BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monarch Pierwszy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monarch Pierwszy. Pokaż wszystkie posty

15 lipca 2026

Od Monarcha Pierwszego do Borowika

Niebieski kocur postanowił poszukać szczęścia gdzie indziej, bo ostatnio miał problem, by zapolować na cokolwiek na innych terenach. Oczywiście była to wina śnieżnej pory roku, ale jednak i tak był zaskoczony takim obrotem spraw. Postanowił spróbować na terenie, gdzie jeszcze go nie było lub był bardzo rzadko. Wybrał się w tym celu na tereny Owocowego Lasu. Uznał to miejsce za bezpieczniejsze od Klanu Wilka. Będąc zupełnie szczerym, Klan Wilka w ogóle go nie interesował. Wolał nie ryzykować życiem i zdrowiem, gdyby wpadł na te agresywne pyski. Po jakimś czasie marszu dotarł w końcu do Owocowego Lasu. Skierował się w stronę dużych skupisk drzew. Miał do wyboru miejsce, gdzie przeważały dęby, drzewa owocowe czy drzewa śliwkowe. Uznał, że nie będzie decydował się na jedno miejsce, odwiedzi wszystkie, jeśli zwiększyłoby to jego szanse na upolowanie zwierzyny. Jako pierwsze miejsce odwiedził tę część gdzie były dęby. Tutaj wyczulił swoje zmysły, by przypadkiem nie mieć randki z lisem lub lisami, gdyby miał pecha. Poza tym naprawdę chciał coś upolować. Zawęszył i wyczuł zapach stworka. Oblizał cicho pysk, przyjął pozycję łowiecką i zaczął się powoli zbliżać do ofiary. Gdy był na tyle blisko, wybił się z tylnych łap i skoczył. Zatopił kły w karku zwierzyny i zabił ją na miejscu. Wypiął dumnie pierś, ale wtedy poczuł na sobie czyiś wzrok. Zawarczał ostrzegawczo.
— Nie oddam ci tego owocowy paniczu — rzekł niewyraźnie, cofając się nieco. Nie zamierzał oddawać swojego posiłku. Nie obchodziło go, że upolował je na terenie Owocowego Lasu. To stworzenie było jego.
— Jeśli zechcesz mi ją odebrać, podejmę próbę walki bez wahania — dodał jeszcze. Jego puszysty ogon przeciął powietrze. Monarch wysunął pazury. Chłodne czasy wymagały innych środków.

<Borowiku? Wybacz mi, ale nie chcę głodować.>

Od Monarcha Pierwszego do Kurzej Łapy

Monarch przemierzał właśnie tereny Klanu Burzy, mrucząc sobie jakąś wymyśloną melodię pod nosem. Śnieg mu nie przeszkadzał. Biały puch nie sprawiał, że wyglądał jak szczur. Był kotem z reguły pogodnym, ale gdy wyglądał tak paskudnie, wszystko go irytowało. Normalnie szedł nad staw ewentualnie w okolice wielkich kamieni, ale tym razem dotarł do obumarłych drzew. Stąd było niedaleko do Klanu Wilka, ale kocur nigdy tam nie był. Nie słyszał dobrych informacji o tamtym klanie. Nie zamierzał zginąć z łap jakiegoś z tych kotów. Szczególnie, że miał tak wiele życia jeszcze przed sobą. W planach miał zostać ojcem, partnerem lub przywódcą małej grupki kotów. Jednak ten ostatni punkt był dość trudny do osiągnięcia. Strzepnął uchem niezadowolony.
— Jakoś to zrobię. Tylko muszę znaleźć odpowiednie koty, a nie pierwsze lepsze — mruknął do siebie, ale właśnie wtedy do jego szpiczastych uszu dobiegł cichy szelest. Niebieski odwrócił się idealnie w momencie, gdy skoczył w jego stronę jakiś uczniak. Uchylił się, unikając zderzenia.
— Hej, hej spokojnie. Nie możesz tak wyskakiwać, jak królik po spotkaniu lisa. Możesz zrobić sobie krzywdę lub komuś — prychnął z lekkim rozbawieniem. Usiadł na śniegu, przyglądając się błękitnym spojrzeniem młodszemu.
— Co tu robisz tak całkiem sam? Nie boisz się, że wpadniesz w czyjeś łapki? — spytał, przechylając lekko łeb. Spodziewał się zastać ucznia z jakimś opiekunem, chociaż jakiś czas temu rozmawiał z inną uczennicą. Ona również była bez opiekuna. Nie wiedział, czy to był przejaw głupoty, czy wiara w umiejętności. W każdym razie w obu przypadkach ci uczniowie mieli szczęście, że wpadli akurat na niego, albo to on powinien dziękować za spotkanie uczniów nie wojowników.

<Kurza Łapo? Czy jesteś królikiem?>

Od Monarcha Pierwszego CD. Promiennego Słońca

Przeszłość

Przechylił nieco łebek na jej słowa, marszcząc lekko nosek. Zaskoczenie? Tak, było to zaskoczenie. Kotka mówiła, że była z miasta, ale coś mu się nie zgadzało.
— Z miasta? Na pewno? Nie byłaś przypadkiem jednym z tych no kotów klanowych? — spytał, strzygąc szpiczastymi uszami. Przetarł oczy łapą, chyba powinien spać częściej lub dłużej, a nie szlajać się po świecie. Odskoczył lekko do tyłu, gdy wiewiórka spadła z drzewa o mało, co nie lądując na jego głowie.
— Celność jak widzę też dobra — mruknął, siadając na ziemi poniżej drzewa. Obserwował kotkę przez chwilę.
— A ty? To była twoja wiewiórka, ale skoro to podarek nie wypada go odtrącać prawda? — spytał, a zaraz westchnął.
— Dziękuję — rzekł jeszcze. Podniósł się na łapy, wziął wiewiórkę w pysk.
— Wynagrodzę ci ten podarek, słowo Monarcha — odparł. Po czym skinął kotce głową na pożegnanie i odszedł.

***

Od kilku dni pałętał się po tych terenach. Wyjątkowo nie zapuszczał się na teren Klanu Burzy. Tym razem okradł Owocowy Las ze zwierzyny. Upolował dwa stworzonka, chociaż do najłatwiejszych zadań to nie należało. Wypiął dumnie pierś i ruszył z nadzieją, że odnajdzie kocicę, która dała mu jakiś czas temu wiewiórkę. Dotarł w okolice drzewa, a następnie zawęszył. Ruszył odnalezionym szlakiem stworzonym przez zapach. Po kilkunastu krokach dostrzegł szylkretowe futro koteczki.
— Dobry szlachetna panienko — wymruczał niewyraźnie przez zwierzynę w pysku. Podszedł do kocicy, ale zatrzymał się w odpowiedniej odległości. Wypuścił zwierzynę z pyska. Wyczyścił jasny pyszczek.
— Jak obiecałem, przyniosłem prezencik ode mnie. Tamta wiewiórka była naprawdę dobra. Mam nadzieję, że to stworzonko ci zasmakuje — to mówią, podsunął kotce jedno z dwóch zwierzątek. Uśmiechnął się łagodnie.
— To jak ci się tu podoba? Ach i chyba się nie przedstawiłem. Nazywam się Monarch Pierwszy, ale możesz mi mówić Monarch lub Pierwszy — dodał jeszcze, nim umilkł. Czekał cierpliwie na odpowiedź kotki. Zastanawiał się, czy szylkretka z nim pogada, czy po prostu odejdzie. Uszanuje obie te opcje.

<Promienne Słońce? Smakuje ci posiłek?>

Od Monarcha Pierwszego CD. Skrzydlatej Płomykówki

Monarch przebywał niedaleko Klanu Burzy, więc jak to on lubił wpaść na stare śmieci. Wyjątkowo dzisiaj był najedzony, więc nie przyszedł tu polować. Był tylnymi łapami na drodze i przednimi na terenie Klanu Burzy, kiedy doszedł do niego głos jakiejś kotki. Przeniósł na nią zaciekawione spojrzenie. Kotka miała dziwną ozdobę na grzbiecie. W ogóle rudofutra wyglądała dość osobliwie. Zupełnie jak sowa. Chyba nigdy nie spotkał kogoś takiego. Słysząc, że to teren Klanu Burzy, podniósł łapę do piersi i położył na sercu.
— Och, to teren Klanu Burzy? Nie wiedziałem, od niedawna jestem w tej okolicy. Nie wiem, gdzie są jakie klany. — wymamrotał ze skruchą. Oczywiście, że miał tego świadomość, jednak był świetnym aktorem i udawanie niezapoznanego z terenami wyszło mu idealnie.
— Bardzo szlachetną panią przepraszam. Nie chciałem pani niepokoić. Pani ani klanu — mruknął, spuszczając wzrok na łapy. Idealny obraz skruchy. Stał tak przez krótką chwilę, a następnie podniósł nieco łebek. Spojrzał na nią błękitnymi oczami.
— Ach pewnie panią to nie interesuje, ale gdzie moja kultura osobista. Nazywam się Monarch Pierwszy — miauknął cicho, a następnie lekko skłonił pyskiem z szacunkiem. W tym przypadku mógł zadbać o lepsze zaprezentowanie się przed kocicą. Przynajmniej nie rzucała się na niego jak ta ostry pazurek. Zatem dało się pogadać dorzecznie z kimś z tego klanu.
— Co szanowną panią sprowadza na granice klanu? Tu blisko drogi jest strasznie niebezpiecznie, ale wygląda mi pani na w pełni świadomą tych zagrożeń. Och czy mówię może za dużo? Proszę mi wybaczyć — miauknął, siadając na skrawku drogi.

<Skrzydlata Płomykówko? Piękna damo czy przeszkadzam?>

Od Monarcha Pierwszego do Kazarka

Monarch ostatnio dość często kręcił się blisko terenów Klanu Burzy, ale tego dnia postanowił zajrzeć na tereny niczyje. Musiał dla urozmaicenia odwiedzić też inne miejsca. Zresztą zdołał upolować na ich obszarze mysz, nie chcąc ryzykować złapaniem, postanowił zjeść to w bezpiecznym miejscu. Kiedy się upewnił, że żaden potwór nie sunął po drodze, wyskoczył na asfalt. Przemknął szybko, by po chwili schować się w bezpiecznym miejscu. Chwilę później usłyszał odgłos przejeżdżającego pojazdu.
— Uff, było blisko — wymamrotał. Ruszył, nie oglądając się za siebie. Szedł spokojnym krokiem, spodziewając się spokoju, chociaż tym razem. Jednak los bardzo lubił z niego kpić, bo usłyszał lekki szmer gdzieś z boku. Zatrzymał się i rozejrzał dookoła. Upuścił zwierzynę pod łapy. Zrobił jeden krok.
— Kogo moje uszy słyszą hm? — wymamrotał, a chwilę później dostrzegł kocurka. Najwyraźniej ów kot był młodszy od niego. Monarch usiadł tu przy upolowanej zwierzynie, przykrywając ją łapą.
— Kim jesteś młodzieńcze? Wyglądasz dość młodo. — stwierdził, starając się brzmieć przyjaźnie. Miał wrażenie, że cynamon był z kotów bardziej strachliwych. Niebieski zastanawiał się, jak ktoś taki miałby przeżyć na dzikości sam, ale postanowił o tym nie wspominać. Nie chciał go urazić. Zresztą, gdyby sobie nie radził, to przecież by go tu nie było.
— Ach tak, jestem Monarch Pierwszy, ale można mi po prostu mówić Pierwszy lub Monarch — stwierdził jeszcze na koniec, nie ruszając się z miejsca. Szanował przestrzeń osobistą młodszego. Spodziewał się, że kocurek mógł wziąć łapy za drogę i zwiać. Jednak to już nie była jego sprawa, bo przecież chciał zjeść posiłek w spokoju.

<Kazarku? Młodzieńcze?>

Od Monarcha Pierwszego CD. Pożarowej Łapy (Ostatniego Pożaru)

Przeszłość

Kocur najwidoczniej nie wyniósł żadnej lekcji z ostatniego spotkania z pewną żółtooką agresorką, bo znów się tu przywlókł. Posiłek zjadł na innym terenie, więc chwilowo polowanie mu nie groziło. Zamiast tego nawiedził go deszcz.
— Do motylego piękna — wymamrotał, krzywiąc się, gdy pierwsze ciężkie krople spadły na jego sierść. Rzucił się do biegu, panicznie szukając jakiegoś schronienia. W końcu dotarł do dziwnego dwunożnego tworu. Nie zastanawiał się długo, wbiegł do środka i położył się na końcu schronienia. Spojrzał na swoje ciało i syknął cicho niezadowolony. Wyglądał jak szczur. Zawsze przypominał tego stwora, gdy jego sierść była przesiąknięta wodą. Nienawidził tego uczucia. Zaczął czyścić i układać sierść szybkimi pociągnięciami języka. Był na tyle skupiony, by doprowadzić się do odpowiedniego stanu, że nawet nie usłyszał czyiś łap.
— I na co się gapisz. Szczura nigdy nie widziały twoje oczy? — prychnął, podnosząc łeb w kierunku żółtych ślepi i zamarł.
— Och? To znowu pani ostry pazurek? Słuchaj, nie mam ochoty na twoje wywody. Jak przestanie padać, pójdę sobie, ale teraz nigdzie się nie ruszę. Widzisz, jak wyglądam? Nie ma mowy, bym pokazał się w takim stanie światu. Wystarczy, że ty mnie widziałaś w takim stanie — prychnął. Dlaczego ze wszystkich kotów znów musiał wpaść na tę kotkę? Za co go tak karano, że musiał znosić jej pysk? Jednak wolał już to niż ulewa na zewnątrz.
— Powiem pani, że dziwnie widzieć cię w tym miejscu w tak paskudną pogodę — mruknął i powrócił do układania sierści.
— Przeklęta woda — wymamrotał do siebie, jakby kocicy w ogóle tu nie było.

<Ostatni Pożarze? Chyba rozumiesz, że tu jest ciepło prawda?>

Od Monarcha Pierwszego do Łzawej Łapy

Monarch chyba za bardzo polubił tereny Klanu Burzy. Przebywał tu częściej, niż powinien. Wielokrotnie słyszał, by stąd poszedł, a on powracał tu tak regularnie, że gdyby nie zapach samotnika i nieklanowe imię ktoś mógłby uznać go za członka tej społeczności. Nie do końca znał się na klanach, ale coś tam kiedyś słyszał, że są to koty z jakąś dziwną hierarchią. Niebieski nie lubił podlegać innym kotom. Wolał być panem własnego losu, królem własnego życia. Zdecydowanie życie w klanie byłoby dla niego czymś duszącym i irytującym. Jednak gdyby chodziło o zdrowie, to pewnie byłby zaopiekowany. Musiał znaleźć kogoś, kto znałby się na medycynie, bo osobiście był blady w tej dziedzinie, a niestety coś gardło zaczęło mu przeszkadzać. Tylko czy to było odpowiednie miejsce? Może powinien udać się do Owocowego Lasu lub Klanu Klifu, a nie tu?
— Ciężka sprawa z tymi chorobami — wymamrotał niechętnie. Rozejrzał się dookoła, szukając może jakiegoś pożywienia. Zawęszył, ale zamiast wyczuć zapach zwierzyny, dotarł do niego koci aromat. Nie był to samotnik, a członek Klanu Burzy. Liczył, że nie będzie to znowu ta agresywna pani znad wody, albo panienka z granicy. Zakradł się niezauważenie do kotki. Przyjrzał jej się i uznał, że nie był to nikt kogo, by znał. Czarno-biała kocica wyglądała na niewiele starszą od kociaka, ale pachniała czymś cierpkim. Może jakimiś medykamentami? Tylko czy ona była tu całkiem sama? Rozejrzał się w poszukiwaniu jej opiekuna, ale chwilowo nikogo nie widział. Westchnął cicho.
— Miła panienko? Zna się może panienka na medycznych kwestiach? Bo widzisz, jestem tylko biednym, schorowanym samotnikiem, potrzebującym tylko chwili troski. Potem obiecuję, że pójdę. Chyba, że się panienka nie zna, to poszukam pomocy gdzie indziej — miauknął łagodnie. Nie chciał jej wystraszyć. Chciał po prostu uzyskać pomoc.

<Łzawa Łapo? Pomożesz schorowanemu staruszkowi?>

15 czerwca 2026

Od Monarcha Pierwszego do Pożarowej Łapy

Monarch chodził tam, gdzie tylko chciał, a dziś mu się zamarzyło odwiedzenie terenów Klanu Burzy. Być może dlatego, że kręcił się na ziemiach Owocowego Lasu, a od nich było blisko. Poza tym wiedział gdzie odnaleźć przybrzeżny staw, a właśnie tam chciał dotrzeć. Wizja obserwowania przyrody wydawała mu się na tyle ciekawa, że był w stanie poświęcić większość czasu na tej czynności. Do tego wszystkiego był głodny i zamierzał coś upolować. Ze spokojem przemierzył drogę grzmotu, uważając na samochody. Tym razem miał szczęście, bo żaden potwór dwunożnych nie pokazał się na horyzoncie. Odetchnął z ulgą, gdy jego łapy stanęły na trawie po drugiej stronie. Od razu wyczuł zmianę zapachów. Nadal go zaskakiwały te różnice, a niby wszyscy to koty. Pokręcił lekko łebkiem. W zasadzie było mu to zupełnie obojętne. Dla niego nie było różnicy czy ktoś nosił zapach klanu, czy nie, ważne, by się dogadać i tyle. Rozejrzał się po terenie, a gdy nie dostrzegł żadnego klanowicza, ruszył do celu podróży. Nie śpieszył się jakoś szczególnie, bo nie było takiej potrzeby. Po dłuższym spacerze w końcu usłyszał cichy szum wody. Uśmiechnął się zadowolony i nieco przyśpieszył. Dotarł do stawu i zawęszył. Wyczuł tu jakieś stworzonko, więc przyjął pozycję łowiecką i zaczął zbliżać się do celu. Poruszał się tak, jak uczył go ojciec, a gdy miał właśnie skoczyć i zatopić kły w stworzeniu, usłyszał szelest. Hałas spłoszył stworzonko, a niebieski się wyprostował. Skrzywił się nieznacznie, obserwując znikające futerko. Chwilę później obrócił pysk, a jego błękitne oczy zatrzymały się na rudej sierści pewnej kotki. Czyli to ona była powodem, dla którego stracił posiłek.
— Jaśnie pani wystraszyła mi obiadek, co ja teraz pocznę? — miauknął z teatralną dramaturgią. Zaraz jednak cicho się zaśmiał. Postąpił krok do przodu. Wpatrzył się w pomarańczowe ślepia Burzaczki.
— No, no oczka jak ma matula masz. Wspaniała to była kotka naprawdę — dodał. Czy przejmował się tym, jak kocica go odbierze? Niezbyt.

<Pożarowa Łapo? Obiad mi uciekł przez panią>

31 grudnia 2014

MONARCH PIERWSZY

 


Autor grafiki: Tchórzynka
OGÓLNE
MONARCH PIERWSZY
Poprzednie imiona: ///
Płeć: Kocur
Orientacja: Biseksualny
Przynależność: Samotnicy
Ranga: Samotnik

- - - -

Właściciel: Xivitre
CHARAKTERYSTYKA

APARYCJA
Opis ogólny - Monarch to majestatyczny kocur o lekkiej i smukłej budowie ciała. Jest kotem średniej wielkości. Jego sierść jest gęsta i puszysta. Monarch ma delikatny pyszczek o miękkich rysach. Uszka kocurka są szpiczaste. Spogląda na świat łagodnym, nieco władczym spojrzeniem. Na pyszczku zazwyczaj widnieje spokojny uśmiech, może nawet nieco melancholijny. Kocur porusza się cichym, niepozbawionym elegancji krokiem.
Cechy szczególne - Pędzelki na uszach i bardzo bujny, noszony wysoko, ogon
Kolor sierści - Niebieski pręgowany klasycznie bicolor
Długość sierści - Długa
Kolor oczu - Błękitne
Problemy zdrowotne - Brak

CHARAKTER

Monarch jest kotem dumnym i pewnym siebie. Nie interesują go opinie innych, bo doskonale zna swoją wartość. Bardzo często uważa, że wie lepiej od kogoś, nawet jeśli w tej dziedzinie nie ma zbyt dużego doświadczenia. Nie lubi słuchać rozkazów, więc zazwyczaj robi na przekór. Samotnik potrafi bardzo dobrze odgrywać role, w zależności z kim ma akurat do czynienia. Dopasowuje się do stylu rozmowy drugiego kota. Jest kocurem kulturalnym i pełnym książęcego wdzięku. Jego mowa bardzo często przepełniona jest elegancją. W stosunku do nieznanych mu kotów jest raczej nastawiony neutralnie, choć nie pozwoli sobie dmuchać w pyszczek. Bliskich obdarza troską i chęcią chronienia przed złem świata. Monarch jest kotem tolerancyjny, stara się zawsze wesprzeć i podać pomocną łapkę.

MORALNOŚĆ

Monarch wierzy w samego siebie. To on wyznacza sobie zasady, a nie ktoś inny. Nie ufa temu, czego nie może zobaczyć lub dotknąć. Stroni od przemocy, ale nie zawaha się, jeśli zajdzie potrzeba obrony bliskich, słabszych albo samego siebie.
CIEKAWOSTKI

— Kiedyś chciałby założyć grupę, którą nazwałby ,,Rodzina”, gdzie każdy mógłby być sobą, bez względu na wyznanie, kolor futra czy upodobania, dopóki te nie zagrażałyby jedności i bezpieczeństwu grupy.
— Zbiera skrzydła motyli, ale ostatecznie zostawia je w skrytkach i o nich zapomina.
— Nie ma stałego miejsca pobytu, chodzi tam, gdzie chce.
— Najczęściej używa zwrotów ,,jaśnie pan” bądź ,,jaśnie pani”.
— Nie lubi deszczu, bo wygląda wtedy jak szczur. Przynajmniej tak siebie widzi.
— Uwielbia, gdy jest chłodno.
— Jego ulubionym pokarmem są piszczki.
UMIEJĘTNOŚCI

Poziom medyczny: ///
Poziom wojownika: IV
Słabe strony: 
— Niewykonywanie poleceń
— Arogancja
— Pamiętliwość
— Brak siły fizycznej
— Łatwo może się przegrzać przez gęstą sierść
— Spiczaste, stojące uszy są łatwiejszym celem do zranienia
Mocne strony: 
— Niezłomna pewność siebie
— Lojalność
— Tolerancyjność
— Zwinność
— Ciche poruszanie się
— Niepozorny wygląd, przez który ktoś może go uznać za słabszego niż jest
RELACJE

RODZINA

Ojciec - Paź [Kochał ojca, często z nim ćwiczył polowanie i walkę]
Matka - Pawica [Ukochany członek rodziny. Uwielbiał z nią przebywać i przytulać się do niej]
Rodzeństwo - Rusałka [Ukochana siostra. Lubił się z nią bawić i czyścić nawzajem futra], Latolistek [Brat, z którym nie dogadywał się najlepiej]
Partner - ///
Potomstwo - ///

INNE

///

SZKOLENIE

Mentor - Paź
Uczniowie obecni - ///
Uczniowie dawni - ///
HISTORIA

Monarch urodził się w miocie pieszczoszki Pawicy i dawnego samotnika, Pazia, a wraz z nim na świat przyszła jego siostra, Rusałka i brat, Latolistek. Od najmłodszych księżyców miał życie, jak z bajki. Ich właściciele bardzo o nich dbali i darzyli miłością. Nigdy nie brakowało mu jedzenia, picia czy zabawek i ciepłego kąta. Na początku cieszył się tak spokojnym życiem. Całe dni spędzał na zabawie z rodziną, jedzeniu i spaniu; jednak im starszy się stawał, tym nudniejsze stawały się dnie. Nużyła go rutyna i pragnął czegoś nowego. Coraz częściej wyglądał przez okno, obserwując zmiany przyrody. Pewnego dnia skorzystał z niedomkniętych drzwi tarasowych i wymknął się na zewnątrz. Z początku kręcił się tylko po ogrodzie, ale w końcu wymknął się poza teren posesji. Spotkał wtedy Pieszczotkę, która żyła jako samotniczka po tym, jak ludzie wyrzucili ją z domu. Monarch z zainteresowaniem słuchał jej słów. Z opowieści kotki brzmiało to, jak coś ciekawego. Podziękował jej za rozmowę i wrócił do domu. Przywitały go okrzyki radości, że się odnalazł, jednak kocur poszedł od razu na swoje posłanie. Zwinął się w kłębek i zamknął oczy. Długo myślał o spotkaniu z samotniczką i jeszcze dłużej o życiu jako samotnik. Ostatecznie podjął decyzję o odejściu, ale zanim to się stało, poprosił tatę o naukę polowania i walki. Ojciec chętnie pokazał mu obie te rzeczy, bazując na doświadczeniu, jakie zdobył, gdy żył jako samotnik. Monarch spędzał z ojcem więcej czasu, aż w końcu porozmawiał z nim o swoim planie. Ojciec z początku nie wydawał się pocieszony, ale ostatecznie wsparł go w tym. Gdy Monarch ukończył dwadzieścia księżyców, pożegnał się z rodziną i odszedł. Z początku trudno było mu się odnaleźć w nowej rzeczywistości, ale ostatecznie odniósł sukces, który przypieczętował zmianą imienia z Monarcha na Monarcha Pierwszego. Od tamtej pory minęło trochę księżyców, a on cały czas czuje się świetnie w roli samotnika.