Końcówka poprzedniego sezonu
Czy było mu ciężko niemal samemu w Klanie Burzy? Owszem. Zdawało mu się, że Przodkowie w jakiś sposób mszczą się na nim, jednakże powód pozostawał nieznany. Sam Szakłak nie wiedział czym sobie na to wszystko zasłużyć — zdawało mu się, że jedynie cudem jego umysł prawidłowo pracuje, ochraniając się od możliwego obłędu. Chociaż czy uważanie się za przyczynę śmierci aż dwóch kotów było oznaką szaleństwa? Czarny naprawdę tak uważał i z tego też powodu starał się jak mógł, unikając jakichkolwiek dłuższych kontaktów z obawą, że i na kolejnego Burzaka ściągnie niechybną śmierć. Najchętniej, by zapadł się pod ziemię lub odszedł z klanu, zrobiłby wszystko, aby uchronić pobratymców przed swoją personą. Myślał, że jeśli będzie większość dni spędzał w legowisku wojowników, to nikt nie znajdzie na niego czasu, jednakże nie wziął pod uwagę dwójki sióstr, a szczególnie jednej z nich, Rudzikowego Skrzydełka, która była niezwykle zawzięta, aby go gdzieś ze sobą wyciągnąć.
Srebrna dla niego była nieco niczym trajkotająca przeszkoda, niepozwalająca mu się oddać w objęcia marazmu. Nie wiedział, czy kotka robiła to specjalnie, czy po prostu martwiła się o jego stan, jednakże starszy zaczął być bardziej nerwowy i mniej cierpliwy, jakby próbował poprzez zmianę nastawienia odstraszyć niebieskooką. Jednakże i ta taktyka nie działa, więc kocur musiał co innego wymyślić i dość szybko mu się to udało — postanowił samotnie opuszczać obóz na niemal całe dnie. Wtedy też nikt nie miałby do niego pretensji, że nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, plus mógłby paroma piszczkami zrekompensować swoją pechową egzystencję w Klanie Burzy. Tym też sposobem rozpoczęły się jego codzienne zniknięcia z obozu, choć nie spodziewał się wtedy, że nawiąże jakąkolwiek znajomość, która nie będzie w obrębie Burzaków.
«★»
Czarny wojownik ciężkim, wręcz zmęczonym, zmarnowanym krokiem przemierzał granicę z Klanem Klifu. Otwarte tereny po stronie Klanu Burzy zdawały się tracić jakiś swój urok, kiedy Klifiacy mieli dostęp do morza, plaży, klifów i innych miejsc, skąd na spokojnie można było podziwiać, jak słońce powoli znika za horyzontem, sprawiając wrażenie, jakby tonęło w toni otwartej wody. Szakłak przysiadając parę długości lisa od granicy, skierował swój matowy wzrok w kierunku, w którym zawsze Burzacy zmierzali w czasie zgromadzenia na Bursztynową Wyspę. Nigdy niedane było mu zobaczyć wschód lub zachód słońca, gdyż kiedy docierali na miejsce, jasne niebo ustępowało Srebrnej Skórze, by Przodkowie mogli z uwagą ich obserwować w noc pokoju.
Nawet nie zdawał sobie sprawy, że oprócz niego w pobliżu ktoś jeszcze się znajduje — dopiero zbliżająca się sylwetka kremowego wojownika z Klanu Klifu, skutecznie ściągnęła jego myśli na ziemię. Wziął głębszy wdech, by sprawdzić, czy przez przypadek nie przekroczył granicy, nie wyczuwając wcześniej znacznika zapachowego, jednak nic takiego nie miało miejsca. Nieco nerwowo się rozejrzał dookoła, licząc na to, że Klifiak nie zmierza do niego, tylko do jakiegoś innego Burzaka, który musiał dołączyć do Szakłaka, kiedy ten myślami był gdzie indziej.
Na jego nieszczęście wszystko wskazywało na to, że kremus kroczy w kierunku granicy właśnie z jego powodu. Zauważając zmrużone oczy ze strony nieznajomego, zaczął się zastanawiać, czy przez przypadek nie wygląda jakoś podejrzanie lub gorzej, jednak był pewny, że jego pysk nie jest osnuty jakąkolwiek emocją. Wyglądał bardziej jak jakiś oderwany od rzeczywistości lub wyprany z emocji obserwator.
— Co się gapisz? — zapytał wprost, przechylając lekko głowę. — Czy to moje piękne, lśniące futro tak cię onieśmiela, czy jesteś niskich lotów szpiegiem? — prychnął.
W pierwszej chwili Burzak chciał zaprzeczyć twierdzeniu, że jest szpiegiem, jednakże jego chęci minęły się z celem, gdyż musiał stwierdzić, że on cały zdaje się oblepiony na tyle marazmem i letargiem na otaczający go świat, iż nawet otwarcie pyska i wypowiedzeniu paru słów stało się czymś zbyt wymagającym. Dlatego też w odpowiedzi jedynie spuścił wzrok, zastanawiając się jak przekazać inaczej wojownikowi, że nie stanowi żadnego zagrożenia dla niego.
— Głuchy jesteś czy niemy? — Padło kolejne pytanie, choć tym razem Klifiak otrzymał odpowiedź w postaci pokręcenia przecząco głową. — To weź coś powiedz, a nie liczysz — dodał pręgowany. Szakłakowi zdawało się, że ten zaczyna być coraz bardziej być poirytowany jego obecnością.
— Ja… Nie gapiłem się — wymamrotał cicho, niemal bezgłośnie. — Ale prawda, masz piękne i lśniące futro… — mruknął, zbytnio nie zastanawiając się nad sensem tych słów. Dopiero po chwili do niego to dotarło. Chciał jedynie potwierdzić słowa nieznajomego, gdyż jego samego czarne futro był matowe i mniej zadbane niż parę księżyców temu. — Zapomnij. — rzucił i nieco spłoszony podniósł się z dotychczasowego miejsca, mając zamiar odejść, nim jeszcze bardziej się pogrąży w zażenowaniu.
<Klifiaku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz