BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 3 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

18 maja 2025

Od Brukselkowej Łapy (Brukselkowej Zadry)

Przyszedł wreszcie ten moment, kiedy Brukselkowa Łapa nie mogła już dłużej udawać, że wciąż jest zwykłą uczennicą, która tylko plącze się pod łapami starszych kotów. Była już zbyt duża, zbyt dojrzała, żeby dalej ukrywać się w cieniu jak gdyby nigdy nic. Każdy kolejny dzień przynosił niepokój, że Nikła Gwiazda w końcu się zorientuje i wygna ją z Klanu Wilka – choć czy naprawdę było to takie złe zakończenie? Brukselka nie była pewna, czy by tego nie chciała. Czasem myślała, że to wcale nie byłoby takie tragiczne, gdyby w tym momencie uciekła i zaczęła wszystko od nowa. Tylko może… może jednak nie teraz, a kiedyś. Zanim podejmie taką decyzję, musi załatwić kilka spraw. Zbyt dużo ją tu na razie trzyma – a przede wszystkim jej matka. Nie mogła tak po prostu jej zostawić. Biała kotka może i ostatnimi czasy nie rozmawiała zbyt często z Brukselką, ale na pewno bardzo ją kochała. Strata kolejnego dziecka złamałaby jej serce, ale może kiedyś udałoby się ją namówić na to, aby odeszła wraz z Brukselką? Żeby wspólnie zostawiły cały klanowy bałagan za sobą i zamieszkały w jakiejś ciasnej, ale przytulnej norze? Uczennica miała nadzieję, że właśnie tak się stanie i że w głębi duszy Kwitnący Kalafior też miała dosyć życia w klanie, pośród tych wszystkich chorych zasad i tradycji, oraz kotów, które wszystko wiedzą lepiej, bo urodziły się na jednym skrawku ziemi, a nie innym. Liliowa czuła, że z matką rozumie się bez słów, że kiedy ich spojrzenia się spotykają, to obie myślą o tym samym – że są tylko częścią czegoś, w czym nie chcą uczestniczyć, że są tu tylko dlatego, że jeszcze nie nadszedł odpowiedni moment na to, aby zniknąć bez słowa, nie zostawiając żadnych podejrzeń.
Tego dnia Brukselkowa Łapa wyszła na swój ostatni trening z Syczkowym Szeptem. Już wcześniej przeczuwała, że więcej ich wspólnych wyjść nie będzie, ale tym razem miała co do tego pewność. W końcu nadszedł moment, od którego tak odwlekała, a może, którego wyczekiwała? Syczkowy Szept nigdy nie był dla niej kimś bliskim. Traktowała go chłodno, raczej jak obowiązek, a nie przyjaciela. Ich treningi odbywało się rzadko i często były przepełnione jadem ze strony Brukselki, która nie odpuszczała mu nawet na kilka uderzeń serca. Może dlatego to krótkie “żegnaj”, które rzuciła mu po powrocie do obozu, wybrzmiało tak głośno? Nigdy wcześniej czegoś takiego nie powiedziała – zawsze tylko prędkie odejście, ewentualnie skinienie głową, a dziś? Dziś było inaczej, bo wiedziała, że zadba o to, aby ich ścieżki już nigdy się nie splotły. Kotka wróciła do legowiska i bez słowa zawinęła się w kłębek. Leżała cicho, wsłuchując się w oddechy pozostałych uczniów, podczas gdy jej własny był płytki i szybki. Wiedziała, że to już naprawdę blisko. Nikła Gwiazda mógł wywołać jej imię w każdej chwili, a razem z nim imię jej przeciwnika. Choć starała się o tym za dużo nie myśleć, nie udało się ukryć – była trochę spięta. Nie ze stresu, nie z nerwów, a raczej przez to, że w końcu będzie musiała dorosnąć, wreszcie będą uważali ją za wojowniczkę, a nie tylko niewinną uczennicę. Brukselka nie bała się walki. Była w niej dobra, wydawało jej się, że jest silna, zwinna i uważna. Wiedziała, że nie raz potrafiła zaskoczyć inne koty swoimi umiejętnościami. Zresztą, trenowała nie tylko z Syczkowym Szeptem i wiele nauczyła się, obserwując innych i podpatrując ich ruchy. Tak więc jedyne, co ją ciekawiło, to fakt, z kim przyjdzie jej się zmierzyć. Czy będzie to ktoś, kogo zna? Ktoś silniejszy? Słabszy? Jak długo potrwa walka? Jak głębokie będą rany, które zadadzą sobie nawzajem?
To nie miała być walka na śmierć i życie – nie, nie, nic z tych rzeczy – ale ślad po tej walce i tak zostanie. Czasem będzie to blizna, a czasem coś głębszego. Kotkę ciekawiło, jak poczuje się po ewentualnej wygranej czy przegranej, czy będzie z siebie dumna? Może będzie czuła żal wobec drugiego kota? I… oprócz tego, było jeszcze jedno. Jakie imię wybierze dla niej bury przywódca? To był kolejny powód, który spędzał jej sen z powiek. Miała nadzieję, że będzie wyjątkowe, żeby miało jakieś znaczenie. Może coś związanego z jej charakterem? Z tym, jaka była i jaka chciała być? Brukselkowa Wrzawa… brzmiało dobrze, a może jednak będzie to Brukselkowy Pęd? Może coś jeszcze zupełnie innego, niespodziewanego? Byle nie coś głupiego, z czego mogłyby się śmiać inne koty. Tylko tego by nie zniosła. Tak więc leżała, wpatrując się w ściany legowiska, czując, jak napięcie rośnie. W głowie dudniło jej bicie serca, które rytmicznie biło, niczym wskazówki zegara. Cyk, cyk, cyk i…
— Brukselkowa Łapo! Kosaćcowa Łapo! — wybrzmiały nagle z polany imiona dwóch uczniów. Brukselka poderwała głowę, a uszy od razu stanęły jej czujnie. Serce zabiło mocniej, bo to właśnie był ten moment. Rozejrzała się szybko po legowisku, a jej spojrzenie padło na znajomy kształt leżący w cieniu – Kosaciec. Patrzyli na siebie przez krótką chwilę, ale to wystarczyło, by w uczennicy coś się zagotowało. Wreszcie będzie mogła sprać mu ten jego wiecznie uśmiechnięty pysk! Sama wygięła twarz w zadziornym grymasie i wstała z legowiska. Otrzepała się z mchu i paproci, które przylgnęły do jej futra, a potem żwawo ruszyła ku wyjściu. Jej krok był pewny, bardzo dumny – wiedziała, że większość kotów skupia wzrok właśnie na niej, zamierzała to wykorzystać. Przebiła się przez tłum, który już otaczał polanę. Wszyscy szeptali, ciekawi, jak potoczy się walka. Niektórzy mruczeli coś pod nosem, obstawiając zwycięzcę, ale Brukselkowa Łapa nie zwracała na to uwagi. Dla niej liczyła się walka, wynik, a nie przewidywania obcych kotów. Chwilę po niej na polanie pojawił się Kosaćcowa Łapa. Szedł tym swoim charakterystycznym, radosnym krokiem, jakby nic nie robiło na nim wrażenia, ale Brukselka nie dała się tym zmylić. Wiedziała, że kocur potrafi walczyć – i to nawet całkiem nieźle. Mimo to nie zamierzała dziś odpuszczać. Nie po tym, co przeszła. Musiała wypaść lepiej, niż wtedy, kiedy walczyła z Jadowitą Żmiją. Tamta potyczka nadal siedziała jej gdzieś z tyłu głowy. Czuła, że mogła wtedy dać więcej z siebie. Teraz nie mogła pozwolić sobie na taki błąd. Stanęli naprzeciwko siebie. Polana na moment ucichła, jakby wszyscy wstrzymali oddech. Brukselkowa Łapa nie spuszczała wzroku z przeciwnika. Czuła, jak napięcie wokół rośnie i jak jej mięśnie spinają się do skoku. Już za chwilę miała pokazać, na co ją stać. Miała udowodnić, że jest godna miana wojownika – nie tylko Nikłej Gwieździe, ale i wszystkim. Kosaćcowej Łapie, rodzinie.
— Możecie zaczynać.
Brukselkowa Łapa ruszyła pierwsza. Czuła, jak całe jej mięśnie spinają się w nagłym ruchu, jakby czekała tylko na ten moment. Pazury miała wysunięte, a spojrzenie – skupione. Wszystko wokół niej jakby zniknęło, nie było już szumu wiatru ani szeptów dochodzących od przyglądających się walce kotom. Była tylko ona i jej przeciwnik. Skoczyła, celując prosto w szyję Kosaćcowej Łapy. Jej pazury wbiły się w jego gęste futro, wyrywając kilka jego kępek. Zaraz potem poczuła silne uderzenie w bark, zrobiła kilka kroków w bok, a z jej gardła wyrwał się szarpany, chrapliwy syk. Nie miała jednak chwili na złapanie tchu, bo nagle silny uścisk chwycił ją za bark. Ból był ostry, niczym ukłucie ciernia i błyskawicznie rozniósł się po jej ciele, ale też przywrócił do czujności. Odwróciła się gwałtownie, a wtedy jej wzrok skrzyżował się z uczniem. Kosaćcowa Łapa nie wyglądał, jakby miał się zaraz poddać. Kotka bez wahania uderzyła go łapą w policzek, aż jego głowa odskoczyła na bok, a futro dookoła splamiło się krwią. Potem, nim zdołał się otrząsnąć, rzuciła się na niego. Ich ciała zderzyły się z ziemią, wydając z siebie cichy dźwięk uderzenia, a potem oboje pogrążyli się w ogromnym chaosie. Skrawki ich futer wirowały w powietrzu razem ze wzniesionym wcześniej kurzem. Brukselka owinęła przednie łapy wokół szyi kocura, a tylne zaś wbiła w jego brzuch, szukając sposobu na to, aby jakoś odebrać mu dech. Czuła jego ciężar, jego mięśnie i siłę, ale wiedziała, że sama też nie była najsłabsza – musiała wygrać tę walkę. Dla samej siebie, dla innych. Udało jej się dosięgnąć jego szyi zębami, ledwo musnęła jego skórę, ale to wystarczyło. Kosaćcowa Łapa syknął i wyrwał się gwałtownie, odrzucając ją od siebie. Brukselka przetoczyła się chwilę po ziemi, a potem wstała na drżących łapach i wypluła kłębek futra, który został jej między zębami. To jeszcze nie był koniec, a wręcz początek. Tym razem to Kosaciec ruszył pierwszy. Po jego ruchach można było stwierdzić, że był pochłonięty walką. Skoczył na nią, celując w grzbiet, jakby chciał przygnieść ją do ziemi. Kotka jednak była gotowa i uskoczyła zgrabnie w bok, a kiedy jego łapy uderzyły o twardą glebę, wykorzystała moment i rzuciła się na jego zad. Wbiła w niego pazury, ale wtedy kocur obrócił się i z furią pacnął ją łapą w okolicę ucha. Ból pojawił się natychmiastowo, a jej świat na moment zawirował. Wszystko wydawało się zamglone, a odgłosy dochodzące z zewnątrz ucichły. Będąc półprzytomna, rzuciła się na oślep do przodu, ledwie widząc przed sobą ciało przeciwnika. Jej zęby dosięgły jego oka, ale zanim zdążyła zadać mu jakąkolwiek ranę, ten przewrócił ją na bok. Znowu znaleźli się na ziemi, kotłując się w towarzystwie fruwającego brudu. Brukselkowa Łapa dyszała ciężko, czuła, jak krew szumi jej w uszach, a serce bije jak szalone. Czuła, że powoli opuszczają ją siły, ale wiedziała, że nie może się poddać. Nie teraz, gdy była już tak blisko wygranej. Wykorzystała chwilę nieuwagi przeciwnika. Chwyciła się jego barków, a potem odepchnęła od ziemi, przyciskając kocura do powierzchni. Znalazła się nad nim. Przez chwilę uczeń próbował się szamotać, ale kotka zbliżyła pysk do jego szyi, co sprawiło, że przestał. Kłapnęła zębami tuż obok jego odsłoniętego gardła.
— Dość.
Brukselkowa Łapa cofnęła się, dając przeciwnikowi wstać. Oboje byli zmęczeni, obolali, a ich futra były w niektórych miejscach splamione kilkoma kropelkami krwi. Kosaciec skinął jej głową, uśmiechnął się, a potem podszedł jej pogratulować:
— Brawo, moglibyśmy to kiedyś powtórzyć — zaśmiał się, na co liliowa przewróciła oczami. Ten kontynuował: — Dziwne, że wtedy stara, ledwo stojąca na łapach Jadowita Żmija prawie cię zabiła, co nie? — szepnął jej na ucho. Brukselka zmarszczyła brwi i zacisnęła zęby, mając ochotę dokończyć to, co zaczęła, ale łaciaty kilkoma susami od niej uciekł. Nie zamierzała go gonić, niech on sam się goni.
— Chyba nie mamy wątpliwości co do zwycięzcy — rozległ się spokojny, lecz wyraźny głos Nikłej Gwiazdy, który odbił się echem na polanie. Przywódca postawił jedną z łap bliżej brzegu pnia i zatrzymał wzrok na Brukselkowej Łapie, a jego zielone oczy zalśniły w blasku słońca. — Zatem czas przejść do mianowania — mruknął, prostując się dumnie. Liliowa uniosła głowę, choć w środku czuła, jak jej ciało się sprzeciwia. Na jej pysku malowała się determinacja, zmieszana z dumą, ale i chłodem. Wiedziała, że pokazała dziś, na co ją stać i nikt nie będzie już więcej patrzył na nią, jak na niezdarnego uczniaka, ale to wcale nie sprawiało jej radości. Czuła pustkę, a także narastającą niechęć. Nie tego tak naprawdę pragnęła, nie tego chciała. Przez chwilę próbowała się oszukać, wmówić sobie, że to, co właśnie się dzieje, jest powodem do radości – ale nie potrafiła. Wpatrując się w nijaki pysk Nikłej Gwiazdy, czuła jedynie, jak gdzieś w środku zaczyna wrzeć. Odczuwała nienawiść do burasa, do tego całego klanu, do wszystkich, którzy teraz na nią patrzyli z uznaniem, jakby to miało cokolwiek znaczyć.
— Brukselkowa Łapo — rozpoczął Nikła Gwiazda, jego ton był dumny, jak zawsze przy takich ceremoniach. — Walczyłaś dzielnie. Twoja determinacja i podstępność sprawiły, że zdołałaś dziś udowodnić swoją godność. Nie tylko siłą, ale i sprytem, zasłużyłaś na to, by nosić nowe imię — kontynuował, a wokół zapanowała cisza. Brukselka przełknęła ślinę. W gardle zrobiło jej się sucho, a jej ogon poruszał się nerwowo za jej plecami. Czuła, jak oczy wszystkich zgromadzonych, spoczywają właśnie na niej. — Ja, Nikła Gwiazda, wzywam mych walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę, która pilnie trenowała, aby zdobyć doświadczenie potrzebne do ochrony naszego klanu. Polecam ją wam jako nową wojowniczkę Klanu Wilka — powiedział donośnie. Kotka wciągnęła do płuc powietrze. Czuła, jak serce bije jej mocno i jak z każdym jego uderzeniem myśl o złożeniu przysięgi staje się coraz bardziej nieznośna. Przywódca kontynuował:
— Brukselkowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan, nawet za cenę własnego życia? — padło pytanie, a wśród tłumu zapanowała jeszcze głębsza cisza. Uczennica zawahała się, zmarszczyła brwi, spoglądając prosto w oczy przywódcy. Nie chciała tego. Nie chciała ginąć za ten klan, nie chciała nawet za niego walczyć – ale musiała grać swoją rolę. Przynajmniej teraz.
— Przysięgam — powiedziała cicho, niemal z westchnieniem. W jej głosie nie było słychać ekscytacji, ale brzmiała wystarczająco przekonująco. W końcu nikt nie musiał wiedzieć, co działo się w jej głowie. Nikła Gwiazda skinął głową, uznając odpowiedź za tak.
— Mocą naszych przodków nadaję ci imię wojownika — oznajmił. — Brukselkowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Brukselkowa Zadra. Klan ceni twoje zaangażowanie i siłę, a dziś wita cię jako pełnoprawną wojowniczkę Klanu Wilka.
W tłumie rozległy się głosy, wszyscy skandowali:
— Brukselkowa Zadra! Brukselkowa Zadra!
Wojowniczka milczała. Nie skinęła głową, nawet się nie uśmiechnęła. Patrzyła gdzieś, na skrawek nieba, który widniał ponad łbami tych zdradliwych kotów, które jeszcze wczoraj patrzyły na nią z pogardą, ze względu na pochodzenie jej matki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz