BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

02 lutego 2023

Od Bylicy

*początek jesieni*
Spała sobie w najlepsze. Wtulona w ciepłą Błotniste Ziele śniła o kamieniach. Budowała z nich wielką fortecę… Tak… Ogromny domek na wzór Drewnianego Gniazda…
I wtedy nagle ktoś przerwał jej sen.
- Mamo! – usłyszała wołanie Krokus.
Natychmiast uniosła głowę, bo jak prawdziwa matka, była wyczulona na głos swych dzieci niczym dwunóg na promocję w biedronce.
- Co się stało? – spytała.
Bura wyglądała na przejętą. Jej ogon był cały napuszony a ona sama przestępowała z łapy na łapę.
- Dwunożny znowu przyszedł! – miauknęła.
Bylica natychmiast wstała, wybudzając ze snu już do reszty i siebie i Błotniste Ziele.
- D-d-dwunożny? – spytała liliowa drżącym głosem.
- Co robi? – zadała pytanie najstarsza z grupy kocica.
Krokus nie odpowiedziała tylko pognała do wyjścia.
Srebrna samotniczka podążyła za nią. Żwawym krokiem przekroczyła próg legowiska.
Podążyła za Krokus i już po chwili dostrzegła…
Potwora dwunogów.
Przypominał Traktora Toma ze starych terenów. Dalej pamiętała porzuconego potwora leżącego na wrzosowiskach, na którego wspięła się wraz z Narcyzowym Pyłem na jednym z ich pierwszych treningów.
- Traktor… - miauknęła tylko, nim powietrza nie przebił głośny charkot blaszaka.
Bylica automatycznie odskoczyła jeszcze dalej na ten dźwięk, rozszerzonymi oczyma patrząc na dwunoga siedzącego wewnątrz pyska potwora.
Ten coś robił tam swoimi łapami, a po chwili blaszak ruszył.
Dostrzegła dużą cześć traktora, szerszą i cieńszą niż reszta. Coś wysypywało się na przeoraną ziemię.
Gdy traktor odjechał kawałek Bylica wraz z Krokus poszły zobaczyć, cóż to spadało z potwora na glebę.
Przyłożyła pysk do podłoża. Omiatała je swym spojrzeniem…aż dostrzegła w zagłębieniu…
nasiono?
- Czy to nie są nasiona z naszej słomy? – spytała Krokus.
- A to spryciarz… - mruknęła Bylica.
- Co się dzieję? – usłyszała głos Skowronek, która bacznie przyglądała się jadącemu w dalszą część pola traktorowi. Za tygrysio pręgowaną szła Deszcz cała nastroszona, a jeszcze za nimi zaniepokojone Sroka, Jeżyk i Błotniste Ziele.
- Dwunożny przyjechał tu by zostawić w ziemi nasiona złotych traw. – zaczęła Bylica – On chce żeby wyrosły w tym konkretnym miejscu… Pewnie by móc je zebrać tak jak ostatnio – rzekła – w ten sposób zdobywa pożywienie! Czyż to nie genialne? – spytała.
- Faktycznie mądre… - miauknęła Skowronek.
- Nie przeszkadzajmy mu… Chyba zawraca… - powiedziała starsza kocica dostrzegając, jak traktor skręca – Wróćmy do Drewnianego Gniazda… Pewnie za jakiś czas skończy, wtedy zapolujemy… - dodała.
- Możemy też poobserwować go z płotu… - zaproponowała Jeżyk.
- W sumie…czemu nie? – miauknęła.
Błotniste Ziele wraz z nią i jej szylkretową wnuczką poszły oglądać jeżdżący po polu traktor, natomiast reszta jej córek udała się na polowanie, a Sroka wróciła do spania.

postacie NPC: Błotniste Ziele, Skowronek

Od Kurkowej Łapy

*przed porwanie Kminek*

Ciężka woń kwiatów rozległa się gdzieś za nim. Kurkowa Łapa odwrócił się do tyłu, by ujrzeć swojego brata. Masywny kocur wyższy od niego o wiele wplątywał kolejny kwiat w swe włosie. 
— A co jeśli... to nie zadziała? — zapytał cichym głosem siedzące koło niego kotki. 
— Na pewno zadziała. — przekonywała go Popielaty Świt. — Pasuje ci do imienia i od razu wyglądasz... przyjaźniej. — uśmiechnęła się lekko. 
— Klan Gwiazd jest z tobą, Kwitnący Łosiu. — dodała Tulipanowy Płatek, kiwając łbem. 
Brat zakrył pysk zawstydzony.
— Wiem, ale... ale co jeśli to nie wystarczy? — miauknął przerażony. 
Kurka zmarszczył pysk, widząc tą ckliwą scenę. Łoś zastąpił sobie rodzinę dwiema wariatkami, wierzącymi w magiczną moc gwiazdek na chmurach. Obrzydzony fuknął na to, kładąc po sobie uszy. Brat szybko uciekł wzrokiem, gdy tylko go zobaczył. Skulił się. 
— Nie przejmuj się nim. Jest niedowartościowanym kawałkiem chuligana, który nie potrafi skończyć własnego treningu. W przeciwieństwie do niego Łosiu osiągnąłeś o niebo wyżej. — wycedziła Popielaty Świt, patrząc ze wstrętem na Kurkę. — Idź sobie jeśli zamierzasz się tak zachowywać. 
— Jesteś tu zbędny. — prychnęła Tulipan, jeżąc sierść.
Czarny prychnął na to kółeczko wzajemnej adoracji i ruszył dalej. Nie zamierzał tracić czasu na takie bzdety dla kocic. Jeśli Łoś zamierzał zamieć się w kotkę dla Turzycy to... nie. Nie obchodziło go to. Łoś był nic niewartym beksom. Który mimo swojego słabego charakteru i tak dostał największe uznanie matki. Nie zasługiwał na nie. Nie zasługiwał na sympatię innych. Ogon Kurki chodził na prawo i lewo. Chciał odebrać cos bratu, jak on jemu matkę. Gniewnie krocząc, nie baczył na otoczenie. 
— Hej.
Uniósł wzrok by spojrzeć na burego kocura. A jednak kotkę, która się nią nie czuła. Turzycę. Rodzeństwo Maczek. Zmarszczył brwi.
— Nie rób takiej miny. Przecież cię nie zjem. Nie jestem moją siostrą. — zaśmiał się wojownik. 
Kurki wzrok pozostał podejrzliwy. Nie widział potrzeby rozmowy z nim. Nie znali się. Nigdy nie spędzali razem czasu. Więc czemu ten do niego zagadał.
— Słyszałem od Maczek dużo o tobie. Głównie złego. Ma na twoim punkcie jakiegoś hopla. Czym jej tak podpadłeś? — zapytał zaciekawiony. 
Kurka skrzywił się. Srebrna najwidoczniej zamierzała do końca życia mu pluć pod łapy. Była głupim uporczywym kleszczek, który zagnieździł się na jego karku. Nie wiedział jak się jej pozbyć na zawsze. Przez wysoką pozycję jej ojca nie mógł posunąć się za daleko. Już raz za to oberwał. Musiał być sprytniejszy, by jej dogryźć. 
Wzruszył barkami. 
— Szurnięta. — miauknął na myśl o kotce. 
Turzyca zaśmiał się lekko. 
— Lepiej bym jej nie opisał. Chciałbyś może razem wyjść na polowanie? Pokazałbym ci parę chwytów, dzięki którym od razu skończyłbyś szkolenie. — puścił mu oczko.
Kurka zerknął na swojego brata, który będący na granicy załamania przyglądał się temu wszystkiemu. Czarny uśmiechnął się lekko. 
— Jasne. 



Postacie NPC: Kwitnący Łoś, Turzycowe Kłącze, Tulipanowy Płatek


[przyznano 5%]

Od Szakalej Łapy

— Dobra, Szakala Łapo, czy kojarzysz skądś ten liść?
Gęsi Wrzask wysunął z lewej strony część rośliny z ostrymi końcówkami. Charakteryzowała się nietypowym kształtem oraz łagodnym zapachem owoców, który uczennica doskonale znała. Zielonooka wielokrotnie w ramach eksperymentów mieszała znane jej soki wyciskane z bezpiecznych okazów, by móc zasmakować czegoś ekstraordynaryjnego, czegoś egzotycznego dla gatunku, jakim była.
— To od jeżyny, zgadłam?
Liliowy uśmiechnął się.
— Tak, trafiłaś. Liście jeżyny dostępne są wszędzie i w takich ilościach, że można się w ich krzaki wplątać bez większego problemu. Tworzymy z tych specjałów papkę i nakładamy na obrzęki powstałe w wyniku ukąszenia pszczoły.
Wojownik odszedł wtórnie na bok. Ostrożnie wziął ze sobą brązowe, nieco brudnawe korzenie, przypominające całokształtem wyblakłą marchewkę i zbliżył się do Szakal, by położyć obiekt przed jej łapami.
— Tego już nie rozpoznajesz, prawda? — zapytał się, na co złotawa pokiwała głową. — Zapamiętaj, korzeń łopianu.
Wnuczka Irgowego Nektaru kichnęła, gdy tylko odważyła się poznać zapach nowego okazu. Drażnił receptory węchowe - ostry bodziec był nieznośny dla wrażliwych zmysłów, którymi Szakal się wyróżniała.
— Ej no, mogłeś ostrzec, że to coś gryzie! — fuknęła z pretensją wypisaną w oczach. — Jak inni w ogóle wytrzymują przy tym korzeniu?
— Nie wiem o czym gadasz, przecież rośliny nie posiadają zębów. — kocur uśmiechnął się złośliwie.
— Weź przestań, mówiłam w przenośni i z pewnością zdajesz sobie z tego sprawę!
Choć biła ogonem po ziemi, tak naprawdę nie potrafiła być na niego zła. Sama powinna była przewidzieć, że zabawa medykamentami nie wiąże się wyłącznie z samymi przyjemnościami. Pomiędzy usypiskiem słodkich i kojących fragmentów natury zawsze musiał znaleźć się śmierdzący odmieniec, tak bardzo niepożądany.

Postacie NPC: Gęsi Wrzask
[przyznano 5%]

Od Kurkowej Łapy

*przed porwaniem Kminek*

Świat zapełnił się na nowo kolorami. Polana usiana kwiatami malowała się przed jego ślepiami. Różnorodność barw gryzła go w ślepia.
— W gęstej trawie często kryją się gryzonie. — poinformowała go mentorka. — Tam gdzie kwiaty to i owoce. A owoce przyciągają zwierzynę. 
Kurkowa Łapa niepewnie wstąpił na morze kwiatów. Jego łapy zawadzały o płatki, sypujące na niego swój pył. Strząsnął go z siebie z obrzydzeniem. Pachnąc niczym kotka spotka się z wyśmianiem. 
— Maskowanie zapachu pomoże ci łatwiej obejść zwierzynę. — miauknęła liliowa. 
Czarny położył po sobie uszy, odpuszczając zrzucanie z siebie kwiatowej woni. W labiryncie zapachów trudno było mu coś wyczuć. Krążył niespokojnie, irytując się coraz bardziej na swoją nieporadność. 
— Musisz być cierpliwy. — głos mentorki dotarł do niego z oddali.
Cierpliwość nie była jego mocną stroną. Zirytowany uderzył w jeden z kwiatów maku. Cichy tupot łap rozległ się koło niego. Wytężył słuch, bacznie analizując otoczenie. 
— A masz! — skrzeczący głos rozległ się za nim. 
Niewielki kocurek o burym futrze skoczył na niego. Fuknął wściekle. Nadzieja, iż w gęstwinach kryje się mysz umarła szybciej niż myślał. A szansa, że teraz jakąś spotka spadła drastycznie. A wszystkiemu był winien on. Wlepił gniewny wzrok w młodzika. Prychnął, przyciskając go do ziemi. Skrzecząca Łapa pisnął zrozpaczony. 
— Nie umiesz się bawić! — miauknął, próbując chapsnąć Kurkę w łapę. 
Zirytowany czarny złapał pyskiem z jedną z łap burego. Na uderzenie serca dostrzegł obawę w pomarańczowych ślepiach. Zacisnął mocniej zęby, słysząc żałośny pisk ucznia. 
— Nie rusz! Fe! — Nastroszone Futro wyskoczył buremu na pomoc. — Źródlany Dzwonku ogarnij swojego bezmózga zanim zeżre mi ucznia. — fuknął zirytowany.
— Kurkowa Łapo! Idziemy, już. 
Puścił łapę Skrzeczącej Łapy.
— Nie zbliżaj się więcej do niego. Jest starszy ode mnie, a nadal gnije jako uczeń. Jest porażką. Nie chce żebyś także się nią stał. — mruknął do ucznia niebieski. 
Kurka wyszczerzył zęby i warknął na tamtą dwójkę. 
— Nie możesz pozwolić sprowokować się debilom. Wykorzystają to przeciw tobie. — miauknęła spokojnie mentorka. 
Lecz liliowy ogon krążył w powietrzu niespokojnie. 
— Pójdziemy potrenować do lasu. 


Postacie NPC: Skrzecząca Łapa
[przyznano 5%]

Od Kurkowej Łapy CD. Sroczej Łapy (Sroczego Lotu)

Utknął tu z nią. Owianą bielą i czernią kotką. Była inna. Nie wyśmiewała go. Nie pogrywała w dziwne gierki jak inne kotki. Nie rozumiał czego od niego chciała.
— Możemy spróbować poszukać głównego wyjścia. Tylko trzeba będzie uważać, by nie zostać zasypanym przez zapadające się korytarze. — ostrzegła łaciata. 
Kurka nieufnie je powąchał. Zapach zwierzęcia zdawał się być zwietrzały. Osadzony strachem. Fuknął. Czuł się coraz bardziej nieswojo w ziemnej pułapce. 
— Idziesz, czy wymiękasz? — rzuciła Sroczka, kierując się do tunelu. 
Zmarszczył pysk i podążył za nią. Nie miał zamiaru wypaść na słabego. Nie przed kotką. Stawiając ostrożnie łapy szedł za nią w ciasnym tunelu. 
— Mógłbyś nie chuchać mi na ogon? — syknęła zirytowana. 
Czarny wywrócił oczami, zwalniając kroku. Tunel zdawał się coraz bardziej zwężać. 
— Widzisz coś? — mruknął cicho. 
Nie miał zamiaru guzdrać się tyle czasu, by nie osiągnąć nic. Srocza Łapa zatrzymała się.
— Więcej tuneli. Jeden mniejszy od drugiego. Z niektórych czuć zapach świeżego powietrza. — oznajmiła. — Wolisz krótszą, ale trudniejszą trasę? Ja się przecisnę, ale ty i twoje kudły...
Prychnął niezadowolony. Nie był kocięciem by sobie nie poradzić. 
— Krótsza. 
— Dobrze, ale nie mam zamiaru potem przepychać twojego zadu, jeśli gdzieś utkniesz. — wytknęła mu, zerkając na niego roześmianym spojrzeniem. 
Kiwnął łbem, uciekając od niej wzrokiem. Kotka ruszyła do przodu. A on parę kroków za nią. Czuł jak futro nieprzyjemnie wciera się w ziemię. Jak grunt uciska go z każdej strony. Lęk przed utknięciem obudził się gdzieś głęboko w kocurze. Przyspieszył mimowolnie. Chciał mieć to już z głowy. I już nigdy więcej nie być w takiej. 
— Ej! Nie pchaj mnie swoim łbem. — kotka pacnęła go tylną łapą. — Jak ja się zaklinuje to i ty nie wyjdziesz. — uświadomiła mu. 
Syknął cicho.
— Szybciej. — zażądał. 
— A co? Klaustrofobie masz? — prychnęła. 
Nie odpowiedział. Z każdym krokiem woń świeżego powietrza była mocniejsza. Całkowita ciemność powoli traciła na mocy. Mimo to cały widok zasłaniał mu zad Sroczej Łapy. 
— Już zaraz będziemy na zewnątrz. — oznajmiła. 
Z łatwością przecisnęła się przez otwór, ukazując przed nim malujący się dotychczas nieznany zagajnik lasu. Porozrzucane głazy zdobiły ściółkę leśną. Drzewa spokojnie falowały na wietrze. 
— Tak ci się spieszyło, a teraz mam sterczysz? Spodobało ci się jednak? — zaśmiała się lekko. 
Kurka zmarszczył nos i ruszył ku wyjściu. Przednie łapy dotknęły miękkiej łapy. Łeb wyszedł z ziemnej groty. Już chciał ruszyć ku kotce, ale poczuł opór. Jego zad nie wyszedł wraz z nim. 
— Utknąłeś? — zapytała, spoglądając na kocura z niedowierzeniem.
Niechętnie kiwnął łbem.

<Sroczko?>

[przyznano 5%]

Od Kurkowej Łapy CD Źródlanego Dzwonka

Słaba liliowa sylwetka stała wśród śnieżnych połaci. Smród choroby kąsał go w nos. 
— Jeśli każe zrobić ci coś ryzykownego, nie słuchaj jej, nie musisz nic udowadniać, tak? — poklepała go po matczynemu łapą między uszami.
Położył uszy, spoglądając z zawodem na mentorkę. Nie chciał tego. Treningu z inną. Specyficzną kotką. Przyjaciółką Makowego Pola. Skrzywił się na myśl o srebrnej kotce i kiwnął łbem niechętnie. Otworzył niepewnie pysk.
— Kminek!
Szylkretka spojrzała na nią zniecierpliwiona. Lepkie Łapki. Siostra lidera. Siostrzenica jego ojca. Kolejna zakała jego rodziny. Fuknął zirytowany. Samo jej istnienie było pomyłką. Teraz jeszcze kradła jego mentorkę.
— Już wracam, przepraszam — miauknęła liliowa. 
Ciepły uśmiech to ostatnie co ujrzał, nim zniknęła w cieniu legowiska. Gorycz przelewała się w młodym kocurze. Był bezradny wobec tego co się działo. Nie wiedział, jak zatrzymać mentorkę przy sobie. Nie pozwolić innym mu jej ukraść. Odszedł, kręcąc ogonem na prawo i lewo. 
— Kurkowa Łapo! — radosny głos rozległ się za jego grzbietu. 
Niechętnie odwrócił się do tyłu. 
— Rudzikowa Gwia... znaczy Rudzikowy Śpiew wyznaczył mnie, jako twoją zastępczą mentorkę. Mam nadzieję, że jesteś gotowy na wspólny trening. Musisz nadrobić te braki. Tylko ty i Jaskier jesteście nadal uczniami. — miauknęła. 
Kurka zjeżył się. Być porównywany do tej pokraki. Kpiła z niego. Z pewnym uśmiechem na pysku. 
— Nie dąsaj się. Zobaczysz, razem szybko nadrobimy trening i Źródlany Dzwonek będzie mogła w końcu zająć się swoimi "sprawami". — rzuciła, poruszając dziwnie brwiami. 
Czarny zmarszczył brwi, przyspieszając kroku. Swoimi sprawami? Czym były. Nie rozumiał specyficznego toku myślenia Pszczelej Dumy. Na samą myśl, że mentorka ma go dość kopnął mocno kamień. 
— Oho, nie mów mi, że ty... — zaczęła, zerkając podekscytowana na kocura. — To tym bardziej musisz zakończyć szybko trening. — zachichotała. 
Kurka zignorował wojowniczkę. Nie rozumiał kotek. Były dziwne, śmiały się bez powodu i udawały słabe i głupie. Uczeń nie zamierzał dać się nabrać. Dobrze pamiętał prawdziwą twarz swojej matki. Spięty maszerował za nią. 
— Wolisz poćwiczyć walkę czy polowanie? — zapytała. — Z czym masz większy problem. 
Gdyby wiedział sam by już sobie z tym poradził.
— Halo? Sama nie zgadnę. 
Wzruszył barkami, uciekając wzrokiem gdzie indziej. Czuł na sobie zaintrygowane spojrzenie kotki. Usłyszał kroki. Szła w jego stronę. Słodki zapach jej futra sprawił, że zmarszczył nos. Nie wiedział czego chciała. 
— Wiesz, Kurkowa Łapo. Znamy się już kilkanaście księżyców. Pamiętam cię ze żłobka... A mimo to nigdy nie słyszałam twojego głosu. — przywarła do niego bokiem. 
Syknął, odsuwając się od niej.
— Naprawdę jesteś takim dziwakiem, jak mówi Maczek? — zaczęła wojowniczka, unosząc brew. — Twierdzi, że masakrowałeś ciało swojej martwej matki. 
Spuścił wzrok, wbijając nerwowo pazury w śnieg. Miał dość tych pytań. Przesłuchania. Istnienia Makowego Pola. 
— Odpowiesz mi? Proszę. Chciałabym wiedzieć jaka jest prawda. Jeśli kłamie to wyjaśnię jej, że tak się nie robi. To straszne oszczerstwo. — mruknęła z poważną miną.
Wspomnienie tego wieczoru uderzyło w niego. Złapał się za łeb, próbując je wyrzucić. Zakopać jak najgłębiej. Spoglądające na niego martwe ślepia przepełnione absurdem śmiały się z niego. Z jego słabości, którą tak starał się zamaskować. Z samotności na jaką go skazała.
Z szaleństwa, które było mu przeznaczone. 
— Kurko... — oprószona śniegiem łapa dotknęła go. 
Złapał ją. Zęby zatopiły się w czymś miękkim.
— Ajć! Kurkowa Łapo! Czemu...?! — syknęła, odpychając go. 
Ciepła krew skapnęła na śnieg. Metaliczny zapach uniósł się w powietrzu. Padł na ziemię. Nie zamierzał wstawać. Spojrzeć jej w pysk. 
— Trening zakończony. Przekażę wszystko Rudzikowemu Śpiewowi. — mruknęła zawiedziona. — Myślałam, że jesteś inny. Zawiodłam się.
Odeszła. Pozostawiła go samego wśród śnieżnych zasp. Ślad krwi prowadził do obozu. Niewielkie plamki dowodzące jego zbrodni. Schował pysk pod łapami. 
Nie chciał wracać.

* * *

Z pogardą spoglądał na pomarańczowe ślepia. Mordercę jego matki. Tego co odebrał mu wszystko. 
— Rozumie, że ci ciężko ze względu na zaistniałe zmiany i stratę byłej mentorki, do której się pewnie przywiązałeś, ale twoje zachowanie zagraża pozostałym wojownikom i jeśli nie nastąpi poprawa to wyciągnie poważniejsze konsekwencje. — miauknął surowym głosem. 
Kurkowa Łapa fuknął cicho. Miał głęboko gdzieś jego groźby. Udawaną powagę. Był już stary. Starszy niż tamtego dnia, gdy bordo złączył się w tańcu z purpurem by pomalować niebo. 
— Zrozumiałeś? — utkwił w niego spojrzeniem. 
Odwrócił wzrok. Nie miał zamiaru na niego spoglądać. Poczucie poniżenie już i tak sprawiało, że czuł piętrzącą się w nim złość. 
— Pszczela Duma nie chce cię dłużej uczyć. Ugryzienie jej było zachowaniem godnym kocięcia. Późniejsza wrogość i fukanie także. A Źródlany Dzwonek wciąż choruje. — mruknął lider, łapiąc się za łeb. — Kogo mam ci wyznaczyć, by nie podzielił losu Pszczelej Dumy? 
— Lampart. — miauknął cicho.
Lider wstał i przeszedł się kawałek. 
— Zastanowię się nad tym. 

* * * 

Gwiazdy usiały niebo. Nieliczne chmury wchodziły im w drogę. Chłód wieczora targał jego futro. W łapie ściskał niewielki kamień o nietypowej barwie. Wziął go w pysk i cicho podążył w stronę legowiska wojowników. Śpiące koty oddychały spokojnie. Szukał wzrokiem liliowej sylwetki. 
— Co tu robisz? — nieznany głos szepnął wśród mroku. 
Żółte ślepia spojrzały na niego. Przełknął ślinę, czując smak goryczy. Nie miał prawa zepsuć mu tego.
— Kurkowa Łapo? — znał jego imię. 
Kremowa sylwetka usiana w cętki ukazała się jego oczom. Niedaleko niego leżała pół śpiące Węgorzy Pysk. 
— Prezent. — wykrztusił niechętnie przez kamień. 
Obawa przed podniesieniem alarmu wygrała z dumą. Słaby uśmiech pojawił się na pysku wojownika. 
— Nie zakradaj się więcej tutaj nocą. — pouczył go z ledwo wyczuwalnym stresem w głosie. 
Czarny położył uszy, ale finalnie tylko kiwnął łbem. Pozostawił podarunek koło mentorki i pospiesznie wyszedł. 

* * *
*przed porwaniem Kminek*

Rzeczywistość wracała do normalności. Źródlany Dzwonek znów go nauczała. Udawał, że nie widzi posyłanych ku starszyźnie spojrzeń kotki, gdy wychodzili z obozowiska. Nie umiał poradzić sobie z faktem posiadanej przez kotkę relacji z tym czubkiem uwięzionym w legowisku starszych. 
— Spójrz to on. — dotarło do niego uszu. — Nie dość, że niezrównoważony psychicznie to jeszcze treningu nadal nie ukończył. 
Zerknął ukradkiem na przyglądające się mu z lisiej odległości Mysi Okruch i Wzburzony Potok. 
— Myślisz, że Rudzikowy Śpiew go wyrzuci? 
— Powinien to już dawno zrobić. Słyszałaś co zrobił Pszczelej Dumie? Rzucił się na nią bez powodu i próbował odgryźć łapę.
— Co? 
— Makowe Pole mówiła, że Pszczółka ledwo uszła z życiem. Jebany psychopata. Idzie zupełnie śladami swojej matki... Co? — Mysz przerwała szturchnięta przez wojowniczkę. 
Zauważywszy na sobie jego przepełnione goryczą spojrzenie, uśmiechnęła się prześmiewczo. Wbił pazury w ziemię, strosząc sierść. Nie miał zamiaru pozwolić jej ujść z tego cało. Nie miała prawa. Nie mogła. Wstyd i gniew zmieszały się ze sobą sprawiając, że jedyne co wiedział to to, że zamierzał za uderzenie serca zerwać jej ten durny uśmiech z pyska. 
— No co, Truposzku? Makowe Pole o wszystkim mi powiedziała. Spróbuj mi coś zrobić, a jeszcze dziś wylecisz. Rudzikowy Śpiew jest frajerem, ale nie aż takim, by trzymać cię tu w nieskończoność. — wysyczała gotowa do doparcia ataku. 
Kurka ryknął gniewnie, cofając się o krok. Nie mógł, lecz nie potrafił tego odpuścić. Nie tego. Wpadł w coś miękkiego. Delikatny zapach mięty otoczył go z każdej strony. 


<mentorko? przepraszam, że tyle czekałaś :< >


postacie npc: Pszczela Duma, Wydrzy Wir, Mysi Okruch, Wzburzony Potok

[przyznano 5%]

01 lutego 2023

Od Szakalej Łapy

Gęsi Wrzask, jak zwykle ponury, nie czekał na opinię Szakalej Łapy. Wziął ze sobą różne liście, korzenie, mniej bądź bardziej kolorowe owoce i płatki kwiatów. Aromat lekarstw owinął powietrze, zmieszał się z nim, tworząc coś na wzór raju dla nozdrzy. Uczennica wchłonęła słodkie oraz gorzkie zapachy - kochała to nietypowe uczucie, inne niż te, do którego się przyzwyczaiła. Wojownicy najczęściej pachnęli potem i krwią, nie porą zielonych liści, będącą już przeszłością, ale zarazem przyszłością. 
— Zacznijmy od przedmiotu, który pomaga w przenoszeniu ziół. — Tonkij nabił na pazur wyschniętą część rośliny. — Masz przed sobą liść buku. Najlepiej rozpoznać go po szerokiej powierzchni i rozchodzących się miarowo żyłkach, odchodzących od centralnej linii. Brzegi są najczęściej faliste, jednakże ten przypadek ma je ząbkowane. — wskazał wolną łapą na nietypowe zakończenia. — Używamy go we wszystkich porach, prócz obecnie trwającej. Wyschnięte liście nie nadają się niestety jako środek transportu, jako że szybko ulegają złamaniu, gdy próbujemy zgiąć je na pół.
— Jeżeli nie można zdobyć ich teraz, to czy istnieje coś na zastępstwo?
Gęsi Wrzask bez słowa odszedł do lewego kąta, w którym znajdowała się niewielka dziura. Z czarnej czeluści wyniósł kolejne zielone cząsteczki, specyficznie pachnące, jednakże nie drażniące nosa. Szakal z zaciekawieniem podeszła do mentora - musiała obwąchać niesiony pakunek.
— Łodyga pietruszki. — wycharczał przez zaciśnięte na zieleni zęby. — Również służy do przenoszenia ziół, jednak owinięcie nim drobnych elementów jest wyjątkowo ciężkie. W odpowiednich warunkach, czyli przy niskiej temperaturze i lekkiej wilgoci, przydatność łodygi wydłuża się. — upuścił ledwo zaschnięty obiekt, który zdawał się być zdolny do złamania przy najdelikatniejszym ruchu. — Aczkolwiek najlepsze wyjście pozostaje inne. W porze nagich drzew najbezpieczniej polegać na swoich zębach i pomocnikach. Nie bez powodu istnieje ranga asystenta medyka.
Złota kiwnęła głową na znak zrozumienia.
— Z pewnością o tym zapamiętam.

Postacie NPC: Gęsi Wrzask
[przyznano 5%]

Od Strzyżykowej Łapy

Zdążyło się ściemnić, nim do legowiska przyszły kolejne koty. Tym razem Śnieżna Łapa ze Śnieżną Tonią. Strzyżykowa Łapa od razu zmierzyła ku wejściu, oczywiście z gracją i stoickim spokojem, chociaż na widok tych dwóch kotów miała ochotę rzucić się wręcz w ich stronę.
Jak przystało, na początku przywitała się ze Śnieżną Tonią.
— Dzień dobry, ciociu —  miauknęła.
— Witaj, Strzyżykowa Łapo — odparła z lekkim uśmiechem kotka.
 Dopiero potem uczennica skierowała wzrok w stronę Śnieżnej Łapy.
— Cześć. Co ci dolega? 
— Infekcja oka — odparła za Śnieżka jego matka.
Strzyżykowa Łapa skinęła głową, a jej pysk jak zwykle przybrał wyraz chłodnego profesjonalizmu. Muchomorzy Jad wrócił już do legowiska, więc podziękowała Śnieżnej Toni.
— Zajmiemy się Śnieżną Łapą — zapewniła wojowniczce.
— Wyrośnie z ciebie naprawdę porządny kot... — odpowiedź Śnieżnej Toni była niejednoznaczna, ale Strzyżyk postanowiła tego dodatkowo nie komentować. Czasami wypadało po prostu zamknąć mordę, i to była jedna z tych chwil.
 Odprowadziła Śnieżną Łapę do mentora. Sama usiadła niedaleko, gotowa podawać kocurowi potrzebne medykamenty - nawet nie musiał jej prosić. Zawsze była na czas. 
— Glistnik.
Błyskawicznie zajrzała pod głaz i wzrokiem odszukała jaskółcze ziele. Ostrożnie złapała go w pysk i podała mentorowi. 
— Usztywnij Śnieżną Łapę, sok musi spłynąć prosto do oka — polecił mentor, co kotka zrobiła bez narzekania. Podeszła do ucznia, przytrzymując jego głowę równo, podczas gdy cętkowany przeżuł w pysku zioło i nachylił je nad ropiejącym, wilgotnym okiem. Śnieżek syknął, kiedy sok wylądował na jego oku i przymknął je natychmiastowo, łapiąc się w to miejsce łapą.
— Wszystko dobrze? — nachyliła się nad uczniem. — Boli, ale ci to pomoże.
— Wszystko w porządku, to było po prostu... nieprzyjemne uczucie — zamrugał okiem kilka razy, ostatecznie je jednak zamykając. Strzepnął lekko ogonem. — Muszę wracać do matki. Dzięki za pomoc, Strzyżyk — zwrócił się do medyka, kłaniając głowę. — I tobie też, Muchomorzy Jadzie.

wyleczeni: Śnieżna Łapa
postacie NPC: Śnieżna Łapa, Śnieżna Toń
[przyznano 5%]

Od Strzyżykowej Łapy

 Jak na zawołanie, po kilku uderzeniach serca zguba faktycznie się odnalazła. Strzyżyk przeprosiła na moment Listka, która wydawała się speszona faktem, że musiała przeczekać te nudne rozmowy z dorosłymi, nim znów będzie mogła pobawić się z uczennicą. 
— Słyszałam, że coś ci dolega, Węgorzowy Pysku — miauknęła po formalnym przywitaniu z karmicielami. 
— Zamierzałom iść z tym do Muchomorzego Jadu, ale nie było go w legowisku.
— Poszedł na wyprawę po zioła z Lecącą Łapą — odparła ruda. — Mogę się tym zająć.
Niepewny wzrok kota obmierzył uczennicę. Strzyżykowa Łapa przewróciła oczami i uśmiechnęła się uspokajająco.
— Spokojnie, wiem co robić. Widziałam tysiąc razy, jak Muchomorzy Jad leczy koty. Zaufaj mi.
Musiała mieć talent do przekonywania, bo Węgorz pokiwało głową. 
— Idziesz już? Tak szybko? — miauknęła speszona listek, ale Strzyżyk uśmiechnęła się tylko promiennie do małej.
— Nie martw się! Wrócę — zapewniła i odeszła razem z Węgorzowym Pyskiem, kierując się wprost do legowiska medyków.

* * *
— Więc co ci dolega? — spytała, śledząc wzrokiem zioła pozostawione w składziku, by wyjąć te potrzebne, nie robiąc oczywiście bałaganu, ponieważ szanowała pracę mentora.
— Cholernie boli mnie brzuch — rzuciło niemal od razu Węgorz,  krzywiąc się. — Nie zliczę, ile razy już dziś zwróciłom swój posiłek. Jeszcze okropne wzdęcia. Starczy?
Skinęła głową.
— Pewnie zatrucie pokarmowe. Musiałoś zjeść coś nieodpowiedniego. Może jakiś uczeń się nie dopilnował i wrzucił na stertę starą zwierzynę. 
Wyjęła ze składziku zioła na wymioty, które doskonale znała. Podała kotu wierzbowe liście do przeżucia, co Węgorz zrobiło bez narzekania. Chwilę jeszcze musiała poszperać w poszukiwaniu odpowiednich medykamentów, ale końcowo zadanie wykonała pomyślnie.
— Do jutra powinno przejść. Jeśli objawy będą się utrzymywać, wróć — doradziła, kiedy Węgorz dziękowało za udzieloną przez nią pomoc.
wyleczeni: Węgorzowy Pysk
postacie NPC: Węgorzowy Pysk

[przyznano 5%]

Od Strzyżykowej Łapy

 *za pierwszego zgro Strzyżyk*

Nasłuchiwała odgłosów, które wydobywały się z polany, gdy przybyła tam u boku swojego mentora. To miejsce o tej porze zdawało się być wręcz magiczne i niesamowite. Pobłysk księżyca oświetlał słabo skałę, skąd wysuwały się pokaźne sylwetki liderów.
Siedziała dumnie wyprostowana koło Muchomorzego Jadu, a jej nozdrza wyłapywały bezmiar charakterystycznych zapachów; króliczą zwietrzałą woń Burzaków, pachnąca szyszkami i leśną gęstwiną woń kotów Klanu Wilka, ale też zapach Owocowego Lasu, którego kotka nie potrafiła jednoznacznie określić.

* * *
Tak jak obiecała Popielatemu Świtu i jej kompanowi, Węgorzowemu Pysku, odwiedzała często żłobek. Listek lubiła jej towarzystwo i za każdym razem, gdy ruda pojawiała się w progu, młoda podbiegała do niej z radością wymalowaną na mordce. Zresztą musiała przecież kontrolować stan zdrowia kociąt, a że mentor powierzył jej to zadanie, wykonywała je z pełną powinnością.
— Strzyżyk! — oczka szylkretki zawirowały i zabłyszczały. Uczennica medyka uśmiechnęła się błyskotliwie i trąciła ją nosem. Koteczka wspięła się na jej głowę i wylądowała na grzbiecie rudej, śmiejąc się pod nosem. Poświęcając krótką chwilę na pieszczoty z kocięciem, pręgowana dziko wreszcie odwróciła wzrok w kierunku karmicielek, a wyraz pyska nieco spoważniał.
— Jak kocięta w ostatnim czasie?
Popielaty Świt przestała wylizywać Czaplę i zwróciła się w stronę kotki, podczas gdy Pył, Bratek i Żabka leżeli zwinięci po jednej ze stron karmicielki.
— Nie wydaje mi się, żeby działo się z nimi coś złego. Raczej są zdrowe. Jak ryby w wodzie — zapewniła. — I dobrze cię znowu widzieć, Strzyżykowa Łapo! Muchomorzy Jad cię tu przysłał?
— Ciebie też, Popielaty Świcie. I można tak powiedzieć. Moim obowiązkiem jest w końcu kontrolować stan zdrowia członków klanu. Gdzie jest Węgorzowy Pysk, jeśli można spytać? — rozejrzała się, ponieważ nie było ich w legowisku.
— Och, Węgorz źle się poczuło. Pewnie znowu się przejadło... A ostrzegałam, żeby tyle nie żreć! — mruknęła pod nosem, wsuwając brodę na łapy. — Zaraz wróci.
Postacie NPC: Listek, Popielaty Świt

[przyznano 20%]