Zjawił się w żłobku z jedną konkretną myślą i celem. Chciał poznać i zrozumieć co kocięta Kminkowego Szumu mają w głowie. Już się dowiedział kilku informacji i zdołał ocenić jako tako ich ojca, który swoją drogą niezbyt się nimi interesował. Szczególną głupotą i impulsywnością wykazał się przy osądzie Świerszczowego Skoku... gdyby nie rzucił się pierwszy na atak, kto wie, czy Skowroni Odłamek nie byłby teraz żywy? I widocznie jego dzieci sporo po tej prostocie odziedziczyli, a nie chciał mieć kolejnych Skowronich wypadków w klanie. W końcu musiał dbać o to zgromadzenie, musiał dbać o koty w klanie, takie było jego zadanie, a pojedyncze, wadliwe jednostki mogły wszystko... bardzo dotkliwie zniszczyć. Zerknął więc do środka, zniżając głowę by nie uwadzić w dno pieńka. I wtedy zobaczył. Małą, znajomą, rudawą kulkę, która biła się natarczywie z mchem. Tak... to kolejna rzecz, która coś mu uświadomiła... jego błędne myślenie przeszłości. Rude koty... ah, rude koty, które powinny panować... na pewno do panowania się nie nadają. A już na pewno nie te.
- Myślę, że już ją dopadłeś - zza kociaka męczącego kulkę mchu wyrosła nagle ruda głowa, która z ciekawością obserwowała zmagania malca, który spojrzał na niego wielkimi i rozdziawił pyszczek.
- A kto ty? - wymamrotał.
- Oskrzydlony Ognik, pogłos klanu burzy - przedstawił się swoim tytułem, wcześniej się prostując
- Przepraszam, przestraszyłem cię? Nie miałem takiego zamiaru.
Kocurek zatrzepotał niby białymi igłami (rzęsami). Potrząsnął głową, prędko wracając do rzeczywistości.
- Nie, nie przestraszyłeś! Jestem najodważniejszym kociakiem w tym klanie! - miauknął. Wyszczerzył ząbki w szerokim uśmiechu i z dumą wypiął pierś. Malec po chwili przechylił główkę na bok, a uśmieszek został zastąpiony zaciekawieniem. Jego coraz to dłuższa grzywka zaczęła mu przykrywać lewe oko. - A kto to ten... rozgłos? Pogłos? - zapytał.
- Haha, nie wątpię - miauknął przyjaźnie w odpowiedzi. Tak, rzeczywiście, bardzo odważny. Tak bardzo, że dostał karne imię. Nie miał zamiaru jednak mówić tego na głos.
- Jestem kimś, kto słucha głosu klanu, by potem przekazać wszelkie informacje do zastępcy i lidera - wyjaśnił spokojnie. - Dzięki temu nie dochodzi do żadnych... nieprzyjemnych sytuacji. Przynajmniej z założenia.
Kociak uśmiechnął się chytro i usiadł ciężkim zadkiem przed kocurem. Przytakiwał, a informacje chłonął jak gąbka.
- A to po co ta rola, jak tylko z założenia masz chronić te leniwe zady, a nie pracowite koty? - zapytał prosto z mostu rudy malec.
- Nie mam pojęcia, dlaczego doszedłeś do takiej konkluzji - mruknął szczerze zdziwiony. - Twój tok myślenia jest naprawdę bardzo ciekawy, nie mogę zrozumieć, w jakim kierunku poszedłeś. Czy możesz rozwinąć? A z założenia, ponieważ rola ta ma dopiero kilka księżyców i nie było okazji by sprawdzić ją, że tak powiem, w ciężkich warunkach. Nigdy nie wiesz, co się stanie
Zapadła między nimi długa cisza. Paskudek gapił się na niego tępo.
- ... A co to ta kon...konklusssja? - zapytał niepewnie.
- Aha... - wymamrotał. Między nimi ponownie zapadła głucha cisza, przerywana jedynie szuraniem łapki Paskudka, który kręcił nią kółeczka w czarnej ziemi. Ognik tymczasem w spokoju, z zaciekawieniem i lekkim uśmiechem przyglądał się poczynaniom malca, niczym psycholog na sesji, czekający, aż pacjent się odezwie pierwszy. Niezbyt nachalnie, nie chcąc przestraszyć, jednak jak się zdawało, na to już było za późno. Przynajmniej tak zgadywał, patrząc, jak ciało młodszego kocurka się napina.
- Czy jest coś jeszcze, o co chciałbyś spytać? Jeśli nie, to może pozwolisz, że ja coś powiem? W końcu przyszedłem tu, żeby poznać nowe pokolenia, w końcu taka moja praca~ Masz jeszcze dwóch braci... prawda? Dobrze myślę? Nie chciałbym popełnić jakiegoś głupiego błędu... czy tylko jednego brata? - tak, na pewno miał jednego, tego, który również dostał karne imię. A wszystko przez Rudzik, która, zdawało się, że mimo wzrostu ciała nie dała rady powiększyć przy okazji swojego mózgu.
O, proszę! Pytanie zadziałało... Paskudek wreszcie obdarzył go niepewnym spojrzeniem leśnych oczu.
- Mam dwóch braci... Aminka i Bąbelka - wymamrotał o dziwo ze spokojem. - A ty masz jakąś rodzinę? - zapytał. - Mam chyba trzech kuzynów, może więcej! Ale jeden z nich zdechł... a drugi, taki gbur, chyba Księżycowa Łapa, mnie nie lubi! - mówił oburzony. - Ten kuzyn jest jakiś dziwny! I dziwnie gada, jakby... jakby zjadł za dużo kocimiętki! - dodał, mówiąc coraz więcej. - Teraz cały czas strzela jakieś znowu dziwne miny! Dziwak! - mówił i prychnął.
- Bardzo nieładnie mówić, że ktoś zdechł. To brak okazania szacunku zmarłej osobie. Czy Kołysankowa Łapa coś ci kiedyś zrobił? - spytał najpierw spokojnie, porządkując sobie wszystkie informacje w głowie - I tak, mam. Mamę oraz, jak się okazało, aż trzy siostry. Do tej pory myślałem, że mam tylko dwie - zaśmiał się - Przyznam, że brat dla odmiany byłby całkiem ciekawy. A dalej... wiesz, Królicza Gwiazda jest chyba kimś, kogo można nazwać rodziną, chociaż nie jesteśmy bezpośrednio spokrewnieni. Mam również dwóch kuzynów, z czego jeden niestety jest martwy - Nie miał okazji go poznać bliżej, podobnie jak Margaretki. Teraz trochę tego żałował - A czy jest jakiś powód, dla którego myślisz, że cię nie lubi? - ,,Haha... chyba wiem dlaczego, nie musisz odpowiadać na to pytanieee~" zatrajkotało mu w tyle głowy, niczym druga osobowość. Kociak wbił zaskoczone spojrzenie w kocura.
- Nie znałem go nawet! Nie chciałem go obrażać! - krzyknął piskliwym głosem, broniąc się. Na chwilę później wkradł mu się na pysk rozmarzony wyraz, jakby odpływał gdzieś myślami podczas wyjaśnień Ognika. Z myśli wyrwało go pytanie starszego. Pierze odchrząknął i zdawało się, że nie wiedział co powiedzieć.
- Yyy... chyba był zły za tego swojego brata, nie wiem - wzruszył ramionami. - Ale jak widziałem to przy każdym wygląda, jakby nienawidził całego świata, więc może i ja nie jestem wyjątkiem... - wymamrotał kocurek niepewnie.
- W każdym razie teraz wiesz i nie będziesz popełniać tego samego błędu jak mądry kot, prawda? A wydźwięk słów ma ogromne znaczenie, jeśli chcesz, żeby ktoś cię polubił, Pierzu. No i trzeba się uczyć na błędach, nie ważne czy swoich, czy kogoś innego - rzekł jakby ucieszony, że do kocurka dotarło, że robił coś źle. Na następne słowa natomiast zastanowił się przez chwilę, postukał łapą w podłoże.
-Wiesz, nie tylko Kołysankowa Łapa zginął, lecz również Rozkwitająca Szanta jakiś czas temu, matka Księżycowej Łapy. Pewnie jeszcze nie spotkałeś się ze stratą nikogo bliskiego i ci tego nie życzę, ale na jego miejscu również nie tryskałbym radością, a każdy kot przeżywa stratę nieco inaczej - co prawda po śmierci Płomiennego Ryku Ognik nie był jakoś szczególnie w żałobie, ale to bardziej skomplikowana sprawa i nie miał ochoty wyjaśniać jej młodemu. Zdawał się na to zbyt niedojrzały emocjonalnie i pewnie by wymyślił jakąś głupotę. Znowu.
- Ale ja jestem mądry! - oburzył się. - Po prostu... nie wiem jeszcze tyle, co inni! - dodał ciszej i uciekł wzrokiem na piach w żłobku. - Mam... mam go przeprosić? - szepnął niepewnie. - Księżyca?
Przez następne wypociny słowne Ognika kiwał gorliwie głową.
- Ahaaa... - wymamrotał po chwili. - A myślisz, że kiedy Królicza Gwiazda mi odpuści i Aminkowi? Nie podoba mi się bycie tym... eee... mięsem armatnim jak ta wredna Chomicza Łapa, ale wolałbym już walczyć z tym lisem niż się męczyć w tym śmierdzącym żłobku! - miauknął i się skrzywił.
- Oczywiście. Dlatego nie ma szans, żebyś nie wyciągnął z tego żadnych wniosków - spróbował uspokoić kocurka, w końcu wcale nie chciał go obrazić (przynajmniej nie publicznie), tylko dać znać, że skoro jest mądry to się nauczy na własnym błędzie.
- A co do przeprosin, to już zależy od ciebie. Jak myślisz, powinieneś? - spytał. Chciał go naprowadzić i ciekaw był, co młodszy odpowie i do czego dojdzie. - Niemniej jednak wątpię, żeby zadziałało to w przypadku Lidera i waszej kary - zauważył - A lisy, przykro mi mówić, na chwilę obecną mogłyby sobie z was zrobić jedynie szybką przekąskę. Musicie jeszcze trochę podrosnąć, jeśli chcecie się z nimi mierzyć. Nie jestem też pewny... hmmm, czy żałujesz i rozumiesz, że to, co zrobiliście na zgromadzeniu nie tylko przyniosło wstyd dla klanu, ale również naraziło was na niebezpieczeństwo? Podróże na takie odległości mogą być dla was tragiczne w skutkach i nie narażasz wtedy jedynie siebie, ale również swojego brata. Byłbyś w stanie ponieść ciężar odpowiedzialności, gdyby coś mu się stało, przez jeden, głupi pomysł?
- No... chyba powinienem... - wymamrotał i wzruszył barkami. Skrzywił się jednak po chwili, jak gdyby o czymś myślał.
- Tak... żałuję... - powiedział smutno i położył się na ziemi, przypominając biało-ognistą kulkę. Patrzył w ziemię. Spłaszczył uszy, które przylgnęły do ciała. - Rozumiem... - mówił, a wtedy spojrzał prosto w oczy starszemu. - Wiem. Przepraszam. Nie chciałem... nie chciałem narażać Aminka... przepraszam - wymamrotał. - Czy... - przełknął ślinę. - Czy będę musiał przeprosić jeszcze Króliczą Gwiazdę? Osobiście...? I... i jego zastępcę? - zapytał cichutko. Zatrzepotał gęstym wachlarzem ośnieżonych sosnowych igieł.
Kiwnął głową z aprobatą. Nie chciał mówić ,,skoro tak czujesz to pewnie jest to właściwy wybór" bo niektórzy czują, że muszą komuś wgryźć zęby w gardło tylko dlatego, że krzywo stoją. I nie byłby to właściwy wybór.
- Cóż, przeprosiny nie należą się mnie, tylko bardziej twojemu bratu - zauważył najpierw delikatnie - Natomiast przeprosiny dla lidera na pewno nie będą odebrane jako coś złego, a tylko pozytywnie. Kto wie, może nawet cofnie waszą karę, jeśli się postaracie. - puścił do młodszego sekretne oczko - Ale nic nie obiecuję.
Pierze uśmiechnął się słabo i przytaknął z lekkością kocurowi.
- Tak zrobię! - powiedział głośno.
Malec wstał z ziemi i spojrzał na wyjście ze żłobka.
- Ktoś przyszedł - oznajmił cicho, spoglądając na Ognika, który powędrował wzrokiem w stronę wejścia. - Chyba do ciebie, Pogłosie Klanu Burzy - wymamrotał i odsunął się, dając mu przestrzeń.
- Nie wydaje mi się - mruknął Ognik, patrząc, jak do środka wślizguje się niezbyt szczęśliwa uczennica z pyskiem wypchanym mchem. - Nie będę jej przeszkadzać, wyjdę już. Ale mam nadzieję, że jeszcze będę mógł tu zajrzeć, co?
- Tak! Tak, znaczy, możesz. - kocur uśmiechnął się przyjaźnie w odpowiedzi, nim obrócił się do wyjścia, mijając nowego gościa. Jak miło było kształtować nowe dusze! Pierze był, o ile nie kłamał, całkiem elastyczny i o wiele łatwiej było na niego wpłynąć od Rudzik, która... zdawała się być głucha na wszelkie jego słowa. Co za szkoda.
- Myślę, że już ją dopadłeś - zza kociaka męczącego kulkę mchu wyrosła nagle ruda głowa, która z ciekawością obserwowała zmagania malca, który spojrzał na niego wielkimi i rozdziawił pyszczek.
- A kto ty? - wymamrotał.
- Oskrzydlony Ognik, pogłos klanu burzy - przedstawił się swoim tytułem, wcześniej się prostując
- Przepraszam, przestraszyłem cię? Nie miałem takiego zamiaru.
Kocurek zatrzepotał niby białymi igłami (rzęsami). Potrząsnął głową, prędko wracając do rzeczywistości.
- Nie, nie przestraszyłeś! Jestem najodważniejszym kociakiem w tym klanie! - miauknął. Wyszczerzył ząbki w szerokim uśmiechu i z dumą wypiął pierś. Malec po chwili przechylił główkę na bok, a uśmieszek został zastąpiony zaciekawieniem. Jego coraz to dłuższa grzywka zaczęła mu przykrywać lewe oko. - A kto to ten... rozgłos? Pogłos? - zapytał.
- Haha, nie wątpię - miauknął przyjaźnie w odpowiedzi. Tak, rzeczywiście, bardzo odważny. Tak bardzo, że dostał karne imię. Nie miał zamiaru jednak mówić tego na głos.
- Jestem kimś, kto słucha głosu klanu, by potem przekazać wszelkie informacje do zastępcy i lidera - wyjaśnił spokojnie. - Dzięki temu nie dochodzi do żadnych... nieprzyjemnych sytuacji. Przynajmniej z założenia.
Kociak uśmiechnął się chytro i usiadł ciężkim zadkiem przed kocurem. Przytakiwał, a informacje chłonął jak gąbka.
- A to po co ta rola, jak tylko z założenia masz chronić te leniwe zady, a nie pracowite koty? - zapytał prosto z mostu rudy malec.
- Nie mam pojęcia, dlaczego doszedłeś do takiej konkluzji - mruknął szczerze zdziwiony. - Twój tok myślenia jest naprawdę bardzo ciekawy, nie mogę zrozumieć, w jakim kierunku poszedłeś. Czy możesz rozwinąć? A z założenia, ponieważ rola ta ma dopiero kilka księżyców i nie było okazji by sprawdzić ją, że tak powiem, w ciężkich warunkach. Nigdy nie wiesz, co się stanie
Zapadła między nimi długa cisza. Paskudek gapił się na niego tępo.
- ... A co to ta kon...konklusssja? - zapytał niepewnie.
- Aha... - wymamrotał. Między nimi ponownie zapadła głucha cisza, przerywana jedynie szuraniem łapki Paskudka, który kręcił nią kółeczka w czarnej ziemi. Ognik tymczasem w spokoju, z zaciekawieniem i lekkim uśmiechem przyglądał się poczynaniom malca, niczym psycholog na sesji, czekający, aż pacjent się odezwie pierwszy. Niezbyt nachalnie, nie chcąc przestraszyć, jednak jak się zdawało, na to już było za późno. Przynajmniej tak zgadywał, patrząc, jak ciało młodszego kocurka się napina.
- Czy jest coś jeszcze, o co chciałbyś spytać? Jeśli nie, to może pozwolisz, że ja coś powiem? W końcu przyszedłem tu, żeby poznać nowe pokolenia, w końcu taka moja praca~ Masz jeszcze dwóch braci... prawda? Dobrze myślę? Nie chciałbym popełnić jakiegoś głupiego błędu... czy tylko jednego brata? - tak, na pewno miał jednego, tego, który również dostał karne imię. A wszystko przez Rudzik, która, zdawało się, że mimo wzrostu ciała nie dała rady powiększyć przy okazji swojego mózgu.
O, proszę! Pytanie zadziałało... Paskudek wreszcie obdarzył go niepewnym spojrzeniem leśnych oczu.
- Mam dwóch braci... Aminka i Bąbelka - wymamrotał o dziwo ze spokojem. - A ty masz jakąś rodzinę? - zapytał. - Mam chyba trzech kuzynów, może więcej! Ale jeden z nich zdechł... a drugi, taki gbur, chyba Księżycowa Łapa, mnie nie lubi! - mówił oburzony. - Ten kuzyn jest jakiś dziwny! I dziwnie gada, jakby... jakby zjadł za dużo kocimiętki! - dodał, mówiąc coraz więcej. - Teraz cały czas strzela jakieś znowu dziwne miny! Dziwak! - mówił i prychnął.
- Bardzo nieładnie mówić, że ktoś zdechł. To brak okazania szacunku zmarłej osobie. Czy Kołysankowa Łapa coś ci kiedyś zrobił? - spytał najpierw spokojnie, porządkując sobie wszystkie informacje w głowie - I tak, mam. Mamę oraz, jak się okazało, aż trzy siostry. Do tej pory myślałem, że mam tylko dwie - zaśmiał się - Przyznam, że brat dla odmiany byłby całkiem ciekawy. A dalej... wiesz, Królicza Gwiazda jest chyba kimś, kogo można nazwać rodziną, chociaż nie jesteśmy bezpośrednio spokrewnieni. Mam również dwóch kuzynów, z czego jeden niestety jest martwy - Nie miał okazji go poznać bliżej, podobnie jak Margaretki. Teraz trochę tego żałował - A czy jest jakiś powód, dla którego myślisz, że cię nie lubi? - ,,Haha... chyba wiem dlaczego, nie musisz odpowiadać na to pytanieee~" zatrajkotało mu w tyle głowy, niczym druga osobowość. Kociak wbił zaskoczone spojrzenie w kocura.
- Nie znałem go nawet! Nie chciałem go obrażać! - krzyknął piskliwym głosem, broniąc się. Na chwilę później wkradł mu się na pysk rozmarzony wyraz, jakby odpływał gdzieś myślami podczas wyjaśnień Ognika. Z myśli wyrwało go pytanie starszego. Pierze odchrząknął i zdawało się, że nie wiedział co powiedzieć.
- Yyy... chyba był zły za tego swojego brata, nie wiem - wzruszył ramionami. - Ale jak widziałem to przy każdym wygląda, jakby nienawidził całego świata, więc może i ja nie jestem wyjątkiem... - wymamrotał kocurek niepewnie.
- W każdym razie teraz wiesz i nie będziesz popełniać tego samego błędu jak mądry kot, prawda? A wydźwięk słów ma ogromne znaczenie, jeśli chcesz, żeby ktoś cię polubił, Pierzu. No i trzeba się uczyć na błędach, nie ważne czy swoich, czy kogoś innego - rzekł jakby ucieszony, że do kocurka dotarło, że robił coś źle. Na następne słowa natomiast zastanowił się przez chwilę, postukał łapą w podłoże.
-Wiesz, nie tylko Kołysankowa Łapa zginął, lecz również Rozkwitająca Szanta jakiś czas temu, matka Księżycowej Łapy. Pewnie jeszcze nie spotkałeś się ze stratą nikogo bliskiego i ci tego nie życzę, ale na jego miejscu również nie tryskałbym radością, a każdy kot przeżywa stratę nieco inaczej - co prawda po śmierci Płomiennego Ryku Ognik nie był jakoś szczególnie w żałobie, ale to bardziej skomplikowana sprawa i nie miał ochoty wyjaśniać jej młodemu. Zdawał się na to zbyt niedojrzały emocjonalnie i pewnie by wymyślił jakąś głupotę. Znowu.
- Ale ja jestem mądry! - oburzył się. - Po prostu... nie wiem jeszcze tyle, co inni! - dodał ciszej i uciekł wzrokiem na piach w żłobku. - Mam... mam go przeprosić? - szepnął niepewnie. - Księżyca?
Przez następne wypociny słowne Ognika kiwał gorliwie głową.
- Ahaaa... - wymamrotał po chwili. - A myślisz, że kiedy Królicza Gwiazda mi odpuści i Aminkowi? Nie podoba mi się bycie tym... eee... mięsem armatnim jak ta wredna Chomicza Łapa, ale wolałbym już walczyć z tym lisem niż się męczyć w tym śmierdzącym żłobku! - miauknął i się skrzywił.
- Oczywiście. Dlatego nie ma szans, żebyś nie wyciągnął z tego żadnych wniosków - spróbował uspokoić kocurka, w końcu wcale nie chciał go obrazić (przynajmniej nie publicznie), tylko dać znać, że skoro jest mądry to się nauczy na własnym błędzie.
- A co do przeprosin, to już zależy od ciebie. Jak myślisz, powinieneś? - spytał. Chciał go naprowadzić i ciekaw był, co młodszy odpowie i do czego dojdzie. - Niemniej jednak wątpię, żeby zadziałało to w przypadku Lidera i waszej kary - zauważył - A lisy, przykro mi mówić, na chwilę obecną mogłyby sobie z was zrobić jedynie szybką przekąskę. Musicie jeszcze trochę podrosnąć, jeśli chcecie się z nimi mierzyć. Nie jestem też pewny... hmmm, czy żałujesz i rozumiesz, że to, co zrobiliście na zgromadzeniu nie tylko przyniosło wstyd dla klanu, ale również naraziło was na niebezpieczeństwo? Podróże na takie odległości mogą być dla was tragiczne w skutkach i nie narażasz wtedy jedynie siebie, ale również swojego brata. Byłbyś w stanie ponieść ciężar odpowiedzialności, gdyby coś mu się stało, przez jeden, głupi pomysł?
- No... chyba powinienem... - wymamrotał i wzruszył barkami. Skrzywił się jednak po chwili, jak gdyby o czymś myślał.
- Tak... żałuję... - powiedział smutno i położył się na ziemi, przypominając biało-ognistą kulkę. Patrzył w ziemię. Spłaszczył uszy, które przylgnęły do ciała. - Rozumiem... - mówił, a wtedy spojrzał prosto w oczy starszemu. - Wiem. Przepraszam. Nie chciałem... nie chciałem narażać Aminka... przepraszam - wymamrotał. - Czy... - przełknął ślinę. - Czy będę musiał przeprosić jeszcze Króliczą Gwiazdę? Osobiście...? I... i jego zastępcę? - zapytał cichutko. Zatrzepotał gęstym wachlarzem ośnieżonych sosnowych igieł.
Kiwnął głową z aprobatą. Nie chciał mówić ,,skoro tak czujesz to pewnie jest to właściwy wybór" bo niektórzy czują, że muszą komuś wgryźć zęby w gardło tylko dlatego, że krzywo stoją. I nie byłby to właściwy wybór.
- Cóż, przeprosiny nie należą się mnie, tylko bardziej twojemu bratu - zauważył najpierw delikatnie - Natomiast przeprosiny dla lidera na pewno nie będą odebrane jako coś złego, a tylko pozytywnie. Kto wie, może nawet cofnie waszą karę, jeśli się postaracie. - puścił do młodszego sekretne oczko - Ale nic nie obiecuję.
Pierze uśmiechnął się słabo i przytaknął z lekkością kocurowi.
- Tak zrobię! - powiedział głośno.
Malec wstał z ziemi i spojrzał na wyjście ze żłobka.
- Ktoś przyszedł - oznajmił cicho, spoglądając na Ognika, który powędrował wzrokiem w stronę wejścia. - Chyba do ciebie, Pogłosie Klanu Burzy - wymamrotał i odsunął się, dając mu przestrzeń.
- Nie wydaje mi się - mruknął Ognik, patrząc, jak do środka wślizguje się niezbyt szczęśliwa uczennica z pyskiem wypchanym mchem. - Nie będę jej przeszkadzać, wyjdę już. Ale mam nadzieję, że jeszcze będę mógł tu zajrzeć, co?
- Tak! Tak, znaczy, możesz. - kocur uśmiechnął się przyjaźnie w odpowiedzi, nim obrócił się do wyjścia, mijając nowego gościa. Jak miło było kształtować nowe dusze! Pierze był, o ile nie kłamał, całkiem elastyczny i o wiele łatwiej było na niego wpłynąć od Rudzik, która... zdawała się być głucha na wszelkie jego słowa. Co za szkoda.
<Paskudek?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz