— Nie mam zamiaru pomagać tej zdrajczyni. Jest BYŁĄ medyczką, więc powinna sama sobie radzić.
— Nie jak wisi nad nią gniew Klanu Gwiazdy. — westchnęła Fasolka, obniżając głowę. To będzie ciężkie wydarzenie dla Strzyżykowej Pręgi...
— Mam to gdzieś. Nie będę marnował cennego czasu na kogoś jej pokroju. — syknął ostro Trójka, strosząc futro. Pointka jedynie pokiwała smutno głową i chwyciwszy medykamenty które wcześniej zgarnęła poszła za Cętkowanym Kwiatem do kociarni, by pomóc rodzącej.
Obserwował jak uczennica znika. Była taka głupia! Przemówił przez nią Klan Gwiazdy, a ta szła pomagać tej zdrajczyni! Pokręcił głową. Te kocięta nie powinny istnieć! To się nie miało zdarzyć! Czy istniały jakieś rośliny, które by mogły na to zaradzić? To byłoby coś, co mogło w porę odwrócić wyrok i los takiej... puszczalskiej medyczki. Nie rozumiał jak to się dzieję, że wybierając służbę Klanu Gwiazd, znając kodeks, to idą tą ścieżką? Pokręcił głową i usiadł obserwując swój odcisk łapy, pozostawiony na skale. Zaraz potem doszedł do jego uszu, krzyk rodzącej.
***
Nawet nie poszedł sprawdzić, czy coś z tego wyszło. Fasolkowa Łapa wróciła zmęczona i walnęła się na posłanie, nadal pełne płatków kwiatu, zasypiając. Nie męczył jej przez kolejne dni, dając jej dojść do siebie. Dlatego też pewnego dnia, sam się udał po zioła na pobliską polanę. Ciągnął swój wynalazek, zwany gniazdem i rozmyślał o tym wszystkim co zaszło. Czuł w kościach, że niedługo przydarzy się coś złego. W końcu Gwiezdni ostrzegali. Po porodzie Strzyżyk nic się nie stało, więc kolejne dni będą ciężkie i kluczowe.
W końcu dotarł. Zaczął przeglądać rośliny, a następnie zrywać. Uzupełnianie zapasów było ważne zwłaszcza, że wodę otruto. Gdy tak zrywał, do jego uszu dotarł pisk. Uniósł głowę zdziwiony. To mysz? Spojrzał w tamtym kierunku, czując jak ogarnia go strach. O nie, o nie, o nie! Patrzył jak w jego kierunku, zbliża się wielka masa ohydztwa! Szczur! Wrzasnął przewracając gniazdo, by zatarasować mu drogę. Zaczął uciekać, ale przez brak kończyny, wywrócił się i upadł na pysk. Szczur dopadł go i wgryzł się w jego futerko. Poczuł palący ból, a ziemia zabarwiła się krwią. Zaczął wrzeszczeć piskliwym głosikiem, próbując zrzucić z siebie natręta. Klanie Gwiazd! Ratuj! on jest za młody by teraz ginąć! Na dodatek w tak okropny sposób! Na szczęście jego krzyki zwabiły patrol, który pogonił gryzonia. Cały drżąc, rozglądał się po swoich wybawcach, odczuwając powoli ulgę. Jednak jeszcze pożyje! Wstał na łapy i zaczął wracać do obozowiska. Ktoś postanowił, że go odprowadzi. Był to Ciężki Krok. Czuł jak rana go pali. Robiło mu się słabo. Musiał znaleźć korzeń łopianu. Nagle się zatrzymał.
- Co się stało, Potrójny Kroku? - odezwał się jego towarzysz.
O nie... Teraz to sobie uświadomił. Będzie go leczyć Fasolkowa Krzywica! To może się pożegnać ze swoim pięknym futerkiem. Pewnie go tak wyleczy, że zostaną blizny! Będzie paskudny! Ponowił marsz, nie odpowiadając kuzynowi. Po kilku chwilach znalazł się na miejscu. Szybko dopadł do ziół i zaczął je przeglądać. Niestety nie znalazł nigdzie tego ważnego lekarstwa! To koniec! Zaczęła go ogarniać panika. Nie pomógł fakt, że Fasolkowa Łapa zaczęła wypytywać co się stało.
- Umrę! To już koniec! Zeżre mnie zakażenie! - biadolił. - Czemu tu taki syf! Nic nie można znaleźć! - warknął ciskając roślinami na prawo i lewo. - Gdzie ten korzeń! No gdzie!
- Uspokój się - Spojrzał na zaniepokojoną uczennice.
- Jak?! Moje życie traci sens! Umrę! - Położył się na ziemi. - To koniec. Wiedz, że cię lubiłem! Przekaż dziadkowi, że go kocham! A mamie daj kwiatka, który spocznie na moim grobie! Pamiętaj by mnie odwiedzać i oczyszczać teren z chwastów i ... - Poczuł jak kotka zatyka mu pysk.
- Nie umrzesz. Pomogę ci.
To koniec. Może i przeżyje, ale będzie żył z świadomością pomocy od Fasolkowej Krzywicy.
- Moje piękne futro! Już nie będzie takie jak dawniej! - Udało mu się znów po biadolić, gdy ta odeszła szukać, tego nieszczęsnego korzenia łopianu.
<Fasolkowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz