Przeszłość
Wilgoć, smród rozkładającej się roślinności, chłód kamiennych ścian, a co najgorsze… całkowita ciemność otulająca ich ze wszystkich stron. Serce waliło jej w piersi niczym młot. Uważała się za kota, który chociaż nie ma wielu księżyców na karku, nie obawia się rzeczy, których nie ma potrzeby się obawiać na zapas. Nie czuła strachu, kiedy zostawała sama nocą w legowisku, nawet jako kociak nie miała problemu ze spaniem w najbardziej oddalonym kąciku żłobka, byle by nie czuć obecności matki u boku. Polowania w porze zmierzchu były dla niej ekscytujące, a nawet nieco łatwiejsze, gdyż zwierzyna chętniej wychodziła z ukrycia, a rozśpiewane robactwo świetnie maskowało dźwięk jej kroków. Wszystko to mogła znieść z łatwością, ba! Mogła to znieść z uśmiechem zadowolenia na pysku. Ale nie przesiadywanie w tunelach. Nie te całkowite ciemności, których nie mogła nawet porównać do czegokolwiek innego, co było jej dane doświadczyć. To nie była noc; nie było gwiazd, które mogłyby pokazać jej drogę, nie było księżyca, który zastąpił słońce na warcie na nieboskłonie, nie było dźwięków szumiących fal i sów, których pohukiwanie wskazywało na to, że nie cały las zapadł w sen. Nie był to też cień, z którego łatwo było znów wkroczyć na ścieżkę pełną światła dziennego. Nie była to nawet ciemność, którą można ujrzeć, kiedy zamykamy powieki. Wszystko, co miała przed oczyma teraz, było... kompletnie nierealnie czarne. Czuła jedynie kropelki wody, które osadzają się na jej futrze. Słyszała krew, która szumiała jej w uszach. Rozpoznawała blade, ledwo obecne zapachy kotów, które musiały niedawno przebywać w tych korytarzach.
"Najpewniej inny uczeń i jego mentor... Być może Zszarzała Łapa i Bukowa Korona?" — pomyślała przez moment, aby uspokoić się nieco. Zganiła swoją głupotę. "Nie możliwe... To nie zapach Strzępka. Rozpoznałabym go od razu, bez zastanowienia. Nawet gdyby dzieły nas setki korytarzy i kocich długości przepełnionych mrokiem i stęchlizną."
"Najpewniej inny uczeń i jego mentor... Być może Zszarzała Łapa i Bukowa Korona?" — pomyślała przez moment, aby uspokoić się nieco. Zganiła swoją głupotę. "Nie możliwe... To nie zapach Strzępka. Rozpoznałabym go od razu, bez zastanowienia. Nawet gdyby dzieły nas setki korytarzy i kocich długości przepełnionych mrokiem i stęchlizną."
— Wszystko w porządku, Oszroniona Łapo? Jeśli nie czujesz się jeszcze gotowa na trening w tunelach, jak najbardziej możemy zawrócić i poćwiczyć coś innego. Dobrze sobie radzisz z polowaniem, ale może walka? Co ty na to? — zaproponował przyjaźnie wuj, wciskając pysk między kamienną ścianę a jej bark. Nastroszyła się nieco.
— Nie! Nie ma takiej opcji — burknęła. Nie mogła pokazywać słabości, nie na treningach. Strach był dopuszczalny jedynie na polu walki lub w innych znacznie bardziej ryzykownych sytuacjach i jedynie wtedy, kiedy napędzał nas do czynienia tego, co słuszne i wymagane od nas. — Po prosztu... Myszlałam o tym zapachu... Można roszposznać czyj jeszt? Czy ty czujesz?
— Nie! Nie ma takiej opcji — burknęła. Nie mogła pokazywać słabości, nie na treningach. Strach był dopuszczalny jedynie na polu walki lub w innych znacznie bardziej ryzykownych sytuacjach i jedynie wtedy, kiedy napędzał nas do czynienia tego, co słuszne i wymagane od nas. — Po prosztu... Myszlałam o tym zapachu... Można roszposznać czyj jeszt? Czy ty czujesz?
Wojownik skupił się na tropie i przez dłuższy moment milczał.
— To nie Sztrzępek, ni Bukowa Korona, prawda? — zapytała jeszcze. Mentor pokręcił głową.
— Nie, zdecydowanie nie, ale to na pewno ktoś z naszego klanu. Nie musisz się martwić o jakichś nieproszonych gości czyhających za zakrętem. Gdyby samotnicy się tutaj wprosili, raczej prędko pogubiliby jakikolwiek ślad i drogę powrotną — zapewnił ją.
— Nie boję się… — prychnęła, zwieszając głowę nieco niżej i skupiając się na tym, co miała przed sobą. Wytężyła wzrok, a po chwili skupienia faktycznie zaczęła widzieć zarysy kamiennego korytarza, który ciągnął się dalej i dalej.
— W takim razie nie widzę powodu, abyśmy dalej tutaj stali, co? — miauknął, wracając na swoje poprzednie miejsce za uczennicą. — Prowadź.
— To nie Sztrzępek, ni Bukowa Korona, prawda? — zapytała jeszcze. Mentor pokręcił głową.
— Nie, zdecydowanie nie, ale to na pewno ktoś z naszego klanu. Nie musisz się martwić o jakichś nieproszonych gości czyhających za zakrętem. Gdyby samotnicy się tutaj wprosili, raczej prędko pogubiliby jakikolwiek ślad i drogę powrotną — zapewnił ją.
— Nie boję się… — prychnęła, zwieszając głowę nieco niżej i skupiając się na tym, co miała przed sobą. Wytężyła wzrok, a po chwili skupienia faktycznie zaczęła widzieć zarysy kamiennego korytarza, który ciągnął się dalej i dalej.
— W takim razie nie widzę powodu, abyśmy dalej tutaj stali, co? — miauknął, wracając na swoje poprzednie miejsce za uczennicą. — Prowadź.
* * *
Wrócili niedawno po porze szczytowania słońca. Obóz nie zdążył jeszcze zapełnić się kotami, które wybyły z niego wraz z świtem. Zerknęła przelotnie na Pchełkowy Skok i Mirtowe Lśnienie, którzy siedzieli niedaleko wyjścia, skryci nieco za kamieniem, rozglądając się co kilka wdechów, czy aby nikt się do nich nie zbliża.
"Dziwadła..." — mruknęła w głowie. Nie miała teraz ochoty przejmować się zachowaniem wuja, który nie znaczył dla niej o wiele więcej niż zwykły inny wojownik w klanie. Miała ochotę na porządny posiłek. Brzuch burczał jej niemożliwie; niemal nie przestraszył traszki, którą udało jej dostrzec na brzgu małego bajorka. Na szczęście kotki i nieszczęście biednej jaszczurki... pointka była szybsza, nawet jeśli zdradził ją głód. Chociaż gad nie był ładny i pokaźny, zwierzyna to zawsze zwierzyna. Pożegnała się z Zającem, który od razu skierował się w kierunku grupki wojowników, aby uciąć sobie przyjazną pogawędke. Szron za to pognała wręcz do stosu i wybrał dla siebie pożądną wiewiórkę, której futerko lśniło rdzawo mimo bycia zbrukanym przez krwiste plamy. Rozejrzała się. W oddali mignął jej oszpecony, grymaśny pysk Bukowej Korony, a to znaczyło, że jej brat również powinien gdzieś się tutaj kręcić. Nigdzie go jednak nie była w stanie dostrzec, a to znaczyło, że znów musiała zjeść posiłek sama. Nikt inny, kto siedział w głównej części obozu, nie wydawał się na ten moment dobrym kandydatem do rozmowy. Przysiadła więc i postarała się skupić wyłącznie na przeżuwaniu. Nie podnosiła wzroku znad wiewiórki; nie chciała wyglądać żałośnie i jakby szukała kompana do rozmowy. Jej jedynym zadaniem było napełnić brzuch, a potem skupić się na ustaleniu, gdzie przebywał Strzępek. Musiała mu coś zaproponować. Coś, co mogło mu się nie spodobać.
"Dziwadła..." — mruknęła w głowie. Nie miała teraz ochoty przejmować się zachowaniem wuja, który nie znaczył dla niej o wiele więcej niż zwykły inny wojownik w klanie. Miała ochotę na porządny posiłek. Brzuch burczał jej niemożliwie; niemal nie przestraszył traszki, którą udało jej dostrzec na brzgu małego bajorka. Na szczęście kotki i nieszczęście biednej jaszczurki... pointka była szybsza, nawet jeśli zdradził ją głód. Chociaż gad nie był ładny i pokaźny, zwierzyna to zawsze zwierzyna. Pożegnała się z Zającem, który od razu skierował się w kierunku grupki wojowników, aby uciąć sobie przyjazną pogawędke. Szron za to pognała wręcz do stosu i wybrał dla siebie pożądną wiewiórkę, której futerko lśniło rdzawo mimo bycia zbrukanym przez krwiste plamy. Rozejrzała się. W oddali mignął jej oszpecony, grymaśny pysk Bukowej Korony, a to znaczyło, że jej brat również powinien gdzieś się tutaj kręcić. Nigdzie go jednak nie była w stanie dostrzec, a to znaczyło, że znów musiała zjeść posiłek sama. Nikt inny, kto siedział w głównej części obozu, nie wydawał się na ten moment dobrym kandydatem do rozmowy. Przysiadła więc i postarała się skupić wyłącznie na przeżuwaniu. Nie podnosiła wzroku znad wiewiórki; nie chciała wyglądać żałośnie i jakby szukała kompana do rozmowy. Jej jedynym zadaniem było napełnić brzuch, a potem skupić się na ustaleniu, gdzie przebywał Strzępek. Musiała mu coś zaproponować. Coś, co mogło mu się nie spodobać.
Kiedy po raz ostatni oblizała pysk, a kostki gryzonia wyniosła poza obóz, gdzie zakopała je przy jaskini, zaczęła znów się rozglądać. W końcu zajrzała też do legowiska, gdzie faktycznie go znalazła. Niebieski kocur leżał zwinięty na kawałku mchu. Nie miała nawet ochoty go budzić, ale ten musiał wyczuć jej obecność i fakt, że bardzo dobitnie się w niego wpatruję, gdyż najpierw drgnęły mu wąsy, a następnie cały łebek podniósł się spomiędzy łap.
— Coś się stało, Oszroniona Łapo? — spytał, nieznacznie się przeciągając. Zamrugał kilkukrotnie, zanim jego wzrok spoczął na jej mordce. Terminatorka zrobiła parę kroków w jego kierunku, aby mieć pewność, że nikt nie usłyszy.
— Mam dla ciebie propozycję… — szepnęła, schylając się.
— Czemu jesteś taka… tajemnicza i skryta? Nie wiem, czy mi się to do końca podoba, siostro — przyznał, marszcząc nieco nos. Pomarańczowe światło zaczynało wpadać do środka obozu, barwiąc przy tym morskie ślepia Zszarzałej Łapy. Kotka zignorowała jego pytanie.
— Coś się stało, Oszroniona Łapo? — spytał, nieznacznie się przeciągając. Zamrugał kilkukrotnie, zanim jego wzrok spoczął na jej mordce. Terminatorka zrobiła parę kroków w jego kierunku, aby mieć pewność, że nikt nie usłyszy.
— Mam dla ciebie propozycję… — szepnęła, schylając się.
— Czemu jesteś taka… tajemnicza i skryta? Nie wiem, czy mi się to do końca podoba, siostro — przyznał, marszcząc nieco nos. Pomarańczowe światło zaczynało wpadać do środka obozu, barwiąc przy tym morskie ślepia Zszarzałej Łapy. Kotka zignorowała jego pytanie.
— Byłesz już z Bukową Koroną w tunelach? — zapytała, przekręcając nieco głowę w bok.
— Nie, jeszcze nie... Ale mówił, że wkrótce się tam wybierzemy — zamyślił się.
— Nie, jeszcze nie... Ale mówił, że wkrótce się tam wybierzemy — zamyślił się.
— A niech to piesz! — warknęła krótko.
— A co wymyśliłaś? — próbował dalej się dowiedzieć. Terminatorka położyła uszy po sobie i przycupła. Teraz mówiła już zdecydowanie głośniej. Jej plan i tak nie wypalił.
— Chciałam iszć razem, wiesz... potrenować. Ale tak to szie zgubimy — przyznała ze wstydem. Szron mało kiedy przyznawała się do słabości czy faktu, że nie jest w stanie czegoś zrobić. To była jedna z niewielu takich sytuacji, której świadkiem był jej brat.
— To nie byłby dobry pomysł... Nawet jakby był już po kilku treningach z tej dziedziny. — Pokręcił głową i podniósł się na przednich łapach. Teraz znów byli na równym poziomie. Ziewnął jeszcze raz i przerwał chwilę milczenia: — A jak było?
— Ciemno... Mokro i trochę szmierdziało — powiedziała szczerze. Kocur zaśmiał się krótko; kotka parsknęła cicho za nim.
— To nie byłby dobry pomysł... Nawet jakby był już po kilku treningach z tej dziedziny. — Pokręcił głową i podniósł się na przednich łapach. Teraz znów byli na równym poziomie. Ziewnął jeszcze raz i przerwał chwilę milczenia: — A jak było?
— Ciemno... Mokro i trochę szmierdziało — powiedziała szczerze. Kocur zaśmiał się krótko; kotka parsknęła cicho za nim.
— No to nie mogę się doczekać.
— Może uda ci szie go tam zosztawić? — zaproponowała z żartobliwą iskierką w spojrzeniu. Zszarzała Łapa znów zarechotał, zwieszając łeb.
— Nie mów tak, bo zaraz zacznę się obawiać nie ciemności, a tego, że to on wpadnie na ten pomysł.
— Nie mów tak, bo zaraz zacznę się obawiać nie ciemności, a tego, że to on wpadnie na ten pomysł.
— Szpokojnie, ja cię wszędzie znajdę — zapewniła, a po tych słowach zapanowała nieco ciężka cisza. Żadne z nich nie wiedziało, co powinno powiedzieć, co dodać, jak odpowiedzieć. W końcu więc po prostu powrócili na swoje mchy, czekając, aż do legowiska powrócą inni terminatorzy. Czekając na noc.
* * *
Teraźniejszość
— Powinnaś przejść się z tym uchem do Jagnięcego Ukłony, Oszroniona Łapo — powiedział Trójoki Zając, wpatrując się w swoją uczennice, która teraz siedziała na jednej z niższych gałęzi drzewa, drapiąc się szaleńczo. — Zaraz zlecisz na dół i coś mi się wydaje, że nie na cztery łapy. Uważaj trochę bardziej…
— Nie-nie ma potrzeby! — burknęła między szarpnięciami.
— Słuchaj staruszka mała — zawołała z góry Truskawkowe Pole. Jej niespotykane umiejętności skakania po drzewach, których nauczano zwiadowców w Owocowym Lesie, nie przemknęły niezauważone. Od kiedy tylko została wojowniczką, często zapraszano ją na treningi wspinaczki, aby pomagała tym, którzy gorzej sobie z tym radzą lub tym, którzy mają znacznie większe ambicje niż przeciętny Klifiak. Taką kotką była właśnie Szron, która musiała uciszyć głos niechęci, mówiący jej, że żadna brudna wycierucha nie będzie jej mówiła, jak ma coś robić, a jak nie, jeśli chce być w czymś lepsza.
— To ty jesteś stara — prychnęła, kierując wzrok w górę.
— Tja~? Może ciałem jestem starsza od Zajączka, ale ducha mam młodego, niczym te maluchy Morświnki, które nam zawitały niedawno. A widzieliście, jak się ten jeden maluch wiecznie krzywi i jak grymasi? Niezłe ziółko, co? Ale im daję popalić. Takie to małe, a tak tupie, tak wrzeszczy na całe gardło. Wow! Że też oni to wytrzymują. A tacy są milusi i słodziusi ci jego rodzice… — paplała bez końca kotka.
— Proszę cię, Truskawkowe Pole... Potem możemy sobie porozmawiać, ale teraz miałaś pomóc Oszronionej Łapie — zganił ją zmęczony już kremowy.
— Ale jak ja mam jej pomóc, skoro trzepie się, jakby jej robale wlazły do tego ucha? Nie będę brała za to odpowiedzialności — oznajmiła, kładąc się na gałęzi i oglądając sobie pazurki. — Niech wróci do mnie po tym, jak wyciągną jej to paskudztwo, co jej się pewnie tam zagnieździło. Wiem, co mówię, sama, jak tu przylazłam, to takie miałam. Na Wszechmatke, jak to swędziało i żyć nie dawało.
— Nie! Nie będę czekać niewiadomo ile, żebysz potem znalazła inną wymówkę! — krzyknęła w jej kierunku terminatorka. Dawna Owocniaczka posłała jej słodziutki uśmieszek.
— Ah, ale to nie moja wina, że mam tak dużo chętnych.
— Słuchaj staruszka mała — zawołała z góry Truskawkowe Pole. Jej niespotykane umiejętności skakania po drzewach, których nauczano zwiadowców w Owocowym Lesie, nie przemknęły niezauważone. Od kiedy tylko została wojowniczką, często zapraszano ją na treningi wspinaczki, aby pomagała tym, którzy gorzej sobie z tym radzą lub tym, którzy mają znacznie większe ambicje niż przeciętny Klifiak. Taką kotką była właśnie Szron, która musiała uciszyć głos niechęci, mówiący jej, że żadna brudna wycierucha nie będzie jej mówiła, jak ma coś robić, a jak nie, jeśli chce być w czymś lepsza.
— To ty jesteś stara — prychnęła, kierując wzrok w górę.
— Tja~? Może ciałem jestem starsza od Zajączka, ale ducha mam młodego, niczym te maluchy Morświnki, które nam zawitały niedawno. A widzieliście, jak się ten jeden maluch wiecznie krzywi i jak grymasi? Niezłe ziółko, co? Ale im daję popalić. Takie to małe, a tak tupie, tak wrzeszczy na całe gardło. Wow! Że też oni to wytrzymują. A tacy są milusi i słodziusi ci jego rodzice… — paplała bez końca kotka.
— Proszę cię, Truskawkowe Pole... Potem możemy sobie porozmawiać, ale teraz miałaś pomóc Oszronionej Łapie — zganił ją zmęczony już kremowy.
— Ale jak ja mam jej pomóc, skoro trzepie się, jakby jej robale wlazły do tego ucha? Nie będę brała za to odpowiedzialności — oznajmiła, kładąc się na gałęzi i oglądając sobie pazurki. — Niech wróci do mnie po tym, jak wyciągną jej to paskudztwo, co jej się pewnie tam zagnieździło. Wiem, co mówię, sama, jak tu przylazłam, to takie miałam. Na Wszechmatke, jak to swędziało i żyć nie dawało.
— Nie! Nie będę czekać niewiadomo ile, żebysz potem znalazła inną wymówkę! — krzyknęła w jej kierunku terminatorka. Dawna Owocniaczka posłała jej słodziutki uśmieszek.
— Ah, ale to nie moja wina, że mam tak dużo chętnych.
— Przestańcie... — poprosił Trójoki Zająć. — Oszroniona Łapo, to nie jest propozycja, a polecenie: marsz do medyczki albo wstrzymam twój trening do odwołania — zagroził, a niebieskie ślepia kotki rozszerzyły się w szczerym strachu.
— O wow... Pokazałeś pazurki, co? — skomentowała szylkretka. — Nie wierzę, że na ciebie coś takiego działa… Gdyby mi ktoś tak pogroził, to bym specjalnie jeszcze zrzuciła się z drzewa, żeby sobie dłużej odpocząć u starej Świergot.
— Widać po tobie — burknęła na odchodne Szron. Dwójka zostawiła rudą, która potem wróciła do obozu z pyskiem pełnym ptaków.
— O wow... Pokazałeś pazurki, co? — skomentowała szylkretka. — Nie wierzę, że na ciebie coś takiego działa… Gdyby mi ktoś tak pogroził, to bym specjalnie jeszcze zrzuciła się z drzewa, żeby sobie dłużej odpocząć u starej Świergot.
— Widać po tobie — burknęła na odchodne Szron. Dwójka zostawiła rudą, która potem wróciła do obozu z pyskiem pełnym ptaków.
* * *
— Czemu przyszłaś dopiero teraz, jeśli Trójoki Zając mówi, że drapiesz się już kilka wschodów słońca — zapytała zatroskana i przemęczona kotka, zaglądając terminatorce do ucha. — No jak nic infekcja... Ale co się dziwić... Tak ostatnio wieje, że nie trudno o złapanie czegoś takiego. Przewianie uszu czy przeziębienie to momencik nieuwagi, a może się skończyć czymś poważniejszym — trajkotała zwykle cicha i spokojna ruda. Widać było, że od kiedy zniknęła Ćmi Księżyc jest niezwykle zestresowana. Nie dość, że duża część wciąż nie była zbyt przekonana do dawnej samotniczki na tak ważnym stanowisku, tak teraz musiała na własnych barkach nosić zdrowie całego Klanu Klifu.
— Chciałam, ale — urwała, kiedy srebrna zaczęła grzebać jej głębiej. Poczuła, jak swędzi ją gardło i chce jej się kaszleć. — A-ale potem zoształasz sama i... Po co robić problem… — przyznała, unikając wzroku mentora, który świdrował ją zielonymi oczami.
— Chciałam, ale — urwała, kiedy srebrna zaczęła grzebać jej głębiej. Poczuła, jak swędzi ją gardło i chce jej się kaszleć. — A-ale potem zoształasz sama i... Po co robić problem… — przyznała, unikając wzroku mentora, który świdrował ją zielonymi oczami.
— Mm... Problem byłby dopiero potem… I to nie tylko dla Jagnięcego Ukłonu, ale i dla ciebie. Musisz cenić swój słuch. Uszy to twoje drugie oczy.
— Często nawet pierwsze… — mruknęła Jagienka, robiąc pewną aluzję do swojej zaginionej przyjaciółki. Na moment zapanowało milczenie, które ostatecznie zakończyła: — Pójde po aksamitkę… Trójoki Zającu, może odejść i odpocząć. Oszroniona Łapa zostanie tutaj, zanim jej nie opatrzę, ale potem wyślę ją do legowiska. Nie powinna nie móc iść jutro na trening, ale może wybierzcie coś, gdzie nie będzie wiać. — Wuj skinął łbem i opuścił lecznicę.
Uczennica nie wdała się już w rozmowę z medyczką. Nie miała ku temu żadnego powodu. Wiedziała, że duża część klanu jest niezwykle przejęta zniknięciem dawnej piastunki tej roli, a sama Jagnięcy Ukłon nie chce, aby ktokolwiek nazywał ją inaczej niż asystentką, nie dopuszczając do siebie możliwości okrutnego awansu; po co miała więc jeszcze stresować ją niepotrzebną paplaniną. Z jej uchem uwinęła się prędko. Ze składziku wróciła z kępką ładnych kwiatuszków, które szybko przeżuła, a następnie włożyła je głęboko, niemal boleśnie do różowiutkiego środka. Szron krzywiła się niemiłosiernie, ale nie pozwoliła sobie pisnąć mimo sporego dyskomfortu. Kiedy skończyła, kazała jej jeszcze chwilę poczekać tutaj. Dopiero wtedy skrzywiła się. Nie lubiła legowiska medyczek; było przesiąknięte zapachem ziół i pozostałości po przeróżnych chorobach. Chciała już wrócić i móc coś zjeść. Rozchmurzyła się momentalnie na widok znajomego pyszczka brata, który niósł w jej kierunku ładnego wróbelka.
— Miło z twojej strony, Zszarzała Łapo — odezwała się ruda, jeszcze zanim zdążył puścić ptaszka.
— Spotkałem po drodze wujka; powiedział, że udało mu się w końcu zmusić cię do wizyty z tym paskudnym uchem — powiedział, przysuwając piszczkę pod prażkowane łapy siostry.
— Miło z twojej strony, Zszarzała Łapo — odezwała się ruda, jeszcze zanim zdążył puścić ptaszka.
— Spotkałem po drodze wujka; powiedział, że udało mu się w końcu zmusić cię do wizyty z tym paskudnym uchem — powiedział, przysuwając piszczkę pod prażkowane łapy siostry.
— Użył niecnych zagrywek… — prychnęła, wyrywając piórka z okrągłego brzuszka.
— Najważniejsze, że wyzdrowiejesz — oznajmił i usiadł przy niej. Owinął ogon wokół grzbietu koteczki. — Udało ci się poćwiczyć z Truskawkowym Polem? To dzisiaj mieliście iść, prawda?
— To jej wina, że tu jesztem. Powiedziała, że mnie nie nauczy niczego, bo szie drapie — wypluła słowa razem z kawałkiem pierza.
— To jej wina, że tu jesztem. Powiedziała, że mnie nie nauczy niczego, bo szie drapie — wypluła słowa razem z kawałkiem pierza.
— Miło, że się zmartwiła. Na pewno jeszcze ci coś popokazuję. A wczoraj? Nie udało nam się porozmawiać, bo wróciłaś strasznie późno — zauważył brat.
— Szukaliszmy krabów. Nieźle nam poszło, znacznie lepiej nisz osztatnio, kiedy poszliszmy wszyscy całą czwórką — opowiedziała między gryzami. — Złapałam jednego, co był wielkości tego kamienia. — Wskazała na dość pokaźny otoczak. — Lepiej już mi idzie otwieranie; tak powiedział wuj.
— Szukaliszmy krabów. Nieźle nam poszło, znacznie lepiej nisz osztatnio, kiedy poszliszmy wszyscy całą czwórką — opowiedziała między gryzami. — Złapałam jednego, co był wielkości tego kamienia. — Wskazała na dość pokaźny otoczak. — Lepiej już mi idzie otwieranie; tak powiedział wuj.
— Byliście na plaży do późna? — zaniepokoił się nieco. Szron pokręciła głową.
— Potem poszlijmy na patrol poszukiwawczy… znowu. — Drugie słowo dodała ciszej, aby nie usłyszała go Jagnięcy Ukłon. — Myszleliszmy, że mamy jakisz trop, ale to znowu tylko te paszkudne mewy. Panoszą szie tutaj tak, że już niemal pachną jak koty.
— Potem poszlijmy na patrol poszukiwawczy… znowu. — Drugie słowo dodała ciszej, aby nie usłyszała go Jagnięcy Ukłon. — Myszleliszmy, że mamy jakisz trop, ale to znowu tylko te paszkudne mewy. Panoszą szie tutaj tak, że już niemal pachną jak koty.
— Prawda... W końcu będzie trzeba coś z tym zrobić...
— A ty? Co robiłesz dzisziaj i wczoraj?
<Bratek?>
[2190 słów + nawigacja w tunelach + wspinaczka na drzewa + otwieranie krabów]
[Przyznano 44% + 5% + 5% + 5%]
Wyleczeni: Oszroniona Łapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz