Promyki słońca wpadły do żłobka budząc zaspaną królową. Kotka przeciągnęła się szeroko otwierając pyszczek. Unosząc swój ogon dała szansę słońcu na skąpanie swych dzieci w jego złotym blasku. Pewna mała kuleczka, gdy tylko poczuła ciepło na swojej skórze, zaczęła kręcić się i pomrukiwać. Była bardzo niezadowolona, że coś przeszkodziło jej we śnie. Wściekle ugniatając mamusię łapkami protestowała co raz głośniej, do tego stopnia, że obudziła swoje rodzeństwo. Karmicielka westchnęła głośno odsłaniając swój brzuch.
- Widzę, że ktoś tu wstał nie w humorze- szepnęła rozpoczynając poranną ,,kąpiel” swych dzieci. Maleństwa jeszcze nie otworzyły swoich oczek, ale za to ich uszka łapały już pewne dźwięki. Szylkretowa koteczka, gdy już napełniła swój brzuszek, odlepiła się od mamy unosząc lekko łepek do góry. Pomimo tak młodego wieku czuła już zew przygody. Nie do końca świadoma swych ruchów przeczołgała się na skraj legowiska po czym poturlała się w dół po ciepłym mchu. Nie czując nigdzie swojej matki zaczęła głośno miauczeć w nadziei, że ta ją odnajdzie. Przez te parę sekund Plusk przeżyła horror. W jej małej główce pojawiały się straszne scenariusze. Mroczne plamy zaczęły otaczać ją zewsząd mocniej napierając na jej ciałko, a ona mogła jedynie piszczeć i wić się jak mały, bezbronny robaczek, którym w rzeczywistości była. Dopiero po chwili usłyszała szelest mchu i poczuła jak ktoś podnosi ją za kark. Lekko poruszyła swoim czarnym noskiem próbując zidentyfikować ten zapach. Znała go, ale nie tak dobrze jak ten ,,mamy”. Po chwili znowu znalazła się przy białym futerku swojej rodzicielki. Rodzeństwo zaczęło wesoło trącać noskiem boczek Plusk jakby chcieli powiedzieć ,,ale się cieszymy, że wróciłaś”. Postawny kocur uniósł łeb do góry siadając przy swej partnerce. Zetknął się z nią nosem po czym przybliżył mysz pod jej pysk.
- Proszę, przyniosłem ci śniadanie- odpowiedział wesołym tonem spoglądając na swoje młode - która to taka uciekinierka?
- Plusk- odpowiedziała Śledziowe Futro wgryzając się w zdobycz- niby taki spokojny śpioszek, ale jak już coś zrobi to na całego.
Szakłakowy Cień uśmiechnął się spoglądając na swoje młode. Mimo iż nie były planowane, nie zmieniało to absolutnie niczego. W jego sercu nie znajdowało się nic innego po za miłością do tych trzech, rozkosznych kuleczek. Kocur powoli ruszał swym puszystym ogonem przyglądając się jak jego młode powoli zapadają w sen. Ich noski poruszały się nieznacznie przy każdym oddechu, tak samo jak ich boki. Uśmiech nie schodził wojownikowi z pyska.
- Chciałbym tutaj pobyć dłużej- przyznał spoglądając na swoją partnerkę- ale mam obowiązki. Wrócę później, dobrze?
Śledziowe Futro oblizała pysk kiwając głową. Ponownie zetknęła się nosem z partnerem po czym obserwowała go aż nie znikł za przejściem. Ucho królowej zarejestrowało nagły dźwięk, to jedna z jej pociech kichnęła. Kotka odwróciła się patrząc uważniej na szylkretową córeczkę.
- Obyś mi się nie rozchorowała…- mruknęła zwijając się w kłębek, w taki sposób aby jak najbardziej ogrzać swoje pociechy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz