— Wybacz, Berberysowa Łapo — miauknął. — Nie zauważyłem cię, wracasz z treningu?
Berberysowa Łapa zamrugał zaskoczony. Spodziewał się nieprzychylnego komentarza lub uwagi, jednak kolega z legowiska nie był na niego zdenerwowany. Mógł nawet powiedzieć, że z czerwonych oczu kocura, błyszczała szczera ciekawość.
— Tak, właśnie odpoczywałem po polowaniu, jednak Śnieżycowa Chmura ma mnie jeszcze zabrać na wieczorny patrol graniczny — ziewnął zmęczony.
Strasznie nie chciało mu się nocą wychodzić poza obóz, żeby patrzeć na puste granice. Przecież Klan Nocy ani Klan Wilka nie będą się czaili na granicach ich klanu. Co chcieliby niby zyskać? Puste tereny z dużą liczbą tuneli? Berberysowa Łapa nie był pewien, czy Klanie Nocy umiałby się poruszać pod ziemią. Natomiast, co do Klanu Wilka, był mniej pewien. Raczej Klan Burzy opisywał te koty, jako dość krwiożercze i gotowe do mordowania. Czy dla takich kotów walka w tunelach była ciężka? Nikt nie miał pewności, czy są tam jakieś tunele w tym lesie.
— Berberysowa Łapo?
Głos rozmówcy wybił go z zamyśleń.
— Huh? — mruknął, wyciągnięty żywcem z jego rozmyślań.
— Mówiłem, że nocami można zobaczyć więcej ciekawych rzeczy, których nie każdy kot może zobaczyć dniem.
— Na przykład?
— Sam się przekonasz. Byłeś już wcześniej na jakimś wieczornym spacerze, polowaniu lub właśnie patrolu?
Berberysowa Łapa pokręcił przecząco głową. Jego mentorka raczej starała się szkolić go, kiedy na niebie wisiało wysoko słońce. Nocą spał jak zabity wraz z innymi w legowisku uczniów. No prawie z wszystkimi. Albinosi akurat wtedy wychodzili na zewnątrz, gdyż w dzień słońce było dla nich mordercze.
— Serio? Nie możesz czasem mi coś szepnąć, co dokładnie jest tak wspaniałego, czego nie widziałem za dnia? Wystarczy mi, że w nocy chodzimy, co księżyc na zgromadzenia — zauważył, ziewając przy tym.
Biała Łapa jednak pokręcił stanowczo głową.
— Uhh… No dobra. Jednak nie chciałbyś ze mną pójść na ten patrol? Byłoby milej, chodzić z kimś innym niż z moją mentorką. Śnieżycowa Chmura za dużo gada, nie umiem tego znieść — westchnął.
— Czemu nie? Chętnie zrobię coś przydatnego.
* * *
Berberysowa Łapa z żalem rzucił ostatnie spojrzenie za siebie i ciągnąc ogon za sobą, szedł obok starszego ucznia, który ze swoimi spokojnymi oczami, obserwował okolice.
— I co? Nie uważasz, że tutaj nie jest ładnie? Te opadające liście, świetliki oraz pohukiwania sowy w oddali? — Albinos jako pierwszy przerwał ciszę.
Znudzonym wzrokiem omiótł ich terytorium. Nocą nie widział zbyt wiele, szczególnie jeśli chodzi o krajobrazy.
— Trochę ciemno jest, prawie jak w norze… — powiedział pod nosem.
Nie urzekało go piękno nocy, szczególnie jeśli cały dzień miał pracowity. Wszystko dookoła niego właśnie spało, a kolory nie były tak intensywne, jak za dnia. Jeszcze musieli sprawdzać granice. Co się stanie, jeśli ktoś ich zaatakuje? Jedno z nich musiałoby pobiec do obozu, żeby powiadomić o tym Klan Burzy. Berberysowa Łapa wiedział jedno, że na pewno nie byłby to on. Prędzej by zasnął, niż by dobiegł tam cały w jednym kawałku.
Patrol szedł przy granicy z Klanem Nocy. Szum oraz przyjemny ciepły wiatr smagał ich futerka. Kocur czuł, jak wszystko zmaga jego senność. Jakby mógł, to nie musiałby wracać nawet do obozu, żeby położyć się w posłaniu. Wystarczy mu ta piękna zielona trawa, która nie miała okazji ujrzeć prawdziwych upałów Pory Zielonych Liści. W tym sezonie lato było chłodne, więc teraz kiedy się skończyło, roślinność była zielona i soczysta, wcale nie zmęczona gorącem. Pora Opadających Liści na tę chwilę też nie straszyła koty swoją surowością. Berberysowa Łapa mógł powiedzieć, że nawet nie czuł na tę chwilę zmian w zwierzynie, bądź w temperaturach. Jedynym znakiem o zmianie pory sezonu były zmieniające się powoli na złote barwy liście na niektórych drzewach.
Po sprawdzeniu granic patrol ruszył truchtem do obozowiska, na wzniesieniu.
— I co sądzisz o patrolach wieczornych? Noc ma dużo do zaoferowania — powiedział Biała Łapa, kiedy już weszli na polanę obozu.
Berberysowa Łapa przystanął z łapy na łapę.
— Taaak… — mruknął przeciągle. Niezbyt mu się podobało, jednak nie chciał zranić, uczuć kolegi z legowiska — Było całkiem przyjemnie, jednak chyba jestem rannym ptaszkiem. Uwielbiam, kiedy słońce grzeje moje futerko w południe albo rankiem. Może wtedy byśmy poszli na patrol? Wtedy przynajmniej widać o wiele lepiej, kolory, no i otwierają się kwiaty. Powinniśmy to wykorzystać, zanim Pora Opadających Liści całkowicie nam to odbierze.
Zaproponował albinosowi, na co ten lekko zawiedziony pokiwał głową.
— Naturalnie — odpowiedział tamten, przenosząc wzrok na legowisko uczniów — To chyba pora na sen.
— Taaak… Jestem mega śpiący… — ziewnął głośno.
Oboje zniknęli w norze, okrytą krzewami, w której spali inni uczniowie.
* * *
Aktualne
Pora Nagich Drzew przeminęła, a świadczyły o tym roztopy oraz plucha, jaka panowała na otwartych terenach Klanu Burzy. Deszcz od ostatnich kilku dni nie przestawał padać, a słońce pojawiało się sporadycznie, akurat, kiedy znajdowała się, mała luka, między ciemnymi chmurami. Berberysowej Łapie nie podobała się do końca ta pogoda. Brakowało mu słońca i ciepła, które rozlewało się po całym jego futrze.
Właśnie wyszedł z legowiska uczniów prosto na polanę, na której Burzaki kotłowały się, żeby pójść na patrole. Westchnął bezsilnie i ruszył do Śnieżycowej Chmury, która z niecierpliwością na niego czekała.
— Długo się wybudzasz. Co robiłeś w nocy? — prychnęła markotnie.
— Spałem.
Mentorka posłała mu wymowną minę, jakby miała go po dziurki w nosie. Spokojnie, on też za nią nie przepadał i nie miał dla niej cierpliwości. Widać było jak na łapie, że nie pasują do siebie charakterami. Kotka była zbyt ekstrawertyczna, głośna i irytująca. Nie cierpiał jej chęci wyróżnienia się między innymi wojownikami. W swojej głośności nie miała nic w sobie wyjątkowego. Najchętniej by plotkowała i chciała się nim chwalić, jednak Berberysowa Łapa wiedział, że nie był również wyjątkowym uczniem, żeby ktokolwiek mógł się nim chwalić. Skoro nie robiła tego jego własna rodzina, która w teorii najlepiej go znała, to czemu miałby to zrobić jakiś inny Burzak?
— Pójdziemy dzisiaj na polowanie przy granicy z Klanem Klifu. Musisz jeszcze popracować nad szybkością, żeby nie zaganiać na inne terytorium naszej zwierzyny.
Przytaknął jedynie głową i rozejrzał się po innych uczniach, którzy wygłupiali się przed legowiskiem uczniów, a ich mentorzy czekali, aż się uspokoją. Młodziaki miały tyle życia w sobie oraz energii, której sam Berberysowa Łapa mógł pozazdrościć.
“Pewnie Śnieżycowa Chmura chciałaby, żebym właśnie tak się zachowywał i dokonywał głośnych przedsięwzięć… No cóż… Nie urodziłem się taki jak Zwiewny Mak, nie było mi dane być kimś wielkim…”
Na samą myśl o siostrze, zrobiło mu się przykro. Nie widział w niej wsparcia ani autorytetu, tylko kota z rodziny, któremu udało się wpasować w oczekiwania Świerszczowego Skoku oraz Jagodowego Marzenia.
— Mogę z wami iść na polowanie? — odezwał się Biały Strumień.
Biały kocur nie tak dawno przeszedł mianowanie na wojownika, stał się dorosłym kocurem, świeżą krwią, która zasilała szeregi wojowników. Czemu chciał iść z nimi na polowanie? Nudziło mu się? Patrząc po minie jego mentorki, mógł stwierdzić, że również nie rozumiała wojownika.
— Na pewno chcesz iść z nami na polowanie? — dopytała go niepewnie Śnieżycowa Chmura — Wiesz przecież, że Berberysowa Łapa jeszcze nie poluje najlepiej. Jak coś, to patrol łowiecki, któremu przewodzi Zwiewny Mak, nie pogardziłby kolejnymi łapami wojownika do polowania.
Na szpileczkę od własnej mentorki, zareagował westchnieniem. Zabolało go to bardzo, jednak nie chciał tego okazywać. Zacisnął mocniej zęby i strzepnął gniewnie ogonem.
— Za dużo mają już w tamtym patrolu kotów. Wolałbym pójść z wami, jeśli to nie problem.
— No dobrze… — zdziwiona wojowniczka, poruszyła wąsami i ogonem strzepnęła w kierunku wyjścia z obozu, nakazując, tym samym by wyruszali.
* * *
— Tutaj może zaczniemy. Nie wyczułam żadnego zapachu patrolu łowieckiego i nie było tutaj żadnego kota ostatnimi czasy. Mamy szansę na dobre polowanie i lekcję dla ciebie Berberysowa Łapo. Pamiętaj o podstawach, o których ci mówiłam, królik cię szybciej usłyszy, a mysz wyczuje, a polujemy na tą pierwszą zwierzynę, więc uważaj, gdzie stawiasz łapy. Zrozumiałeś?
Pokiwał głową, zerkając na Biały Strumień, który ciągle obok niego siedział. Nie miał czasem sam polować?
— Dobrze, więc możesz szukać tropów, a ja będę cię obserwować z dala. Musisz się nauczyć polować sam. — Przeniosła wzrok na albinosa, który jeszcze również nie poruszył się od dłuższej chwili — Ty również Biały Strumieniu. Nie chcesz, żeby twój kolega nie umiał wcale polować, nieprawdaż?
Kocur przełknął ślinę i również skinął głową. Niechętnie odsunął się od Berberysowej Łapy i ruszył wraz ze Śnieżycową Chmurą dalej, gdzie mieli go obserwować, jak poluje.
Berberysowa Łapa odprowadził ich wzrokiem, wziął kilka szybkich wdechów i z nosem przy ziemi, ruszył szukać śladów królików. Miał wielką nadzieję, że uda się mu złapać coś po szybkości i wrócić do obozu. Nie chciał siedzieć tutaj w tym topniejącym śniegu z wypaloną skóra na karku od wwiercającego się spojrzenia Śnieżycowej Chmury. Na dodatek obserwował go były kolega z legowiska, więc też dobrze by było, gdyby pochwalił się przed albinosem swoimi umiejętnościami łowieckimi.
Nagła woń oznaczeń zapachowych Klanu Klifu i zapach królika dotarły do jego nozdrzy. Zatrzymał się i przypłaszczony do ziemi i osłonięty wysokimi kłosami traw, obserwował okolicę. Nie musiał długo czekać, żeby doszły go odgłosy pogoni za szarakiem, które się nasilały.
“Biegną w moją stronę! Będę miał łatwą zdobycz!”
Ucieszony, wpatrywał się, jak z wysokich traw wyłania się goniona zwierzyna oraz niska szylkretowa kotka, która w porę wyhamowała, respektując granicę.
“Ha! Czasami uczciwość nie popłaca! Teraz będziesz bez zwierzyny!” — wyśmiał kotkę w myślach.
Wystrzelił do przodu, zostawiając kryjówkę za sobą, nie pozwalając królikowi uciec do najbliższej nory, których i tak mieli pełno na ich terytorium. Chwycił zwierzynę za kark. Kręgosłup zwierzaka chrupnął, a jego mięśnie się rozluźniły. Oto w taki sposób zdobywa się łatwe łupy!
— Hej! To królik z terenu Klanu Klifu! — prychnęła liliowa szylkretka po drugiej stronie granicy.
Berberysowa Łapa zmierzył ją wzrokiem i uśmiechnął się pod nosem.
“Ta kotka wygląda przezabawnie! Jest taka niska. Czy ona w ogóle udźwignęłaby tego królika? Przecież ta zwierzyna jest za wielka na takiego kota.” — wyśmiał kotkę w myślach i wyprostował się, pusząc lekko ogon, by tamta zobaczyła różnicę między nimi.
Mimo że był nadal uczniem, tak przewyższał Klifiaczkę swoim wzrostem. Kotka była na pewno od niego starsza, mógł to powiedzieć po jej miauknięciach. Musiała być wojowniczką.
— Od kiedy niby Klan Klifu poluje na króliki? To zwierzyna należy do Klanu Burzy i została upolowana na naszym terytorium! — warknął ostrzegawczo.
Chciał jeszcze po wkurzać nieznajomą mu szylkretkę, jednak z oddali usłyszał, miaukniecie swojej mentorki. Przekręcił oczyma i na pożegnanie, wystawił język Klifiaczce. Złapał z powrotem królika i ruszył w głąb terytorium, gdzie czekała na niego Śnieżycowa Chmura.
* * *
— Biały Strumieniu? Zechcesz ze mną zjeść? — zaproponował starszemu koledze.
< Biały Strumieniu? >
[ 1825 słów ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz