- Może ja je dla ciebie zabiję? - Zapytał bury, patrząc wyczekująco na syna.
Wspaniale! Pokiwał łepkiem chcąc, aby te "myszy" zniknęły. Może jeśli tatuś je pogoni, te natarczywe piski w jego głowie znikną? Śmiesznie by było, gdyby rzeczywiście tak rozwiązał się jego problem. Wyszłoby na to, że naprawdę nie uroił sobie tych dźwięków! Zdziwił się jednak, bo skoro mają myszy w żłobku, to czemu nikt inny nie zwrócił na to uwagi?
- Pomogę ci! - powiedział do taty i zaczął znosić do środka jakieś patyki.
Ośle Ucho pytająco spojrzał na syna.
- Zrobimy pułapkę! Na pewno w nią wejdą!
- Nie lepiej je wytropić? - zaproponował bury.
Wytropić? Co to słowo niby znaczyło? Widząc pytające spojrzenie syna, ojciec zaczął mu tłumaczyć na czym to polega. Dreszcz był naprawdę zdziwiony. Ale że jak? Że niby nos jest w stanie zaprowadzić ich do tych piszczących istot? Musiał to zobaczyć! Widząc jak Mokra Gwiazda się wycofuję, szybko podbiegł do niego i zagrodził mu drogę. Niech sobie nie myśli, że po tym jak potwierdził obawy malca, teraz może zwiać. O nie! Jako lider musi im pomóc odnaleźć myszy i położyć kres ich piską. Tacie przydałaby się pomoc. W końcu te istoty mogły poważnie go skrzywdzić.
- A pan gdzie?
- Mam... obowiązki...
Obowiązki? Że niby coś jest ważniejsze niż bezpieczeństwo klanu? Co to niby miało być? Naburmuszył się i zagrodził mu przejście. Kocur mógł go z łatwością wyminąć, ale najwyraźniej postanowił tego nie robić, rzucając proszące spojrzenie Oślemu Uchu. Dziwny ten lider skoro prosi o pomoc wojownika.
- Musisz nam pomóc złapać te myszy! - Zdziwił się, skąd tak nagle wzięła się u niego pewność siebie. Czuł, że byłby w stanie zmusić lidera swoimi kiełkami do zajęcia się tą sprawą i nawet nie byłoby mu przykro. Wiedział również, że ten stan nie potrwa długo i zaraz znów czegoś się przestraszy. Musiał więc wykorzystać to uczucie, do przekonania kocura, że to naprawdę poważna sprawa.
- Tato! Powiedz mu coś! - Tupnął łapką.
- Synku... Mokra Gwiazda ma rację. On jest bardzo zajętym kotem. Ktoś inny może poszukać tych myszek.
Co? Tata go bronił? Jak mógł?
- Nie broń go! - prychnął.
O nie! Podniósł na kochanego tatusia głos! Czyżby jednak naprawdę odziedziczył coś z charakterku mamusi? Poczuł jak do oczek zbierają mu się łzy. Nie chciał... naprawdę nie chciał. Nie chciał stać się w przyszłości, takim złym kotem jak kremowa! Nie mając wielkiego wyboru, postanowił wybiec ze żłobka. Słyszał za sobą wołanie taty, który ruszył jego śladem. Przyspieszył. Nie chciał znów przypadkiem go urazić. Jednak tak biegnąc przez obóz, nie wiedział zbytnio gdzie się ukryć. Widząc, że kilka par oczu wlepiło w niego spojrzenie, poczuł napływającą falę strachu. Za dużo... Za dużo ich tu jest! Zawrócił, zderzając się z Mokrą Gwiazdą. Szybko ukrył się mu pomiędzy łapami, drżąc.
- Oni... Oni się patrzą! Weź ich ode mnie! - pisnął.
<Mokra Gwiazdo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz