— Witaj, siostro — powiedział Szakłak, wyłaniając się z mroku. Jego czarne futro idealnie zlewało się z panującą ciemnością, dzięki czemu był niezauważalny. — Wybacz, że Cię tak nastraszyłem — dodał, stając tuż przed granicą. — Jak Ci dziś dzień minął? Jak tam Twój obiekt westchnień? — spytał.
Pchełka nieco się zakłopotała pytaniami. Rozejrzała się na boki, niby to czegoś szukając wzrokiem, a jednak układając w głowie odpowiedź.
— Dobry wieczór, braciszku — odpowiedziała, po czym nieśmiało otarła się o brata.
Zamruczała przy tym, a Szakłak objął jej bok ogonem, oddając przytulasa. Szylkretka westchnęła, wciągając zapach Klanu Burzy do płuc. Był przyjemny; bo należał do jej brata. Przymknęła na dłuższą chwilę oczy.
— Życie płynie p-powoli — szepnęła. — Mirtowe Lśnienie z-zdaje się mnie nie zauważać. Nie tak… jakbym c-chciała — dodała cicho.
Odsunęła się od brata i spojrzała na jego pyszczek. Był przystojny jak ich ojciec, Barszcz, a jednocześnie dostojny, niczym Jastrząb. Piękne, gęste futro dodawało mu powagi, którą zdobył z wiekiem, a Pchełka nie mogła się nadziwić, jak on wyrósł. Pamiętała go jako kulkę sierści, jeszcze tak niedawno temu… A teraz? Oboje byli wojownikami.
— P-Przejdziemy się? — zaproponowała po chwili.
~ Skip time do teraz, bo trochę się porobiło ~
Pchełkowy Skok przy ostatnim spotkaniu z Burzakiem ustaliła następną wizytę, o ile można było to tak nazwać. Mieli kilka miejsc, w których się spotykali i rotowali między nimi, by nie zostawiać zbyt wiele zapachów, ani nie zwiększać szansy, że ktoś ich nakryje i wyciągnie błędne wnioski. Przyjaźnie międzyklanowe były dopuszczalne, jednak rodzeństwo wolało nie ryzykować… zwłaszcza że Judaszowcowa Gwiazda potrafił zaskoczyć.
Nadszedł upalny wieczór, zwieńczony przepięknym zachodem słońca, który miała nadzieję zdążyć obejrzeć wraz z bratem. Była akurat po popołudniowym patrolu, a doskonale wiedziała, że do wieczornego zostało jeszcze sporo czasu. Poza tym, Klan Klifu w związku z mewami, był dużo ostrożniejszy, a ich wyjścia poza obóz zaplanowane co do joty. Wojowniczka jednak nie przejmowała się aktualnie drapieżnymi ptakami, chociaż powinna. Zabiły mnóstwo kotów, w tym ostatnio prawdopodobnie Ćmę, za którą Klifiacy wciąż płakali. Szylkretka jednak nigdy nie była blisko z kotką, a jej żałoba za nią trwała krótko. Bardziej martwiła się o ich plan, który wraz z Mirtowym Lśnieniem dopinali na ostatni guzik. Jeśli Ćma przestała stanowić dla kotów przeszkodę, to chyba pozostała tylko Jaskółka…? Tak?
Zielonooka idąc przez plażę, stawiała szybkie, krótkie kroki. Piach wciąż parzył, a ona nie mogła pozwolić sobie na wizytę u medyczki. Nie dziś ani w najbliższym czasie. Klan jej potrzebuje sprawnej, Mirtowe Lśnienie jej potrzebował. Przynajmniej kotka chciała w to wierzyć, wciąż głęboko po uszy zakochana w rudym synu lidera.
Dotarłszy na granicę, słońce wciąż zachodziło za horyzont, co przy Kamiennych Strażnikach było wspaniale widoczne. Widok zapierał dech w piersiach, a ona szeroko się uśmiechnęła, ukazując rząd białych zębów.
Usłyszawszy kroki po drugiej stronie granicy, zerknęła w tamtym kierunku. Dostrzegła swojego brata, do którego zerwała się na równe łapy. Pędziła przez te kilka długości zająca, niemal wpadając mu w ramiona. Otarła się prędko o brata.
— Szakłaku! — Westchnęła szczęśliwa. — Spójrz, jaki mamy piękny zachód słońca! Wygląda niczym zwiastun czegoś dobrego.
Czegoś tak dobrego, jak…śmierć aktualnego lidera. Pchełka nie skłamałaby, gdyby powiedziała, że odliczała wschody słońca do tego jednego wydarzenia. Jakby zależało od niego jej życie, a… poniekąd przecież tak było. Nie mogli dopuścić kremowej zastępczyni do władzy, bo cały Klan Klifu będzie cierpiał. Pchełkowy Skok, patrząc tak w dal, w głębi serca szczerze cieszyła się, że ich lider jest taki stary, że zaraz umrze, a oni będą mogli wykonać swój plan. Nigdy nie pomyślałaby, iż będzie wyczekiwać czegoś takiego, a jednak.
Gdy zachód się zakończył, a pomarańcz na niebie zastąpiła piękna purpura, spojrzała ponownie na brata.
— Planuję mu wyznać miłość — oznajmiła cicho, ale pełna nadziei.
<Szakłaczku? Zaczynamy z grubej rury!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz