Przeszłość
— B-babciu... wszystko w porządku? — spytała zmartwiona, dostrzegając, że starsza przymknęła powieki i wypuściła głośno powietrze. Nerwowo przeniosła spojrzenie na Buka.
Kocur uśmiechnął się szarmancko do Tawułowej Bryzy, samemu próbując zdać sobie sprawę z tego, co właśnie zrobił. Chcąc się popisać, udało mu się uratować Bożodrzewny Kaprys przed upadkiem, a teraz w dodatku stała przy nim białofutra kotka, z którą już kiedyś miał okazję rozmawiać. Wyglądała na poddenerwowaną. Srebrzysty kocur wyprostował się, wypinając dumnie klatkę piersiową.
— Nie martw się, Tawuło. Żadna staruszka nie wywróci się na mojej warcie — ogłosił, zadzierając dumnie brodę.
Wojowniczka nie wyglądała na całkowicie wyluzowaną, lecz mimo wszystko obdarowała Buka nieznacznym uśmiechem.
— Pomogę ci odprowadzić ją do legowiska starszyzny — dodał jeszcze.
Coś wyjątkowo miły dziś był. Jakby pierwszy raz od kilku dni wstał prawą łapą, zamiast lewą.
Siedział trochę naburmuszony, myśląc o tym, jak wredna zrobiła się ostatnio Focza Fala. Cieszył się, że niebieskofutra została tym razem w obozie i przynajmniej nie buczała mu nad uchem o tym, jakim to okropnym partnerem był tylko dlatego, że często rozmawiał z Rozżarzoną Pieśnią. To przecież nie jego wina, że był tak czarujący i wszystkie kotki na niego leciały. Kto potrafiłby oprzeć się jego nadzwyczajnej urodzie? No właśnie, nikt. Dlatego cętkowana kleiła się do niego jak rzep do futra i właśnie dlatego Foka była o nią zazdrosna.
Srebrny rozchmurzył się nieco na tę myśl. Rozluźnił mięśnie i kilka razy ugniótł ziemię łapami, zadzierając dumnie brodę. Dopiero po chwili otworzył ślepia i rozejrzał się wokół.
Wtedy jego uwagę przykuła nieznajoma kotka, która uparcie wpatrywała się w niego. Gdy nawiązał z nią kontakt wzrokowy, mimowolnie się skrzywił. Wyglądała... dziwnie. Miała wielkie, wyłupiaste oczy, które prawie wcale nie mrugały.
Z lekkim grymasem na pysku podszedł do niej.
— Halo, kim ty jesteś, żeby się we mnie tak bezczelnie wpatrywać? — zaczął z wyraźnym poirytowaniem. — Mamusia cię nie nauczyła, że to niegrzeczne?
Nieznajoma uśmiechnęła się szeroko.
— Nauczyła mnie mamusia wszystkiego, co powinnam wiedzieć. A że jestem niegrzeczną córką to już inna sprawa. — Wzruszyła ramionami. — Gapię się, bo to w mojej naturze. Ty wyglądasz... interesująco.
Buk prychnął pod nosem, słysząc słowa srebrzystej Nocniaczki. Za kogo ona się w ogóle uważała? Widać było po niej, że wychowano ją wyjątkowo bezstresowo. Była zbyt rozwydrzona i pozwalała sobie na zdecydowanie za wiele w obecności czekoladowego wojownika. Wyglądała na młodą, a więc zapewne i głupiutką. W dodatku była kotką. Cóż mogła wiedzieć o świecie?
— Interesująco? Chyba chciałaś powiedzieć czarująco. Tak, często to słyszę — odparł z wyraźnym zadowoleniem, zadzierając brodę i dumnie wypinając pierś. — Pozwolę sobie jednak udzielić ci pewnej rady. Z takim podejściem raczej trudno będzie ci znaleźć partnera. Jeśli będziesz tylko stała i wpatrywała się w koty, które wpadną ci w oko, prędzej czy później wszyscy uznają cię za dziwaczkę. Lepiej naucz się zagadywać do innych z odrobiną klasy. W przeciwnym razie będziesz sprawiać wrażenie dzikusa, a nie dobrze wychowanej wojowniczki.
— Och... To byłaby tragedia, gdyby ktoś mnie postrzegał za... niewychowaną wojowniczkę. — Srebrzysta położyła uszy po sobie. — Przepraszam, że się gapiłam, ale rzeczywiście jesteś tak czarujący! — dodała. — Ale jesteś tak... — zmierzyła go ponownie wzrokiem — przystojny, że nie mogłam oderwać wzroku.
Choć słowa srebrzystej wyraźnie podbudowywały ego wojownika, jednocześnie czuł się nimi dziwnie zniesmaczony. Ile księżyców mogła mieć ta kotka? Czy była już w ogóle wojowniczką, czy wciąż uczennicą? Skrzywił się na wzmiankę o swojej urodzie. Oczywiście, że był przystojny. Doskonale o tym wiedział. Ale naprawdę nie chciał słyszeć takich komentarzy akurat od tej małoksiężycówki.
— Zachowaj te marne teksty dla kotów w swoim wieku — prychnął, strzepując ogonem z wyraźną frustracją. — Może jakiś naiwny kocur dałby się na nie nabrać, ale ja nie jestem ani naiwny, ani, co ważniejsze, w twoim przedziale wiekowym.
— Żeby doceniać czyjąś urodę, nie trzeba być tą osobą romantycznie zainteresowanym — odparła Nocniaczka, praktycznie od razu uśmiechając się szerzej. — Obiektywne fakty mogą być zauważone nawet przez kocięta. — Wzruszyła ramionami. — Więc... przystojny i czarujący Klifiaku, jak cię zwą?
Czekoladowy zaśmiał się cicho na słowa srebrzystej, choć w jego spojrzeniu wciąż było widać lekkie zniesmaczenie.
— Skoro tak bardzo ci zależy, możesz mówić mi Tiramisu Serafinit I Wielki — stwierdził, przewracając oczami.
Nie zamierzał przecież naprawdę podawać jej swojego imienia. Po co miałby to robić? Najpewniej rozmawiali ze sobą po raz pierwszy i ostatni, a on nie miał najmniejszej ochoty, by jakaś niewychowana młódka zapamiętała jego imię.
— Zamierzasz dalej mi schlebiać, czy może już sobie darujesz? — dodał, zadzierając lekko brodę. — Bo powoli zaczyna to brzmieć jak desperacja, mimo że tak bardzo próbujesz mnie przekonać, iż jedynie stwierdzasz fakty.
Kotka przekrzywiła głowę rozbawiona.
— Śmieszny z ciebie kot, wiesz? Nie wiedziałam, że koty z Klanu Klifu to tacy żartownisie. Jak się na was z daleka patrzy, to zdajecie się bardzo poważnym klanem — zaśmiała się pod nosem i zakryła łapy ogonem. — Poza tym... nieważne jak czarujący byś był... — wyszczerzyła się niewinnie. — Nie interesują mnie koty. Nie wiem, skąd się w twojej głowie zrodziła myśl o desperacji, hah...
Buk spojrzał na srebrzystą z wyraźnym politowaniem w oczach.
— Och, ależ ty jesteś nonszalancka. Cóż, chyba mogłem się tego spodziewać. W tych czasach każdy jest taki niewzruszony, poważny, zupełnie nieinteresujący się innymi kotami. Oczywiście, że jedyne, na co potrafisz spojrzeć, to czubek własnego nosa — prychnął, przewracając oczami. — Może powinienem ci jeszcze pogratulować za bycie taką tajemniczą personą? Pewnie właśnie teraz wydaje ci się, że jesteś najmądrzejszą kotką na świecie — westchnął. — Powiem ci jednak, że z takich rzeczy się w końcu wyrasta. Przed tobą jeszcze długa droga, zanim zrozumiesz, jak należy się zachowywać i przed kim czasem warto pochylić głowę.
Pręgowana zmrużyła oczy z konfundajcą.
— Nie potnij się, bo tak skaczesz — prychnęła z rozbawieniem. — Ciągle tylko jakieś wnioski wyjęte z powietrza. Teraz ja się spytam. Nie nauczyła mama, żeby nie oceniać kota po jego skórze? Bo jak na razie to ty się na własnych wąsach zatrzymałeś....
Czekoladowy uniósł wyżej brwi.
— Widzę, że z ciebie niezła bestia. Najpierw taka pokorna, a teraz proszę, pokazałaś swoje prawdziwe oblicze — zachichotał, wyraźnie drocząc się ze srebrzystą. — A odpowiadając na twoje pytanie: nie, nie nauczyła, bo zmarła, zanim zdążyłem się urodzić. Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje? — dodał, przewracając oczami.
— Prawdziwe oblicze? Czekoladowe koty naprawdę mają coś nie tak z głowami... nasze legendy przekraczają granice... — mruknęła cichutko i skrzywiła się jawnie.
Klifiak zdziwił się na słowa srebrzystej.
— I to niby ja mam nierówno pod sufitem. Jakie znowu legendy? O czym ty w ogóle bredzisz? — prychnął, patrząc na Nocniaczkę, jakby ta właśnie powiedziała coś kompletnie niedorzecznego. — Jeszcze mi powiedz, że w tym twoim klanie jesteście na tyle zacofani, żeby oceniać koty po kolorze futra! Na Klan Gwiazdy, to dopiero byłby niezły żart! — dodał, wyraźnie zdziwiony absurdem całej sytuacji.
Pierwszy raz słyszał, by Klan Nocy miał jakiekolwiek uprzedzenia wobec czekoladowych kotów. Może wcześniej po prostu nigdy nie interesował się tym na tyle, by to zauważyć? A może ta dziwna kotka zwyczajnie coś sobie wymyśliła?
— Nie o kolor futra chodzi... bardziej o zachowanie ... Jakoś tak... tylko czekoladowe koty co chwilę udowadniają mi, że są pokręcone... — mruknęła. — Nie pomagasz mojemu przekonaniu... Może to ja mam po prostu nieszczęście do czekoladowych kotów, które spotykam... — odetchnęła. — To na pewno to... tak... niemożliwe jest, żeby wszystkie czekoty były jakieś... przeklęte, co?
Kocur parsknął śmiechem na słowa Nocniaczki.
— Co za bzdura! Większej głupoty chyba nigdy w życiu nie słyszałem. Jak bardzo pokręconym i znudzonym trzeba być, żeby uznać, że jakiś kolor futra jest przeklęty? Ktoś najwyraźniej miał zdecydowanie za dużo wolnego czasu, by doszukać się tak durnego połączenia. I wy naprawdę dalej w to wierzycie? — mówił, wciąż nie mogąc wyjść z szoku po wyznaniu srebrzystej. — Wcale się nie dziwię, że w tym waszym żałosnym klaniku cały czas spotykasz czekoladowe koty, które według ciebie są przeklęte. Jeśli od małego wmawiacie im, że są pokręcone, to nic dziwnego, że w końcu same zaczynają w to wierzyć — zakpił. — Teraz już widzę, że wy, Nocniacy, chodzicie z liśćmi na oczach. Gdybym też potrafił myśleć wyłącznie tak wąsko, znalazłbym nieskończoną ilość dowodów na to, że koty z czarnym futrem są chore psychicznie. W końcu ilu było morderców i mysich móżdżków o takim kolorze futra? Zapewne całe mnóstwo!
Nocniaczka zmrużyła oczy z ponownym rozbawieniem i wzruszyła ramionami.
— Ech? — zastanowiła się. — Myślisz wąsko mój drogi i nawet nie zdajesz sobie sprawy. Chciałabym spotkać czekota, który mi udowodni, że nie są przeklęte, ale... ty jesteś zarozumiały i zapatrzony w siebie więc to raczej nie ty. Niestety... — Wstała i uśmiechnęła się szeroko, chociaż raczej nieszczerze. — Miłego wieczoru, Tiramisu Serafinicie Pierwszy Wielki... — zaśmiała się jeszcze trochę złośliwie i zniknęła w tłumie kotów.
Bukowa Korona westchnął ciężko, gdy srebrzysta zniknęła mu sprzed oczu. Co to w ogóle była za wariatka i o czym ona bełkotała? Kompletnie nie rozumiał tych przekonań, które chyba wyciągnęła sobie z palca. Jak śmiała w ogóle twierdzić, że koty czekoladowe były gorsze? Jakie znaczenie miał kolor futra danego kota? Czy w takim wypadku powinien uznać, że koty srebrzyste o czarnych pręgach są po prostu obłąkane? A wiele takich było w Klanie Nocy. I jeśli naprawdę każdy z nich uważał, że czekoladowe koty zawsze rodzą się głupie, to może i w ich słowach było trochę racji. Może naprawdę umaszczenie wpływało na charakter kota i każdy o takim samym umaszczeniu jak tamta Nocniaczka już dawno zamienił się rozumem z myszą.
Kocur uśmiechnął się szarmancko do Tawułowej Bryzy, samemu próbując zdać sobie sprawę z tego, co właśnie zrobił. Chcąc się popisać, udało mu się uratować Bożodrzewny Kaprys przed upadkiem, a teraz w dodatku stała przy nim białofutra kotka, z którą już kiedyś miał okazję rozmawiać. Wyglądała na poddenerwowaną. Srebrzysty kocur wyprostował się, wypinając dumnie klatkę piersiową.
— Nie martw się, Tawuło. Żadna staruszka nie wywróci się na mojej warcie — ogłosił, zadzierając dumnie brodę.
Wojowniczka nie wyglądała na całkowicie wyluzowaną, lecz mimo wszystko obdarowała Buka nieznacznym uśmiechem.
— Pomogę ci odprowadzić ją do legowiska starszyzny — dodał jeszcze.
Coś wyjątkowo miły dziś był. Jakby pierwszy raz od kilku dni wstał prawą łapą, zamiast lewą.
* * *
Zgromadzenie
Siedział trochę naburmuszony, myśląc o tym, jak wredna zrobiła się ostatnio Focza Fala. Cieszył się, że niebieskofutra została tym razem w obozie i przynajmniej nie buczała mu nad uchem o tym, jakim to okropnym partnerem był tylko dlatego, że często rozmawiał z Rozżarzoną Pieśnią. To przecież nie jego wina, że był tak czarujący i wszystkie kotki na niego leciały. Kto potrafiłby oprzeć się jego nadzwyczajnej urodzie? No właśnie, nikt. Dlatego cętkowana kleiła się do niego jak rzep do futra i właśnie dlatego Foka była o nią zazdrosna.
Srebrny rozchmurzył się nieco na tę myśl. Rozluźnił mięśnie i kilka razy ugniótł ziemię łapami, zadzierając dumnie brodę. Dopiero po chwili otworzył ślepia i rozejrzał się wokół.
Wtedy jego uwagę przykuła nieznajoma kotka, która uparcie wpatrywała się w niego. Gdy nawiązał z nią kontakt wzrokowy, mimowolnie się skrzywił. Wyglądała... dziwnie. Miała wielkie, wyłupiaste oczy, które prawie wcale nie mrugały.
Z lekkim grymasem na pysku podszedł do niej.
— Halo, kim ty jesteś, żeby się we mnie tak bezczelnie wpatrywać? — zaczął z wyraźnym poirytowaniem. — Mamusia cię nie nauczyła, że to niegrzeczne?
Nieznajoma uśmiechnęła się szeroko.
— Nauczyła mnie mamusia wszystkiego, co powinnam wiedzieć. A że jestem niegrzeczną córką to już inna sprawa. — Wzruszyła ramionami. — Gapię się, bo to w mojej naturze. Ty wyglądasz... interesująco.
Buk prychnął pod nosem, słysząc słowa srebrzystej Nocniaczki. Za kogo ona się w ogóle uważała? Widać było po niej, że wychowano ją wyjątkowo bezstresowo. Była zbyt rozwydrzona i pozwalała sobie na zdecydowanie za wiele w obecności czekoladowego wojownika. Wyglądała na młodą, a więc zapewne i głupiutką. W dodatku była kotką. Cóż mogła wiedzieć o świecie?
— Interesująco? Chyba chciałaś powiedzieć czarująco. Tak, często to słyszę — odparł z wyraźnym zadowoleniem, zadzierając brodę i dumnie wypinając pierś. — Pozwolę sobie jednak udzielić ci pewnej rady. Z takim podejściem raczej trudno będzie ci znaleźć partnera. Jeśli będziesz tylko stała i wpatrywała się w koty, które wpadną ci w oko, prędzej czy później wszyscy uznają cię za dziwaczkę. Lepiej naucz się zagadywać do innych z odrobiną klasy. W przeciwnym razie będziesz sprawiać wrażenie dzikusa, a nie dobrze wychowanej wojowniczki.
— Och... To byłaby tragedia, gdyby ktoś mnie postrzegał za... niewychowaną wojowniczkę. — Srebrzysta położyła uszy po sobie. — Przepraszam, że się gapiłam, ale rzeczywiście jesteś tak czarujący! — dodała. — Ale jesteś tak... — zmierzyła go ponownie wzrokiem — przystojny, że nie mogłam oderwać wzroku.
Choć słowa srebrzystej wyraźnie podbudowywały ego wojownika, jednocześnie czuł się nimi dziwnie zniesmaczony. Ile księżyców mogła mieć ta kotka? Czy była już w ogóle wojowniczką, czy wciąż uczennicą? Skrzywił się na wzmiankę o swojej urodzie. Oczywiście, że był przystojny. Doskonale o tym wiedział. Ale naprawdę nie chciał słyszeć takich komentarzy akurat od tej małoksiężycówki.
— Zachowaj te marne teksty dla kotów w swoim wieku — prychnął, strzepując ogonem z wyraźną frustracją. — Może jakiś naiwny kocur dałby się na nie nabrać, ale ja nie jestem ani naiwny, ani, co ważniejsze, w twoim przedziale wiekowym.
— Żeby doceniać czyjąś urodę, nie trzeba być tą osobą romantycznie zainteresowanym — odparła Nocniaczka, praktycznie od razu uśmiechając się szerzej. — Obiektywne fakty mogą być zauważone nawet przez kocięta. — Wzruszyła ramionami. — Więc... przystojny i czarujący Klifiaku, jak cię zwą?
Czekoladowy zaśmiał się cicho na słowa srebrzystej, choć w jego spojrzeniu wciąż było widać lekkie zniesmaczenie.
— Skoro tak bardzo ci zależy, możesz mówić mi Tiramisu Serafinit I Wielki — stwierdził, przewracając oczami.
Nie zamierzał przecież naprawdę podawać jej swojego imienia. Po co miałby to robić? Najpewniej rozmawiali ze sobą po raz pierwszy i ostatni, a on nie miał najmniejszej ochoty, by jakaś niewychowana młódka zapamiętała jego imię.
— Zamierzasz dalej mi schlebiać, czy może już sobie darujesz? — dodał, zadzierając lekko brodę. — Bo powoli zaczyna to brzmieć jak desperacja, mimo że tak bardzo próbujesz mnie przekonać, iż jedynie stwierdzasz fakty.
Kotka przekrzywiła głowę rozbawiona.
— Śmieszny z ciebie kot, wiesz? Nie wiedziałam, że koty z Klanu Klifu to tacy żartownisie. Jak się na was z daleka patrzy, to zdajecie się bardzo poważnym klanem — zaśmiała się pod nosem i zakryła łapy ogonem. — Poza tym... nieważne jak czarujący byś był... — wyszczerzyła się niewinnie. — Nie interesują mnie koty. Nie wiem, skąd się w twojej głowie zrodziła myśl o desperacji, hah...
Buk spojrzał na srebrzystą z wyraźnym politowaniem w oczach.
— Och, ależ ty jesteś nonszalancka. Cóż, chyba mogłem się tego spodziewać. W tych czasach każdy jest taki niewzruszony, poważny, zupełnie nieinteresujący się innymi kotami. Oczywiście, że jedyne, na co potrafisz spojrzeć, to czubek własnego nosa — prychnął, przewracając oczami. — Może powinienem ci jeszcze pogratulować za bycie taką tajemniczą personą? Pewnie właśnie teraz wydaje ci się, że jesteś najmądrzejszą kotką na świecie — westchnął. — Powiem ci jednak, że z takich rzeczy się w końcu wyrasta. Przed tobą jeszcze długa droga, zanim zrozumiesz, jak należy się zachowywać i przed kim czasem warto pochylić głowę.
Pręgowana zmrużyła oczy z konfundajcą.
— Nie potnij się, bo tak skaczesz — prychnęła z rozbawieniem. — Ciągle tylko jakieś wnioski wyjęte z powietrza. Teraz ja się spytam. Nie nauczyła mama, żeby nie oceniać kota po jego skórze? Bo jak na razie to ty się na własnych wąsach zatrzymałeś....
Czekoladowy uniósł wyżej brwi.
— Widzę, że z ciebie niezła bestia. Najpierw taka pokorna, a teraz proszę, pokazałaś swoje prawdziwe oblicze — zachichotał, wyraźnie drocząc się ze srebrzystą. — A odpowiadając na twoje pytanie: nie, nie nauczyła, bo zmarła, zanim zdążyłem się urodzić. Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje? — dodał, przewracając oczami.
— Prawdziwe oblicze? Czekoladowe koty naprawdę mają coś nie tak z głowami... nasze legendy przekraczają granice... — mruknęła cichutko i skrzywiła się jawnie.
Klifiak zdziwił się na słowa srebrzystej.
— I to niby ja mam nierówno pod sufitem. Jakie znowu legendy? O czym ty w ogóle bredzisz? — prychnął, patrząc na Nocniaczkę, jakby ta właśnie powiedziała coś kompletnie niedorzecznego. — Jeszcze mi powiedz, że w tym twoim klanie jesteście na tyle zacofani, żeby oceniać koty po kolorze futra! Na Klan Gwiazdy, to dopiero byłby niezły żart! — dodał, wyraźnie zdziwiony absurdem całej sytuacji.
Pierwszy raz słyszał, by Klan Nocy miał jakiekolwiek uprzedzenia wobec czekoladowych kotów. Może wcześniej po prostu nigdy nie interesował się tym na tyle, by to zauważyć? A może ta dziwna kotka zwyczajnie coś sobie wymyśliła?
— Nie o kolor futra chodzi... bardziej o zachowanie ... Jakoś tak... tylko czekoladowe koty co chwilę udowadniają mi, że są pokręcone... — mruknęła. — Nie pomagasz mojemu przekonaniu... Może to ja mam po prostu nieszczęście do czekoladowych kotów, które spotykam... — odetchnęła. — To na pewno to... tak... niemożliwe jest, żeby wszystkie czekoty były jakieś... przeklęte, co?
Kocur parsknął śmiechem na słowa Nocniaczki.
— Co za bzdura! Większej głupoty chyba nigdy w życiu nie słyszałem. Jak bardzo pokręconym i znudzonym trzeba być, żeby uznać, że jakiś kolor futra jest przeklęty? Ktoś najwyraźniej miał zdecydowanie za dużo wolnego czasu, by doszukać się tak durnego połączenia. I wy naprawdę dalej w to wierzycie? — mówił, wciąż nie mogąc wyjść z szoku po wyznaniu srebrzystej. — Wcale się nie dziwię, że w tym waszym żałosnym klaniku cały czas spotykasz czekoladowe koty, które według ciebie są przeklęte. Jeśli od małego wmawiacie im, że są pokręcone, to nic dziwnego, że w końcu same zaczynają w to wierzyć — zakpił. — Teraz już widzę, że wy, Nocniacy, chodzicie z liśćmi na oczach. Gdybym też potrafił myśleć wyłącznie tak wąsko, znalazłbym nieskończoną ilość dowodów na to, że koty z czarnym futrem są chore psychicznie. W końcu ilu było morderców i mysich móżdżków o takim kolorze futra? Zapewne całe mnóstwo!
Nocniaczka zmrużyła oczy z ponownym rozbawieniem i wzruszyła ramionami.
— Ech? — zastanowiła się. — Myślisz wąsko mój drogi i nawet nie zdajesz sobie sprawy. Chciałabym spotkać czekota, który mi udowodni, że nie są przeklęte, ale... ty jesteś zarozumiały i zapatrzony w siebie więc to raczej nie ty. Niestety... — Wstała i uśmiechnęła się szeroko, chociaż raczej nieszczerze. — Miłego wieczoru, Tiramisu Serafinicie Pierwszy Wielki... — zaśmiała się jeszcze trochę złośliwie i zniknęła w tłumie kotów.
Bukowa Korona westchnął ciężko, gdy srebrzysta zniknęła mu sprzed oczu. Co to w ogóle była za wariatka i o czym ona bełkotała? Kompletnie nie rozumiał tych przekonań, które chyba wyciągnęła sobie z palca. Jak śmiała w ogóle twierdzić, że koty czekoladowe były gorsze? Jakie znaczenie miał kolor futra danego kota? Czy w takim wypadku powinien uznać, że koty srebrzyste o czarnych pręgach są po prostu obłąkane? A wiele takich było w Klanie Nocy. I jeśli naprawdę każdy z nich uważał, że czekoladowe koty zawsze rodzą się głupie, to może i w ich słowach było trochę racji. Może naprawdę umaszczenie wpływało na charakter kota i każdy o takim samym umaszczeniu jak tamta Nocniaczka już dawno zamienił się rozumem z myszą.
Koniec sesji
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz