Widocznie się uspokoiła, widząc, że to tylko dwójka maluchów, wciąż jednak oczekiwała wyjaśnień, czemu wytrącili ją oni ze snu.
– Psepla... – zaczęła Rosa, spuszczając głowę.
– Ne, Losa! – Zimorodek zaprotestował. – Ona sjadła te kociaki. Nie możesz jej pseplasać! – Obrócił łeb w kierunku delikwentki i spojrzał na nią złowrogo, przynajmniej na tyle, na ile umiał. – Oddaj je!
Kocica zdziwiona spojrzała to na jedno to na drugie. Najwidoczniej nie wiedziała o co im chodzi.
- Jakie kociaki?
- Jak to jakie? Mas je w bsuchu! Sjadłaś je! Oddaj! Umlą pses ciebie ty... ty... - próbował wymyślić jakieś odpowiednie stwierdzenie. - Ty... Kotojadacko! - Tak! Chyba się nada!
- Posłuchajcie. Ja nie jem kociąt.
Prychnął. Teraz to kłamała! W końcu ich mama powiedziała, że ma w brzuchu kociaki! Jak inaczej by tam się znalazły, jak nie zostały zjedzone? Spojrzał na Rose, która za bardzo nie wiedziała, co w tej sytuacji zrobić. Nie! Nie ugną się!
- Atak, Losa! Dla tych kociąt! - powiedział i rzucił się na kocicę, wczepiając się w jej futerko i gryząc po uchu.
Królowa chciała go zrzucić. Widać było, że powoli się irytuje ich zachowaniem.
- Telas, Losa! Tak jak było w planach! Wyciągaj! Ja ją będę tsymał! - Dla potwierdzenia swoich słów, bardziej zaparł się, by przygnieść kotkę.
- Pseplasam - Rosa podeszła i starała się zajrzeć do pyska biednej królowej, ale bezskutecznie. Ta mocno zaciskała szczękę.
- Co wy robicie?! - rozległ się wkurzony głos mamy.
O nie! Szybko puścił zjadaczkę kociąt i popchnął Rosę, by ta ruszyła za nim w stronę mchu, pod którym mogli się skryć! Szybko dopadł jako pierwszy do schronienia i wszedł do środka. Rosa jednak stanęła słysząc od mamy, aby się zatrzymała. Zimorodek był pewien, że to koniec. Zaczął opłakiwać siostrę, która pewnie została już zjedzona przez wkurzoną kotę. Tak bardzo nad tym rozmyślał, że nawet nie zorientował się, że jego ogon wystaje z kryjówki. Mama uniosła mech, a następnie samego Zimorodka. Pisnął, robiąc wielkie smutne oczy. Niestety. Znów to nie podziałało. Berberysowa Bryza wróciła na posłanie i zaczęła kolejne kazanie.
- Ale mówiłas mama, se ona ma kociaki w bsusku! Chceliśmy im pomóc! - zawołał na ich usprawiedliwienie kocurek.
- Ma w brzuchu, ale nie dlatego, że je zjadła.
- To cemu? - nie dawał za wygraną, próbując zrozumieć, o co w tym chodzi.
- Jak będziecie starsi to wam powiem.
- Ale jesteśmy dusi! - jęczał.
- Nie i koniec. Teraz spać! Już.
Nie mając wyjścia ułożył się obok siostry, krzywiąc pyszczek.
- Pamiętaj Losa, to jesce ne koniec. Musimy se dowiedzieć skąd biolom se kociaki w bsusku. Pamiętaj - ziewnął, czując jak powoli to całe zdarzenie zmusza go do zapadnięcia w sen.
<Roso?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz