Wieść o śmierci księżniczki sprawiła, że przez kolejne dni kocur nie miał na nic ochoty. Nic nie sprawiało mu radości. Ani rozmowy z przyjaciółmi, ani wykonywanie obowiązków.
Czuł się tak samo, gdy poznał prawdę o tym, że Nagietkowy Wschód nie jest jego ojcem i zobaczył wspomnienia kremowego kocura. Poniekąd rozumiał czemu były członek Klanu Burzy zdecydował się podzielić z nim tak ważnymi informacjami, jednak czuł również złość na kremowego. Sprawił, że Słoneczny Fragment czuł się wyobcowany w miejscu, które uważał za dom. Ciotki, które go rozpieszczały były obcymi kotkami. Tak samo kuzyni, z którymi rozrabiał na łąkach również byli mu całkowicie obcy. Nie potrafił pojąć, dlaczego ślepy zdecydował się go przygarnąć i uznać za swojego syna, gdy tak naprawdę nie był jego kocięciem. Nie posiadał w sobie krwi wielkich przodków, których tak wychwalał za życia starszy. Nie miał powodu, aby uznawać go, jako członka ich rodu, a mimo to zrobił. Tylko dlaczego?
– Widzę, że coś cię trapi Słoneczny Fragmencie – Kremowy odwrócił głowę, by już po chwili napotkać pysk czarnego lidera, który usiadł obok niego. – Zazwyczaj koty po ceremonii dorosłości chodzą po obozie z dumnie wypiętą piersią i szerokimi uśmiechami na pyskach, jednak ty do nich się nie zaliczasz.
Przeniósł spojrzenie na swoje łapy. W tej chwili czuł potrzebę, aby powiedzieć wujowi, o tym, że tak naprawdę nie jest kocięciem zmarłego wojownika i nie zasługuje, aby mieszkać w Klanie Burzy, bo jest tylko zwykłą przybłędą. Nie mówiąc już o tym, że nie zasługiwał na bycie przewodnikiem. Był sierotą, bez znajomości swego prawdziwego drugiego rodzica. A może i również matki? Po jego karku przeszedł dreszcz, n myśl, że Gaja również mogła nie być jego matką, a kotką, która była zakochana po uszy w rudym wojowniku i być może zabrała Słońce jako małego kociaka, oseska jego prawdziwym rodzicom, aby go użyć jako karty przetargowej... Ta myśl sprawiła, że jego serce przyspieszyło. Jednak Gaja była przy nim odkąd tylko pamiętał. Karmiła, opiekowała się nim... musiała być jego prawdziwą mamą, która go kochała i chciała dla niego najlepiej. Być może to "najlepiej" w jej mniemaniu było zaprowadzenie go do Klanu Burzy jako syna jednego z jego członków. Czuł się niczym wyrodny syn, gdy zdał sobie sprawę, o co oskarżył zmarłą matkę w myślach.
– J-ja... – urwał. – Dowiedziałem się o śmierci kolejnego kota, który był mi w pewien sposób bliski. Nie pochodził z Klanu Burzy. – Mówiąc to zerknął z obawą w stronę wuja, który mógł przecież potępić jego kontakty z kotami, które należały do innych społeczności. W dodatku tych, z którymi nie mieli sojuszu. W końcu nie miał powodu, aby się z nimi spotykać, nie mówiąc o utworzeniu, jakiejś relacji. – Byłem pewien, że będzie dane nam jeszcze kiedyś porozmawiać, pożartować na granicy... Jednak Klan Gwiazdy miał wobec niej inne plany.
Królicza Gwiazda starał się pocieszyć młodszego, dzieląc się z nimi życiowymi mądrościami starszych, nawet jeśli do końca kremowy ich nie rozumiał. Między wierszami przewodnik zrozumiał, aby nie gniewał się na Gwiezdnych, za to, że zabierają bliskich, na których im najbardziej zależało. Podziwiał starszego, że ten nie gniewał się na przodków, za to, że odebrali mu syna. Chociaż, odbierali to za dużo powiedziane. Zabrali zbyt prędko do siebie, tak samo w przypadku Mątwiego Marzenia.
Kocur zawahał się, jednak postanowił podzielić się informacją na temat tego, że jednym z kotów, które zaakceptowały go jako przewodnika był zmarły syn lidera, Kruczy Taniec. Na dźwięk tych słów kąciki pyska kocura lekko się uniosły.
Po skończonej rozmowie, kocur podziękował starszemu za poświęcony czas. Jego humor nieco się poprawił, dlatego postanowił dołączyć do patrolu, którego jednym z członków byli Cykoriowy Pyłek oraz Szafirkowy Wiatr.
Czuł się tak samo, gdy poznał prawdę o tym, że Nagietkowy Wschód nie jest jego ojcem i zobaczył wspomnienia kremowego kocura. Poniekąd rozumiał czemu były członek Klanu Burzy zdecydował się podzielić z nim tak ważnymi informacjami, jednak czuł również złość na kremowego. Sprawił, że Słoneczny Fragment czuł się wyobcowany w miejscu, które uważał za dom. Ciotki, które go rozpieszczały były obcymi kotkami. Tak samo kuzyni, z którymi rozrabiał na łąkach również byli mu całkowicie obcy. Nie potrafił pojąć, dlaczego ślepy zdecydował się go przygarnąć i uznać za swojego syna, gdy tak naprawdę nie był jego kocięciem. Nie posiadał w sobie krwi wielkich przodków, których tak wychwalał za życia starszy. Nie miał powodu, aby uznawać go, jako członka ich rodu, a mimo to zrobił. Tylko dlaczego?
– Widzę, że coś cię trapi Słoneczny Fragmencie – Kremowy odwrócił głowę, by już po chwili napotkać pysk czarnego lidera, który usiadł obok niego. – Zazwyczaj koty po ceremonii dorosłości chodzą po obozie z dumnie wypiętą piersią i szerokimi uśmiechami na pyskach, jednak ty do nich się nie zaliczasz.
Przeniósł spojrzenie na swoje łapy. W tej chwili czuł potrzebę, aby powiedzieć wujowi, o tym, że tak naprawdę nie jest kocięciem zmarłego wojownika i nie zasługuje, aby mieszkać w Klanie Burzy, bo jest tylko zwykłą przybłędą. Nie mówiąc już o tym, że nie zasługiwał na bycie przewodnikiem. Był sierotą, bez znajomości swego prawdziwego drugiego rodzica. A może i również matki? Po jego karku przeszedł dreszcz, n myśl, że Gaja również mogła nie być jego matką, a kotką, która była zakochana po uszy w rudym wojowniku i być może zabrała Słońce jako małego kociaka, oseska jego prawdziwym rodzicom, aby go użyć jako karty przetargowej... Ta myśl sprawiła, że jego serce przyspieszyło. Jednak Gaja była przy nim odkąd tylko pamiętał. Karmiła, opiekowała się nim... musiała być jego prawdziwą mamą, która go kochała i chciała dla niego najlepiej. Być może to "najlepiej" w jej mniemaniu było zaprowadzenie go do Klanu Burzy jako syna jednego z jego członków. Czuł się niczym wyrodny syn, gdy zdał sobie sprawę, o co oskarżył zmarłą matkę w myślach.
– J-ja... – urwał. – Dowiedziałem się o śmierci kolejnego kota, który był mi w pewien sposób bliski. Nie pochodził z Klanu Burzy. – Mówiąc to zerknął z obawą w stronę wuja, który mógł przecież potępić jego kontakty z kotami, które należały do innych społeczności. W dodatku tych, z którymi nie mieli sojuszu. W końcu nie miał powodu, aby się z nimi spotykać, nie mówiąc o utworzeniu, jakiejś relacji. – Byłem pewien, że będzie dane nam jeszcze kiedyś porozmawiać, pożartować na granicy... Jednak Klan Gwiazdy miał wobec niej inne plany.
Królicza Gwiazda starał się pocieszyć młodszego, dzieląc się z nimi życiowymi mądrościami starszych, nawet jeśli do końca kremowy ich nie rozumiał. Między wierszami przewodnik zrozumiał, aby nie gniewał się na Gwiezdnych, za to, że zabierają bliskich, na których im najbardziej zależało. Podziwiał starszego, że ten nie gniewał się na przodków, za to, że odebrali mu syna. Chociaż, odbierali to za dużo powiedziane. Zabrali zbyt prędko do siebie, tak samo w przypadku Mątwiego Marzenia.
Kocur zawahał się, jednak postanowił podzielić się informacją na temat tego, że jednym z kotów, które zaakceptowały go jako przewodnika był zmarły syn lidera, Kruczy Taniec. Na dźwięk tych słów kąciki pyska kocura lekko się uniosły.
Po skończonej rozmowie, kocur podziękował starszemu za poświęcony czas. Jego humor nieco się poprawił, dlatego postanowił dołączyć do patrolu, którego jednym z członków byli Cykoriowy Pyłek oraz Szafirkowy Wiatr.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz