- Głęboka jest? - zapytała jakby z niechęcią w głosie.
- Co?
- No, rana którą wylizujesz. Ta na nodze - wytłumaczyła jak głupiemu.
Doprawdy, zabawny był tok jego rozumowania.
- A. No, trochę - mruknął pomiędzy liźnięciami.
Miała wrażenie, że kocur się rozgląda.
- Może chodźmy po prostu do któregoś z medyków, w końcu jest ich trzech, niech się na coś przydadzą - zaproponowała niskim głosem.
Barwinek przerwał pielegnację obrażeń i podniósł głowę zdziwiony.
- Przecież jeszcze przed chwilą tak bardzo chciałaś wygrać.
Vanka podkręciła głową, a następnie strzepnęła ogonem.
- Daj spokój, zdrowie jest chyba ważniejsze, no nie? Wstawaj - podeszła jeszcze bliżej i pozwoliła kocurowi podeprzeć się o nią - a zawody możemy chwilowo wstrzymać, może zwierzyną do tego czasu przybiegnie i będzie ci łatwiej? - zaśmiała się.
- Dam radę sam iść - mruknął kiedy już wstał - ty weź sowę.
Ten jeden jedyny raz wykonała jego polecenie. Chwyciła mocno szczękami ptaka za szyję. Był duży. Naprawdę duży. Z tą sową i kulawym Barwinkiem dotarcie do obozu zajmie im znacznie dłużej niż normalnie.
Jednak, w końcu udało się. Sowa leżała już na stosie ze zwierzyną, a Barwinek właśnie wchodził do legowiska medyków.
- To ja was zostawię - miauknęła Tańcząca, wycofując się.
Następnego wschodu słońca obudziła się dosyć wcześnie, jak zwykle. Słońce tylko delikatnie wychylało się zza horyzontu, wypuszczając na świat tylko kilka pierwszych promyków. Tańcząca Pieśń przeciągnęła się i ruszyła po śniadanie. Zjadla już jedna piszczkę, jednak coś kazało jej chwycić drugą. Nie dla niej, oczywiście. Podniosła chudy zad i z myszą w zębach zawitała do legowiska medyków.
- Jak się spało, o wielki sowobójco? - rzuciła, kładąc zdobycz pod nosem czarnego kocura.
<Barwinku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz