BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

10 listopada 2022

Od Niedźwiedziej Siły

 *uwaga opko dość brutalne*

Klanowe życie powoli wchodziło mu w krew, chociaż musiał przyznać, że przez to dość często łapał się na lenistwie. Taka grupa zapewniała wyżywienie dla każdego, przez co nie musiał się martwić o pusty żołądek, bo zawsze znalazło się coś na ząb. Przez to chęć do pracy znikała. Próbował się motywować, wychodzić na polowania, trenować w odosobnieniu, by nie zapomnieć nawyków, które nieco mu się przytępiły przez ostatni czas. W końcu nigdy by nie dopuścił do siebie żadnych kotów, aby te się do niego przytulały, a teraz? Przez Aksamitną Chmurkę jego ciało przywykło do naruszania przestrzeni osobistej i nie alarmowało go o niebezpieczeństwie. To było zadziwiające, jak przywyknął do codziennej rutyny. Tego spokoju bez walki o życie. Dobrze wybrał. Nie żałował dołączenia do tej grupy. Było to korzystne.
Lider wezwał go do swojego legowiska, dlatego też skierował tam swoje kroki. Ciekawiło go o co mogło chodzić. Odkąd go mianował, nie miał z nim bliższych spotkań, ponieważ zajęty był szkoleniem Ciernistej Łapy. Cieszyło go to, że młody uczeń nie wygadał nikomu czego był świadkiem. Zauważył, że pokojowo nastawione koty, raczej nie pochwalały tego typu środków. Dlatego też Lamparcia Gwiazda go zadziwiał, że dalej utrzymywał społeczeństwo w tej słodkiej nieświadomości. Jego szef nie chował się po kątach, a wyznawał brutalną łapę. Czyżby klifiacy podnieśliby bunt, gdyby odkryli prawdę? Patrząc na to jak słuchali lidera to... mogłoby do tego dojść. Ten ich brak szacunku do władzy, bardzo mu przeszkadzał. Tak nie powinno być. 
Skłonił głowę przed czarno-białym w geście szacunku, kątem oka dostrzegając zastępcę, którego mina sygnalizowała, że czuł się dość niekomfortowo przy kocurze. Jego oczy latały to na niego, to na lidera, pełne niepokoju i strachu. 
Domyślił się przez to o co mogło chodzić. Wiele razy widział taki wyraz pyska u zastraszonych "zwierząt". Tym określeniem ich szef nazywał koty, którym potrzeba było zachęty do spełniania rozkazów.
— Lamparcia Gwiazdo, wzywałeś — stwierdził fakt oczywisty.
Czarny kiwnął łbem, potwierdzając to i zwracając się w jego stronę.
— Masz się pozbyć problemu z naszego klanu. Poprzednia liderka była za miękka, by go rozwiązać, a mi się skończyła cierpliwość. Naucz Dzikiego Kła jak to się robi. — Wskazał na zastępcę. — Jak najbardziej krwawo i boleśnie.
Skinął łbem, przyjmując rozkaz do wiadomości. Skoro taka była jego wola, to nie zamierzał podważać tej decyzji. Dawno nie zajmował się egzekucjami, lecz tego nie dało się od tak zapomnieć. Najwidoczniej podpasował czarnemu pod tym względem, gdy udowodnił mu swą wartość przy pozbywaniu się samotnika. 
Jego wzrok skierował się na zastępcę, który zadrżał, patrząc na niego niedowierzająco.
— T-to nie jest dobry pomysł, Lamparcia Gwiazdo... — zaczął, ale został uciszony, przez warkot, który wydobył się z gardła lidera.
— Nie jest? — Przekrzywił łeb. — To może Kalinkowa Łodyga, Srokoszowa Łapa i Lodówkowa Łapa, mają zostać włączeni do tego problemu? — Zbliżył się, a Dziki Kieł przełknął ślinę, kuląc się i kręcąc głową. — Cieszę się, że się rozumiemy — mruknął zadowolony. 
Stał tam i przysłuchiwał się tej wymianie zdań pomiędzy władzą. Był zaszczycony, że Lamparcia Gwiazda darzył go takim zaufaniem, nie wypraszając. Najwidoczniej w jakiś sposób zaimponował mu, że mógł być świadkiem łajania jego prawej łapy. Pamiętał jak raz wziął go na rozmowę, gdzie wypytywał go o jego poprzednie życie. Powiedział mu wszystko co chciał, szczerze, bez krętactw, tak jak tego oczekiwał. A teraz korzystał z tej wiedzy, zlecając mu zadanie. 
— Zabawcie się chłopcy. Macie nie wracać póki problem nie zniknie — powiedział, po czym zdradził mu, kogo czekała dziś śmierć. 
Wciągnął powietrze jak drapieżnik, który zwęszył trop swej ofiary, po czym skłonił się jeszcze raz przed czarnym, wychodząc wypełnić zadanie. Jego śladem wyszedł przerażony Dziki Kieł, którego wzrok wskazywał na jedno. Że nie chcę spełniać woli lidera, że pragnie uciec i nie wychodzić ze swej kryjówki. Będzie z nim problem... Przeczuwał to. Dlatego też, gdy się z nim zrównał, szepnął mu na ucho.
— Pomyśl o tym jak o śnie — a następnie ze spokojem, wkroczył do legowiska medyka. 

*** 

Zabranie jej tak, aby nikt nie powiązał jej zniknięcia z nimi, nie było wcale takie proste. Zastępca musiał wysłać straż przy wejściu na patrol, a on swoją potężną sylwetką, ukrywał to maleństwo, gdy kierował się z nią w stronę wyjścia. Na szczęście nikt nie zwrócił na nich uwagi, zajęty swoimi sprawami. Większość i tak była na polowaniu lub treningach, więc jedynie kto mógł im zagrozić to medycy i starszyzna. Ci jednak zajęci byli swoimi sprawami, aby zauważyć zniknięcie jednej, nic nie znaczącej jednostki. 
Cicha szła z nimi radosna, rozglądając się po białym otoczeniu nieświadoma, że to był jej ostatni dzień. Ostatni oddech, ostatnia chwila. Dziki Kieł podrygiwał z zimna lub też ze strachu. Na pewno się przejmował tym co miało nadejść. On za to był spokojny. Przedzierał się przez zaspy w stronę pola i rzeki. Torował im drogę, czujnie wyłapując uszami najmniejsze dźwięki, gdyby zastępca jednak stchórzył. Miał nadzieję, że potraktuje jego radę poważnie. Szkolony był w taki sposób radzić sobie z egzekucjami, na które wysyłał go szef. Najlepsza ochrona umysłu przed zbrodnią, to uznanie jej za koszmar, jeden z wielu. 
Nie przepadał za tym. Gdyby miał wybór, nawet nie ruszyłby się z ciepłego obozu. Złamanie jednak praw obyczaju było hańbą. Jak mógłby wtedy spojrzeć sobie w oczy, gdyby złamał świętą zasadę? 
Cicha nie odzywała się do nich. Jak mogła, skoro była głucha, a przez to i niema? Stanowiła problem, który należało rozwiązać. Nie nadawała się nawet na pomocnika, nie potrafiąc zrozumieć czego się od niej oczekuje. Komunikacja była wszakże ważna. Gdy upewnił się, że granica została przekroczona, usiadł, łapą zapraszając kotkę bliżej siebie. Ta usłuchała, patrząc na niego pytająco.
— Lamparcia Gwiazda chciał by to odbyło się brutalnie. — przypomniał kocurowi, który wbił w niego ponownie ten wzrok, sugerujący że oszalał, że chciał to zrobić.
— Przecież... To dziecko. Nic złego nie zrobiła. Nie musi wiedzieć, że...
— Nie mogę złamać rozkazu. Zrobimy tak jak sobie tego życzył. Nieważne, że jest młoda czy niewinna. Słowo lidera jest prawem. Jeżeli nie chcesz krzywdy swych bliskich, obserwuj uważnie, bo być może nadejdzie dzień, w którym to ty będziesz katem. 

*uwaga krew, gore, śmierć*

Młoda kotka wpatrywała się to w niego to w czarnego, zdezorientowana. Nie słyszała, że właśnie dyskutowali o jej końcu. Nigdy nie lubił krzywdzić dzieci. To było... coś niewłaściwego. Miał jednak na koncie wiele takich śmierci. Ich słabe krzyki prześladowały go nocami. Były takie kruche, łatwo łamało się im karki... Ta zbrodnia odciśnie się na nim piętnem. Wiedział to. Mimo wyszkolenia, młodzików mordowało mu się z wielkim trudem. 
Wstał, po czym przycisnął Cichą do ziemi. Ta zaczęła się szarpać, wydając z siebie dziwne skrzeki. Najwidoczniej miała głos, jednak nie potrafiła z niego korzystać, przez brak zmysłu jakim był słuch.
Złapał za jej kończynę, po czym oderwał ją niczym kawałek piszczki. Krew zalała biel śniegu, a małe ciałko zadrżało. Płakała, płakał też i Dziki Kieł. 
— Skończ to szybko, błagam — zawył do niego, odwracając wzrok. 
— Musisz patrzeć, musisz się uczyć. Jeżeli nie będziesz widział, nie będę kontynuował. Skażesz ją na większe cierpienie — miauknął. 
Na te słowa zastępca wrócił wzrokiem na Cichą, która starała się uwolnić dość bezskutecznie spod jego potężnych łap. Złapał za kolejną kończynę, która skończyła tuż obok poprzedniej, podrygując z szoku, że straciła oparcie w tułowiu. Krew trysnęła mu w pysk, ochlapując też zastępcę, który pisnął, cofając się i rycząc gorzej od kocięcia.
Nie zareagował jednak na to, szarpnięciem rozcinając ofierze brzuch, wylewając przez to na śnieg ciepłe wnętrzności. To był już ten moment, gdzie każdy by się poddał śmierci. Pysk wykrzywiony w agonii, łzy oraz ten pusty wzrok. Będzie go prześladował co noc, co dzień, wraz z innymi pyskami, których życia pozbawił. Zatopił kły w jej gardle, miękkim, jeszcze ciepłym, rozrywając je, a następnie złapał za kark, po czym skręcił go jednym ruchem, upuszczając ciało na ziemię. Musiał być pewien, że odeszła. Dla spokoju ducha. 
— To się nazywa składaniem. Najlepszy sposób na to, by upewnić się, że osobnik nie przeżyje. — zaczął wykład. — Zaczyna się od łap, by ofiara nie uciekła. Brzuch rozcina, by ujrzała czym jest, a kark skręca dla pewności, że nie podniesie się już nigdy. 
— J-jesteś potworem! — Czarny drżał, zaraz puszczając pawia w śnieg. 
Skrzywił nos, podchodząc do niego, na co ten się od razu cofnął. 
— Zostań tam. N-nie podchodź. To... To było okrutne! Niemoralne. Jak mogłeś! Ona... Ona nic nie zrobiła — biadolił, pociągając raz po raz nosem.
— Wolałeś by twa rodzina była na jej miejscu? — Zobaczył jak drgnął, wbijając wzrok w łapy. — No właśnie. Pozbyliśmy się problemu, powinieneś się cieszyć, że zadowolisz swego lidera. 
— T-to potwór! To nie ten kot, którego znałem... On... Zmienił się na gorszę. A ty... To dlatego cię przyjął do klanu. Wiedział, że ty... — przerwał mu te jego spekulacje, kręcąc głową. 
— Nie wiedział. Lecz nie bój się. Nie wykorzystuje swych umiejętności rozrywkowo. Spełniam tylko rozkazy. Uczono mnie tego od kocięctwa w gangu, do którego należałem.
— Tam też... — Spojrzał na ciało kotki, które moczyło teren coraz większą ilością czerwieni.
— Owszem. Też. Tak każe obyczaj. — westchnął zwracając wzrok na zwłoki. — Posprzątajmy — Po czym zaczął kopać dziurę, mimo wszystko zachowując czujność, gdyby czarny nagle się na niego rzucił z chęcią mordu, po tym co zobaczył. Już miał taki jeden epizod w swoim życiu i ledwo przeżył. Zastępca jednak dalej nie otrząsnął się z szoku, biorąc raz po raz oddech i ocierając z pyska łzy.
— Czemu jesteś taki spokojny? — rzucił do niego z wyrzutem.
Prawda. Jego serce nie zabiło szybciej, nie poczuł żalu, czy też radości z dokonanego czynu. Był... pusty. Nijaki. Pozbawiony głębi. Służył tylko do spełniania rozkazów, a nie do życia, które miałoby należeć do niego. Nie decydował o swym losie, już nie. Nie, odkąd dołączył do społeczeństwa, gdzie na szczycie hierarchii stał lider. 
— Wyszkolono mnie tak, bym ich nie czuł. To nie jest przyjemne szkolenie. Odbiera każdemu coś wartościowego, jednak obdarowuje spokojem. — zakończył, wyskakując z dołu i wrzucając kawałki ciała, by na końcu zgarnąć okrwawiony śnieg, który zrzucił na jeszcze ciepłe zwłoki. Wszystko to stopiło się dość szybko, dzięki czemu wystarczyło już tylko zakryć resztę ziemią, grzebiąc na zawsze historię jaka tu się zakończyła. 
— Nie martw się. Na pewno nie żyje. — mruknął sam do siebie, jednak nie uszło to uwadze Dzikiego Kła. Widząc jego pytające spojrzenie, wytłumaczył. — Zawsze skręcam kark, by upewnić się, że kot odszedł. By nie dusił się pod ziemią wiele dni, gdy ktoś nieumiejętnie dokona egzekucji. Raz... mi się to zdarzyło. Nieprzyjemne doświadczenie. — Nie chciał do tego wracać. Wolał wyrzucić to z pamięci, póki ta wizja nie była na tyle mocna, by wprawić go w zadumę. 
— Skoro takie okropne, to po co to robisz?! — sapnął, cały drżąc. 
— Tak każe obyczaj. — odpowiedział mu widząc, że nie zrozumiał o co mu z tym chodziło. Nie musiał wiedzieć. Ważne, że spełnił rozkaz i nie zawiódł. 
— A j-j-jak wytłumaczymy jej z-z-zniknięcie? — zadał dość trafne pytanie, jednakże to go nie obchodziło.
— To już nie nasz problem. Rozkazem było pozbycie się problemu. Powstanie nowy, lecz tym zajmie się lider. — rzekł. 
Upewniwszy się, że na śniegu nie pozostał żaden krwawy ślad, skierował się ku rzece, by obmyć futro z krwi. 
Dziki Kieł ruszył za nim w milczeniu, raz po raz pociągając nosem. Woda jednak okazała się zamarznięta, więc zmuszony był po niej poskakać, by pokrywa pękła, a następnie zmył z siebie ślady świadczące o dokonanej zbrodni. Chłód go zmroził. Czyżby tak czuł się teraz czarny? Ktoś kto nie przywykł do odbierania życia? Możliwe, chociaż trudno było mu to stwierdzić. Podszedł do niego, lecz ten od razu się cofnął przerażony. Westchnął. 
— Masz krew na pysku. Umyj się — Dał mu przejść do źródła, obserwując jak z paniką oczyszczał futro z krwi niewinnej istoty. 
Nie mógł nic zrobić. To nie była jego wina. To on zabił. Jednakże... będzie ciężko nauczyć tego i zastępcę. Lamparcia Gwiazda najwidoczniej liczył na cud, że z kogoś takiego zrobi potwora. 

*** 

Wrócili do obozu, od razu kierując kroki do lidera. Dziki Kieł jednak nie ruszył za nim, zaczepiony przez powracający patrol. Sam więc wszedł do legowiska czarnego, który na jego widok usiadł prościej, czekając na wieści.
Złożył mu raport z całego zdarzenia, nie pomijając żadnego szczegółu. Widział, że kocur nie był zadowolony z faktu, że Dziki Kieł reagował na to tak emocjonalnie. Skrzywienie pyska i ten zimny wzrok, jasno na to wskazywał.
— Trzeba go naprawić i wysyłać częściej na egzekucje, by się wprawił i przestał być taką pizdą. Co o tym sądzisz? 
Lamparcia Gwiazda pytał go o zdanie? Nie za bardzo wiedział jak na to odpowiedzieć. Z taką sytuacją spotykał się pierwszy raz w życiu. Jego poprzedni szef za podzielenie się swoją opinią, karał dość brutalnie. Mieli w końcu spełniać rozkazy, a nie zadawać pytania czy dzielić się swoimi poglądami. Zmieszał się przez to, co nie uszło uwadze starszego. 
— Wybacz, Lamparcia Gwiazdo. Pierwszy raz ktoś chcę znać moją opinię na ten temat. Jednakże skoro pragniesz wiedzieć co o tym sądzę, to... tak. Na swoim przykładzie wiem, że rutyna powoduje przywyknięcie do najbardziej krwawych rzeczy. Przyznam szczerze, że nie wiem jak to wyjdzie w przypadku Dzikiego Kła. On... Jest już dość stary. Takich trudniej ukształtować. Młodsi są bardziej plastyczni pod tym względem. 
Kocur przyjął jego słowa do wiadomości i nawet nie wyglądał na złego. To dobrze świadczyło. Nie zamierzał kłamać, ani wodzić go za nos. 
— Zobaczymy czy twoja teoria się sprawdzi – miauknął tylko, po czym pozwolił mu odejść. 
Skłonił się przed wyjściem, natrafiając na pełen niepokoju wzrok Dzikiego Kła. Lamparcia Gwiazda dużo ryzykował próbując przekabacić go na swoją stronę. Oby zachował to co się stało dla siebie. Już trzeci kot wiedział do czego był zdolny. Czy się martwił lub niepokoił? Nie. Wierzył, że gdyby doszło do jego ujawnienia, to jakoś by sobie poradził. Zawsze w końcu dawał sobie radę. To nie będzie trudność, której nie zdołałby przeskoczyć. 
Wszedł do legowiska wojowników, kładąc się na mchu. Teraz musiał zmierzyć się ze swoimi demonami w samotności.

2 komentarze: