Ziewnął, ale nagle drgnął i spojrzał ze zdziwieniem na istotę, która go obudziła. Wyglądała jak kociak. Pachniała też jak kociak.
- Czego chcesz? Idź sobie...- odparł przewracając się na drugi bok. - Kim ty jesteś? Potworem?
- Psieprasiam...-zamruczała kociakowi do ucha.
- Czego chcesz? Idź sobie...- odparł przewracając się na drugi bok. - Kim ty jesteś? Potworem?
- Psieprasiam...-zamruczała kociakowi do ucha.
Poczuł nagły dreszcz, przebiegający mu wzdłuż kręgosłupa.
- Aaa! Potwór! Miamek! Miamek! - Dreszcz omal nie obudził karmicielki.
Pręgowana zaciągnęła niebieskookiego trochę dalej od mamy. O nie! Teraz to coś go pożre! Był za młody, by ginąć! Chciał kopać i gryźć! Pierwszy raz jego urojenie nawiązało z nim fizyczny kontakt! Oczywiście, że był przez to bardzo przerażony!
-Ne jiestiem potwiorem...Tio jia Stokrotka.
- Ratunku potwór! Zaraz mnie zje! - Nadal piszczał, ale coraz słabiej.
Kocię westchnęła.
- Aaa! Potwór! Miamek! Miamek! - Dreszcz omal nie obudził karmicielki.
Pręgowana zaciągnęła niebieskookiego trochę dalej od mamy. O nie! Teraz to coś go pożre! Był za młody, by ginąć! Chciał kopać i gryźć! Pierwszy raz jego urojenie nawiązało z nim fizyczny kontakt! Oczywiście, że był przez to bardzo przerażony!
-Ne jiestiem potwiorem...Tio jia Stokrotka.
- Ratunku potwór! Zaraz mnie zje! - Nadal piszczał, ale coraz słabiej.
Kocię westchnęła.
Zamknął oczy, zakrywając je łapkami. Może teraz sobie pójdzie... Zostawi go. Zostawi. Miał nadzieję, że tak! Wizja, że mógłby być zjedzony przez tego kotopodobnego stwora, była przerażająca! Na dodatek to coś mówiło? Ale co? Taki był przerażony, że ledwo to zarejestrował.
- Tio ja, Stokrotka. - mała znów się odezwała.
Stokrotka? To ta mała znajdka, którą przyprowadziła Konwaliowe Serce? Zerknął na nią powoli. Rzeczywiście! To była ona! Ale był głupi! Znów się wydurnił! Miał ochotę walnąć się w tą głupią głowę, która wymyślała mu takie chore myśli i zwidy!
- Cześć... Przepraszam za to... Ale... Wystraszyłaś mnie. - westchnął. - Właściwie czemu mnie obudziłaś? Na dodatek w nocy, gdy ktoś może nas obserwować z mroku?
Kotka drgnęła na słowa Dreszcza.
- Jak ktio? Ktio nas by obselwował?
Jak miał wytłumaczyć kociakowi, że wiele spraw było nie takim jak się wydawało?
- Nie wiem. Może myszy? - zaryzykował to stwierdzenie.
W końcu podobno w żłobku się jakieś zalęgły. Tak przynajmniej twierdził Mokra Gwiazda.
- Mysy... - Młodsza kiwnęła głową. - A ja... Ja chciałam ce pseplosić.
- Przeprosić? Niby za co?
- Nio sa to se walnęłam ce syską w pyscek.
- Aaa... to... nic się nie stało. Mama się tylko wkurzyła. Ale ona tak ma...
Bardzo dziwiło go jej zachowanie. Myślał zawsze, że chciała by nie istniał. Zajmowała się bardziej Wiewiórem i go rozpieszczała, a jego i Jeżynkę? Czuł, że nie darzyła ich miłością. Ale po tym co się stało... Jak pilnowała, by Stokrotka się do niego nie zbliżała... Poczuł wtedy, że może kocica wcale nie jest taka zła. Ale czemu w takim razie udaję? A może to był instynkt? Nie wiedział.
- Ale psese mne ce bolało i mama ce myła.
Nie wiedział co na to odpowiedzieć. Nie miał za bardzo dobrego kontaktu z rówieśnikami, Stokrotka była pierwszą, która zechciała się z nim bawić; prócz siostry, nawet przeprosiła i nie krzyczała, że zabrał jej szyszkę. Może źle ją ocenił?
- Mam pomysł. Jak przyjdzie mój tata to poproszę go, aby wziął cię z nami tam, gdzie świeci światło. Będziemy mogli się bawić, a mama nie będzie krzyczeć - zaproponował kociakowi.
<Stokrotko?>
Shipuje ich uwu.
OdpowiedzUsuńStokrotka będzie prawdopodobnie medykiem, więc nie będzie się zakochiwać w dreszczu
Usuń