczołgać. Pliszkowy Krok jedynie syknęła cicho, nie puszczając go.
-Miałeś zrobić skok, chwyt, rzut. To nie jest takie trudne, Jeżowa Łapo. Skaczesz, chwytasz, rzucasz. Powtórz.
-Skaczę, chwytam, rzucam.-miauknął kocurek, gdy wreszcie Pliszkowy Krok z niego zeszła. Otrzepał się z resztek błota. Gdyby nie ciemna sierść, byłby cały brudny. Wlepił w mentorkę przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu.-Nie wiem, czemu mi ciągle nie wychodzi. Może jestem za słaby?
-Nonsens. Musisz się bardziej starać.-mruknęła.-Będziemy ćwiczyć ten ruch do skutku. Jeśli nasz klan zostanie zaatakowany, będziesz musiał umieć się obronić.
-Obym nigdy nie musiał.-odpowiedział cicho Jeżowa Łapa, krótko liżąc sierść na boku.-Nie każdy kot musi być we wszystkim najlepszy.
Pliszkowy Krok cicho westchnęła. Jeżowa Łapa był świadomy tego, że pomału ją zawodzi. Posłusznie ruszył za kotką w stronę ich obozu, ignorując bolące ranki na łapie. Znał całe ich terytorium, potrafił dobrze polować, ale widocznie to było za mało. Musiał nauczyć się walczyć. Po prostu musiał!
Wróciwszy do obozu, rozejrzał się po pobratymcach. Poczuł ogromny smutek na myśl o ich głodzie. Od kilku dni, nie łapali porządnej zwierzyny, a jedynie jakieś małe, słabe piszczki, jeśli mieli szczęście. Dlaczego Klan Gwiazdy był na nich zły?
Kilku wojownik dzieliło się językami, Pląsająca Łapa odpoczywała przed żłobkiem, natomiast jego ukochane siostry, siłowały się przed legowiskiem uczniów. Chciał od razu do nich dołączyć, kiedy zatrzymał go ogon mentorki. Spojrzał na Pliszkowy Krok.
-Tak?
-Lepiej pokaż te zadrapania Zajęczej Stopie. Wolę mieć pewność, że będziesz miał dużo siły na kolejne szkolenie.
-Jasne.-mruknął pośpiesznie, żeby jeszcze bardziej nie zirytować Pliszkowego Kroku swoją odmową.
Ruszył w stronę legowiska medyka niepewnym, niespiesznym krokiem. Nigdy nie poznał medyczki Klanu Burzy, nawet nie zajrzał do jej legowiska. Jakoś go tam nie ciągnęło. Jeżowa Łapa nie był pewny, jak zostanie powitany. Przecież kotka musiała mieć sporo pracy, a on jej się nawinie pod łapy, z czymś tak błahym jak zadrapanie.
Znajdując się w środku legowiska, oblał go gorzki smak ziół. Jeżowa Łapa zmrużył oczy. Woń wielu roślin, dotarła do niego intensywnie. Zioła mieszały się ze sobą. Niektóre miały przyjemną, delikatną woń, inne mówiąc krótko śmierdziały. W legowisku medyczki panował ład i porządek. Uczeń otworzył pysk, by lepiej wychwycić wszystkie smaki. Gorzki, cierpki aromat, mimo nieprzyjemnego zapachu, musiał mieć jakieś specjalne właściwości, skoro medyczka go jeszcze nie wyrzuciła. Jeżowa Łapa zaciekawiona, postawił pewniej kilka kroków przed siebie. Wciąż węszył. Im szedł dalej, tym więcej zapachów go otaczało, przestały mu przeszkadzać tak bardzo, stały się przyjemniejsze. Zafascynowany, próbował rozróżnić poszczególną woń. Na pewno niektóre już wcześniej czuł, ale jakoś nie poświęcał im więcej uwagi.
-Mogę w czymś pomóc?
Czekoladowy kocurek podskoczył zaskoczony. Dopiero teraz uświadomił sobie, że musiał odlecieć, skupiając się głównie na rozróżnianiu zapachów. Odwrócił zawstydzony wzrok, w stronę kocicy, która podeszła do niego spokojnie.
-Pomóc w czymś?-powtórzyła, gdy po kilku kolejnych uderzeniach serca, nie doczekała się odpowiedzi.
Jeżowa Łapa skulił się. W końcu była dla niego praktycznie obca, a on tak po prostu chodził po jej legowisku.
-M-miałem pokazać ł-łapkę. Pliszkowy Krok z-zraniła mnie podczas treningu.-miauknął nieśmiało, pokazując wskazaną część ciała.
Zajęcza Stopa przyjrzała się uważnie.
-To niewielkie zadrapania. Nic ci nie będzie.-miauknęła łagodnie.-Ale jeśli bardzo cię boli, mogę dać ci nawłoć.
-N-nie dziękuję. Do w-widzenia.
Jeżowa Łapa opuścił legowisko, nawet się nie odwracając. Gdyby nie futro, można byłoby zobaczyć jego zawstydzenie. Zachował się jak mysi móżdżek.
***
*podczas przeprowadzki*
Gwiezdni byli na nich źli. Najpierw to co wydarzyło się podczas Zgromadzenia, a teraz zmuszenie klanów, żeby opuścili dobrze znane im tereny, ruszając w nieznane. Mieli tak po prostu opuścić las, w którym żyli od pokoleń, by udać się do miejsca, które będzie im obce i może nosić wiele niebezpieczeństw. Jeżowa Łapa rozumiał, dlaczego Czapla Gwiazda podjął taką decyzję. Głód. Ich koty, były coraz słabsze, przez brak stałych, dużych posiłków. Przez to byli nie tylko osłabieni, ale również rozdrażnieni i zmęczeni.
Czekoladowy kocurek bał się. Nie wiedział, co spotka ich podczas podróży. Ile kotów stracą? Ile razy się zgubią? Co jeśli się rozdzielą?
Wiele pytań kłębiło się w jego głowie, ale na żadne, nie potrafił znalezć sensownej odpowiedzi. To było takie niesprawiedliwe. Kilka księżyców temu przyszedł na świat, a teraz wszystko wokół niego, wszystko co znał i kochał, miało w jednej chwili przepaść? Uczeń zwrócił zaniepokojone spojrzenie na swoje siostry, które kroczyły obok niego. Jeśli je straci, to sobie tego nigdy nie daruje. Czy one też się bały?
Jeżowa Łapa rozejrzał się po pozostałych pobratymcach. Brzozowy Szept, Kucykowy Ogon, Ośle Ucho, wyraznie okazali niepokój. Pliszkowy Krok, idąca przed nim, co jakiś czas posyłała tęskne spojrzenie na terytorium, które mieli zostali na zawsze. Gdyby nie śmierć Brzoskwiniowej Gwiazdy, może nigdy by nie ruszyli? Może zwierzyna by powróciła, tereny znowu stały się mieszkalne, a oni... Jeżowa Łapa nie dokończył, gdyż ta myśl, wydała mu się niezbyt mądra.
Zwolnił tempo, żeby zrównać się z medyczką. Zajęcza Stopa szła jako ostatnia, niosąc w pysku potrzebne zioła, owinięte w jakiś gruby liść. Jeżowa Łapa zmrużył oczy, próbując sobie przypomnieć, co kotka dała im przed podróżą, żeby ich wzmocnić. Liście stokrotki?
-C-czy Klan Gwiazdy nas nie lubi, Zajęcza Stopo?-zagadał do medyczki. Musiał ją jakoś przeprosić, za swoje zachowanie, przy ich pierwszym spotkaniu.-Dlaczego każą nam wyruszać? Nie mogą po prostu naprawić lasu?
-Klan Gwiazdy troszczy się o nas i dlatego odchodzimy.-mruknęła przez zaciśnięte zęby, żeby nie opuścić zawiniątka. Spojrzała na ucznia Pliszkowego Kroku.-Chcesz mi pomóc?
-Oczywiście!-miauknął Jeżowa Łapa.-Ale... nie znam się na roślinach.
Zajęcza Stopa poruszyła wąsami rozbawiona.
-Tylko w noszeniu.
-Chyba jestem w tym dobry.-dodał cicho. Odebrał od Zajęczej Stopy zawiniątko, uważając, by nie wysypać jego zawartości. Szedł z medyczką ramię w ramię, podążając tropem pobratymców, idąc skok lisa przed nimi.-Jak to jest być medykiem?
-To duża odpowiedzialność. Musisz troszczyć się o zdrowie wszystkich kotów, znać na pamięć każdą roślinę, jej zastosowanie, wiedzieć gdzie rośnie. Ma się wyjątkową więz z Klanem Gwiazdy.
-A śmierć?-mruknął Jeżowa Łapa, przypominając sobie ostatnie dzielenie języków z Brzoskwiniową Gwiazdą, zanim jej ciało zostało zakopane. To była pierwsza śmierć którą widział.
-Zdarza się, ale to naturalna kolej rzeczy.-miauknęła Zajęcza Stopa.-Masz jeszcze jakieś pytania, Jeżowa Łapo? Na wszystkie chętnie odpowiem.
-Znasz moje imię?
-Byłam uczennicą twojej mamy, zanim wybrałam drogę medyka. Poza tym, gdy w Klanie Burzy urodzi się jakiś kociak, to długo nie pozostaje tajemnicą.
-Życie medyka musi być ciekawe. Zioła są super!-miauknął z entuzjazmem, zanim wymyślił kolejną lawinę pytań.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz