Podobne odczucia miała względem Promiennej Łapy. Pointka nie wiedziała, jakim cudem nie umiera ona ze wstydu każdego dnia, wiedząc, że nie tylko jest ostatnią z rodzeństwa, która nie zakończyła jeszcze szkolenia, ale jest też ogólnie najstarszą terminatorką w klanie. Długi czas przed tym tytułem broniła ją dwójka przybłęd z Owocowego Lasu, ale teraz nawet oni wybyli, aby spędzać noce w towarzystwie kotów w ich wieku. Nie pomagał fakt, że jej mentorką była matka Szron. Codziennie, kiedy uczniowie w podobnej porze wychodzili na treningi, widziała, jak dwie kotki spotykają się przy wejściu. Z każdym wschodem słońca, który mijał, a nie dochodziło do ceremonii mianowania Promiennej Łapy, nie tylko traciła szacunek do niej jako starszej koleżanki, ale też do matki, która malowała się gorzej i gorzej w oczach córki. Jeśli chce być kimś w przyszłości, zacznie od tego, by być lepsza od Źródlanej Łuny. Co jakiś czas nawet nachodziły ją myśli, że to ona w jakiś sposób przyczyniła się do tego, że trening szylkretki trwa tak długo. W końcu ciąża nauczycielki zapewne była nieco problematyczna, ale nie przesadzajmy… Na pewno ktoś przejął ten obowiązek podczas niedyspozycji dymnej. A to pokazywało Oszronionej Łapie tylko jedno… W Klanie Klifu była masa kotów, które nosiły imię wojowników, chociaż kompletnie się do tego nie nadawały. Nie umiały nawet wytrenować terminatora.
Ona sama nie mogła powiedzieć, że była niezadowolona ze swojego mentora. Przepadała za Trójokim Zającem, w którym widziała zwyczajnego, porządnego wojownika, który powinien być standardem w społeczności, która sama siebie uważa za godną okazywania jej szacunku. Nie był ani szczególnie silny, ani nie wymądrzał się, nie wracał za każdym razem z pyskiem pełnym piszczek, nie biegał po drzewach niczym wiewiórka, ale był w stanie nauczyć ją tego, co było potrzebne. Na podstawach, które jej pokazał, mogła stworzyć coś wielkiego, coś, co będzie owocem jej wysiłków, a nie tylko chwiejnym odbiciem umiejętności jej mentora. Wolała sama wysilić się mocniej, a nie potem jęczeć, że ledwo co skończyła szkolenie pod czyimś okiem i już wszystko pozapominała. W dodatku często wpadali na Zszarzałą Łape i Bukową Koronę. Wtedy najbardziej doceniała swojego wuja. Doceniała, że nie prychał na nią, nie wyzywał jej od najgorszych padlin, nawet kiedy była w złym humorze lub narastała w niej frustracja, gdy coś nie wychodziło jej od samiutkiego razu (a co gorsza, jeśli po prostu była w czymś kiepska). Doceniała, że potrafił zachować pysk nawet w najbardziej nieciekawych sytuacjach, kiedy niespodziewany deszcz uderzał ich prosto w oczy lub morska wichura szargała ich za uszy. Potrafił ją chwalić, ale nie przesadzał z tym, zwłaszcza że znał swoją bratanicę na tyle dobrze, aby wiedzieć, jak ważna jest dla niej satysfakcja z dobrze wykonanego zadania. Gdyby ktoś powiedział jej, że chociaż na jeden dzień ma zamienić się z bratem... najpewniej skończyłoby się to latającymi wokół kupkami futra... I nie należałoby ono tylko do niej. Nie lubiła jednookiego. Nie lubiła jego wiecznie wykrzywionego pyska, który nosił wyżej niż zasłużył. Nie lubiła go, bo męczył jej drogiego brata. Nie lubiła go, bo momentami miała wrażenie, że gdyby ktoś szkolił ją tak mocną łapą… byłaby znacznie lepsza niż jest teraz.
Kot, zazdrosny z natury, znajdzie we wszystkim możliwość zazdrości, nawet jeśli kłóci się to nie tylko ze zdrowym rozsądkiem, ale też z jego innymi opiniami i przemyśleniami. Czasami obawiała się swojej zazdrości. Kochała Strzępka niesamowicie, najpewniej najmocniej na świecie i nigdy nie życzyłaby mu źle. Chciała, aby doszedł gdzieś w życiu, aby znaczył coś w klanie, aby mógł być dumny z tego, co uczynił przez całe swoje życie. Chciała tego dopóty, dopóki to wszystko nie sprawi, że będzie on lepszy od niej. Nie mogła znieść myśli, że Zszarzała Łapa zajdzie dalej niż ona, że będzie wyżej postawiony, bardziej szanowany i lepiej traktowany przez resztę kotów, nie tylko klifiaków. Pamiętała ich rozmowę o przyszłości. Pamiętała, że zwierzyła mu się, że marzy jej się wizja siebie na mównicy, z opatrznością Klanu Gwiazdy, z władzą w swoich łapach. Nie rozmyślała o tym. Nie mogła. Nienawidziła bezczynnego oddawania się marzeniom, uciekania w ten wyidealizowany świat tylko po to, aby nie musieć robić rzeczy, które faktycznie mogłyby nas zbliżyć do zamienienia ich w rzeczywistość. Gardziła biernością, gardziła lenistwem i podejściem, że cokolwiek się komukolwiek należy z byle powodu. Nic nie powinno być gwarantem. Był też drugi powód, przez który raczej nie rozmyślała już o Oszronionej Gwieździe… Często jej pysk zamieniał się na pysk brata. Oszroniona gwiazda przeobrażała się w Zszarzałą Gwiazdę, a tego znieść by nie mogła. To ona miała stać na czele, to ona miała być ponad. Zawsze tak było i zawsze miało tak być; to nigdy nie powinno podlegać dyskusji. Brat wiedział o ogromnych ambicjach siostry i, chociaż nigdy nie zostało to wypowiedziane wprost, musiał być świadomy, że ta zrobi wszystko, aby wybić się ponad niego, ponad innych. Nieważne, jakie będą konsekwencje, jakie skutki, jakie rzeczy będzie musiała poświęcić. Taka już w końcu była Szron. W tej kwestii niezwykle przypominała swoją babkę Pikującą Jaskółkę.
Mówiąc o właśnie tej kremowej kotce... Pointka nie mogła się wręcz doczekać dnia, w którym zostanie ona mianowana Pikującą Gwiazdą. Wierzyła szczerze i całkowicie, że będzie ona niesamowitą liderką, dzięki której Klan Klifu wręcz rozkwitnie w całej swojej okazałości. Wszystkie cechy, które według niebieskookiej powinien posiadać przywódca, były właśnie czymś, czym mogła poszczycić się Jaskółka. Była sroga i wyrachowana, a jednocześnie tak elegancka i szlachetna, jak gdyby fale same wyciosały jej sylwetkę w żółtawych skałach. Mimo podeszłego już wieku, na jej pysku nie można było doszukać się siwyzny, która nadawała innym kotom wygląd słaby i żałosny. Była doświadczona i pełna wiedzy, której nie można było nauczyć się na zwykłych treningach. Widziała krew, widziała pola walki i śmierć, widziała, jak klan się przemianiał, więc wiedziała, w jaki sposób uczynić go najwspanialszym. Oszroniona Łapa lubiła obserwować koty wokół siebie. Według niej była to rzecz lepsza niż zwyczajny, bezsensowny odpoczynek; jeśli już została zmuszona do fizycznej bezczynności, niech jej mózg popracuje. Nie uszło jej uwadze, że wielu wojowników podchodzi do zastępczyni z widoczną dozą niechęci i dystansu, co młodej kotce wydało się nadzwyczaj dziwne, a jednak tak… elektryzujące. Jaką moc musiała mieć w sobie babka, skoro nawet jej własni współklanowicze nieco się jej obawiali? Jakim szacunkiem musieli ją obdarzać..? Czy istniał lepszy sposób na pokazanie komuś, że jest się ponad nim, niż zasadzenie w nim małego ziarenka strachu?
Od czasu do czasu, kiedy tak rozmyślała i wpatrywała się w odgrywające się w obozie sceny, udało jej się napotkać przeszywający, czujny wzrok zielonookiej. Przybierał on wtedy przedziwny wyraz, który był dla Szron niemal niemożliwy do rozgryzienia. Nie był wrogi; miała nawet czasem wrażenie, że łagodniał nieco, zwłaszcza jeśli wcześniej zastępczyni rozmawiała z innym wojownikiem lub uczniem (szczególnie nie przepadała za kotami o samotniczym pochodzeniu, co pointka prędko wyłapała). Nigdy jednak się nie uśmiechała, podobnie jak wnuczka. Często wpatrywały się jedynie w swoje mordki, w milczeniu, trzymając dystans, nie zbliżając się nawet o krok. Wydawało się, że Pikująca Jaskółka wiedziała, że w oczach swojej rzekomej potomkini jest czymś w rodzaju ideału, wzoru do naśladowania, a więc nie chciała zbyt często niszcyć tej otoczki. Nie rozmawiały zbyt często; sama Szron nie chciała, aby babcia pomyślała, że zbyt się do niej przymila. Jeśli kiedykolwiek miała zostać tym, kim ona (zastępczynią), chciała zrobić to w sposób całkowicie samodzielny. Nie miała zamiaru wykorzystywać więzów krwi, nie miała zamiaru prosić jej za grzbietami innych. Wypracuję sobie ten tytuł tak jak ona… Niekoniecznie sprawiedliwie, ale na pewno z pomocą swoich własnych umiejętności i sprytu.
Mimo nienawiści, którą posiadała do marzycielstwa, od czasu do czasu (zwłaszcza po wyjątkowo udanym treningu, podczas którego wszystko wychodziło jej niemal perfekcyjnie, a myszy same wpadały jej pod łapy) pozwalała sobie na momenty, w których zastanawiała się, co ona by zrobiła, gdyby już została liderką, jakie zmiany by wprowadziła, czego by zakazała, a co stałoby się niezbędne w klanowym życiu. Lubiła robić listy w głowie, w których zaznaczałaby rzeczy, które są w Klanie Klifu niczym pluskwy czy inne paskudne robale, a co mogłoby pomóc im w pozbyciu się ich. Najwięcej czasu spędzała nad kwestią kotów, które urodziły się poza granicami. Było to spowodowane oczywiście faktem, że babka Jaskółka była dość otwarta ze swoją niechęcią do owych osobników, nawet jeśli jedyną częścią życia, którą spędziły one poza Klanem Klifu, było wczesne dzieciństwo czy też młodość. Z łatwością mogła dojść do wniosku, kto właśnie należy do takich wojowników "z zewnątrz" lub kto zdecydowanie za mocno bratał się z nie-Klifiakami. Kremowa nie przepadała za Mysim Postrachem, to była sprawa iście oczywista, a podobną niechęcią obdarzała również jego córki. Zdarzało jej się krzywo spojrzeć na Kukułkę, Przepiórkę i Gołąbka, a na Pajęczą Nić wolała w ogóle nie patrzeć, podobnie było z kotami, które przybyły z innych klanów. Najgorzej traktowała Rozżarzoną Pieśń, której krew z Klanu Wilka wydawała się być najgorszą zarazą w legowisku wojowników. Nieco mniej wrogo patrzyła na Truskawkowe Pole i Wędrującego Wibrysa; być może z powodu ich ojca, którego pamiętała jeszcze ze swoich wojowniczych dni, a może zwyczajnie dlatego, że Owocniacy nie wymordowali im przyjaciół kilkadziesiąt księżyców temu. Musiała się mocno skupić, aby mieć swoją własną opinię na ten temat, a nie kierować się jedynie tym, co na ten temat sądzi aktualna zastępczyni. Oszroniona Łapa, nieważne, jak bardzo chciałaby być taka jak babcia, nie mogła przywołać nawet jednego wspomnienia, gdzie jakiś samotnik lub kot z innego klanu był dla niej wrogi czy zwyczajnie nie miły. Nie miała co prawda nigdy doczynienia z przybłędą lub jakimś agresorem, ale to tylko pokazywało, że nie byli oni faktycznym zagrożeniem, z którym klan miałby musieć się codziennie zmagać. I o ile nie była blisko ani z kotami z Owocowego Lasu, ani z uciekinierką z Klanu Wilka... Nie widziała w ich zachowaniu niczego, czego nie zauważyłaby też u swoich Klifiaków z krwi i kości. Oczywiście, Truskawkowe Pole była irytująca i głosna, a do tego uważała się za najlepszego wspinacza w całym lesie (a co denerwowało Szron najbardziej, było to, że szylkretka faktycznie była w tym wyśmienita, najpewniej najsprawniejsza w Klanie Klifu), ale nie były to cechy, które można było przylepić wszystkim kotom, które wychowały się wśród zapachu jabłoni. Zwłaszcza że jej brat był zdecydowanie bardziej znośny… no może gdyby nie był tak leniwy i wymemłany za każdym razem, kiedy niebieska go spotykała. Rozżarzona Pieśń była nawet mniej problematyczną postacią w oczach córki Łuny. Wykonywała swoje obowiązki dobrze, nie była ślamazarna czy niedokładna, a do tego nie memłała jezorem, kiedy nie musiała. Gdyby musiała, mogłaby nawet powiedzieć, że za nią szczerze przepada. Ale nie powie.
Zazwyczaj te dogłębne przemyślenia kończyły się, gdy powieki uczennicy stawały się zdecydowanie zbyt ciężkie, aby móc utrzymać je otwarte choć kilka uderzeń serca dłużej. Zaczynała wtedy czuć lekkie pulsowanie w poduszkach łap, a mięśnie rozluźniały się i pozwalały sobie na odpoczynek. Spoglądała wtedy na skulonego brata, karcąc się w myślach, że mogła tak okrutnie zazdrościć mu rzeczy, które istniały tylko i wyłącznie w jej własnej głowie. Jeśli miała faktycznie kiepski dzień za sobą, jeśli potrzebowała tej nocy niecodziennie dużo komfortu, przysuwała się bliżej do tego postrzępionego, niebieskiego grzbietu, aby położyć na nim łeb. Brode wciskała mocniej w gęstą sierść, nierzadko budząc go przy tym. Mamrotała ciche przeprosiny, a on nie odpowiadał; nigdy nie miał jej tego za złe. Przez chwilę pomrukiwali do siebie, pokazując, że ani jednemu, ani drugiemu nie przeszkadza ta bliskość, która w żłobku była dla nich czymś codziennym, a teraz zdarza się coraz rzadziej. Terminatorka zasypiała wtedy prędko, acz niespokojnie, wiedząc, że nigdy nie będzie tak dobrą siostrą jak on dobrym jest bratem.
[2226 słów]
[Przyznano 45%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz