Od tamtego dnia minęło trochę czasu. Teraz Maluszek przestał nim być i zmienił się w Małą Łapę, ucznia Modrzewiowej Kory. Przez te księżyce klan wilka zdążył przeżyć już dramę między Potrójnym Krokiem a Strzyżykową Pręą, przeklęte kocięta tejże medyczki, krwawe zgromadzenie, podczas którego każdy z liderów stracił po życiu, oraz... no właśnie, Mała Łapa nie wiedział, co o tym za bardzo sądzić. To, że strumyk, z którego pili był zakażony ani trochę nie dało się podważyć. Był to po prostu twardy fakt i tyle. Mimo to... Mały nadal się zastanawiał po co, jak i dlaczego ktoś to zrobił? Czy to możliwe, że to wina dwunogów?
Czarny kocurek westchnął cicho, skacząc na samym końcu patrolu, który właśnie wyruszył w stronę terenów klanu burzy, aby nasączyć mech wodą. Droga była długa i ciężka, szczególnie dla Małej Łapy, który... no nie posiadał przednich łap, więc musiał podskakiwać niczym kangur. Sam się zastanawiał, jak dadzą radę przeżyć bez wody pitnej, oraz jak długo klan burzy będzie ignorować intensywny zapach kotów obcego klanu przy granicy własnego terytorium. Poza tym... co jeśli woda zostanie zatruta już na zawsze? Na samą myśl o tym czarnucha przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Nie miał zamiaru jeszcze umierać.
— Te, młody, żyjesz? — miauknął Kolczasta Skóra, zwalniając kroku. Właśnie mijali kolejny patrol, który wracał właśnie ze świeżo nasączonym mchem.
— Ta, żyję — odparł, przystając na moment, by wyprostować kręgosłup. Zerknął ukradkiem na wojownika, który chyba nie podbił do niego tylko po to, żeby zadać jedno pytanie. Młody uczeń uniósł jedną brew ku górze, wyczekując na jakiekolwiek słowo z pyska srebrnego.
— Nadal nie wierzę, że jednak postanowiłeś szkolić się na wojownika — parsknął. Mała Łapa zmarszczył wściekle brwi. Serio? Podbił, żeby tylko oto zapytać?
— Kolejny — warknął pod nosem, ruszając w dalszą drogę — Znajdźcie se inny temat do plotek, co? Bo już mi się rzygać na to chce. Znudziło mi się wieczne oglądanie, jak robicie rybie oczy i pyski, bo wolałem uczyć się na wojownika — nastroszył futro ostrzegawczo. Tak na serio nie wiedział, czy Kolec miał jakiekolwiek dobre intencje, ani czy nie podbił, aby zagadać do czarnucha od tak, po przyjacielsku. Ruszył jednak temat, który niesamowicie denerwował syna Wilczego Serca. Nienawidził, gdy ktoś okazywał mu współczucie, czy chociaż sugerował nieświadomie, że nie powinien robić tego, na co się zdecydował. Reagował na to wtedy nie małym oburzeniem. Tak było i tym razem. Mała Łapa nie odezwał się do Kolczastej Skóry aż do momentu, gdy dotarli nad rzekę tuż obok zwalonego konara.
< kolec? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz