*zima*
Liście zaszumiały pod wpływem delikatnego wiatru, zamieniając część leżącego na gałęziach śniegu w mieniący się wszystkimi kolorami deszczyk. Wróbelek zafascynowany śledził grę świateł w drobniutkich płatkach, dopóki puch nie dotknął ziemi, stając się częścią znajdującej się pod drzewem zaspy. Razem z Modrzewikiem siedzieli prawie przytuleni do jego pnia, tam, gdzie pokrywy śnieżnej prawie nie było, ze wszystkich stron otoczeni a to puchem, a to nisko rosnącymi gałęziami.
- Trochę się martwię o mamę - wzrok Wróbelka utkwiony był gdzieś w liściach, a myśli krążyły daleko, swobodnie.
Modrzewik przytulił się do niego, starając się dodać przyjacielowi otuchy.
- Poradzi sobie, zobaczysz. Nie jest przecież sama.
- No tak, ale… - Bury westchnął i zamilkł na chwilę. Końcówka jego ogona drgała, a ślepia stały się na moment szkliste, spojrzenie niewyraźne. - Czasami… Czasami nie wiem, jak się przy niej zachowywać. Co mówić. Chciałbym ją pocieszyć, ale żarty, rozmowy o niczym… To wszystko jest takie… - poszukał odpowiedniego słowa - Głupie. Płytkie. Ja… stojąc przed nią z uśmiechem na pyszczku czuję się czasami jak palant.
Przyjaciel szturchnął go lekko ogonem. Ich spojrzenia skrzyżowały się.
- Wydaje mi się, że ona tego potrzebuje. Normalności. Codzienności. Ale się nie znam - dodał szybko kocurek, uśmiechając się lekko. - Moja mama jest zupełnie inna, zresztą wiesz. Jak burza z piorunami. Pokrzyczy, pokrzyczy, ale w końcu zawsze wyjdzie słońce - zaśmiał się cicho.
Wróbelek uśmiechnął się, słysząc to porównanie. Może i sam nie przepadał za Łasiczym Skowytem, ale wiedział, że Modrzewik naprawdę ją kocha i zrobiłby dla niej wszystko. To też ich łączyło.
- Burza… Moja mama to raczej taka duża, nisko lecąca chmura. Niby ładna, niby przyjazna, ale nigdy nie wiesz, co z niej spadnie - Kocurek wyobraził sobie Cętkowany Liść jako wielki obłok z bardzo groźną miną i wybuchnął śmiechem. Wstał i na szeroko rozstawionych łapach zaczął chodzić w kółko, udając że jest wielką, groźną chmurą. - Uuu, zobaczysz, zaraz dostaniesz gradem po głowie! Bój się!
Końcem ogona trącił gałąź nad sobą, obsypując ich obu zimnym puchem.
- W takim razie ja jestem Sówką i… zaraz się na ciebie obrażę? Ej, jaka pogoda się obraża na koty? - Modrzewik stanął w pół kroku, starając się powstrzymać śmiech.
- Uuu, to nic ci nie da, teraz dla odmiany spadnie deszcz! Deszcz żab!
- Żab? - Modrzewik wybuchnął śmiechem. - Dlaczego akurat żab?
- A nie wiem, tak mi się jakoś powiedziało. - Wąsiki kocurka drgnęły w rozbawieniu. - Broń się!
Chwilę później tarzali się już po ziemi, wykrzykując imiona swojego rodzeństwa i strasząc się nawzajem różnymi zjawiskami atmosferycznymi. Gdy już przestali móc oddychać od ciągłego śmiechu, po prostu padli obok siebie na śnieg.
Tak właśnie zachowują się poważni uczniowie z Klanu Wilka, gdy mają trochę wolnego.
Wróbelek bardzo wiele ostatnio o tym myślał. Chodził przez to z głową w chmurach jeszcze bardziej niż zwykle i czujnie obserwująca go z kąta Borsuk zaczęła mieć w zwyczaju podśmiewanie się z niego: “coś ty taki rozkojarzony, zakochałeś się?”.
No właśnie. Analizował swoje uczucia na setki możliwych sposobów, roztrząsał je, układając w głowie całe rozmowy, próbując zrozumieć naturę kłębiących się w nim emocji. Potrzebował dać im upust, w końcu porozmawiać, ale nie potrafił. Dlatego, gdy po raz kolejny siedzieli z Modrzewikiem skryci pod gałęziami, siedział wpatrzony w śnieg, szukając odpowiednich słów. Chciał ale nie chciał, wiedział jak, ale nie potrafił.
- Modrzewiku? - miauknął w końcu, niespokojnie ruszając końcówką ogona.
- Hmm? - Kątem oka dostrzegł, że przyjaciel mu się przygląda.
- Kochasz kogoś?
- No jasne - Bury uśmiechnął się ciepło. - Mamę i rodzeństwo, i ciebie, i Skowronek, i powiedzmy, że Borsuk też, Wawrzynka…
Wróbelek pokręcił głową i wszedł przyjacielowi w słowo:
- Ale tak… tak wiesz…
Brązowe ślepia spojrzały na niego ciepło.
- Czyżbyś chciał mi o czymś powiedzieć?
Bury położył po sobie uszy i wbił wzrok w zaspę.
- Ale obiecaj, że nie będziesz się ze mnie śmiał.
- Nie będę. No, może troszeczkę. Żartowałem - dodał szybko rozbawiony, widząc spojrzenie przyjaciela.
- Ja wiem, że z tego nic nie będzie, nawet nie próbuję tego zmienić, ja… Po prostu lubię spędzać czas, i być gdzieś blisko, lubię jak się uśmiecha… Nie chcę nic więcej, tylko przyjaźni, zresztą jestem za młody na związek, a na dodatek…
- Żabi Skok? - przerwał mu przyjaciel.
Wróbelek spojrzał na niego zszokowany, z lekko rozchylonym z zaskoczenia pyszczkiem.
- S-skąd…?
- Czyli zgadłem - miauknął uśmiechnięty bury. - Po prostu trochę cię znam.
- Myślisz, że ona też mogła… zauważyć?
Kocurek wzruszył ramionami.
- A czy to ważne? Nawet jeśli, to nie ucieka jeszcze na twój widok, a to już o czymś świadczy, co?
Wróbelek się zaśmiał, w duchu biorąc głęboki wdech.
- No dzięki, bardzo to miłe było.
- Zawsze do usług - odpowiedział mu uśmiech przyjaciela. Na moment zapadła cisza, przerywana tylko szmerem wiatru.
- A ty? Podoba ci się ktoś? - zagadnął Wróbelek, przyglądając się przyjacielowi.
- Umm, może - odparł bury, trochę zmieszany. - Ale nie powiem! - zastrzegł się od razu.
- No weź, ja ci powiedziałem! - jęknął starszy. - A jak zgadnę, to mi powiesz? - próbował dalej.
- Może…
- Skowronek?
- Nieee. To tak, jakbym zakochał się w Sarence, dzięki.
- To może Borsuk?
- No jasne! Borsuk, zostań matką moich dzieci!
- O nie, jakby odziedziczyły charakter po niej, a wygląd po tobie…
- Huh? Masz coś do mojego wyglądu?
- Nie, no jasne że nie, ale ostatnio mam wrażenie, że rzadziej się myjesz.
- Ja ci dam! Masz, wąchaj!
- Ej, zejdź ze mnie. No weź, złaź!
- To przeproś!
- Ale nie mam za co! Ja wiem, że prawda w oczy kole… ała!
Wiatr zaszumiał w liściach, strącajac z nich kolejną chmurę tęczowego pyłu.
o.o
OdpowiedzUsuńTo był znak. Tęczowy pył?
Czyżby Modrzewik czuje coś do Wróbelka....
biedny