Oboje spędzili resztę dnia razem, rozmawiając i brykając na polanie pod czułym okiem rodziny. Berberysowa Łapa widział ciepłe spojrzenia Motylkowej Łączki oraz Jagodowego Marzenia.
* * *
Mianowanie Makowej Łapy na wojowniczkę
Berberysowa Łapa siedział obok swoich braci i Jagodowego Marzenia, patrząc uważnie, jak właśnie jego siostra została mianowana na wojowniczkę. Bardzo cieszył się szczęściem Zwiewnego Maku, dostała bardzo ładne imię, które pasuje do charakteru oraz delikatnej budowy czarnej kotki.
“Jak to szybko minęło… Mam wrażenie, że ledwo co zostaliśmy mianowani na uczniów, a Zwiewny Mak jest już wojowniczką… Czy to oznacza, że jestem gorszy, bo nie jestem w stanie tak szybko się wyszkolić?”
Speszony spojrzał na ich ojca, który siedział w tłumie Burzaków. Widział doskonale, jego surowe rysy pyska, jednak w oczach odbijało się ciepło oraz… Duma? Duma, której jeszcze nie widział u Świerszczowego Skoku. Przynajmniej tamten jeszcze nie obdarzył go takim spojrzeniem.
Czując zazdrość, wbił swoje pazury głęboko w ziemię, a swoje spojrzenie przekierował na swoje łapy. Nie złożył życzeń siostrze, nie umiał spojrzeć na nią, jak przedtem. Teraz nie była to tylko jego siostra, była to też rywalka. Rywalka o uznanie rodziny.
* * *
Aktualne
Po długim czasie deszczów i pluchy Pory Zielonych Liści, w końcu przyszedł czas, kiedy na niebie zamiast ciemnych chmur, przewijają się leniwie białe obłoki, które rzadko kiedy śmiały zasłonić słońce. Ciepłe dni oraz kwitnąca soczysta zieleń sprawiały, że większość Burzaków wychodziła z chęcią poza obóz na polowania oraz patrole graniczne. Jednym z tych kotów był właśnie Berberysowa Łapa, który właśnie przemierzał zielone połacie w poszukiwaniu kwiatów. Było ich pełno i każdy był przepiękny, jednak nie każdy pasowałby do jego posłania.
Zatrzymał się nagle, widząc w oddali czarną figurę kota siedzącego wśród łączki kwiatów. Zastrzygł uchem i dłużej się patrzył na nieznajomego. Może był to samotnik? Powinien go przegonić.
“Ehh… Akurat w takim pięknym momencie. Nie mógł się pokazać jakiemuś patrolowi granicznemu, tylko ja mam brudzić krwią kwiaty?” — westchnął.
Bezszelestnie zaczął skradać się do kota, jednak bliżej mu się przyglądając, zaprzestał tej czynności. To była jego siostra! Czując, jak zaczynają go parzyć końcówki uszu ze wstydu nad własną pomyłką.
Wyłonił się spomiędzy kwiatów i podszedł bliżej swojej siostry.
— Hej! Zwiewny Maku, co dzisiaj porabiasz? Dawno ze sobą nie rozmawialiśmy… — Przysiadł obok siostry i spojrzał się w dal, skąd widział, jak na łapie, dalekie terytoria Klanu Klifu oraz ów klif wraz z morzem, gdzie zamieszkiwał ów klan.
Zwiewny Mak zaskoczona się odwróciła. Kotka postawiła uszy i znów wyłożyła się na słońcu.
— Lubię zrobić sobie czasem przerwę od obowiązków wojowniczki — miauknęła do niego.
Widząc, że jego siostra odpływa gdzieś myślami, westchnął przeciągle i rozłożył się obok niej. Wspólnie wygrzewali się na wiosenny słońcu, do momentu aż niebo zaczęło zmieniać na pomarańczowe kolory.
Nagle Zwiewny Mak poruszyła się gwałtownie, jakby coś wpadło do główki.
— Słuchaj...czy jesteś zazdrosny o to, że dostałam imię wojowniczki przed tobą? — zadała mu nagle pytanie, którego się nie spodziewał.
Zastrzygł uchem speszony. Siostra tak szybko go rozgryzła? Jak to było w ogóle możliwe? Nie zamierzał pokazać, po sobie, że jest zazdrosny! Zazdrość to przecież zła cecha, każdy to wie, a on nie zamierzał pokazywać swoich wad.
— Skądże! — zaprzeczył — Może ci się tylko tak wydawać, jednak tak nie jest. Poza tym teraz to wychodzisz z jakimiś insynuacjami. Rozmawiałem z Motylkową Łączką i mówiła mi, że dłuższe szkolenie to nic złego.
Kotka odetchnęła z ulgą.
— Oczywiście — zamruczała, przyciskając swój policzek do policzka brata.
Lekko się wzdrygnął, na tak nagłą oznakę czułości od Zwiewnego Maku, szczególnie po tym, że ją przed chwilą okłamał. Nie wiedząc, co ma powiedzieć, siedzieli tak przez kilka uderzeń serca, aż kotka nie spojrzała na niebo.
Słońce coraz bardziej się zniżało, a odcienie fioletu i granatu, zaczęły pojawiać się na niebie. To była kwestia czasu, aż pojawią się pierwsze białe punkciki na niebie.
Siostra zerwała się na cztery łapy i przeciągnęła leniwie.
— Miłego dnia, Berberysowa Łapo! — miauknęła nagle na pożegnanie.
Berberysowa Łapa siedział wryty, nagłym pożegnaniem wojowniczki. Nie zdążył nawet jej odpowiedzieć bądź zapytać, czemu ta nagle odchodzi, gdyż siostra popędziła truchtem w stronę obozu.
Czy spieszyła się na wieczorny patrol? A może nie chciała z nim siedzieć, mogła wyczuć jego kłamstwo. Nie dowie się tego już tego, gdyż kotka znikała za następnym pagórkiem, a on nie mógł odprowadzić jej dalej wzrokiem.
“Raczej mi też przydałoby się wracać… Wątpię, by Śnieżycowa Chmura puściłaby mi taką samotną wycieczkę płazem…” — westchnął przeciągle i ruszył śladami swojej siostry prosto do obozu.
< Siostro? >
[ 776 słów ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz