*niedługo przed ukończeniem przez kociaki sześciu księżyców*
Kociaki bawiły się w swojej kryjówce, korzystając z ostatnich chwil wolności. Niedługo odbędzie się mianowanie i będą mogły zapomnieć o wylegiwaniu się całymi dniami. Śliwce to jednak nie przeszkadzało. Cieszyła się, że w końcu będzie mogła się na coś przydać. Nikt nie miał jednak zamiaru całkowicie rezygnować z pobytów w bazie, a że znacznie urosło się całej czwórce, postanowili nieco ją uprzątnąć, aby zrobiło się w niej więcej miejsca. Brzoskwinka elegancko rozdzielała zadania, Mirabelek omiótł ogonem te zakątki kryjówki, które pokrywała najgrubsza warstwa pajęczyn, Cicha toczyła najbardziej okazałe kasztany w odpowiednie miejsce, a Śliwka wyrzucała na zewnątrz zatęchły mech.
- Mogłabyś przenieść ten patyk na stosik? - niebieska szylkretka zwróciła się do Śliwki. Ja pomogę Mirabelkowi.
- Dobrze. - Pręgowana chwyciła drewienko w zęby, ale po chwili wypuściła je na ziemię z cichym sykiem. Cały jej pyszczek przeszył chwilowy, ale ostry ból.
- No co jest? Przecież to chyba nic trudnego - zauważyła Brzoskwinka.
- Tak, ja... Przepraszam - bąknęła czekoladowa i znowu - tym razem ostrożniej - chwyciła patyk w zęby. Dalej było to trochę nieprzyjemne, ale przecież nie będzie nikomu zawracać tym głowy. Brzoskwinka miała rację - kim by była, żeby nie móc przenieść jednego małego kijaszka? Zresztą i tak na pewno niedługo jej przejdzie.
~*~
Upłynęło kilka dni od incydentu z patykiem. Szylkretce co prawda dokuczały trochę obolałe dziąsła, zwłaszcza podczas jedzenia, ale nie przejmowała się tym zbytnio. W pewnym momencie zdecydowała się nawet na to, aby spróbować rozgniatać pożywienie na podniebieniu, ale nie dawało to tak dobrych rezultatów jak zwyczajne przeżuwanie. W dużym skrócie - jako tako dawała sobie radę, choć było jej trudniej. Do czasu.
Pewnego dnia mama przyniosła dla niej dużą, tłuściutką nornicę. Od razu chciała się zabrać do jedzenia razem z Cichą, Brzoskwinką i Mirabelkiem, ale chapnęła tylko kilka kąsków. Dzisiaj ból był o wiele gorszy niż do tej pory. Chętnie rzuciłaby się na taką zwierzynę, ale zwyczajnie nie była w stanie jej pogryźć. Widząc, że jej rodzeństwo prawie skończyło już swoje porcje, lekko spanikowała, że ktoś zacznie się interesować tym, dlaczego nie je.
- Jakoś nie mam dzisiaj apetytu - wymyśliła naprędce. Możecie ją zjeść. - Podsunęła zwierzątko pozostałym kociętom.
Z chęcią ją przygarnęli i pochłonęli niemal natychmiast. Po tak obfitym posiłku, wszyscy położyli się spać. Na to właśnie Śliwka czekała. Po cichu wstała i wymknęła się ze żłobka, po czym potruchtała w stronę legowiska medyka. Przecież niedługo zostanie uczennicą, mama chyba się nie zezłości, że wyszła sama, prawda?
Zajrzała do składziku. Dziwnie było tam przychodzić i nie widzieć już Pszczółki krzątającej się przy ziołach. Rozejrzała się, ale nigdzie nie dostrzegła Wschodu. Czekając na niego, krążyła sobie w kółko, przyglądając się roślinkom. Pamiętała nawet nazwy kilku z nich po tym, jak rudo-biały kocur jej o nich opowiadał. Podbiał, rumianek, szczaw...
- Śliwko, co tu robisz?! - Za sobą usłyszała zmartwiony głos Wschodu. U jego łap leżała sójka. Pewnie upuścił ją, kiedy wchodził do legowiska. - Zjadłaś coś? Wszystko w porządku? - dopytywał.
- Niczego nie ruszałam - zapewniła cicho. - Nikogo nie było, więc chciałam tu na ciebie poczekać.
- Całe szczęście - westchnął z ulgą. - Zaczekaj, czy coś się stało?
- Nie, nic się nie stało. - Spuściła wzrok. - Bo ja... chciałam o coś spytać. Tak zupełnie czysto teoretycznie, co trzeba zrobić, kiedy kogoś bolą dziąsła?
Wschód popatrzył na nią podejrzliwie.
- Bolą cię dziąsła?
- Nie, nie, tak tylko pytam - mruknęła nieśmiało, zastanawiając się, czy medyk już dawno ją przejrzał, czy może ta marna zagrywka jednak na niego zadziała.
- Cóż, w takim razie tak całkiem czysto teoretycznie, ktoś, kogo bolą dziąsła, powinien najpierw uśmierzyć ból. Ziarna maku są najlepsze, ale w takim wypadku powinna wystarczyć niewielka ilość. Potem dobrze byłoby przeżuć trochę kory olchy. Na szczęście mamy jej pod dostatkiem. - Mówiąc to, wykładał medykamenty tuż pod łapkami Śliwki, która uważnie się mu przysłuchiwała. - To jak? - spytał nagle. - Bolą cię dziąsła, prawda?
Na początku znowu chciała zaprzeczyć, jednak pod wpływem lustrującego ją spojrzenia Wschodu, przyznała się. Kocur tylko uśmiechnął się pobłażliwie. Przyjrzał się jeszcze wnętrzu jej pyszczka, żeby nie przeoczyć żadnych niepokojących objawów, a potem pozwolił jej skonsumować mak i przeżuć korę. Po stosunkowo niedługiej chwili, szylkretka poczuła się znacznie lepiej.
- Przyjdź do mnie jutro, zwłaszcza, gdyby znowu zaczęło cię boleć. Mimo wszystko, to raczej nic poważnego.
- Dobrze. Dziękuję! - miauknęła Śliwka i posłała Wschodowi promienny uśmiech. Już miała wracać do swojego legowiska, ale kocur poprosił ją, żeby jeszcze na chwilę została.Podeszła do niego z zaintrygowaniem.
- Gdyby działo się coś złego albo coś cię bolało, to nie bój się o tym mówić, dobrze? - miauknął z troską.
Śliwka pokiwała łebkiem. Nie chciała robić nikomu kłopotu, ale Wschód chyba miał rację. Jeśli naprawdę czegoś potrzebuje, to chyba zajęcie komuś chwili nie będzie aż takie złe, prawda? Może faktycznie powinna inaczej do tego podchodzić...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz