Zaskoczony Mokra Blizna uniósł głowę. Błękitna Cętka uśmiechnęła się, by sprawić mniej "straszne" wrażenie. Kocur jednak zdążył się już odsunąć, robiąc zastępczyni miejsce. Niebieska usiadła z ulgą i uśmiechnęła się szeroko. Położyła przed sobą królika i przez moment obserwowała jak wojownik pochłania wróbla.
- No to jak tam mija życie? - zapytała i ugryzła kawałek łapy piszczki. Powoli przeżuła, czekając na odpowiedź.
- D-dobrze - odmruknął Mokry. Zerknęła na kocura. Nie znali się za dobrze. Błękit doskonale wiedziała kto go trenował. I kto przez to zginął. Odrzuciła tę myśl daleko od siebie. Przecież nie była to wina Mokrego, tylko tego idiotycznego borsuka! Zakłopotana potarła łapą pyszczek, mając cichą nadzieję, że kocur nie nabył umiejętności czytania w myślach.
- A jak tam życie wojownika? - zapytała, uparcie usiłując odnaleźć jakiś wspólny temat.
- Jest fajnie... - ostrożnie przyznał kocur. - Mam więcej obowiązków, ale jest to bardziej emocjonujące niż życie ucznia - zamilkł i wziął kolejny kęs piszczki.
Zastępczyni zamruczała. Biła się z myślami. Otworzyła pyszczek, ale niemal natychmiast go zamknęła. Ku uldze i zdumieniu Błękit, to wojownik przerwał ciszę.
- A... jak to jest być zastępcą? - Mokry uniósł nieco głowę i przysunął się bliżej kocicy.
- No wiesz... Nie, czekaj! Nie wiesz! - Błękitna Cętka zaśmiała się głośno i odsunęła od siebie kości królika. - Mam jeszcze trochę więcej obowiązków niż wojownik. I... ciut przeraża mnie to wszystko. Wiesz, w końcu będę musiała stać się poważną, stateczną kocicą! Jakby to było możliwe!
Tym razem uśmiechnął się też syn Deszczowego Poranku. Córka Białej Sadzawki westchnęła nagle i spuściła łebek.
- Mokry, jak to było? Z tym borsukiem?
Pytanie samo wydostało się z jej pyszczka. Kotka podskoczyła, czując że żołądek podjeżdża jej do gardła. Na pyszczku Mokrego malowały się różne emocje. Błękit nie potrafiła ich odczytać. Może nutka strachu? Niedowierzanie? Na Klan Gwiazdy, jak mogła być taką idiotką?! Pytać o taką sprawę?!
- Nie, nie! Zapomnij! O nic nie pytałam! - pisnęła przerażona i nastroszyła ogon. Nieważne, kompletne nieważne! - Zbliżyła się do wojownika i pacnęła go łapą w bark. - Wiesz czego mi będzie brakowało jako l-lider? - skrzywiła się lekko na dźwięk tego słowa. Osobiście nie widziała się na tej pozycji - tych superowych zabaw! Kto pierwszy przy Wielkim Drzewie? Dogoń mnie!
Pomknęła przodem i wypadła z obozu, ślizgając się na mokrej od rosy ścieżce.
<Mokry? Lekki gniot na początek c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz