Siedział, słuchając pitolenia Jesionowej Łapy. Dla niego wszystko zdawało się takie łatwe. Denerwował Pigwę. Denerwował go tak bardzo jego całokształt. Jesionowa Łapa był zbyt idealny by zrozumieć jego problemy. Był zbyt idealny na to by tutaj z nim przesiadywać. Był zbyt idealny by istnieć. Zdawał się być pozbawiony całkowicie negatywnych cech. Miły, odważny, walecznie broni swojego klanu, nigdy nie kłamał. Nie było mu nic do zarzucenia. Porządny kot i uczeń. Jednakże coś w Pigwie kazało go nienawidzić. Nienawidzić jego dobro i idealność. Cały czas słyszał "Jesionowa Łapa pomógł tamtemu", "Jesionowa Łapa upolował najwięcej piszczek", "Jesionowa Łapa odwiedza tego bidaka bez oka", "Jesionowa Łapa tam i owamto". Syn Aroniowego Podmuchu powoli zaczynał dostać dupościsku na sam dźwięk imienia dawnego przyjaciela. A teraz gdy ten strzelał mu monolog czuł jeszcze większą niechęć do niego. Nie rozumiał dlaczego Jesionek nie potrafił pojąć, że nie każdy jest tak idealny jak on. Że nie każdy ma siłę walczyć. Że nie każdy ma siłę żyć. Ale nie dla wielkiego i wspaniałego Jesionka wszystko było łatwe i proste. Jeszcze czekoladowy miał w sobie tyle aroganci by szantażować arlekina opinią jego zmarłej matki. Słysząc to pazury same wyszły. Lecz sam nadal siedział nieruchomo. Nie miał ochoty słuchać ani jednego słowa więcej z czekoladowego pyska, więc nic nie mówił. Nic nie robił. Jedynie siedział i słuchał. To działało na każdego. Każdy w końcu sobie szedł. A Jesionowa Łapa nie był aż takim ideałem.
— Nie jesteś sam — zakończył swój monolog uczeń.
Pigwa chciał zaprzeczyć, ale nic nie mówił. Wpatrywał się jedynie w wychodzącą sylwetkę ucznia. Gdy ten dopiero przekroczył prób wejścia do legowiska medyk, arlekin pozwolił sobie na emocje. Na płacz, na krzyk, na ciche przeklinanie całego świata. Słodki Język przyciągnięta hałasem szybko podbiegła do niego i przytuliła rozryczaną kupę dreszczy. Pigwa próbował się jej wyrwać. Nie chciał współczucia. Nie chciał litości. Chciał być sam. Sam w swoim bólu. Dopiero wciśnięte w niego wręcz siłą ziarna maku pomogły ukoić kociaka.
* * *
Wraz z wejściem do legowiska uczniów nawiedził go nieprzyjemny dreszcz. Nie lubił legowiska uczniów. Było w nim zdecydowanie za dużo kotów, ale przynajmniej nie było w nim mordy idealnego Jesionka. Teraz ulubieniec Pigwy jakby tego wszystkiego było mało musiał zostać wojownikiem w wieku dziesięciu księżyców, wprawiając w dumę i zachwyt. Widząc Gruszkową Łapę leżącego w legowisku, zawrócił na pięcie. Po wydarzeniach ze zgromadzenia starał się unikać kocura. Jego pełna złości morda do dziś pojawiała się w koszmarach, krzycząc, że wszystkich jedynie zawodzi i nie powinien żyć. Powolnym krokiem w cieniu drzewa zmierzał na drugą część wysepki rzadziej odwiedzaną przez współklanowiczów. Wpatrzony w swoje łapy, zastanawiał się czy jakby spadł z drzewa udałoby mu się je złamać.
— Pigwowa Łapo? — głos go wyrwał z przemyśleń.
Uniósł łeb i zobaczył go.
Jesionowy Wicher.
Odwrócił się na pięcie i zaczął uciekać. Nie miał zamiaru się z nim konfrontować, ani bić pokłonów i gratulować.
<Jesionowy Wichrze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz