Trawa delikatnie szeleściła pod jego łapami, jednak nie na tyle głośno, aby zwierzyna, która mieszkała w lesie, usłyszała go lub uciekła. Rozejrzał się wokół, wyłapując przy okazji zapachy. W końcu wyczuł. Kos, który właśnie dziobał coś w ziemi. Kocur cicho syknął z zadowoleniem. Spojrzał na drzewo, które miał tuż obok siebie. Tak jak pokazała mu Makowy Nów, wspiął się do góry, unikając gałęzi, idąc do góry, tak, aby go nie zadrapały. Gdy już znalazł się na samej górze, spojrzał na ofiarę, która czekała na niego na samym dole. Oblizał lekko pyszczek, przygotowując się do skoku. Ogon lekko podniósł do góry, uszy położył po sobie, a gdy nadarzyła się nareszcie idealna okazja, zeskoczył prosto na ptaka. Wylądował na nim, dobijając go poprzez skręcenie mu karku. Podniósł ofiarę i zaczął miotać ogonem triumfalnie. Jego matka wyszła zza krzaków i spojrzała z uznaniem na ofiarę.
— Jesteś bardzo cichy przy polowaniu, w dodatku szybki. Brawo, Krucza Łapo. Dobrze sobie radzisz. — na pochwałę mentorki odłożył ptaka na ziemię i spojrzał na nią z wdzięcznością. Ostatnio przynosił jej tylko i wyłącznie dumę, nie żeby planował robić coś innego. Sama przyniosła również mysz, którą złapała już wcześniej niedaleko.
— Staram się. Najwyraźniej wychodzi. Wspinaczka na drzewa nie jest aż taka zła. — polizał swoją łapę, po czym spojrzał na drzewo.
— Zapolujemy jeszcze jeden raz i wracamy. — odpowiedziała matka, siadając na ziemi i owijając ogon wokół swoich łap. Kocur skinął i zabrał się za szukanie ofiary. Powoli poruszał się przez las, wyłapując znów zapachy. W końcu znalazł, mysz przebiegła mu tuż przed pyszczkiem, więc rzucił się w pogoń za nią. Spiął mięśnie i gdy był na tyle blisko, wyskoczył na nią. Zagryzł szczęki na jej grzbiecie, a ta wydała z siebie ostatni pisk. Kocur z zadowoleniem zamknął oczy, napawając się tym odgłosem i tym, jak ciepło uchodziło z ofiary. Podniósł się i zaniósł zwierzynę do matki. Ta skinęła z aprobatą i zabrała swoją własną ofiarę, ogonem wskazując w stronę obozu, sygnalizując powrót. Kocur również zabrał zostawionego kosa i podążył za nią. Gdy dotarli do obozu, zostawił złapaną zwierzynę na stercie. Jego matka odprawiła go, mówiąc, że do końca dnia może już odpoczywać. Odszedł więc w stronę legowiska uczniów, aby położyć się na chwilę. Nie spodziewał się jednak, że spotka tam Kocankową Łapę, zmieniającą mech w legowiskach. Przez chwilę przyglądał się jej ruchom. Była spokojna, opanowana, a poruszała się jakby z gracją i ostrożnością. Było to fascynujące. Po chwili jednak ta odwróciła się i zauważyła go.
— Długo tak stoisz i się gapisz? — spytała trochę rozbawiona. Kocur przewrócił oczami i podszedł bliżej.
— Nie, może chwilę. Pomóc ci? Trochę tych legowisk jest, spędzisz tu cały dzień. — stwierdził, patrząc na jeszcze niezmienione legowiska. Kotka po chwili namysłu skinęła.
— Niech ci będzie. Ale tylko dlatego, że ostatnio sama ci pomogłam. Zresztą dałabym sobie radę. — stwierdziła, jakby pokazując swoją dumę.
— Wiesz, ja też ostatnio poradziłbym sobie sam, a jednak przyjąłem twoją pomoc. Razem raźniej. — wzruszył ramionami. — A teraz przestań narzekać i daj mi pomóc. — wziął w zęby kawałek mchu i podszedł do jeszcze niezmienionego legowiska. Zaczął wybierać ten brudny i stary, już nawet niemiękki. Kotka przez chwile przyglądała się mu, co mógł poczuć. Jakby wypalała mu dziurę w futrze swoim wzrokiem. Finalnie odwróciła się i sama zabrała się za robotę. Nie zajęło im to długo, dość szybko uwinęli się z wymianą mchu. Wyszli z legowiska uczniów, podchodząc do sterty ze zwierzyną. Wybrali swój posiłek i wygodne miejsce do spożycia go. Kocur przyglądał się chwile kotce, która właśnie zjadała tego samego kosa, którego złapał. Spojrzał w dół na wiewiórkę, której nadal nie tknął. Jak długo jeszcze potrwa ich bitwa na wzrok oraz tajemnicze zachowanie wobec siebie?
[624 słowa]
(Wspinaczka na drzewa)
[przyznano 12% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz