– Ty jesteś tym moim uczniem, co nie? – Szkwalna Łapa chyba się przesłyszał. Czy on zapytał, czy on jest jego uczniem? Gdyby jakiś zwyczajny mentor by mu tak powiedział, to by natychmiast go sforsował swoimi uwagami, ale Mewi Puch był specjalnym kotem, więc musiał się wstrzymać, choć było to trudne.
– Tak, Szkwalna Łapa.
– Tak, Szkwalna Łapa.
Wojownik się uśmiechnął.
– Możesz mówić do mnie Bagietka i jeszcze w celu bliższego zapoznania preferowałobym, żebyś używał moich zaimków, ono/jego. Miło mi cię poznać, Szkwalna łapo – niebieski kocur kiwnął głową, choć go skręciło lekko, gdy kocur powiedział "preferowałobym", brzmiało to, jakby nie umiał prawidłowych zaimków mu przedstawić. Może to tylko pierwsze wrażenie było takie złe? Może nie będzie tak źle, jak myślał?
– Mi też miło ciebie poznać, Bagietko. To, co będziemy pierwsze robić dzisiaj? – może chociaż dobrze prowadził lekcje. Sucha teoria byłaby zbyt nudna do wysłuchania, wolałby się uczyć bardziej praktycznie, bez zbędnego gadania. Miałby czas wtedy na to, co naprawdę mu potrzebne, a pewnie paplaniny zabierały przynajmniej połowę takiej frajdy.
– Nauczymy się dzisiaj pływać, ale tak całkowicie będzie się to różnić od tego, co ci pokazywał piastun. Pójdziemy w tym celu poza obóz w pobliżu innych wysp – pływać? Brzmiało dobrze, każdy Nocniak powinien pływać, a on czuł, że był do tego! Mewi Puch już wychodził z obozu, a Szkwalna Łapa ruszył za nim.
Nie sądził, że obok obozu jest tyle wysp. Czasami musiał przepływać na plecach Mewiego Puchu jakiś odcinek, by wejść na inną wyspę. Tyle to trwało przechodzenie z jednej, na drugą wyspę, że aż Szkwalna Łapa przez chwilę zaczął myśleć, że świat to same wysepki, które go otaczają, a reszta to woda. Zatrzymali się, będąc już na większej wysepce niż te poprzednie.
– Tutaj nauczę cię pływać. Jeśli szybko się nauczysz, to pójdziemy zwiedzać granicę. Chciałobym ci pokazać kilka ciekawych miejsc. Na naszym terenie jest ich pełno. Wracając do pływania, wystarczy, że będziesz machać łapami intensywnie, wtedy utrzymasz się na powierzchni – Szkwalna Łapa przejrzał się w wodzie, musiało to być bardzo głęboko, bardzo... Czy na pewno mu tak dobrze pójdzie, jakby chciał Mewi Puch?
– Będę patrzało na ciebie, jak się uczysz – wielki czarno-dymny z bielą kocur położył się na wyspie, a Szkwalna Łapa patrzył w głąb wody. Mewi Puch był dość spokojny, jakby sądził, że on się nie utopi. Szkwał pomoczył tylko łapę, woda była nawet ciepła, to pewnie przez ten skwar, na pewno mu to ułatwi pływanie. Choć chyba nadal nie był pewny czy wskoczyć, choć nie chciał tu tkwić cały dzień tylko z powodu tego, że myślał przez pół dnia czy wskoczyć, czy nie. Uczeń z impetem wskoczył do wody, będąc na powierzchni wody, machał intensywnie łapami. Był przerażony, nie wiedział, czy się długo utrzyma, póki się unosił, jednak w wodzie chciał zwrócić uwagę mentora.
– Ja pływam! – wykrzyknął. Mewi Puch spojrzał na niego, zdobył jego uwagę! Cieszył się, że kot bliski królewskiej rodziny mógł patrzeć, jak się stara, tylko ile on ma pływać w miejscu? Łapy mu się męczyły. Czy ma wejść na wyspę? Próbował do niej podpłynąć, ale w coś kopnął i stracił równowagę, topiąc się. Szkwalna Łapa próbował wypłynąć na powierzchnię, ale jego machanie łapami nic nie dało, nie mógł przecież utonąć! Chciał zostać wielkim wojownikiem, on musiał się z tego wydostać! Próbował ile sił, ale to chyba była wersja techniki, na szczęście zobaczył coś czarnego, co płynęło w jego stronę, czy to Mewi Puch?
Zakasłał wodą, gdy się obudził. Pierwsze co zobaczył to zmartwioną twarz Mewiego Puchu.
– Na Klan Gwiazdy! Jak dobrze, że żyjesz! – czarny wojownik przejął się nim chyba aż za bardzo, przecież żył, więc nie było jakiejś wielkiej tragedii.
– Tak... Żyje jakoś – odparł niebieski uczeń, tylko tyle umiał z siebie wydobyć. Był zdziwiony. Nie tak miała wyglądać jego pierwsza lekcja pływania z kotem, który był związany z rodziną królewską. Miał przynieść na początku dumę, a nie coś, co trzeba ratować na pierwszym wschodzie słońca lekcji.
– Wyglądasz na słabego, chyba powinniśmy iść do obozu – co?! Do obozu! Mewi Puch żartował, co nie? To żart? Szkwalna Łapa wyjdzie na pośmiewisko, gdy wróci do obozu tylko dlatego, że zachłysnął się kroplą wody. Uczeń odżył, torując drogę mentorowi.
– Jestem zdrów jak ryba! Nie musimy wracać, proszę! Nauczę się pływać, obiecuję, że już się nie utopię! – błagał rozpaczliwie, tylko on mógł się nabijać z innych kotów, a nie inni z niego. Nie pozwoli na to, by nakarmić tą sytuacją potencjalne koty, które potem by mu wypominały to. Chciał być postrzegany jako idealny uczeń i tak będzie, choćby miał się utopić jeszcze dwa razy. Oprócz jego mentora nikt nie musi o tym wiedzieć. Mewi Puch nie wiedział, co powiedzieć był dosyć zdziwiony reakcją swego ucznia.
– Możesz mówić do mnie Bagietka i jeszcze w celu bliższego zapoznania preferowałobym, żebyś używał moich zaimków, ono/jego. Miło mi cię poznać, Szkwalna łapo – niebieski kocur kiwnął głową, choć go skręciło lekko, gdy kocur powiedział "preferowałobym", brzmiało to, jakby nie umiał prawidłowych zaimków mu przedstawić. Może to tylko pierwsze wrażenie było takie złe? Może nie będzie tak źle, jak myślał?
– Mi też miło ciebie poznać, Bagietko. To, co będziemy pierwsze robić dzisiaj? – może chociaż dobrze prowadził lekcje. Sucha teoria byłaby zbyt nudna do wysłuchania, wolałby się uczyć bardziej praktycznie, bez zbędnego gadania. Miałby czas wtedy na to, co naprawdę mu potrzebne, a pewnie paplaniny zabierały przynajmniej połowę takiej frajdy.
– Nauczymy się dzisiaj pływać, ale tak całkowicie będzie się to różnić od tego, co ci pokazywał piastun. Pójdziemy w tym celu poza obóz w pobliżu innych wysp – pływać? Brzmiało dobrze, każdy Nocniak powinien pływać, a on czuł, że był do tego! Mewi Puch już wychodził z obozu, a Szkwalna Łapa ruszył za nim.
***
Nie sądził, że obok obozu jest tyle wysp. Czasami musiał przepływać na plecach Mewiego Puchu jakiś odcinek, by wejść na inną wyspę. Tyle to trwało przechodzenie z jednej, na drugą wyspę, że aż Szkwalna Łapa przez chwilę zaczął myśleć, że świat to same wysepki, które go otaczają, a reszta to woda. Zatrzymali się, będąc już na większej wysepce niż te poprzednie.
– Tutaj nauczę cię pływać. Jeśli szybko się nauczysz, to pójdziemy zwiedzać granicę. Chciałobym ci pokazać kilka ciekawych miejsc. Na naszym terenie jest ich pełno. Wracając do pływania, wystarczy, że będziesz machać łapami intensywnie, wtedy utrzymasz się na powierzchni – Szkwalna Łapa przejrzał się w wodzie, musiało to być bardzo głęboko, bardzo... Czy na pewno mu tak dobrze pójdzie, jakby chciał Mewi Puch?
– Będę patrzało na ciebie, jak się uczysz – wielki czarno-dymny z bielą kocur położył się na wyspie, a Szkwalna Łapa patrzył w głąb wody. Mewi Puch był dość spokojny, jakby sądził, że on się nie utopi. Szkwał pomoczył tylko łapę, woda była nawet ciepła, to pewnie przez ten skwar, na pewno mu to ułatwi pływanie. Choć chyba nadal nie był pewny czy wskoczyć, choć nie chciał tu tkwić cały dzień tylko z powodu tego, że myślał przez pół dnia czy wskoczyć, czy nie. Uczeń z impetem wskoczył do wody, będąc na powierzchni wody, machał intensywnie łapami. Był przerażony, nie wiedział, czy się długo utrzyma, póki się unosił, jednak w wodzie chciał zwrócić uwagę mentora.
– Ja pływam! – wykrzyknął. Mewi Puch spojrzał na niego, zdobył jego uwagę! Cieszył się, że kot bliski królewskiej rodziny mógł patrzeć, jak się stara, tylko ile on ma pływać w miejscu? Łapy mu się męczyły. Czy ma wejść na wyspę? Próbował do niej podpłynąć, ale w coś kopnął i stracił równowagę, topiąc się. Szkwalna Łapa próbował wypłynąć na powierzchnię, ale jego machanie łapami nic nie dało, nie mógł przecież utonąć! Chciał zostać wielkim wojownikiem, on musiał się z tego wydostać! Próbował ile sił, ale to chyba była wersja techniki, na szczęście zobaczył coś czarnego, co płynęło w jego stronę, czy to Mewi Puch?
***
Zakasłał wodą, gdy się obudził. Pierwsze co zobaczył to zmartwioną twarz Mewiego Puchu.
– Na Klan Gwiazdy! Jak dobrze, że żyjesz! – czarny wojownik przejął się nim chyba aż za bardzo, przecież żył, więc nie było jakiejś wielkiej tragedii.
– Tak... Żyje jakoś – odparł niebieski uczeń, tylko tyle umiał z siebie wydobyć. Był zdziwiony. Nie tak miała wyglądać jego pierwsza lekcja pływania z kotem, który był związany z rodziną królewską. Miał przynieść na początku dumę, a nie coś, co trzeba ratować na pierwszym wschodzie słońca lekcji.
– Wyglądasz na słabego, chyba powinniśmy iść do obozu – co?! Do obozu! Mewi Puch żartował, co nie? To żart? Szkwalna Łapa wyjdzie na pośmiewisko, gdy wróci do obozu tylko dlatego, że zachłysnął się kroplą wody. Uczeń odżył, torując drogę mentorowi.
– Jestem zdrów jak ryba! Nie musimy wracać, proszę! Nauczę się pływać, obiecuję, że już się nie utopię! – błagał rozpaczliwie, tylko on mógł się nabijać z innych kotów, a nie inni z niego. Nie pozwoli na to, by nakarmić tą sytuacją potencjalne koty, które potem by mu wypominały to. Chciał być postrzegany jako idealny uczeń i tak będzie, choćby miał się utopić jeszcze dwa razy. Oprócz jego mentora nikt nie musi o tym wiedzieć. Mewi Puch nie wiedział, co powiedzieć był dosyć zdziwiony reakcją swego ucznia.
– Spokojnie, wszystko dobrze. Jeśli twierdzisz, że czujesz się już lepiej, to możemy wrócić ponownie do nauki – Szkwalna Łapa uspokoił się, czuł ulgę, że dokończą lekcje pływania.
Znalazł się znowu wodzie, ale tym razem Mewi Puch już bardziej go pilnował, rozglądając się przy okazji bardziej po otoczeniu.
– Skoro już opanowałeś pływanie w miejscu, to teraz spróbuj podążać za mną. Gdy się zatrzymam to znak, że już kończymy – Szkwał kiwnął głową, a wojownik już poszedł spacerkiem, przeskakując mniejsze wyspy. Kocurek płynął za nim, czasami robiąc ciekawe szlaczki. Dobrze, że nurt rzeki nie był mocny, inaczej by go zmiotło w stronę obozu. Gdy w końcu czuł, że zaczął panować nad swymi łapami w wodzie, to chyba pokochał pływanie, czuł się do tego stworzony jak ryba, od kiedy opanował coś, to stwierdził, że będzie to robić częściej, a ten jeden incydent nie obrzydzi mu tego. Mewi Puch przyspieszył, więc Szkwalna Łapa zaczął mocniej ruszać łapami, wojownik chyba chciał go przetestować czy umie szybciej pływać, lubił takie wyzwania! Przyspieszył, omijając wyspy, uczeń był tak sprawny, że dogonił Mewi Puch. Wojownik spojrzał na niego, zatrzymując się. To był znak końca ich treningu. Szkwalna Łapa wszedł na wysepkę, czekając, co powie Mewi Puch o nim. Czy teraz, gdy się poprawił, to doceni go?
– Dobra robota Szkwalna Łapo! Szybko nauczyłeś się pływać, pomimo poprzedniego błędu nie dopuściłeś. Zasłużyłeś sobie na resztę wolnego wschodu słońca, należy ci się. Teraz wracamy – masywny wojownik poczochrał go po czuprynie, po czym zaczął iść w stronę obozu. Szkwalna Łapa dorównał mu kroku. Poczuł dumę z powodu swoich umiejętności pływania, jak i tego, że jego mentor mu pogratulował. Będzie miał co opowiadać swoim siostrom i Lilli, gdy wróci. Mewi Puch pomimo używania lewych zaimków, nie był taki zły jako jego mentor.
Siedział w obozie, nic nie robiąc, było to w końcu jego nagrodą za jego ciężką pracę. Po pływaniu czuł się dosyć wyczerpany, a upał nie przynosił mu ochoty robienia czegoś innego niż nic. Tak wylegiwał się, patrząc na wyjście z obozu, Urodziwa Łapa i Lawendowa Łapa były jeszcze na treningu. Nie miał z kim pogadać. Zobaczył zamyśloną Lilie, była jego rówieśniczką więc mógł do niej zagadać. Wstał i podszedł do niej.
– O czym tak myślisz? Zwykle bywasz energiczna – spojrzał w przeźroczyste niebo, bez żadnej chmury. Lilia tylko westchnęła.
– To nic takiego, tylko też chciałabym uczniem, jak ty razem z Lawendową Łapą i Urodziwą Łapą. Czuję się samotna w żłobku od waszego mianowania, a moglibyśmy już razem trenować! – Szkwałowi było jej żal, zostanie w żłobku samemu, nie było czymś fajnym.
– Nie zamartwiaj się! Twoje mianowanie jest tak blisko, że nawet mogłoby być jutro. Jak tylko Mandarynkowa Gwiazda cię mianuję, to obiecuję, że razem potrenujemy – liliowa koteczka, słuchając tego, miała błysk w oczach. Poprawiło to pewnie jej humor.
– Naprawdę? – Lilia owszem była dla niego trochę kontrowersyjna, zwłaszcza za zrobienie sobie znaku królewskiego na czole z jagody. Była jednak jego przyjaciółką i nie mógł jej skreślić, zwłaszcza że dobrze mu się spędzało z nią czas. Była w końcu jego jedynym bliskim kotem spoza rodziny, bo ile można bawić się z siostrami. Kochał je, ale czasem działały mu na nerwy.
– Naprawdę, mogę ci pokazać jak pływać! Dzisiaj się nauczyłem tego z jednym palcem w łapie, chcesz spróbować? Bo to naprawdę fajna zabawa!
***
Znalazł się znowu wodzie, ale tym razem Mewi Puch już bardziej go pilnował, rozglądając się przy okazji bardziej po otoczeniu.
– Skoro już opanowałeś pływanie w miejscu, to teraz spróbuj podążać za mną. Gdy się zatrzymam to znak, że już kończymy – Szkwał kiwnął głową, a wojownik już poszedł spacerkiem, przeskakując mniejsze wyspy. Kocurek płynął za nim, czasami robiąc ciekawe szlaczki. Dobrze, że nurt rzeki nie był mocny, inaczej by go zmiotło w stronę obozu. Gdy w końcu czuł, że zaczął panować nad swymi łapami w wodzie, to chyba pokochał pływanie, czuł się do tego stworzony jak ryba, od kiedy opanował coś, to stwierdził, że będzie to robić częściej, a ten jeden incydent nie obrzydzi mu tego. Mewi Puch przyspieszył, więc Szkwalna Łapa zaczął mocniej ruszać łapami, wojownik chyba chciał go przetestować czy umie szybciej pływać, lubił takie wyzwania! Przyspieszył, omijając wyspy, uczeń był tak sprawny, że dogonił Mewi Puch. Wojownik spojrzał na niego, zatrzymując się. To był znak końca ich treningu. Szkwalna Łapa wszedł na wysepkę, czekając, co powie Mewi Puch o nim. Czy teraz, gdy się poprawił, to doceni go?
– Dobra robota Szkwalna Łapo! Szybko nauczyłeś się pływać, pomimo poprzedniego błędu nie dopuściłeś. Zasłużyłeś sobie na resztę wolnego wschodu słońca, należy ci się. Teraz wracamy – masywny wojownik poczochrał go po czuprynie, po czym zaczął iść w stronę obozu. Szkwalna Łapa dorównał mu kroku. Poczuł dumę z powodu swoich umiejętności pływania, jak i tego, że jego mentor mu pogratulował. Będzie miał co opowiadać swoim siostrom i Lilli, gdy wróci. Mewi Puch pomimo używania lewych zaimków, nie był taki zły jako jego mentor.
***
Siedział w obozie, nic nie robiąc, było to w końcu jego nagrodą za jego ciężką pracę. Po pływaniu czuł się dosyć wyczerpany, a upał nie przynosił mu ochoty robienia czegoś innego niż nic. Tak wylegiwał się, patrząc na wyjście z obozu, Urodziwa Łapa i Lawendowa Łapa były jeszcze na treningu. Nie miał z kim pogadać. Zobaczył zamyśloną Lilie, była jego rówieśniczką więc mógł do niej zagadać. Wstał i podszedł do niej.
– O czym tak myślisz? Zwykle bywasz energiczna – spojrzał w przeźroczyste niebo, bez żadnej chmury. Lilia tylko westchnęła.
– To nic takiego, tylko też chciałabym uczniem, jak ty razem z Lawendową Łapą i Urodziwą Łapą. Czuję się samotna w żłobku od waszego mianowania, a moglibyśmy już razem trenować! – Szkwałowi było jej żal, zostanie w żłobku samemu, nie było czymś fajnym.
– Nie zamartwiaj się! Twoje mianowanie jest tak blisko, że nawet mogłoby być jutro. Jak tylko Mandarynkowa Gwiazda cię mianuję, to obiecuję, że razem potrenujemy – liliowa koteczka, słuchając tego, miała błysk w oczach. Poprawiło to pewnie jej humor.
– Naprawdę? – Lilia owszem była dla niego trochę kontrowersyjna, zwłaszcza za zrobienie sobie znaku królewskiego na czole z jagody. Była jednak jego przyjaciółką i nie mógł jej skreślić, zwłaszcza że dobrze mu się spędzało z nią czas. Była w końcu jego jedynym bliskim kotem spoza rodziny, bo ile można bawić się z siostrami. Kochał je, ale czasem działały mu na nerwy.
– Naprawdę, mogę ci pokazać jak pływać! Dzisiaj się nauczyłem tego z jednym palcem w łapie, chcesz spróbować? Bo to naprawdę fajna zabawa!
<Lilio, gdy w końcu zostaniesz uczennicą, to popływamy?>
[Umiejętność – pływanie]
[1406 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz