Do uszu rudzielca doszła dziwna informacja, kiedy to zaczęło się na zewnątrz małe zamieszanie. Ktoś umarł? Poruszył z zainteresowaniem uszami, wychylając głowę zza łapy matki, która jednak zaraz zagrodziła mu drogę ogonem, jakby spodziewała się, że kocurek wybiegnie na spotkanie z nieznanym światem słów, który nie jest dla niego przeznaczony. Rozkwitająca Szanta poszła sprawdzić co się dzieje na zewnątrz, zostawiając młode pod opieką Sójki. Kocur kątem oka zobaczył, jak Skrzyp wymyka się w stronę dziury, gdy pozostała w kociarni królowa próbowała ogarnąć jakoś rozbrykaną Rudzik. Zmarszczył pysk. Nie przepadał za burym odkąd tylko się pojawił, więc teraz widok jak ten się wymyka, niezwykle go zirytował. Nie potrafił tylko stwierdzić, czemu dokładnie.
- A ty gdzie idziesz? - rudzielec zmaterializował się za vanem, który na nowy, bliski dźwięk za swoimi plecami, drgnął wbrew woli. Kładąc znów futro na grzbiecie, zerknął na malca z niezadowolonym wzrokiem.
- Zobaczyć co się dzieje, a bo co.
- Mama kazała zostać.
- No i co? To nie moja mama, nie? No i jestem prawie uczniem, mogę wychodzić, jestem starszy niż wy.
- Ale to wcale nie... - urwał, bo Skrzypu już nie było. Jedynie machnięcie ogona ginącego w świetle dnia dziennego zdradzało, że kocur opuścił kociarnię. Młodziak spojrzał jeszcze kątem oka na swoją matkę, po czym cichaczem wymknął się za nim. Stał tam, nawet się nie kryjąc! No, może trochę. Buras siedział na uboczu, wpatrując się w coś przy legowisku medyka. Rozzłoszczony wzrok niebieskich ślepi powędrował z przybłędy na coś, co przypominało poczochraną dymną kulkę. Czy to był kot? Z zaciekawieniem wytknął jeszcze bardziej nos, by zobaczyć coś pomiędzy kłębiącymi się kotami, jednak mało mógł dojrzeć w tym tłumie. Zamiast tego, dosłyszeć mógł poszeptywania między kotami i okrzyki zaskoczenia.
,,Naprawdę?" ,,Nigdy bym się nie spodziewał, że..." ,,A to mściwa flądra" ,,A jeśli to naprawdę była Salamandra?" Wpatrywałby się dalej w towarzystwo z rozdziawionym pyszczkiem, gdyby nie ostry, znajomy głos, który zdecydowanie był skierowany do niego.
- Co tu robisz, mieliście zostać w legowisku - Rozkwitająca Szanta, która wyrosła jak spod ziemi, teraz z malującym się wciąż szokiem na pysku, zagoniła Ognika (i jak się okazało, również naburmuszonego Skrzypa) do żłobka, zagradzając im drogę ucieczki. Rudzielec jeszcze raz spojrzał za siebie, jednak nie mógł już nic zobaczyć pomiędzy różnokolorowymi futrami.
- A ty gdzie idziesz? - rudzielec zmaterializował się za vanem, który na nowy, bliski dźwięk za swoimi plecami, drgnął wbrew woli. Kładąc znów futro na grzbiecie, zerknął na malca z niezadowolonym wzrokiem.
- Zobaczyć co się dzieje, a bo co.
- Mama kazała zostać.
- No i co? To nie moja mama, nie? No i jestem prawie uczniem, mogę wychodzić, jestem starszy niż wy.
- Ale to wcale nie... - urwał, bo Skrzypu już nie było. Jedynie machnięcie ogona ginącego w świetle dnia dziennego zdradzało, że kocur opuścił kociarnię. Młodziak spojrzał jeszcze kątem oka na swoją matkę, po czym cichaczem wymknął się za nim. Stał tam, nawet się nie kryjąc! No, może trochę. Buras siedział na uboczu, wpatrując się w coś przy legowisku medyka. Rozzłoszczony wzrok niebieskich ślepi powędrował z przybłędy na coś, co przypominało poczochraną dymną kulkę. Czy to był kot? Z zaciekawieniem wytknął jeszcze bardziej nos, by zobaczyć coś pomiędzy kłębiącymi się kotami, jednak mało mógł dojrzeć w tym tłumie. Zamiast tego, dosłyszeć mógł poszeptywania między kotami i okrzyki zaskoczenia.
,,Naprawdę?" ,,Nigdy bym się nie spodziewał, że..." ,,A to mściwa flądra" ,,A jeśli to naprawdę była Salamandra?" Wpatrywałby się dalej w towarzystwo z rozdziawionym pyszczkiem, gdyby nie ostry, znajomy głos, który zdecydowanie był skierowany do niego.
- Co tu robisz, mieliście zostać w legowisku - Rozkwitająca Szanta, która wyrosła jak spod ziemi, teraz z malującym się wciąż szokiem na pysku, zagoniła Ognika (i jak się okazało, również naburmuszonego Skrzypa) do żłobka, zagradzając im drogę ucieczki. Rudzielec jeszcze raz spojrzał za siebie, jednak nie mógł już nic zobaczyć pomiędzy różnokolorowymi futrami.
ᔕ◦∙⚜∙◦ᔓ
- (...) I wtedy wyskoczył jego duch a Lwia Paszcza zgasła! Tak się podobno dzieje z tymi, którzy zostają "zabici" jak są już duchami, prawda? Słyszałem jak starsi rozmawiają, jak się ich ładnie poprosi i przyniesie coś na ząb, to dość szybko wypluwają z siebie informacje. Tylko ten jeden bury kocur zdaje się taki ponury...
- Dowiedziałeś się czegoś jeszcze? - Płomykówka podeszła do Skrzypa, który korzystając z chwili możliwości, rozpowiadał młodym to, co sam usłyszał będąc na zewnątrz i dopytując koty co się wydarzyło. Zdawał się być bardzo zadowolony z siebie, wręcz dumny, że takie informacje uzyskał. Szczególnie, że Płomykówka zdawała się być zainteresowana tematem. Ognik natomiast zmierzył starszego kocurka niezbyt przychylnym spojrzeniem. Nie dlatego, że opowiadał o zgaśnięciu jego babki w tak wyluzowany sposób, nie. Po prostu w jego pysku było coś, co strasznie rudego drażniło. Z resztą, nie miał jak się bulwersować za znieważenie jego zmarłej rodziny, z dość prostego powodu: Płomienny Ryk nigdy babki nie wspominał. Ognik co prawda słyszał już imię Lwiej Paszczy i połączył ze sobą kilka kropek, jednak wciąż nie miał twardych dowodów na potwierdzenie swojej hipotezy.
- Nie bardzo, potem mnie wygonił jakiś medyk.
- Aha - Straciła zainteresowanie, odchodząc na bok i zostawiając Skrzypa z niezbyt pocieszną miną. Gdy natomiast napotkał wzrok Ognika, wykrzywił pysk pokazując mu język i odchodząc w swoją stronę. Na tym rozmowa się skończyła. Potem kocurek jeszcze próbował podpytać ojca, który najwyraźniej też słyszał nowe informacje, jednak wojownik jedynie prychnął i zjeżył futro, nie odpowiadając na pytanie syna, jeszcze tylko dodając, by nie marnował jego, jak i swojego czasu. Zwiesił uszy z rozczarowaniem, patrząc na odchodzącego ojca. Czemu nie chciał mu udzielić informacji? Z jednej strony chciał posłuchać słów "boga", bo może wtedy tata go jakoś zauważy i doceni, że Ognik wykonuje polecenia? Z drugiej jednak strony, od mamy się niczego nie dowie, a zdawało się, że wszyscy dookoła wiedzieli co się dzieje, tylko nie on. W końcu więc postanowił, że wszystkiego powinien dowiedzieć się od starszyzny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz