Był strasznie przejęty opinią Lśniącej Gwiazdy. Po raz kolejny go zawodził i mimo starań, nie potrafił sprostać wymaganiom. Ba, miał problem nawet z podstawą, a co dopiero z oczekiwaniami ojca. Z każdym dniem stres Migoczącej Łapy wzrastał, sprawiając, że kocur czuł się coraz gorzej. Jego wyobrażenia o wspaniałej przyszłości szybko się waliły, pozostawiając za sobą rozczarowanie. Rozczarowanie, którym sam się stawał. Choć w oczach innych starał się kreować na tego lepszego (jak zawsze), w głowie czuł się jak przegryw, zwłaszcza podczas treningów. Migot był też pewien, że Lśniąca Gwiazda również go tak widział. Jako rozczarowanie, przegraną sprawę, zmarnowany potencjał.
Spuścił wzrok na zwierzynę, leżącą tuż przy jego łapach. Po całym tym rozmyślaniu stracił jakikolwiek apetyt, a że posiłek był nienaruszony, szybko poszedł go odłożyć, chcąc przy tym uciec od uczucia bycia obserwowanym. Jednak jeśli chciał, by to na zawsze się skończyło, musiał się poprawić, co oznaczało więcej treningów. A do tego potrzebował asysty dobrze znanej kupy futra!
Dosyć szybko udało mu się znaleźć Pszczeli Lilak, a jeszcze szybciej nawiązać z nią kontakt. Kotka była tak naiwna... Aż żal było patrzeć.
– Wiesz, Lśniąca Gwiazda miał dziś ze mną ćwiczyć walkę, ale zatrzymały go obowiązki – zaczął Migot, przykuwając tym samym uwagę Lilak. – Może chciałabyś ze mną poćwiczyć? – zapytał, starając się brzmieć milej niż zazwyczaj.
***
– Jeszcze raz – rozkazał Migot. Chwilę po tych słowach, Pszczeli Lilak skoczyła w stronę ucznia, wykonując kolejny atak. Ten jednak nie zdążył się obronić, znów obrywając.
– Wszystko dobrze? – zapytała Lilak, na co kocur syknął coś pod nosem.
– Oczywiście! – warknął. – Przecież nie używasz pazurów, nic mi nie będzie! – powiedział i podniósł się z ziemi. – Jeszcze raz.
Kotka niepewnie wróciła na swoje miejsce i na znak wykonała ten sam atak. Tym razem Migot nieco koślawo zrobił unik, po czym kazał wojowniczce wszystko powtórzyć.
Ćwiczyli tak dłuższy czas, bez większych przerw. Migoczącej Łapie nie zawsze wychodziło, jednak się nie poddawał, napędzany ambicjami i lękiem.
– Myślałam, że to ma być lekki trening – zauważyła Lilak.
– Tak, tak. Po prostu muszę być lepszy – wydyszał uczeń. – Zmiana, teraz ja atakuje – oznajmił i ustawił się w odpowiedniej pozycji. Po paru uderzeniach serca zaatakował Lilak, która dała radę zrobić unik. Migot jednak nie odpuszczał i próbował dalej, z dość marnym skutkiem. W końcu twardo wylądował na piasku i ciężko dysząc, leżał tak w bezruchu.
– Może wrócimy do obozu?
– Idź. Ja tu jeszcze zostanę – odparł niebieski.
– Ale przecież... – zaczęła przejęta wojowniczka.
– Idź, wynocha! – przerwał Migot i sypnął odrobinę piasku w stronę Lilak, chcąc ją odstraszyć. Ta, ewidentnie zmartwiona, zaczęła się wycofywać, a gdy w pełni zniknęła z okolicy, uczeń z kłębiącej się w nim bezsilności, zaczął mocno uderzać łapą w ziemię.
Po jakimś czasie podniósł się. Wtedy wróciło do niego poczucie bycia obserwowanym. Zjeżył sierść na karku i szybko zaczął się rozglądać. W końcu jego wzrok padł na wielkie, wpatrujące się w niego oczy, należące do nieznajomej kotki, która to stała po stronie Klanu Nocy. Lekki dreszcz aż przeszedł po karku Migoczącej Łapy, na widok kotki, a raczej jej wielkich, pomarańczowych ślepi. Nie chciał jednak dać po sobie tego poznać, dlatego wyprostował się i zdecydowanym ruchem odwrócił w stronę granicy.
– Czego chcesz? – zapytał ostro, zastanawiając się przy tym, od kiedy nieznajoma go obserwuje.
<Ty co masz takie wielkie oczy?>
[553 słowa]
[11%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz