Rana na łapie bolała Konwalię coraz bardziej. Zapracowana kotka niezwracana na to uwagi. Zupełnie o tym zapomniała, nawet tego niezdezynfekowana by nie wdało się jakieś paskudztwo. Czuła, że coś jest nie tak, jednak całe wydarzenie miało miejsce dobre kilkanaście dni temu, więc uważała, że już za późno na jakikolwiek opatrunek. Miała cichą nadzieję, że rana sama się wyleczy i nie będzie żadnych kłopotów, jednak jak to w życiu bywa - Bez żadnych konsekwencji się nie obejdzie.
Czuła narastający ból kończyny i jej pulsowanie. Albo jej się zdawało, albo naprawdę łapa zaczynała powoli puchnąć. Sięgnęła szybko po kilka ziarenek maku. Zioło pomogło zasnąć.
***
Skuliła się. Znów doskwierał jej nodze ten sam problem. Widziała jak z łapy cieknie niezbyt ładna, żółta wydzielina - ropa. Czuła, że się poci, z każdym uderzeniem serca było jej jeszcze bardziej gorąco.
- Konwalio, wszystko dobrze? - jęknęła Zajęcza Stopa przypatrując się kotce. - Wyglądasz źle.
Próbowała skłamać, że wszystko jest w najlepszym porządku, ale tym razem nie mogła. Nie umiała, instynkt jej nie pozwalał. Coś jej mówiło, że sama nie poradzi sobie, a w końcu ufała Zajęczej Stopie, była jej przyjaciółką.
- J-ja... Ugh... Moja tylna łapa... W-wdała się chyba w nią infekcja.
Medyczka wytrzeszczyła oczy i zrobiła kilka kroków w stronę żółtookiej.
- Pokaż. - miauknęła.
Łaciata wysunęła powoli nogę w stronę Zajęczej Stopy.
- Nie chcę cię martwić, ale ona naprawdę nie wygląda dobrze. - mruknęła starsza. - Jak to się stało...?
Kotce było naprawdę głupio przyznać się do błędu. Nie opatrzyła rany zaraz po zranieniu, a do tego w ogóle nie zwracała na to uwagi, choć dobrze wiedziała czym to grozi.
Opuściła głowę i wydała z siebie cichy jęk.
- Nie opatrzyłaś jej?! - krzyknęła niedowierzająco druga kotka przewidują po minie czarnej co mogło się stać.
- J-ja... Tak, nie opatrzyłam jej. - szepnęła Konwaliowe Serce przyznając się nie podnosząc wciąż głowy do góry.
- Gdzie to się stało?
- Na tym... Tomie. - miauknęła cicho kotka.
- Na traktorze? Przecież zakazano tam chodzić, do tego strasznie dziwnie tam pachnie. Dlaczego jej nie opatrzyłaś? - marudziła dalej szylkretowa.
W końcu Zajęcza Stopa skończyła gadać, a właściwie dalej coś szeptała pod nosem. Zaczęła szperać w ziołach.
- Odpocznij, a ja zajmę się opatrunkiem. - poleciła. - Masz chyba gorączkę...? - dodała cicho i nieśmiało. - Boli cię głowa?
- Tak... - mruknęła łaciata zakrywając oczy zdrowymi, przednimi łapami.
- Proszę, zjedz to. - miauknęła podając kilka ziarenek maku.
- D-dziękuję.
*kilka dni później*
Obudziła się bez jednej tylnej łapy i bólu. Na początku miała nadzieję, że to tylko koszmar, ale to wszystko działo się naprawdę. Straciła kończynę. Nie mogła w to uwierzyć. Jak? Jak?! Czemu właśnie ona...? Kiedy jej żywot powoli wydawało się wracać do normy, wydarzyło się właśnie to. Przez głowę przemknęła jej tylko jedna myśl. Zamknęła oczy, nie chciała na to wszystko patrzeć.
Czy to kara od Klanu Gwiazdy... za łamanie Kodeksu Medyka...?
Klan Gwiazdy ostatnio się denerwował, można zobaczyć było to na zgromadzeniu, które odbyło się kilka dni temu. Żółtooka nie raz słyszała opowieści o kotach łamiących kodeks, nie tylko za kociaka. Dla niej nie było to bajki, mocno mocno wierzyła. Czuła, że zasługuje.
Chwilowo nic nie mówiła i nie próbowała nawet patrzeć. Skuliła się w ciszy nawet nie wiedząc czy ktoś siedzi obok niej. Nie uchyliła nawet szpary w mchu, który miała przy oczach. Nie skupiała uwagi na tym co wokół niej się dzieje. Myślała tylko o tym dlaczego to się stało.
- Przykro mi, Konwalio... - usłyszała kogoś szept, najpewniej jakiegoś medyka. Poczuła na swoim ciele kogoś ciepły dotyk. - Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, ale... Ale nie daliśmy rady, no wiesz... - kot, który mówił najwyraźniej nie próbował lub nie próbowała powiedzieć, że straciła łapę.
- J-ja... - szepnęła czarno-biała nie otwierając oczu. - I-i tak d-dziękuję wam...
Zastanawiała się czy właśnie do jej ślepi nie napływa słona woda. Próbowała nie okazywał jak płacze po stracie tylnej kończyny, ale samo jakoś wyszło. Miała nadzieję, że tego nie robi, a nie wytrzymała. Po prostu było jej przykro.
:(
OdpowiedzUsuń