Strzępek musiał przyznać, że jego mentor raczej nie znał słowa litość lub nawet nie posiadał go w swoim słowniku. Point już nie wiedział, ile wojownik go ciąga po terenach klanu, jednak Wysokie Słońce intensywnie grzało ich w odsłonięte grzbiety. Na szczęście uczeń miał nieco łatwiej niż wojownik ze względu, że on jako młody point nadal był dość jasny, natomiast Bukowa Korona na plecach był pokryty sierścią w odcieniu brązu, która skuteczniej przyciągała promienie górującego słońca. Jednakże żadnemu z nich nie przyszło do głowy narzekać, choć i tak z czasem pogoda zaczęła się drastycznie zmieniać. Jasna kula na niebie została przysłonięta szarymi chmurami, a nagłe porywy wiatru próbowały ich powalić swoją gwałtownością i raptownością. Później już wszystko potoczyło się znacznie szybciej i z nieboskłonu poczęły spadać chłodne krople deszczu. Zszarzała Łapa w duchu był wdzięczny, że pogoda nad nimi się zlitowała i dalszą drogę mogą pokonać w bardziej przystępnych warunkach.
— Zaraz się na dobre rozpada, powinniśmy się sprężać — oznajmił wojownik, przyspieszając kroku.
Uczeń nie protestował, gdyż mimo wszystko wolałby uniknąć większego oberwania chmury. Świadomość tego, ile by mu zajęło ogarnięcie się po ulewie, sprawiało, że odechciewało mu się czegokolwiek, nawet dalszego marszu. Jednakże musieli coś przynieść do obozu, co mogłoby wykarmić parę kotów, dlatego też udali się na plażę.
Dotychczas Zszarzała Łapa nie miał styczności z Dwunożnymi, dlatego, kiedy ujrzał ich w pobliżu morza, jego wzrok był skupiony na każdym ich ruchu. Te zdawały się wykonywane w pośpiechu, jakby i te wysokie stworzenia wolałby uniknąć mocniejszego deszczu. Morskooki nawet nie dostrzegł, że jeden z kociąt Dwunogów zatrzymało się i spogląda w ich stronę, dopiero kiedy poczuł szturchnięcie w bark, oderwał wzrok od tych dziwnych stworzeń, by skierować je na swojego mentora.
— Nic tu po nas — rzucił, mając zamiar odejść i to jak najszybciej.
— Jak to? Co z krabami? — spytał zdziwiony, zapominając na moment o Dwunożnym, który powoli się do nich zbliżał.
— Mówię nic tu po nas, więc idziemy. Chyba że chcesz zostać zabrany do ich siedliska, jeśli tak to droga wolna. Jednakże wtedy możesz być pewnym, że nie zostaniesz wojownikiem, a to czy jeszcze zobaczysz siostrę lub innych jest bardzo wątpliwą kwestią — warknął Buk, chwilę przed tym, jak point został pochwycony przez to wyprostowane stworzenie.
Strzępek od razu zaczął syczeć, wymachiwać łapami z wysuniętymi pazurami, jednakże Dwunożny miał inne plany, co do ucznia i nie miał zamiaru tak łatwo go wypuścić. W ciągu paru kolejnych uderzeń serca do walki wkroczył Bukowa Korona, który zaczął wykonywać cięcia pazurami na jednej z nóg oprawcy morskookiego. Po chwili rozległ się krzyk bólu, a dotychczas trzymany kocurek, wylądował ciut niezgrabnie na ziemi, by następnie ruszyć biegiem w stronę obozu. Nawet nie oglądał się, by sprawdzić, czy jego mentorowi nic nie jest i czy nie został porwany zamiast niego. Dopiero na bezpiecznym klifie zwolnił, mając wrażenie, że zaraz płuca wypluje. Jego rozszalałe serce wręcz galopowało w klatce piersiowej, nieprzyjemnie obijając się o żebra. Musiał przyznać, że chyba jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak pozbawiony tchu, nawet po morderczych treningach czekoladowego nie był tak padnięty, jak teraz.
<Bukowa Korono? Mam nadzieję, że przetrwałeś>
[502 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz