Żałował tak bardzo, że Sójka dopiero niedawno przestała się na niego gniewać i pozwoliła mu poznać się ze swoim kuzynostwem, które nim tak naprawdę nie było. Mimo podobieństwa, czy to przez wzgląd na futro, kolor oczu i wywinięte uszy, nie byli rodziną. Wciąż pamiętał te zaskoczone minki trójki kociąt, gdy zawitał do kociarni. Rudzik od razu odezwała się swoim piskliwym, kocięcym głosikiem, że kojarzy kocura.
– To niemożliwe kochanie. Jeszcze nigdy was nie odwiedził. – miauknęła, nie zdradzając powodu dlaczego zabroniła kremowemu zbliżać się do niej i jej kociąt. Sójka najwidoczniej nie zdawała sobie sprawy, że jej córka bywała częstą bywalczynią w sercu obozu, gdy tylko udało jej się na chwilę wymknąć z kociarni. – To wasz kuzyn. Słoneczna Łapa. Szkoli się na przewodnika.
– Ty jesteś Rudzik, a ty Płomykówka, prawda? – spytał, przyglądając się kociętom, które z początku zaprzeczyły, lecz już po chwili wymieniły ze sobą spojrzenia i zachichotały. Zgadł, i to za pierwszym razem! – A ty, mały rodzynku... Jesteś Ognik, prawda? – Czy tego chciał, czy nie, kocurek mimo widocznych różnic, przypomniał mu o starszej kuzynce, która zaginęła. – Wykapany tata! – zaśmiał się widząc jako minę zrobił kocur.
– Co to ten cały przewodnik? – miauknęło kocię, a kocur postanowił się jak najprościej wytłumaczyć kuzynom rolę jaką pełnił w klanie.
Tak bardzo pragnął, aby te beztroskie i szczęśliwe chwilę były wiecznością. Jednak Drżąca Ścieżka mu to odebrał, celowo lub też nie. Ilekroć zerkał w stronę kociarni, zastanawiał się czy te małe szkraby wyrosną na kota pokroju Piaskowej Gwiazdy. Bądź jego przybranego ojca, który wyznawał jej poglądy i starał się zaszczepić je również w umyśle innych kotów. A może będą mieć to szczęście pozostać sobą.
Był ciekaw czy Płomienny Ryk zaszczepił w umysłach tych małych istot fakt, że są potomkami, jak to kocur lubił o sobie mówić, boga.
Jedna z małych ognistych boginek aka kulek, cór ognia, podeszła do kocura, który stojąc przy pieńku ze zwierzyną, zastanawiał się nad tym co powinien zjeść. Królika? A może skoro nie miał apetytu mała mysz powinna mu wystarczyć?
W międzyczasie Rudzik zbliżyła się do pieńka i oparła się o niego przednimi łapkami. Lustrowała spojrzeniem po stosie zwierzyny, aż z jej pyszczka pociekła strużka śliny. Bez pomocy kocura udało jej się wspiąć na pieniek, tak że stała pośród zwierzyny, do złudzenia wyglądając jak przerośnięta wiewióreczka wśród martwych trucheł zajęczaków i gryzoni.
– Wiesz, co Rudzik? – miauknął kocur, gdy koteczka zatopiła ząbki w cielsku królika. – Straszna z ciebie wiercipięta. – Uśmiechnął się, po czym lekko szturchnął bok rudej pyskiem, przywołując do porządku. – Złaź nim, ktoś przez pomyłkę weźmie cię za wiewiórkę i zje. – mówiąc to, zerknął w stronę Ognistej Piękności, która nie spuszczała spojrzenia zarówno z niego, jak i z Rudzik, która mimo początkowej niechęci, ostatecznie posłusznie zeszła z pieńka ze zwierzyną i poprosiła o pomoc w zaniesieniu królika do kociarni.
– To niemożliwe kochanie. Jeszcze nigdy was nie odwiedził. – miauknęła, nie zdradzając powodu dlaczego zabroniła kremowemu zbliżać się do niej i jej kociąt. Sójka najwidoczniej nie zdawała sobie sprawy, że jej córka bywała częstą bywalczynią w sercu obozu, gdy tylko udało jej się na chwilę wymknąć z kociarni. – To wasz kuzyn. Słoneczna Łapa. Szkoli się na przewodnika.
– Ty jesteś Rudzik, a ty Płomykówka, prawda? – spytał, przyglądając się kociętom, które z początku zaprzeczyły, lecz już po chwili wymieniły ze sobą spojrzenia i zachichotały. Zgadł, i to za pierwszym razem! – A ty, mały rodzynku... Jesteś Ognik, prawda? – Czy tego chciał, czy nie, kocurek mimo widocznych różnic, przypomniał mu o starszej kuzynce, która zaginęła. – Wykapany tata! – zaśmiał się widząc jako minę zrobił kocur.
– Co to ten cały przewodnik? – miauknęło kocię, a kocur postanowił się jak najprościej wytłumaczyć kuzynom rolę jaką pełnił w klanie.
Tak bardzo pragnął, aby te beztroskie i szczęśliwe chwilę były wiecznością. Jednak Drżąca Ścieżka mu to odebrał, celowo lub też nie. Ilekroć zerkał w stronę kociarni, zastanawiał się czy te małe szkraby wyrosną na kota pokroju Piaskowej Gwiazdy. Bądź jego przybranego ojca, który wyznawał jej poglądy i starał się zaszczepić je również w umyśle innych kotów. A może będą mieć to szczęście pozostać sobą.
Był ciekaw czy Płomienny Ryk zaszczepił w umysłach tych małych istot fakt, że są potomkami, jak to kocur lubił o sobie mówić, boga.
Jedna z małych ognistych boginek aka kulek, cór ognia, podeszła do kocura, który stojąc przy pieńku ze zwierzyną, zastanawiał się nad tym co powinien zjeść. Królika? A może skoro nie miał apetytu mała mysz powinna mu wystarczyć?
W międzyczasie Rudzik zbliżyła się do pieńka i oparła się o niego przednimi łapkami. Lustrowała spojrzeniem po stosie zwierzyny, aż z jej pyszczka pociekła strużka śliny. Bez pomocy kocura udało jej się wspiąć na pieniek, tak że stała pośród zwierzyny, do złudzenia wyglądając jak przerośnięta wiewióreczka wśród martwych trucheł zajęczaków i gryzoni.
– Wiesz, co Rudzik? – miauknął kocur, gdy koteczka zatopiła ząbki w cielsku królika. – Straszna z ciebie wiercipięta. – Uśmiechnął się, po czym lekko szturchnął bok rudej pyskiem, przywołując do porządku. – Złaź nim, ktoś przez pomyłkę weźmie cię za wiewiórkę i zje. – mówiąc to, zerknął w stronę Ognistej Piękności, która nie spuszczała spojrzenia zarówno z niego, jak i z Rudzik, która mimo początkowej niechęci, ostatecznie posłusznie zeszła z pieńka ze zwierzyną i poprosiła o pomoc w zaniesieniu królika do kociarni.
(Rudzik? Nie daj się zjeść)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz