BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 22 marca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

13 marca 2026

Od Oszronionej Łapy

Kolejni towarzysze coraz częściej opuszczali ściany legowiska uczniów. Szron obserwowała ich, kiedy po ceremonii przychodzili, aby wykonać ostatnią przysługę swoim dawnym współlokatorom i samemu wynieść stary mech. Obserwowała ich z zazdrością. Obserwowała ich każdy krok. Nie odwzajemniała uśmiechu, który jej posyłali, nie odpowiadała na przyjemne pożegnania i zapewnienia, że zapewne za niedługo znów będą mieli możliwość spania pod jednym kamiennym sklepieniem. Nie obchodziło jej to. Nic dla niej nie znaczył fakt, że nie będzie już słyszeć ich pochrapywania. Nie miała zbyt wielu przyjaciół, na pewno nie w gronie terminatorów, którzy w większości wydawali jej się zwyczajnie poniżej jej poziomu. Nawet kiedy znacznie przewyższali ją i wiekiem, i ogólnym doświadczeniem w treningach. Chociaż wiedziała o tym, w końcu była kotką dość inteligentną, jej ambicje i duma nie pozwalały jej przejść z tym na porządek dzienny. W końcu jeśli ktoś dopiero w wieku ponad dwudziestu księżyców wyniósł swój leniwy, dorosły zadek z legowiska, które dzielił ze świeżomianowanymi kociakami, którym  mleko wciąż świeciło pod noskiem, nie mógł być kompetentny, a co dopiero godny miana prawdziwego wojownika Klanu Klifu. Od czasu do czasu napotykała takiego Słoneczną Łapę (teraz już Słoneczne Oko), kiedy była z Trójokim Zającem akurat w tej samej okolicy co on i Mysi Postrach. Chociaż liliowy wyglądał już na kota w pełni dorosłego, jego umiejętności były zdecydowanie na poziomie zwykłego, niezbyt utalentowanego uczniaka, za którego Oszroniona Łapa się oczywiście nie uważała. Posyłała im wtedy oceniające spojrzenie. Nigdy nie odpowiadała im tym samym uprzejmym, nieco zawadiackim uśmieszkiem, którym obrzucali każde młodsze (i w sumie nie tylko) kotki w klanie. Wuj zwykle był milszy, czasami nawet przystawał i urywał sobie z dwójką krótką pogawędke. Nigdy nie "balowali" tam długo, jednak każde uderzenie serca, które spędzali w stanie statycznym, koteczka uważała za kompletnie zmarnowane. Nie mogła tego znieść. Nie mogła wytrzymać, stojąc tam bez sensu, wkurzona jakimikolwiek opóźnieniami. Nie wtrącała się w sprawy innych; jeśli oni nie mieli zamiaru brać treningu na poważnie, to było całkowicie w porządku. Nie miała jednak cierpliwości do tego, że ktoś próbował sabotować ją, nieważne, czy umyślnie, czy nie. 
Podobne odczucia miała względem Promiennej Łapy. Pointka nie wiedziała, jakim cudem nie umiera ona ze wstydu każdego dnia, wiedząc, że nie tylko jest ostatnią z rodzeństwa, która nie zakończyła jeszcze szkolenia, ale jest też ogólnie najstarszą terminatorką w klanie. Długi czas przed tym tytułem broniła ją dwójka przybłęd z Owocowego Lasu, ale teraz nawet oni wybyli, aby spędzać noce w towarzystwie kotów w ich wieku. Nie pomagał fakt, że jej mentorką była matka Szron. Codziennie, kiedy uczniowie w podobnej porze wychodzili na treningi, widziała, jak dwie kotki spotykają się przy wejściu. Z każdym wschodem słońca, który mijał, a nie dochodziło do ceremonii mianowania Promiennej Łapy, nie tylko traciła szacunek do niej jako starszej koleżanki, ale też do matki, która malowała się gorzej i gorzej w oczach córki. Jeśli chce być kimś w przyszłości, zacznie od tego, by być lepsza od Źródlanej Łuny. Co jakiś czas nawet nachodziły ją myśli, że to ona w jakiś sposób przyczyniła się do tego, że trening szylkretki trwa tak długo. W końcu ciąża nauczycielki zapewne była nieco problematyczna, ale nie przesadzajmy… Na pewno ktoś przejął ten obowiązek podczas niedyspozycji dymnej. A to pokazywało Oszronionej Łapie tylko jedno… W Klanie Klifu była masa kotów, które nosiły imię wojowników, chociaż kompletnie się do tego nie nadawały. Nie umiały nawet wytrenować terminatora. 
Ona sama nie mogła powiedzieć, że była niezadowolona ze swojego mentora. Przepadała za Trójokim Zającem, w którym widziała zwyczajnego, porządnego wojownika, który powinien być standardem w społeczności, która sama siebie uważa za godną okazywania jej szacunku. Nie był ani szczególnie silny, ani nie wymądrzał się, nie wracał za każdym razem z pyskiem pełnym piszczek, nie biegał po drzewach niczym wiewiórka, ale był w stanie nauczyć ją tego, co było potrzebne. Na podstawach, które jej pokazał, mogła stworzyć coś wielkiego, coś, co będzie owocem jej wysiłków, a nie tylko chwiejnym odbiciem umiejętności jej mentora. Wolała sama wysilić się mocniej, a nie potem jęczeć, że ledwo co skończyła szkolenie pod czyimś okiem i już wszystko pozapominała. W dodatku często wpadali na Zszarzałą Łape i Bukową Koronę. Wtedy najbardziej doceniała swojego wuja. Doceniała, że nie prychał na nią, nie wyzywał jej od najgorszych padlin, nawet kiedy była w złym humorze lub narastała w niej frustracja, gdy coś nie wychodziło jej od samiutkiego razu (a co gorsza, jeśli po prostu była w czymś kiepska). Doceniała, że potrafił zachować pysk nawet w najbardziej nieciekawych sytuacjach, kiedy niespodziewany deszcz uderzał ich prosto w oczy lub morska wichura szargała ich za uszy. Potrafił ją chwalić, ale nie przesadzał z tym, zwłaszcza że znał swoją bratanicę na tyle dobrze, aby wiedzieć, jak ważna jest dla niej satysfakcja z dobrze wykonanego zadania. Gdyby ktoś powiedział jej, że chociaż na jeden dzień ma zamienić się z bratem... najpewniej skończyłoby się to latającymi wokół kupkami futra... I nie należałoby ono tylko do niej. Nie lubiła jednookiego. Nie lubiła jego wiecznie wykrzywionego pyska, który nosił wyżej niż zasłużył. Nie lubiła go, bo męczył jej drogiego brata. Nie lubiła go, bo momentami miała wrażenie, że gdyby ktoś szkolił ją tak mocną łapą… byłaby znacznie lepsza niż jest teraz. 
Kot, zazdrosny z natury, znajdzie we wszystkim możliwość zazdrości, nawet jeśli kłóci się to nie tylko ze zdrowym rozsądkiem, ale też z jego innymi opiniami i przemyśleniami. Czasami obawiała się swojej zazdrości. Kochała Strzępka niesamowicie, najpewniej najmocniej na świecie i nigdy nie życzyłaby mu źle. Chciała, aby doszedł gdzieś w życiu, aby znaczył coś w klanie, aby mógł być dumny z tego, co uczynił przez całe swoje życie. Chciała tego dopóty, dopóki to wszystko nie sprawi, że będzie on lepszy od niej. Nie mogła znieść myśli, że Zszarzała Łapa zajdzie dalej niż ona, że będzie wyżej postawiony, bardziej szanowany i lepiej traktowany przez resztę kotów, nie tylko klifiaków. Pamiętała ich rozmowę o przyszłości. Pamiętała, że zwierzyła mu się, że marzy jej się wizja siebie na mównicy, z opatrznością Klanu Gwiazdy, z władzą w swoich łapach. Nie rozmyślała o tym. Nie mogła. Nienawidziła bezczynnego oddawania się marzeniom, uciekania w ten wyidealizowany świat tylko po to, aby nie musieć robić rzeczy, które faktycznie mogłyby nas zbliżyć do zamienienia ich w rzeczywistość. Gardziła biernością, gardziła lenistwem i podejściem, że cokolwiek się komukolwiek należy z byle powodu. Nic nie powinno być gwarantem. Był też drugi powód, przez który raczej nie rozmyślała już o Oszronionej Gwieździe… Często jej pysk zamieniał się na pysk brata. Oszroniona gwiazda przeobrażała się w Zszarzałą Gwiazdę, a tego znieść by nie mogła. To ona miała stać na czele, to ona miała być ponad. Zawsze tak było i zawsze miało tak być; to nigdy nie powinno podlegać dyskusji. Brat wiedział o ogromnych ambicjach siostry i, chociaż nigdy nie zostało to wypowiedziane wprost, musiał być świadomy, że ta zrobi wszystko, aby wybić się ponad niego, ponad innych. Nieważne, jakie będą konsekwencje, jakie skutki, jakie rzeczy będzie musiała poświęcić. Taka już w końcu była Szron. W tej kwestii niezwykle przypominała swoją babkę Pikującą Jaskółkę. 
Mówiąc o właśnie tej kremowej kotce... Pointka nie mogła się wręcz doczekać dnia, w którym zostanie ona mianowana Pikującą Gwiazdą. Wierzyła szczerze i całkowicie, że będzie ona niesamowitą liderką, dzięki której Klan Klifu wręcz rozkwitnie w całej swojej okazałości. Wszystkie cechy, które według niebieskookiej powinien posiadać przywódca, były właśnie czymś, czym mogła poszczycić się Jaskółka. Była sroga i wyrachowana, a jednocześnie tak elegancka i szlachetna, jak gdyby fale same wyciosały jej sylwetkę w żółtawych skałach. Mimo podeszłego już wieku, na jej pysku nie można było doszukać się siwyzny, która nadawała innym kotom wygląd słaby i żałosny. Była doświadczona i pełna wiedzy, której nie można było nauczyć się na zwykłych treningach. Widziała krew, widziała pola walki i śmierć, widziała, jak klan się przemianiał, więc wiedziała, w jaki sposób uczynić go najwspanialszym. Oszroniona Łapa lubiła obserwować koty wokół siebie. Według niej była to rzecz lepsza niż zwyczajny, bezsensowny odpoczynek; jeśli już została zmuszona do fizycznej bezczynności, niech jej mózg popracuje. Nie uszło jej uwadze, że wielu wojowników podchodzi do zastępczyni z widoczną dozą niechęci i dystansu, co młodej kotce wydało się nadzwyczaj dziwne, a jednak tak… elektryzujące. Jaką moc musiała mieć w sobie babka, skoro nawet jej własni współklanowicze nieco się jej obawiali? Jakim szacunkiem musieli ją obdarzać..? Czy istniał lepszy sposób na pokazanie komuś, że jest się ponad nim, niż zasadzenie w nim małego ziarenka strachu?
Od czasu do czasu, kiedy tak rozmyślała i wpatrywała się w odgrywające się w obozie sceny, udało jej się napotkać przeszywający, czujny wzrok zielonookiej. Przybierał on wtedy przedziwny wyraz, który był dla Szron niemal niemożliwy do rozgryzienia. Nie był wrogi; miała nawet czasem wrażenie, że łagodniał nieco, zwłaszcza jeśli wcześniej zastępczyni rozmawiała z innym wojownikiem lub uczniem (szczególnie nie przepadała za kotami o samotniczym pochodzeniu, co pointka prędko wyłapała). Nigdy jednak się nie uśmiechała, podobnie jak wnuczka. Często wpatrywały się jedynie w swoje mordki, w milczeniu, trzymając dystans, nie zbliżając się nawet o krok. Wydawało się, że Pikująca Jaskółka wiedziała, że w oczach swojej rzekomej potomkini jest czymś w rodzaju ideału, wzoru do naśladowania, a więc nie chciała zbyt często niszcyć tej otoczki. Nie rozmawiały zbyt często; sama Szron nie chciała, aby babcia pomyślała, że zbyt się do niej przymila. Jeśli kiedykolwiek miała zostać tym, kim ona (zastępczynią), chciała zrobić to w sposób całkowicie samodzielny. Nie miała zamiaru wykorzystywać więzów krwi, nie miała zamiaru prosić jej za grzbietami innych. Wypracuję sobie ten tytuł tak jak ona… Niekoniecznie sprawiedliwie, ale na pewno z pomocą swoich własnych umiejętności i sprytu.
Mimo nienawiści, którą posiadała do marzycielstwa, od czasu do czasu (zwłaszcza po wyjątkowo udanym treningu, podczas którego wszystko wychodziło jej niemal perfekcyjnie, a myszy same wpadały jej pod łapy) pozwalała sobie na momenty, w których zastanawiała się, co ona by zrobiła, gdyby już została liderką, jakie zmiany by wprowadziła, czego by zakazała, a co stałoby się niezbędne w klanowym życiu. Lubiła robić listy w głowie, w których zaznaczałaby rzeczy, które są w Klanie Klifu niczym pluskwy czy inne paskudne robale, a co mogłoby pomóc im w pozbyciu się ich. Najwięcej czasu spędzała nad kwestią kotów, które urodziły się poza granicami. Było to spowodowane oczywiście faktem, że babka Jaskółka była dość otwarta ze swoją niechęcią do owych osobników, nawet jeśli jedyną częścią życia, którą spędziły one poza Klanem Klifu, było wczesne dzieciństwo czy też młodość. Z łatwością mogła dojść do wniosku, kto właśnie należy do takich wojowników "z zewnątrz" lub kto zdecydowanie za mocno bratał się z nie-Klifiakami. Kremowa nie przepadała za Mysim Postrachem, to była sprawa iście oczywista, a podobną niechęcią obdarzała również jego córki. Zdarzało jej się krzywo spojrzeć na Kukułkę, Przepiórkę i Gołąbka, a na Pajęczą Nić wolała w ogóle nie patrzeć, podobnie było z kotami, które przybyły z innych klanów. Najgorzej traktowała Rozżarzoną Pieśń, której krew z Klanu Wilka wydawała się być najgorszą zarazą w legowisku wojowników. Nieco mniej wrogo patrzyła na Truskawkowe Pole i Wędrującego Wibrysa; być może z powodu ich ojca, którego pamiętała jeszcze ze swoich wojowniczych dni, a może zwyczajnie dlatego, że Owocniacy nie wymordowali im przyjaciół kilkadziesiąt księżyców temu. Musiała się mocno skupić, aby mieć swoją własną opinię na ten temat, a nie kierować się jedynie tym, co na ten temat sądzi aktualna zastępczyni. Oszroniona Łapa, nieważne, jak bardzo chciałaby być taka jak babcia, nie mogła przywołać nawet jednego wspomnienia, gdzie jakiś samotnik lub kot z innego klanu był dla niej wrogi czy zwyczajnie nie miły. Nie miała co prawda nigdy doczynienia z przybłędą lub jakimś agresorem, ale to tylko pokazywało, że nie byli oni faktycznym zagrożeniem, z którym klan miałby musieć się codziennie zmagać. I o ile nie była blisko ani z kotami z Owocowego Lasu, ani z uciekinierką z Klanu Wilka... Nie widziała w ich zachowaniu niczego, czego nie zauważyłaby też u swoich Klifiaków z krwi i kości. Oczywiście, Truskawkowe Pole była irytująca i głosna, a do tego uważała się za najlepszego wspinacza w całym lesie (a co denerwowało Szron najbardziej, było to, że szylkretka faktycznie była w tym wyśmienita, najpewniej najsprawniejsza w Klanie Klifu), ale nie były to cechy, które można było przylepić wszystkim kotom, które wychowały się wśród zapachu jabłoni. Zwłaszcza że jej brat był zdecydowanie bardziej znośny… no może gdyby nie był tak leniwy i wymemłany za każdym razem, kiedy niebieska go spotykała. Rozżarzona Pieśń była nawet mniej problematyczną postacią w oczach córki Łuny. Wykonywała swoje obowiązki dobrze, nie była ślamazarna czy niedokładna, a do tego nie memłała jezorem, kiedy nie musiała. Gdyby musiała, mogłaby nawet powiedzieć, że za nią szczerze przepada. Ale nie powie. 
Zazwyczaj te dogłębne przemyślenia kończyły się, gdy powieki uczennicy stawały się zdecydowanie zbyt ciężkie, aby móc utrzymać je otwarte choć kilka uderzeń serca dłużej. Zaczynała wtedy czuć lekkie pulsowanie w poduszkach łap, a mięśnie rozluźniały się i pozwalały sobie na odpoczynek. Spoglądała wtedy na skulonego brata, karcąc się w myślach, że mogła tak okrutnie zazdrościć mu rzeczy, które istniały tylko i wyłącznie w jej własnej głowie. Jeśli miała faktycznie kiepski dzień za sobą, jeśli potrzebowała tej nocy niecodziennie dużo komfortu, przysuwała się bliżej do tego postrzępionego, niebieskiego grzbietu, aby położyć na nim łeb. Brode wciskała mocniej w gęstą sierść, nierzadko budząc go przy tym. Mamrotała ciche przeprosiny, a on nie odpowiadał; nigdy nie miał jej tego za złe. Przez chwilę pomrukiwali do siebie, pokazując, że ani jednemu, ani drugiemu nie przeszkadza ta bliskość, która w żłobku była dla nich czymś codziennym, a teraz zdarza się coraz rzadziej. Terminatorka zasypiała wtedy prędko, acz niespokojnie, wiedząc, że nigdy nie będzie tak dobrą siostrą jak on dobrym jest bratem. 

[2226 słów]

[Przyznano 45%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz