- Tak! Baldzo plosę! - Mgiełka starała się opanować emocje, ale niestety jej się nie udało i niemal pisnęła w pyszczek Porannej Zorzy. Ten tylko zmierzył ją surowym spojrzeniem i na odchodnym dodał, że będą im tylko przeszkadzać. Mgiełka postanowiła nie odpuszczać i potraktowała te słowa jako zaproszenie do pomocy. Bez zastanowienia ruszyła za starszym kocurem. Widząc, że Łososiowa Łapa dalej jest na swoim poprzednim miejscu, stanęła naprzeciwko niebieskiego i strzepnęła jeszcze małym ogonkiem.
- No choć! benzie supel, psecies nam pozwolił - uśmiechnęła się do kocurka i ruszyła w kierunku leża medyka.
- No nie wiem Mgiełko - bez przekonania wstał i poszedł za kociakiem.
Gdy weszli do środka, wzrok Mgiełki mimowolnie skierował się w stronę Porannej Zorzy, układającego zioła. Obok niego stała nowo poznana przez Mgiełkę kotka i chyba pomagała medykowi. Koteczka od razu podbiegła do medyka.
- To w cym mamy pomóc?
- Przecież mówiłem, że będziecie przeszkadzać. - Kocurek wydawał się troszkę jakby... zły? Ale Mgiełce to nie przeszkadzało i tak, i tak był medykiem. Łososiowa Łapa chyba chciał coś powiedzieć, ale niemal od razu kociak uprzedził kocurka.
- Ne benziemy! Chcem ukladać roslinki! - pisnęła już trochę rozzłoszczona i odeszła od medyka, podchodząc do pierwszej, lepszej półki. Wiedziała, że gdy zajmie kocurka pytaniem o zioła, nie będzie miał czasu, żeby nakazać kotom wyjść. - A co to? - spojrzała na Poranną Zorzę najpiękniejszymi oczkami, jakie mogłaby kiedykolwiek zrobić. Ten z niemałą irytacją spojrzał na kociaka i wracając do układania roślinek, odpowiedział Mgiełce.
- To trybula na bóle brzucha i rany z infekcją.
- Ou... A cio to inlekcja?
- Infekcja - odburknął dość niezadowolony - a co się tak tym interesujesz?
- Chcem byc medykiem! - dumnie wypięła klatkę piersiową i podbiegła do innej roślinki.
- A to? Co to? - Kocur wydawał się, jakby znieruchomiał, ale po chwili otrząsnął się i wrócił jak gdyby nic do swojego zajęcia. - Tak ślicnie pachnie! - W jednej chwili zaprzestał układania ziół i podszedł do koteczki, odciągając ją od rośliny.
- To kocimiętka, lepiej od niej odejdź.
- Dlacego?
- Bo twoja mama nie darowałaby mi, gdybyś wróciła do kociarni pijana - odszedł od Mgiełki i wrócił do sortowania roślinek. Spojrzała tylko na kocurka i ruszyła w kierunku innej półki, na której zobaczyła tego dziwnego kwiatka, przez którego tu się znalazła.
- Pac! Pac! Łososiowa Łapo! To ten kwiatek! - pisnęła i podeszła obwąchać roślinkę. Tak, niewątpliwie była to ta sama, co rano. Niebieski podszedł do koteczki, a ta spojrzała na niego zaciekawionymi oczkami - A co to znacy pijana? - Mgiełka aż sama się zdziwiła, że dopiero teraz zadała to pytanie, ale lepiej później niż wcale, nie? Poza tym nie chciała naruszać już i tak nadszarpniętej cierpliwości medyka.
<Łososiowa Łapo? ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz