- Bardzo cię kocham... Brakuje mi ciebie... - szeptała cicho Konwaliowe Serce, liżąc Świtającą Maskę po pysku. Kocur przymknął morskie oczy, oddając się przyjemności tej chwili. Byli razem, dzieci wyszły na świat, wymyślony klan gwiazd nikogo nie skrzywdził (jeszcze). Spędzali czas, jak co noc, we dwójkę. Sami. Z dala od wścibskich spojrzeń kotów z klanu burzy czy wilka.
- Też cię kocham - miauknął w odpowiedzi. - Na przyszłość przedyskutujmy razem, czy chcemy mieć kolejne dzieci - dodał z krzywym uśmieszkiem.
Konwaliowe Serce łobuzersko dotknęła lynxa ogonem w żebra.
- Noooo... Dobrze. Niech ci będzie, kochany. Na razie zajmuję się Stokrotką i Burzą. Rosną jak na drożdżach. Staram się spędzać z nimi jak najwięcej czasu. W żłobku przebywa obecnie bardzo nieprzyjemna kotka, Piaskowa Ścieżka, której synem zajmuje się drugi medyk, Jeżowa Ścieżka, jego wujek - opowiadała Konwalia o wydarzeniach w swoim klanie.
- Nikt cię o nic nie podejrzewa? Ta dwójka przyjaciół nie rozpowiedziała nic nikomu? - dopytywał się Świtająca Maska. Nie ufał do końca bliskim osobom Konwaliowego Serca. Nie znał ich, a sprawa dzieci była dla niego dosyć drażliwa. Im mniej osób wie o ich romansie, tym lepiej. Robił wszytko, żeby Potrójny Krok nie połączył faktów i nie wściekł się ponownie. Podczas wyganiania Strzyżykowej Pręgi jego pełen gniewu głos rozlegał się po całym obozie, a płowy chciał mieć chociaż opinię względnie normalnego w jego oczach...
- Chodzi ci o Cętkowany Kwiat i Orlikowy Szept? - zapytała się czarna.
- Hmmm.. Tak. Nie pamiętałem ich imion, wybacz.
- Nikomu nie miauknęli. Możesz im zaufać. Co słychać u Nocy? Tęsknię za nią. Często pojawia się w moich snach - powiedziała smtnym tonem medyczka. Serce wojownika zabiło szybciej. Zerwał rosnący w pobliżu kwiat i delikatnie wplątał go w sierść ukochanej.
- Uśmiechnij się. Smutek cię postarza o dziesięć księżyców - miauknął, starając się zachować najbardziej serdecznie, jak tylko potrafił. - U niej wszystko w porządku. W porównaniu do Stokrotka i Burzy... Jest znacznie bardziej buntownicza. Bardzo mi ciebie przypomina przez to czarne futro i białe plamy. Dopiero widząc jej oczy uświadamiam sobie, że to ona - opowiadał płowy. Medyczka siedziała tuż przy nim, splatając swój gęsty ogon z ogonem lynxa. - Dziwnie się uśmiecha, gdy kogokolwiek widzi... Cóż... Nie wiem, w jaki sposób to opisać... Mimo wszystko zachowuje wobec mnie cień szacunku.
- Aż tak niesforna z niej kuleczka? - zapytała się Konwaliowe Serce.
Świtająca Maska przez chwilę miał deja vu. Przecież był bardzo młody, w porównaniu z niektórymi kotami w swoim klanie, a już posiadał dzieci. Przez chwilę zdawało mu się, że żyje z łaciatą w jednym klanie i tylko obgadywali z boku swoje córki, żeby nie zrobić im przykrości. Poczuł szczęście, lecz przy zderzeniu z rzeczywistością zniknęło.
- Świt? Wszystko gra? - Medyczka pomachała jakimś intensywnie pachnącym kwiatem przed nosem wojownka. Płowy skrzywił się i wywalił język, jakby za chwilę miał wymiotować.
- Rety, zamyśliłem się - miauknął, gdy paskudne uczucie wymiotopodobne zmniejszyło się. - Ona wie tylko tyle, że znalazłem ją na granicach i przyprowadziłem do klanu. No, wysnułem przed nią teorię jej pokrewieństwa z jakimiś włóczęgami, samotnikami czy tam spasionymi pieszczochami. Noc... Bywa strasznie podejrzliwa. Do nikogo nie stara się przywiązać, nawet do kociaków ze żłobka. Nieufna, odważna, pewna siebie... Bywa pyskata, ale ona to nic w porównaniu z moją dawną uczennicą. - Zaśmiał się na myśl o Borsuczym Kroku. Do dzisiaj nie potrafił uwierzyć, że taka uparta, łakoma i wredna bura kotka skończyła trening zaskakująco szybko. Z perspektywy czasu... Tęsknił za nauczaniem córki dawnego zastępcy klanu. Darli mordę na cały obóz, krzyczeli na siebie cały dzień i zachowywali się jak dwójka niedorozwiniętych zwierząt. Mimo wszystko uważał burą za kogoś w stylu nieprzyjaciela, chociaż mentorowanie takiej istocie ciekawie urozmaicało dzień.
- Nie ma żadnych zalet? - zdziwiła się Konwaliowe Serce, przyglądając się płowemu.
- Oczywiście, iż ma! Wdała się w ciebie. Wiesz... Przyjacielska, miła, wierna... Pełna energii i zapału... Lubo wygrywać... Boi się mojego kuzyna, Trójki... Powiedz coś lepiej o Stokrotce i Burzy - skończył Świtająca Maska. Zmienił pozycję ciała, żeby lepiej wsłuchać się w słowa ukochanej.
- Obie są przeurocze i też rosną. Wierzą, że jestem ich ciocią. Stokrotka również się we mnie wdała. Ma dobre serce, empatię. Nigdy nie podniosła głosu. Za bardzo przejmuje się czyjąś opinią, lecz rady od razu stara się wcielić w życie. Chce iść w moje ślady, czyli zostać medyczką! Lubi zioła. I jest towarzyska. Co do Burzy... Strasznie ciekawska, trochę nieśmiała, łatwo ulega wściekłości, uparta... Miła. Bardzo dba k czystość swojego futerka - miauczała Konwaliowe Serce.
- Jejku... Cały czas nie mogę uwierzyć, że zostaliśmy rodzicami. A ty? - zapytał się Świtająca Maska, podświadomie dumny z każdej córeczki.
- Też cię kocham - miauknął w odpowiedzi. - Na przyszłość przedyskutujmy razem, czy chcemy mieć kolejne dzieci - dodał z krzywym uśmieszkiem.
Konwaliowe Serce łobuzersko dotknęła lynxa ogonem w żebra.
- Noooo... Dobrze. Niech ci będzie, kochany. Na razie zajmuję się Stokrotką i Burzą. Rosną jak na drożdżach. Staram się spędzać z nimi jak najwięcej czasu. W żłobku przebywa obecnie bardzo nieprzyjemna kotka, Piaskowa Ścieżka, której synem zajmuje się drugi medyk, Jeżowa Ścieżka, jego wujek - opowiadała Konwalia o wydarzeniach w swoim klanie.
- Nikt cię o nic nie podejrzewa? Ta dwójka przyjaciół nie rozpowiedziała nic nikomu? - dopytywał się Świtająca Maska. Nie ufał do końca bliskim osobom Konwaliowego Serca. Nie znał ich, a sprawa dzieci była dla niego dosyć drażliwa. Im mniej osób wie o ich romansie, tym lepiej. Robił wszytko, żeby Potrójny Krok nie połączył faktów i nie wściekł się ponownie. Podczas wyganiania Strzyżykowej Pręgi jego pełen gniewu głos rozlegał się po całym obozie, a płowy chciał mieć chociaż opinię względnie normalnego w jego oczach...
- Chodzi ci o Cętkowany Kwiat i Orlikowy Szept? - zapytała się czarna.
- Hmmm.. Tak. Nie pamiętałem ich imion, wybacz.
- Nikomu nie miauknęli. Możesz im zaufać. Co słychać u Nocy? Tęsknię za nią. Często pojawia się w moich snach - powiedziała smtnym tonem medyczka. Serce wojownika zabiło szybciej. Zerwał rosnący w pobliżu kwiat i delikatnie wplątał go w sierść ukochanej.
- Uśmiechnij się. Smutek cię postarza o dziesięć księżyców - miauknął, starając się zachować najbardziej serdecznie, jak tylko potrafił. - U niej wszystko w porządku. W porównaniu do Stokrotka i Burzy... Jest znacznie bardziej buntownicza. Bardzo mi ciebie przypomina przez to czarne futro i białe plamy. Dopiero widząc jej oczy uświadamiam sobie, że to ona - opowiadał płowy. Medyczka siedziała tuż przy nim, splatając swój gęsty ogon z ogonem lynxa. - Dziwnie się uśmiecha, gdy kogokolwiek widzi... Cóż... Nie wiem, w jaki sposób to opisać... Mimo wszystko zachowuje wobec mnie cień szacunku.
- Aż tak niesforna z niej kuleczka? - zapytała się Konwaliowe Serce.
Świtająca Maska przez chwilę miał deja vu. Przecież był bardzo młody, w porównaniu z niektórymi kotami w swoim klanie, a już posiadał dzieci. Przez chwilę zdawało mu się, że żyje z łaciatą w jednym klanie i tylko obgadywali z boku swoje córki, żeby nie zrobić im przykrości. Poczuł szczęście, lecz przy zderzeniu z rzeczywistością zniknęło.
- Świt? Wszystko gra? - Medyczka pomachała jakimś intensywnie pachnącym kwiatem przed nosem wojownka. Płowy skrzywił się i wywalił język, jakby za chwilę miał wymiotować.
- Rety, zamyśliłem się - miauknął, gdy paskudne uczucie wymiotopodobne zmniejszyło się. - Ona wie tylko tyle, że znalazłem ją na granicach i przyprowadziłem do klanu. No, wysnułem przed nią teorię jej pokrewieństwa z jakimiś włóczęgami, samotnikami czy tam spasionymi pieszczochami. Noc... Bywa strasznie podejrzliwa. Do nikogo nie stara się przywiązać, nawet do kociaków ze żłobka. Nieufna, odważna, pewna siebie... Bywa pyskata, ale ona to nic w porównaniu z moją dawną uczennicą. - Zaśmiał się na myśl o Borsuczym Kroku. Do dzisiaj nie potrafił uwierzyć, że taka uparta, łakoma i wredna bura kotka skończyła trening zaskakująco szybko. Z perspektywy czasu... Tęsknił za nauczaniem córki dawnego zastępcy klanu. Darli mordę na cały obóz, krzyczeli na siebie cały dzień i zachowywali się jak dwójka niedorozwiniętych zwierząt. Mimo wszystko uważał burą za kogoś w stylu nieprzyjaciela, chociaż mentorowanie takiej istocie ciekawie urozmaicało dzień.
- Nie ma żadnych zalet? - zdziwiła się Konwaliowe Serce, przyglądając się płowemu.
- Oczywiście, iż ma! Wdała się w ciebie. Wiesz... Przyjacielska, miła, wierna... Pełna energii i zapału... Lubo wygrywać... Boi się mojego kuzyna, Trójki... Powiedz coś lepiej o Stokrotce i Burzy - skończył Świtająca Maska. Zmienił pozycję ciała, żeby lepiej wsłuchać się w słowa ukochanej.
- Obie są przeurocze i też rosną. Wierzą, że jestem ich ciocią. Stokrotka również się we mnie wdała. Ma dobre serce, empatię. Nigdy nie podniosła głosu. Za bardzo przejmuje się czyjąś opinią, lecz rady od razu stara się wcielić w życie. Chce iść w moje ślady, czyli zostać medyczką! Lubi zioła. I jest towarzyska. Co do Burzy... Strasznie ciekawska, trochę nieśmiała, łatwo ulega wściekłości, uparta... Miła. Bardzo dba k czystość swojego futerka - miauczała Konwaliowe Serce.
- Jejku... Cały czas nie mogę uwierzyć, że zostaliśmy rodzicami. A ty? - zapytał się Świtająca Maska, podświadomie dumny z każdej córeczki.
<Konwaliowe Serce?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz