Idąc w ślady Poczciwego Dziwaczka i jego wyznania, skierował swe kroki w stronę granicy z Klanem Nocy, trzymając w pysku nieduży bukiecik z wrzosów, które zebrał na łące. Nie miał nic do stracenia, prawda? Miał nadzieję, że uda mu się po tych wszystkich księżycach ponownie wpaść na czarno-białą księżniczkę i porozmawiać z nią odrobinę dłużej niż podczas ich pierwszego spotkania. W końcu miał jej tyle do opowiedzenia! Tyle się u niego wydarzyło w ciągu paru księżyców. Nie był już uczniem, był pełnoprawnym przewodnikiem. Ciekaw był czy jego czarno-biała towarzyszka zza granicy również przeszła ceremonię dorosłości, o ile w ich klanie coś podobnego miało miejsce. Na pewno nosiła już miano wojownika. Był ciekaw jak ono brzmiało.
Chwilę spędził na granicy w oczekiwaniu na jakąś żywą duszę po drugiej stronie terenów. Nie oczekiwał, że Mątwia Łapa we własnej osobie pojawi się czystym przypadkiem o tej porze na granicy. Wystarczył mu ktokolwiek. Medyk, wojownik lub inny uczeń, który mógłby przekazać księżniczce informację o tym, że Słoneczny Fragment oczekuje jej na granicy. Co prawda wieść o nim mogła nie dotrzeć do uszu kocicy, jak i również kotka mogła zignorować tę informację, ale był dobrej myśli.
– Przepraszam Pana. Lub Panią! – miauknął, gdy w oddali na Kolorowej Łące dostrzegł ruch. – Czy możesz podejść do granicy, abym nie musiał krzyczeć? Mam pewną prośbę!
Postać przez chwilę się nie poruszała, wydawać by się mogło, że zamierza zignorować młodego przewodnika i zawrócić, lecz ostatecznie skierowała swoje kroki w stronę styku granic. W międzyczasie Słońce poprawił futro na piersi – bo chciał się dobrze prezentować przed kotem, jak i również z powodu stresu i niewiedzy co ze sobą zrobić w tej chwili.
Bura kotka o dużych uszach zbliżyła się do granicy, zachowując ostrożność.
– Dziękuję, że zechciała mnie pani wysłuchać! – podjął radosnym tonem, po czym się ładnie przedstawił. – Jestem Słoneczny Fragment z Klanu Burzy. I mam do Pani małą prośbę, sprawę, jak zwał, tak zwał. – Skrył za swym ogonem bukiecik. – Czy mógłbym poprosić o możliwość widzenia z jedną z księżniczek, konkretnie chodzi mi o Mątwią Łapę. To moja... Przyjaciółka? Koleżanka. – Nie bardzo wiedział jak miał ubrać w słowa relację łączącą go z kotką, o której myślał, czy tego chciał, czy nie, gdy tylko spoglądał w stronę kłosów zbóż rosnących na łące wśród kwiatów i błękitnym niebie nad nimi. – Wiem, że nasze klany nie mają sojuszu, ale jestem ciekaw jak jej się wiedzie i chciałbym z nią porozmawiać... Ostatnio nie dane nam było się spotkać na granicy. No i... Mam dla niej prezent! Jeśli mogłaby jej Pani przekazać...
– Mątwia Łapa nie jest już dłużej członkinią Klanu Nocy. – odparła kotka, unosząc spojrzenie ku niebu i ciężko wzdychając. Nie spodziewał się ile bólu sprawia kocicy przekazanie tych informacji.
Słoneczny Fragment nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. Zaskoczony wpatrywał się w Nenufarowy Kielich, mając nadzieję, że się przesłyszał.
– Co? Jak to... ? Dlaczego? – przełknął ślinę. Gdzieś wśród myśli, pojawiła się ta, mówiąca, że kotka została wygnana. I to z jego powodu. Bo z nią te parę księżyców temu rozmawiał na granicy i ktoś może ich widział. Może ten ktoś źle ich spotkanie zrozumiał i uznał, że kotka spiskuje z kotem z Klanu Burzy?
– Została członkinią Klanu Gwiazdy... – miauknęła smutno, wzdychając. Był niemalże pewny, że w kącikach oczy kocicy pojawiły się łzy. – Byłeś jej przyjacielem, tak? – Przytaknął, sam starając się nie rozpłakać. Nawet jeśli to nie była prawda i wcale nie byli przyjaciółmi, kocica nie była mu obojętna. – W takim razie powinieneś wiedzieć, że zyskała wojownicze miano. Jeśli kiedykolwiek zechcesz z nią porozmawiać, nie powinieneś zwracać się do niej Mątwia Łapo tylko Mątwie Marzenie. – Gdy wymawiała imię księżniczki, na jej pysku przez chwilę ukazał się uśmiech. Gorzki uśmiech, pełen bólu.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę. Słoneczny Fragment poprosił kotkę, o to, aby Mątwie Marzenie została "obdarowana"przez kotkę jedną z chryzantem, które kocur w tej samej chwili zerwał przy granicy, będące w kolorze nieco ciemniejszym niż jego futerko. Tak, aby zmarła wojowniczka nie miała wątpliwości, od kogo jest ten kwiat. Gdy kocica wysłuchała jego prośby i oboje się skierowali w swoje strony, kocur smutno spojrzał się na wrzosy, które owinął ogonem. Ze spuszczoną głową powoli wracał do obozu, szurając kitą po ziemi i nie robiąc sobie nic z tego, że wrzosy gubiły podczas drogi kwiaty, tworząc podziurawiony kwiecisty dywan.
Chwilę spędził na granicy w oczekiwaniu na jakąś żywą duszę po drugiej stronie terenów. Nie oczekiwał, że Mątwia Łapa we własnej osobie pojawi się czystym przypadkiem o tej porze na granicy. Wystarczył mu ktokolwiek. Medyk, wojownik lub inny uczeń, który mógłby przekazać księżniczce informację o tym, że Słoneczny Fragment oczekuje jej na granicy. Co prawda wieść o nim mogła nie dotrzeć do uszu kocicy, jak i również kotka mogła zignorować tę informację, ale był dobrej myśli.
– Przepraszam Pana. Lub Panią! – miauknął, gdy w oddali na Kolorowej Łące dostrzegł ruch. – Czy możesz podejść do granicy, abym nie musiał krzyczeć? Mam pewną prośbę!
Postać przez chwilę się nie poruszała, wydawać by się mogło, że zamierza zignorować młodego przewodnika i zawrócić, lecz ostatecznie skierowała swoje kroki w stronę styku granic. W międzyczasie Słońce poprawił futro na piersi – bo chciał się dobrze prezentować przed kotem, jak i również z powodu stresu i niewiedzy co ze sobą zrobić w tej chwili.
Bura kotka o dużych uszach zbliżyła się do granicy, zachowując ostrożność.
– Dziękuję, że zechciała mnie pani wysłuchać! – podjął radosnym tonem, po czym się ładnie przedstawił. – Jestem Słoneczny Fragment z Klanu Burzy. I mam do Pani małą prośbę, sprawę, jak zwał, tak zwał. – Skrył za swym ogonem bukiecik. – Czy mógłbym poprosić o możliwość widzenia z jedną z księżniczek, konkretnie chodzi mi o Mątwią Łapę. To moja... Przyjaciółka? Koleżanka. – Nie bardzo wiedział jak miał ubrać w słowa relację łączącą go z kotką, o której myślał, czy tego chciał, czy nie, gdy tylko spoglądał w stronę kłosów zbóż rosnących na łące wśród kwiatów i błękitnym niebie nad nimi. – Wiem, że nasze klany nie mają sojuszu, ale jestem ciekaw jak jej się wiedzie i chciałbym z nią porozmawiać... Ostatnio nie dane nam było się spotkać na granicy. No i... Mam dla niej prezent! Jeśli mogłaby jej Pani przekazać...
– Mątwia Łapa nie jest już dłużej członkinią Klanu Nocy. – odparła kotka, unosząc spojrzenie ku niebu i ciężko wzdychając. Nie spodziewał się ile bólu sprawia kocicy przekazanie tych informacji.
Słoneczny Fragment nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. Zaskoczony wpatrywał się w Nenufarowy Kielich, mając nadzieję, że się przesłyszał.
– Co? Jak to... ? Dlaczego? – przełknął ślinę. Gdzieś wśród myśli, pojawiła się ta, mówiąca, że kotka została wygnana. I to z jego powodu. Bo z nią te parę księżyców temu rozmawiał na granicy i ktoś może ich widział. Może ten ktoś źle ich spotkanie zrozumiał i uznał, że kotka spiskuje z kotem z Klanu Burzy?
– Została członkinią Klanu Gwiazdy... – miauknęła smutno, wzdychając. Był niemalże pewny, że w kącikach oczy kocicy pojawiły się łzy. – Byłeś jej przyjacielem, tak? – Przytaknął, sam starając się nie rozpłakać. Nawet jeśli to nie była prawda i wcale nie byli przyjaciółmi, kocica nie była mu obojętna. – W takim razie powinieneś wiedzieć, że zyskała wojownicze miano. Jeśli kiedykolwiek zechcesz z nią porozmawiać, nie powinieneś zwracać się do niej Mątwia Łapo tylko Mątwie Marzenie. – Gdy wymawiała imię księżniczki, na jej pysku przez chwilę ukazał się uśmiech. Gorzki uśmiech, pełen bólu.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę. Słoneczny Fragment poprosił kotkę, o to, aby Mątwie Marzenie została "obdarowana"przez kotkę jedną z chryzantem, które kocur w tej samej chwili zerwał przy granicy, będące w kolorze nieco ciemniejszym niż jego futerko. Tak, aby zmarła wojowniczka nie miała wątpliwości, od kogo jest ten kwiat. Gdy kocica wysłuchała jego prośby i oboje się skierowali w swoje strony, kocur smutno spojrzał się na wrzosy, które owinął ogonem. Ze spuszczoną głową powoli wracał do obozu, szurając kitą po ziemi i nie robiąc sobie nic z tego, że wrzosy gubiły podczas drogi kwiaty, tworząc podziurawiony kwiecisty dywan.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz