*dawno temu, jak Piórko i Kaczuszka zostały uczniami. Zima?*
Uwielbiał treningi z wujkiem Leszczynkiem. Może nie wyglądał, ale kocurek miał olbrzymie pokłady cierpliwości i potrafił tłumaczyć. Nigdy nie krzyczał, a za to chwalił, sprawiając, że Wróbelek starał się jeszcze bardziej, szczęśliwy, że jego wysiłek zawsze zostaje doceniony. Oj tak, burasek był naprawdę łasy na pochwały, co jego mentor dosyć szybko dostrzegł i zamiast ganić, starał się docenić każdy, nawet najmniejszy sukces swojego ucznia. Dzięki temu Wróblowa Łapa wracał z treningu lekkim krokiem i z uśmiechem na okrągłym pyszczku. Przywitał się z idącym w drugą stronę, pewnie na trening, Kolczastą Łapą, minął stos ze zwierzyną, przy którym stał wiecznie zamyślony Grzmiący Potok i już prawie wszedł do legowiska uczniów, gdy zauważył przy nim jakiś ruch. I faktycznie, ze środka, niczym taran, wyszła jego siostra, Borsucza Łapa.
- Dzień dobry! - miauknął, widząc jej niezadowoloną minę. Zmierzyła go spojrzeniem przymrużonych brązowych ślepiów i prychnęła.
- Byłby lepszy, gdyby mój kochany mentor - ostatnie dwa słowa ociekały ironiczną słodyczą - utopił się we własnych szczynach.
Bury się zaśmiał.
- Wątpię, żeby był zainteresowany. - Czasami zastanawiał się, jak to możliwe, że jeszcze się nie pozabijali. Obóz wydawał się być zdecydowanie zbyt małym miejscem dla tej dwójki. Momentami naprawdę współczuł płowemu, był zbyt sympatyczny, żeby zasłużyć sobie na taką uczennicę. W sumie to wszyscy byli. - Założę się, że on życzy ci teraz dokładnie tego samego. - Jego wąsy drgnęły w rozbawieniu.
- Bardzo możliwe - Borsuk uśmiechnęła się złośliwie. Wróbelek naprawdę wolał nie wiedzieć, co zrobiła biednemu mentorowi tym razem. Naprawdę.
- Nic nie słyszałem - miauknął gorliwie, robiąc krok w tył. Bura zaśmiała się krótko.
- Na pewno. Swoją drogą - końcówka jej ogona drgnęła - mamy nowych lokatorów.
Oczy kocurka zalśniły. Minął siostrę i wpadł do legowiska, żeby przywitać świeżo upieczonych uczniów. Na mchu siedzieli Kaczuszka i Piórko, których mianowania był wschód słońca temu świadkiem. W głębi serca trochę żałował, że nie ma z nimi Fasolki, którą kochał jak siostrę, ale skoro miała być szczęśliwa jako medyczka, to nie mógł jej od tego odwodzić, prawda? Zresztą, zawsze mógł ją odwiedzać!
- Dzień dobry! - miauknął radośnie na powitanie.
<Kaczuszko? Piórko? Piszcie śmiało :3>
Klep piórkiem!
OdpowiedzUsuń