*zima*
Otrzepał futro, od razu narażając się tym na zdzielenie po głowie potężną łapą Borsuk.
- Ciebie też miło widzieć - parsknął, uchylając się przed atakiem. Kocica odburknęła pod nosem coś, co brzmiało jak “palant”, ale zupełnie nie zwrócił na to uwagi.
- Cześć, Wróbelku - Skowronek ominęła siostrę i otarła się o jego futro na powitanie. Zamruczał i liznął ją za uchem.
- Już po treningu?
Skinęła głową, uśmiechając się do niego ciepło. Uwielbiał te radosne promyczki, które pojawiały się w jej ślepiach, kiedy to robiła. Mimowolnie sam też się uśmiechnął.
- Ja, jak widzisz - strzepnął resztkę śniegu z ogona - już też. To co, do zachodu słońca mamy wolne? - Uśmiechnął się łobuzersko.
Koteczka pokręciła głową, a jej oczy przygasły nieco.
- Grzmiący Potok mówił coś o wieczornym patrolu…
Trącił ją nosem w bark.
- No to nic, do patrolu i tak jeszcze sporo czasu.
Uśmiech wrócił na jej pyszczek. Pokiwała energicznie głową. Kocurek miał ją spytać, jak miewa się motylek, którego znalazła niedawno na śniegu i przygarnęła, ale nagle z jednego z kątów legowiska dobiegł ich cichy chichot.
- Wawrzynek i Sarenka! - miauknął bury, podchodząc bliżej nich. - Wy też już po?
Koty rzuciły sobie ostatnie, porozumiewawcze spojrzenia i ich ślepia spoczęły na Wróbelku.
- Yhm - Bury zauważył, że przy przyjaciółce jego przybrany brat stawał się dużo odważniejszy. I dużo spokojniejszy. Jego ogon drgnął na wspomnienie tamtego wydarzenia, a uśmiech momentalnie trochę przygasł. Jak bardzo by się nie starał, dalej nie potrafił zapomnieć, że Wawrzynek go zaatakował. Tłumaczył sobie, że nie wiedział, co robił, ale niewidoczne już ślady po pazurach, które srebrny zostawił na jego skórze, zbudowały między nimi niewidoczny mur. Bury w duchu dziękował tacie, że cała ta historia z dołem już się skończyła, a obecność Sarenki wpływała na Wawrzynka tak kojąco.
- No to dobrze - miauknął, próbując podtrzymać rozmowę. - Słyszałem, że świetnie sobie radzicie.
Oboje jak na komendę spuścili wzrok, speszeni.
- Um, dź-dzięki. - Srebrny położył po sobie uszka, nie wiedząc, jak zareagować na komplement. - J-jest już d-dużo lepiej, z t-tym. - Uniósł nieznacznie kikut tylnej łapy.
Wbrew sobie Wróbelek poczuł, że coś go ściska w dołku.
- Wiedziałem, że sobie poradzisz - miauknął i odwrócił wzrok, pod pretekstem zagadania do Skowronek.
- Szczurek też sobie poradzi. - Czarna uśmiechnęła się pocieszająco do Wawrzynka.
- Yhm, wiem - odmiauknął trochę zbyt szybko.
Wróbelek popierał decyzję wujka Igły o przeniesieniu czarnego tymczasowo do starszyzny. Po tym wszystkim, co miało miejsce… Kocurek jeszcze bardziej zamknął się w sobie, w ten sposób uciekając przed wszystkimi problemami. Słyszał, jak niektórzy szeptali, że najlepiej byłoby się go pozbyć, ale sam wierzył, że Szczurkowi się polepszy. Po prostu potrzebował trochę czasu.
Zapadła niezręczna cisza.
Wróbelek szukał jakiś słów, które miałyby rozładować atmosferę, kiedy… Ktoś skoczył mu na plecy i ani się obejrzał, leżał pyszczkiem na mchu.
- Następnym razem uprzedź - miauknął, próbując zrzucić z siebie najlepszego przyjaciela.
Odpowiedział mu niewinny uśmiech.
- Wtedy nie byłoby zabawy.
- Zabawy, zabawy - Wróbelek położył po sobie uszka, udając, że się dąsa. - Uważaj, żebyś dla zabawy nie znalazł jakiś mrówek w nocy pod mchem.
Przyjaciel otarł się o niego, a on musiał przyznać, że ani troszkę nie jest na niego zły.
- Jak kociaki - parsknęła Sówka, która do tej pory obserwowała ich bez słowa. Stojący za nią Krecik bezceremonialnie rozłożył się na posłaniu. Reszta uznała, że to w sumie całkiem dobry pomysł i po chwili leżeli w piątkę rozwaleni na środku legowiska. Coś mówiło buremu, że gdyby teraz wrócili Kolec, Piórko i Kaczuszka to nie byłoby już dla nich miejsca. Jego myśli poszybowały w stronę Fasolki. Tak, czasami naprawdę żałował, że kotka nie mieszka z nimi, że szkoli się na medyczkę zamiast wojownika. Od małego był przekonany, że zostaną mianowani całą grupą, a później będą przeżywać wielkie przygody. Teraz trochę się z tego śmiał, ale ta radość podszyta była odrobiną goryczy.
- Owocowa Pogoń powiedziała, że niedługo zostanę wojowniczką - pochwaliła się zupełnie nie pytana Sówka.
- Na jej miejscu też bym się ciebie szybko pozbyła - miauknęła pod nosem leżąca trochę dalej Borsuk.
- Mówiłaś coś? - Calico przyjrzała się jej spod przymrużonych powiek.
- Założę się, że pierwszego wujek Igła mianuje mnie! - miauknął Wróbelek. - Jestem z was najbardziej utalentowany, najbardziej uroczy i… ej! - zaprotestował, kiedy czyjś ogon szturchnął go w bok. - No a nie? - Posłał reszcie najpiękniejszy uśmiech. - Przyznajcie, nie ma drugiego takiego jak ja!
- I całe szczęście - burknęła Borsuk.
- Głupek - prychnęła Sówka, demonstracyjnie przewracając się na drugi bok. Uśmiechnął się do Modrzewika, który tylko westchnął. Ale też się uśmiechnął.
- Tak - miauknął Krecik.
- Naprawdę ich wszystkich uwielbiam. - Uśmiechnął się do dużej Gwiazdy, świecącej jasnym, miękkim blaskiem. - Dobranoc, tato.
Z lekkim sercem wszedł z powrotem do legowiska. Reszta uczniów już spała, oddychając spokojnie. Jak najdelikatniej potrafił, przeszedł nad Sówką, próbując dostać się do swojego miejsca. Minął Wawrzynka, przytulonego z jednej strony do brata, z drugiej do Sarenki i syknął, jedną łapą następując na kamień. Cofnął się o krok.
- Ej! - Ogon Skowronek wysunął się spod jego łapy.
- Przepraszam - miauknął. - Nie chciałem, po prostu…
- Cicho tam! - warknął głos z drugiego końca legowiska.
- Już jestem cicho, sorki!
Tuż obok niego Borsuk westchnęła ciężko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz