— Oto kara od Klanu Gwiazdy za znieważenie i zlekceważenie świętego kodeksu wojownika i medyka. Wszyscy zostaniecie ukarani.
Nie miała czasu rozmyślać nad tak czy inaczej prostym znaczeniem słów kota, który teraz władał jej ciałem. Przed jej pyskiem nagle pojawiło się oślepiające światło, a gdy to powoli rozchodziło się we wszystkie strony, w oddali mogła zobaczyć czyjąś sylwetkę. Próbowała otworzyć pysk i coś powiedzieć, jednak z nie udało jej się wydusić ani słowa. Delikatna figura kota zbliżała się coraz bardziej do Fasolki, a co za tym idzie - była coraz bardziej dla niej widoczna i dostępna. Morskim oczom pointki powoli ukazywało się długie, delikatnie falujące niebieskie dymne futro z powplatanymi w nie małymi, lśniącymi jasnym światłem białymi punkcikami. Zielone oczy kotki stojącej przed nią uważnie się jej przyglądały, jednak nie można było z nich wyczytać żadnych emocji. Od nieznajomej biła potęga Gwiezdnego Klanu, rozmywająca jakiekolwiek wątpliwości dotyczące tego, skąd przybyła.
— Uważaj. Droga, którą podążasz nie zaprowadzi cię na Srebrną Skórę. — powiedziała spokojnym tonem, skrywającym za sobą nutę groźby. Kocica z Klanu Gwiazdy minęła Fasolkę, nie mówiąc żadnego słowa więcej. Gdy córka Iglastej Gwiazdy otrząsnęła się z szoku, momentalnie odwróciła głowę za kotką, jednak tej już nie było. Jej blask znikł, zabierając ze sobą jej obecność. Kocica odeszła, zostawiając Fasolkową Łapę z jej emocjami i ciałem, do którego powinna zaraz wrócić. Jeszcze nie była gotowa! Fasolka w końcu wyrwała się z objęć mroku, który przytrzymywał ją w miejscu i skoczyła w stronę, gdzie zniknęła dusza nieznajomej. Musiało coś po niej zostać, jakiś znak jak się z nimi skontaktować znowu! Zatrzymała się jednak w połowie drogi. Czy naprawdę widząc potęgę Klanu Gwiazdy miała w ogóle szansę żeby cokolwiek zmienić? W dodatku samotnie? Nikt nie rozumiał jej wierzeń, nikt nie chciał wysłuchać punktu widzenia medyczki, która neguje święte zasady. Będzie jej jeszcze trudniej po tym wszystkim... Bała się tego, co przyniosą kolejne wschody słońca. Bała się myśleć o tym co przekazali jej przodkowie. Oczy zestresowanej kotki rozszerzyły się, a suchy jak piach pysk otworzył się, by organizm mógł pobierać więcej powietrza, które z każdym uderzeniem serca kotki szybciej uciekało z jej płuc. Dusiła się? W powietrzu jednak nie wyczuwała żadnych zapachów, co napawało ją niepokojem. Nie zwróciła na to wcześniej uwagi, jednak teraz gdy jej coraz bardziej puste płuca domagały się powietrza, zastanowiła się, czy tu w ogóle cokolwiek oprócz ciemności i światła jakie zostawiła kotka jest coś. Nie wiedziała co się dzieje, a w dodatku ból który pojawił się znikąd zaczął powoli rozbijać jej czaszkę od tyłu. Czuła, jakby jej głowa miała zaraz wybuchnąć, co przypomniało jej o uczuciu podczas wizyty przy księżycowym kamieniu. Nagle jej uszy zaczęły wyłapywać dziwne dźwięki, które nie należały do przestrzeni, w której się znajdowała.
— Jak to...ukarać... Klan... wiazd! Ja... wam... wierny! — odłamki wypowiedzi brzmiące znanym głosem dotarły do jej mózgu. Potrójny Krok? Gdzie się znajdowali? Nadal na zgromadzeniu? Pytania spływały w jej myśli niczym rzeka, co jeszcze bardziej ogłupiło pointkę. Kotka całkowicie zatraciła uczucie płynącego czasu. Miała wrażenie, że odkąd się tu znalazła minęły wieki, a i tak teraz mogła usłyszeć przerażony głos kocura. Co się działo na zewnątrz...? Czy ona... czy Gwiezdni zabrali jej życie? Zaraz potem poczuła na grzbiecie ciężar, a światło zniknęło sprzed jej nosa. Miała zamknięte oczy?
— Jak to...ukarać... Klan... wiazd! Ja... wam... wierny! — odłamki wypowiedzi brzmiące znanym głosem dotarły do jej mózgu. Potrójny Krok? Gdzie się znajdowali? Nadal na zgromadzeniu? Pytania spływały w jej myśli niczym rzeka, co jeszcze bardziej ogłupiło pointkę. Kotka całkowicie zatraciła uczucie płynącego czasu. Miała wrażenie, że odkąd się tu znalazła minęły wieki, a i tak teraz mogła usłyszeć przerażony głos kocura. Co się działo na zewnątrz...? Czy ona... czy Gwiezdni zabrali jej życie? Zaraz potem poczuła na grzbiecie ciężar, a światło zniknęło sprzed jej nosa. Miała zamknięte oczy?
Po chwili nie czuła już zupełnie nic.
***
Powolnie niczym wschodzące każdego poranku słońce budziła się i odzyskiwała swoje zmysły. Czuła, jakby całe jej ciało unosiło się w bezkresnej ciemności. W końcu poczuła coś innego niż to uczucie od, jak jej się wydawało - bardzo dawna. Czyjeś ciepło na jej głowie... co się działo? Ktoś był przy niej? Kotka powoli odzyskiwała przytomność, doświadczając coraz więcej bodźców z otaczającego ją świata. Szybko dobiegł do niej też lekki, ale wciąż uciążliwy, pulsujący ból głowy gdzieś w okolicach czoła. Przynajmniej wiedziała, że wciąż żyje... Fasolka musiała się przyznać, że trochę odwlekała porządne przebudzenie się ze snu, nie tylko z powodu bólu. Nie chciała tak szybko wrócić do ciała, w którym do tej pory przebywała. Ciała, które posłużyło za marionetkę Klanu Gwiazdy. Jego przejęcie było najbardziej odrażającym, obrzydliwym i przerażającym uczuciem, jakie kiedykolwiek w swoim życiu doznała. Okropne. Zaraz... to nie do siebie czuła urazę, a do Klanu Gwiazdy, który się nią posłużył. Po chwili z jej piesi wydarło się mimowolneciche jęknięcie, a powieki powoli zaczynały się unosić.
— No wstawaj... Ile mam jeszcze na ciebie czekać? To, że jesteś pobłogosławiona przez przodków nie znaczy, że możesz spać ile ci się podoba! Praca czeka. — słyszała też już całkiem wyraźnie głos Trójki, który wydawał się podirytowany całą sytuacją. Fasolkowa Łapa zakryła łapą pysk gdy światło poraziło jej oczy. Westchnęła cicho, a gdy delikatnie się poruszyła poczuła ból na grzbiecie. Fasolka przetwarzając, co kocur do niej powiedział mruknęła cicho pod nosem, powoli rozglądając się po legowisku. Trójka... wystroił je kwiatami? Zamiast czaszek zwierząt na ziemi leżały kolorowe płatki, przynajmniej po jej stronie leża, co było miłą odmianą. Tylko dlaczego? Pod jej nosem też wyczuła w końcu czarnego ptaka, którego ktoś widocznie tu dla niej zostawił. Kolczasta Skóra tu był? Nie, zdobycz nie miała na sobie jego zapachu. Kos pachniał nie tylko krwią i swoim charakterystycznym zapachem, ale również Potrójnym Krokiem? Że jej mentor jej go przyniósł? Fasolka widząc to wszystko kompletnie zgłupiała. Czyżby Potrójny Dziad się o nią martwił? Uśmiechnęła się delikatnie na to myśl, chociaż i tak prawdopodobnie nie była do końca prawdziwa.Powolnie niczym wschodzące każdego poranku słońce budziła się i odzyskiwała swoje zmysły. Czuła, jakby całe jej ciało unosiło się w bezkresnej ciemności. W końcu poczuła coś innego niż to uczucie od, jak jej się wydawało - bardzo dawna. Czyjeś ciepło na jej głowie... co się działo? Ktoś był przy niej? Kotka powoli odzyskiwała przytomność, doświadczając coraz więcej bodźców z otaczającego ją świata. Szybko dobiegł do niej też lekki, ale wciąż uciążliwy, pulsujący ból głowy gdzieś w okolicach czoła. Przynajmniej wiedziała, że wciąż żyje... Fasolka musiała się przyznać, że trochę odwlekała porządne przebudzenie się ze snu, nie tylko z powodu bólu. Nie chciała tak szybko wrócić do ciała, w którym do tej pory przebywała. Ciała, które posłużyło za marionetkę Klanu Gwiazdy. Jego przejęcie było najbardziej odrażającym, obrzydliwym i przerażającym uczuciem, jakie kiedykolwiek w swoim życiu doznała. Okropne. Zaraz... to nie do siebie czuła urazę, a do Klanu Gwiazdy, który się nią posłużył. Po chwili z jej piesi wydarło się mimowolneciche jęknięcie, a powieki powoli zaczynały się unosić.
— D-dziękuję... — wymruczała wciąż osłupiała kotka i ostrożnie zabrała się do posiłku. Musiała przyznać, że jej brzuch powoli zaczynał grać marsza z głodu. Gdy skończyła pałaszować ze smakiem ulubioną piszczkę, w końcu wzięła się za wyjaśnienie wypowiedzi jej mentora.
— W każdym razie... jak to pobłogosławiona...? — pointka zmarszczyła brwi, zlizując przy okazji resztki krwi i piór z pyska. Jeśli to miało być pobłogosławienie, to szczerze współczuła sobie i innym, którzy tego doświadczyli.
— Nie pamiętasz?! Sam Klan Gwiazdy przez ciebie przemówił na zgromadzeniu!
— Właśnie... co się stało... na zgromadzeniu? Po tych piorunach i tak dalej... i masz pomysł, dlaczego może mnie tak boleć grzbiet?
Potrójny Krok opowiedział jej pokrótce o tym, jak Gwiezdni zabrali słońce i każdy z liderów stracił jedno życie. Fasolkowa Łapa uważnie słuchała, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia. Naprawdę mieli aż taką moc? Wciąż nie mogła w to uwierzyć, a jednak. Im dłużej o tym myślała, tym bardziej narastał w niej i strach i gniew. Nie dość, że ją opętali to jeszcze sprowadzili strach na klanowe koty i zabrali życie jej ojcu! Fasolka wysunęła poddenerwowana pazury, a jej ogon zaczął nerwowo bić o ziemię. Jakim prawem karzą tak jej bliskich?! Zdechli przodkowie siali tylko przerażenie i nieszczęście, nie dając nic pożytecznego w zamian. Mydlili jedynie oczy liderom, dając im te 9 żyć. "Dlaczego mieszają się w sprawy żyjących kotów, skoro większa część Klanu Gwiazdy już dawno swoje życie przeżyła i powinna, no nie wiem, cieszyć się wiecznym polowaniem na bezkresnych gwiezdnych polanach, czy cokolwiek oni tam u góry robią, a nie urządzać czterem klanom piekło, bo nie podoba im się, że złamali ICH zasady. " Widząc jednak ich moc nie miała siły i odwagi się z nimi mierzyć.... nie teraz.
Trójka w końcu też zgrabnie ominął pytanie o bolący grzbiet Fasolki, jednak ta niekoniecznie się tym przejęła.
— To... — Potrójny Krok przerwał ciszę między nimi. — Co widziałaś? Czy Gwiezdni coś ci mówili? Coś z tobą uzgadniali...? A może coś ci przekazali ważnego na przykład? — kocur wylazł na nią swoje pytania, wyglądając na niezwykle zafascynowanego, co było niecodziennym widokiem, szczególnie dla Fasolkowej Łapy. Zanim jednak zdążyła chociażby pomyśleć o ewentualnej odpowiedzi, oboje usłyszeli czyjeś kroki zbliżające się do legowiska.
— Tu Cętkowany Kwiat! — zawołała kotka, wciąż trzymając się zasady ustalonej przez Potrójny Krok. Medyk wyglądał na niepocieszonego faktem przerwania mu jakże ciekawiej rozmowy z uczennicą, a pointka odetchnęła cicho z ulgą. Niekoniecznie chciała powiedzieć, że od kotki z Klanu gwiazdy usłyszała nic innego a groźbę...
— Czego? Jesteśmy zajęci... — mruknął w końcu, wzdychając głośno.
— Chodzi... chodzi o Strzyżykową Pręgę. Ona zaczęła rodzić... — powiedziała niechętnie i bez entuzjazmu bura karmicielka. Cętka swoją postawą wyrażała pewną niezręczność zaistniałą sytuacją. Fasolka nie dziwiła się jej - w końcu gdy tylko wrócili ze zgromadzenia prawie cały klan unikał i szeptał o ciężarnej medyczce, uznając ją za powód dla którego Klan Gwiazdy tak ich pokarał. Fasolkowa Łapa prędko wzięła co uznała, że może być potrzebne i skierowała głowę w stronę wściekłego Potrójnego Kroku.
— Idziesz? — zapytała nieśmiało, spodziewając się najgorszego.
— Nie mam zamiaru pomagać tej zdrajczyni. Jest BYŁĄ medyczką, więc powinna sama sobie radzić.
— Nie jak wisi nad nią gniew Klanu Gwiazdy. — westchnęła Fasolka, obniżając głowę. To będzie ciężkie wydarzenie dla Strzyżykowej Pręgi...
— Mam to gdzieś. Nie będę marnował cennego czasu na kogoś jej pokroju. — syknął ostro Trójka, strosząc futro. Pointka jedynie pokiwała smutno głową i chwyciwszy medykamenty które wcześniej zgarnęła poszła za Cętkowanym Kwiatem do kociarni, by pomóc rodzącej. Fasolka musiała chwilowo zignorować dokuczający ból głowy i wciąż niesfoje i sztywne kończyny, żeby wykonać swoją pracę. Miała tylko nadzieję, że nie narobi sobie tym tylko większych problemów.
< Potrójny Kroku? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz