Sytuacja w klanie nadal była dość napięta. Nadal koty padały jak muchy. Nadal nigdzie nie było widać taty. Wszystko zdawało się sypać. Mysia Łapa coraz więcej czasu spędzał, wpatrując się w niebo. Liczył, że może Gwiezdni coś mu podpowiedzą. Że może jakoś wskażą mu jakby mógł odnaleźć tatę, czy pomóc klanowi. Tak bardzo chciał coś móc zrobić. Tym bardziej, że jego kara w końcu dochodziła do końca. Cztery księżyce sprzątania kociarni i legowisk starszych, które obecnie zamieszkiwała jedynie partnerka Lisiej Gwiazdy, minęły szybciej niż myślał. Mógł nawet przyznać, że polubił swoje obowiązki. Lubił sprzątać. Szukać mchu, wymieniać go, układać w posłania. Mógłby to robić całymi dniami.
— Myszku! — usłyszał znajomy głos.
Odwrócił się i ujrzał mamę. Zmarniała. Znów. Zupełnie jak po śmierci Borówkowego Nosa. Pewnie gdyby nie kocięta w ogóle przestała o siebie dbać.
— Zająłbyś się rodzeństwem? — zapytała, wbijając w niego zmęczone żółte ślipia.
Mysia Łapa wahał się. Średnio przepadał za młodszym rodzeństwem. Nic nie miał do kociaków, lecz podobieństwo braci, a szczególnie Meszka, do babci wręcz powodowało u niego niepokój. Fakt, że z Meszka było niezłe ziółko nie pomagał.
— Chciałbym, ale obiecałem pomóc Mglistej Ścieżce — skłamał. — Wiesz jaka jest nerwowa, mamo — dodał z lichym uśmiechem.
Berberysowa Bryza westchnęła.
— No dobrze, leć, może znajdę którąś z twoich sióstr — miauknęła. — O, Rumiankowa Pręgo! Możesz tu podejść? — dorwała szylkretową córkę.
Rumianek nie świadoma o co chce ją prosić matka, podbiegła do rodzicielki z uśmiechem. Mysia Łapa postanowił się przez ten czas ulotnić. Pospiesznie odszedł od kotek jak i od żłobka. Znów samotnie wałęsał się po obozie. Dojrzawszy Ciemną Dolinę na swojej drodze zawrócił na pięcie. Ostatnie czego chciał to znów spotkać kotkę. Szybko wycofał się w przeciwną stronę. Zapatrzony we własne łapy nawet nie zauważył, kiedy wpadł na wojowniczkę. Roztrzepany podniósł łebek, by spojrzeć speszonym wzrokiem na Drzemlikowy Dzwonek.
— Przepraszam — wymamrotał cicho.
Kotka uśmiechnęła się pogodnie.
— Nic się nie stało — oznajmiła, przyglądając się mu chwilę. — Ostatnio coś ponury chodzisz po obozie, może, może chciałbyś się wybrać na wspólne polowanie? Nic tak dobrze nie robi na nierozwiązane sprawy jak polowanie — mruknęła pewnie, lekko go szturchając.
Mysia Łapa nie mógł skłamać, że uważał inaczej.
— Dobrze — miauknął niepewnie. — Dzięki — dodał po chwili.
Drzemlik uśmiechnęła się wesoło.
— Podziękujesz mi po polowaniu! — zawołała, podbiegając do wyjścia z obozu.
Mysia Łapa przyglądał oddalającej się kotce uważnie. Sam nie wiedział czemu nie mógł oderwać od niej ślip. W końcu by nie stać jak głupi podążył za nią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz