Posłusznie wypełnił polecenie medyka. Wystarczyło, że wrzasnął na jego mamę, a już wzbudził w czarnym kocurku pełen respekt i szacunek. Maluszek ułożył mech przez swoją mordkę, by po chwili wetknąć w niego nos i wydmuchać z niego powietrze z całej siły. Szczerze? Poczuł niewyobrażalną ulgę. Nareszcie mógł oddychać zupełnie normalnie! Na jego mordce zawitał wesoły uśmieszek, który... chyba nie przypadł liliowemu do gustu, bowiem wykrzywił jedynie pysk, mamrocząc coś pod nosem, co dla syna Wilczego Serca nie było ani trochę zrozumiałe. Nastawił jedynie uszu, przyglądając mu się uważnie. Przez moment miał wrażenie, jakby medyk burkał ciche "I na co się lampisz, szczylu?!", jednakże szybko odrzucił tą myśl. Ułożył się wygodnie na swym nowiutkim posłaniu, po czym znużony tym dniem, a przede wszystkim zmulony duszącym zapachem ziół, zasnął niczym kamień.
Obudziły go krzyki należące do Potrójnego Korku i... jakiejś kotki. Kocurek niechętnie otworzył ślepka, przyglądając się całemu zajściu. To Strzyżykowa Pręga najwidoczniej chciała wejść do środka, jednakże obecny "władca tych włości" skutecznie coś jej uniemożliwił.
— GÓWNO MNIE TO ROZUMIE, SŁYSZYSZ?! ZŁAMAŁAŚ KODEKS, WIĘC WYPIEPRZAJ! — skulił się odruchowo, słysząc tak ostro brzmiące słowa. Obserwował w ciszy jak była medyczka odpuszcza i z podkulonym ogonem wraca do kociarni, w której znajdowała się od jakiegoś czasu — Czego? — mruknął, wpatrując się w przyszłego ucznia, któremu głos dosłownie uwiązł w gardle.
— Też uważam, że źle zrobiła i nie ma prawa tu wchodzić — bąknął jakby od niechcenia. Temat ucichł tak szybko jak się zaczął. Cętkowany podstawił młodemu pod pysk kolejną porcję ziół. Jakby tego było mało, okazało się, że Maluszek miał też pasożyty. Swoim szorowaniem tyłkiem po ziemi rozbawił z lekka Fasolową Łapę, jednakże znacząco wydłużył tym swoją kurację.
* * *
Był już uczniem. Nie potrafił tego za grosz zrozumieć. To wszystko... działo się tak szybko. W dodatku wujek Igła chciał go wykopać na stanowisko medyka. Też coś. Wystarczy, że szkoli się już Fasolowa Łapa. Poza tym, właśnie między innymi przez to Mała Łapa nie mógłby rozpocząć treningu, nawet jeśli bardzo by chciał. Właściwie to... Mały sam nie wiedział, czego chciał od życia. Z jednej strony pasowała mu wizja leczenia innych kotów, zaś z drugiej... niemalże cała rodzinka mu trajkotała nad uchem, jaką to by tworzył słodką parę ze Śnieżką, a przecież jako medyk nie mógłby mieć partnerki. Szalę jednak przelała właśnie propozycja wujka-lidera, którą młody odebrał jako łaskę i litość, a tego nienawidził bardziej, niż wysłuchiwania marudzenia Kawki. No więc był uczniem Modrzewiowej Kory, przyjaciela jego starszego brata. Mimowolnie na jego mordce zawitał łagodny uśmiech. Wziął głęboki wdech, po czym miauknął od progu leża medyka.
— Potrójny Kroku? Przyniosłem wam coś na ząb. Ja... wiem, że macie ostatnio łapy pełne roboty. Jest coś, co mógłbym dla was zrobić? Nie wiem no, nazbierać patyków czy czegoś innego? Modrzewiowa Kora dał mi wolne na resztę dnia. Dzisiaj i tak mieliśmy obchód terenów — zaproponował, nastawiając uszu. Słyszał już ostrzeżenie od Wiśniowej Pestki, że ma uważać, bo inaczej oberwie mchem czy innym kamieniem w mordę od Trójki. Wolał więc nie ryzykować i grzecznie poczekać.
< Trójko? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz