Płakała. Najzwyczajniej w świecie beczała niczym gówniarz, który nie dostał ukochanej zabawki. Co jakiś czas glut wylatywał z jej nosa, jednakże szybko zostawał starty ciemną łapą, lub też znikał przez pociągnięcie noskiem.
Bała się. Chciała do domu. Cała ta sytuacja była potworna. Najpierw mama mówiła, że pójdą tylko na spacerek... Potem rzekomo spotkały tatę, tak przypadkowo co już z lekka zdziwiło Zboże, jednakże wizja poznania tatusia była aż nader ekscytującą, że ostatecznie jako pierwsza wybiegła mu na spotkanie.
Nie rozumiała o czym rozmawiali jej rodzice, jednakże była zdecydowanie szczęśliwa, że nareszcie jej rodzina jest w komplecie i do szczęścia brakowało tylko zniknięcia Sasanki, która była prawdziwym bólem w tyłku dla węglowej koteczki.
Potem czar prysł. Zaczęły się wrzaski i szarpanina, której młoda bengalka ani trochę je rozumiała. Skąd przecież mogła wiedzieć, że jej tatusiek nawiał z własnej chaty, po czym spędził upojną noc z wojowniczką klanu burzy, zaś teraz, gdy miał zabrać dzieciaki do siebie, jego wspaniałomyślna właścicielka go odnalazła. I... Cóż... Chyba fakt, że jej podopieczny ma dzieciaki ani trochę jej się nie spodobał.
-T-to wszystko twoja wina! - wrzasnęła, rzucając wszystkie znane obelgi w stronę Sasanki. Wiatr zawiał, przynosząc zapach zupełnie obcych kotów oraz ryb. Szum trzczciny pośród której zostały ukryte dodawał sytuacji jeszcze większej grozy. Zasłaniał widok, zaś silny żywioł sprawiał, iż nie potrafiły wyczuć z której strony nadchodzą koty. Z resztą, nic dziwnego, powinny siedzieć w kociarni a nie trząść się że strachu w jakichś krzaczorach przy rzece.
- Twoja wina, rozumiesz? Gdyby nie ty, mamusia NIGDY W ŻYCIU by mnie nie oddała! Jesteś t-tak b-beznadziejna, że aż ŻAŁUJĘ, ŻE ŻYJESZ! - krzyczała drżąc na całym ciele. Łzy spływały jej po mordce wraz ze smarkami, które ciekły z nosa - N-nienawidzę c-cię! - zawołała, rzucając się na siostrę, która najwidoczniej nie spodziewała się tak nagłego wybuchu gniewu, że padła pod łapami Zboża jak długa.
Młoda kotka wysunęła pazurki wbijając je w policzek niebieskiej koteczki, na co ta w przerażeniu rozszerzyła ślepka. Nie wiadomo, jak ta cała sytuacja by się potoczyła, gdyby nie łeb jakiegoś kota wyłaniający się zza rośliny, który srogo zdziwił córkę Pliszkowego Kroku na tyle, by jej młodsza siostra dała radę się wydostać.
- Zaprowadź mnie do mamy! - miauknęła w stronę przybysza. Liczyła po cichu, że ów dziwak pomoże jej wrócić do domu, przy okazji pozbywając się problemu - Ją możemy zostawić - dodała zaraz, wskazując łapką na zaryczaną Sasankę.
< Ktoś z klanu nocy? >
*kleps*
OdpowiedzUsuń