Ziewnęła, przeciągając się przy tym. Od ataku lisiaków oraz feralnego zgromadzenia minęło kilka wschodów słońca a Pstrągowa Gwiazda zamiast ogarnąć tą swoją burą dupę, wolała strzelać fochy i warczeć na każdego, kto tylko naruszył przestrzeń osobistą jaśnie księżnej. Działało to młodej wojowniczce nie lada na nerwy. Z każdym kolejnym dniem, który mijał od rozmowy z Szyszką, przywódczynią lisiaków, sprawiał, że Zbożówka miała niemałą ochotę napluć jej w ryj i wypowiedzieć bunt. Patrzyła jednak na te niedojdy w klanie i szczerze? Miała ochotę się rozryczeć przez świadomość, jakie pipy tu żyją. Co z tego, że mogła liczyć na pomoc Wieczornika, ewentualnie wujka Jesionka i Aroniowego Podmuchu, skoro reszta klanu albo by poszła pod pantofel Pstrągini, albo by podkuliła kitę i pod płaszczykiem bezstronności, siedzieliby tylko i się gapili.
— Ej, Zboże, idziesz na patrol łowiecki? — miauknął Wieczornik, strzelając przyjaciółce po uszach. Ta tylko oddała mu w postaci fangi w nos, śmiejąc się cicho.
— Słoneczko ty moje, jak chcesz iść na randkę z taką zajebistością jak mua, to wystarczy, że zapytasz. Końskie zaloty zostaw tym wypierdkom — mówiąc to, wskazała ruchem ogona na uczniów, którzy zanim ruszyli na patrol, przekomarzali się wesoło przed wejściem do ich legowiska — I nie, nie idę Wieczorniczku mój cudowny, więc nie schnij mi tu z tęsknoty, obiecałam Owieczce, że zdemoralizuję jej bachory — miauknęła lekko, jakby właśnie rozmawiali o wyborze śniadania. Wieczornik parsknął nieokiełznanym śmiechem, zakrywając łapą pysk.
— Ty i kocięta, osz cholera. Na mózg ci padło? — mówiąc to, popacał ją po głowie, upewniając się, że jego psiapsi nie dopadł żaden udar czy inne cholerstwo.
— A kopnął cię ktoś kiedyś w dupę? — fuknęła, marszcząc gniewnie brwi. Srebrny wyczaił chyba powagę sytuacji, bowiem spierdzielił szybko, nim ta zdążyła go jakkolwiek nastraszyć.
— Nie rób takiej miny, bo żadna baba cię nie zechce! — zawołał na odchodnym, śmiejąc się radośnie. Zbożowy Kłos mimo początkowej fali złości, uśmiechnęła się pogodnie. Wzięła ze stosu królika, po czym ruszyła w stronę kociarni, gdzie już czekała na nią Owieczka.
— No, wypierdki, cioteczka przyszła — zawołała od progu, wypuszczając żarcie z pyska.
< Imbir? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz