Kierowali się w stronę rzeki, co rozpaliło w Szakłaku iskierkę nadziei. Z początku bardzo podekscytowany perspektywą treningów, które miały z niego zrobić wojownika siejącego postrach od wznoszących się dumnie nadbrzeżnych klifów aż po krańce łąk Klanu Burzy (a może i jeszcze dalej?), w ostatnich dniach uspokoił się, a nawet nieco zmarkotniał. Rybi Ogon, choć z pewnością posiadła dużą wiedzę i umiejętności, miała tendencję do niepotrzebnego wydłużania wypowiedzi, które normalnie liczyłyby sobie ledwie kilka zdań, okraszając je niebywałą ilością różnorakich anegdotek. Sprawiało to, że Szakłakowa Łapa miał często problemy z dotarciem do sedna sprawy i zrozumieniem zagadnienia, a czasem nawet wrażenie, że od nadmiaru informacji zaraz mózg wypłynie mu uszami, nieważne, jak bardzo lubił czarną kotkę, która mimo gadatliwości pozostawała dobrą mentorką oraz towarzyszką. W jakiś sposób udało mu się jednak wbić sobie do głowy trochę informacji o systemie klanów oraz Kodeksie Wojownika (chociaż nad znajomością tego ostatniego mógł jeszcze trochę popracować).
Natomiast dzisiaj po raz pierwszy ich trening miał odbyć się w Błotnistej Zatoczce, a przynajmniej na to wskazywał kierunek ich marszu. Choć był nieco sceptyczny wobec konceptu przodków rozporządzających z chmurek kocim życiem, teraz w myślach poprosił ich gorąco o to, by dzisiejsza lekcja skupiała się na praktyce. Musiał się przecież kiedyś nauczyć polować!
Tak się skupił na nerwowym oczekiwaniu, że zupełnie wyleciało mu z głowy, że może po prostu zapytać o cel treningu swoją mentorkę. Kiedy sobie przypomniał, stali już nad brzegiem rzeki.
- Będziemy dzisiaj łowić ryby? - spytał w końcu, wlepiając głodne spojrzenie w błyszczącą w promieniach słońca taflę. Po chwili, dostrzegając tuż pod nią wątłą sylwetkę ryby, niepewnie uderzył łapą w powierzchnię wody.
- W ten sposób tylko wszystkie spłoszysz - zaśmiała się Rybi Ogon. - I kto wie, może i będziemy, ale najpierw powiedz: czy ty kiedykolwiek pływałeś?
Choć może się to wydawać nieprawdopodobne, Szakłakowa Łapa nawet przez chwilę nie pomyślał, że będzie dziś musiał pływać. To słowo w ogóle źle mu się kojarzyło, od kiedy jego najlepszy kumpel Żółwik wpadł do wody i... nie skończyło się to za dobrze. W mgnieniu oka pluskająca wesoło rzeczka przestała wyglądać tak zachęcająco.
- No… nie - przyznał, co raczej nie stanowiło dla kotki zaskoczenia. Widząc, jak wchodzi ona do wody, dodał szybko: - Ale czy naprawdę muszę?
- I wtedy co, kiedy wpadniesz, to będę musiała płaszczyć się przed Klanem Klifu, żeby poszukali cię wyrzuconego na piach? Nie ma mowy!- odparła wesoło Rybi Ogon, gestem ogona zachęcając go, by również zamoczył łapy. - Poza tym to bardzo proste, w try miga się nauczysz. A potem możemy spróbować połowić ryby, co ty na to?
Niezbyt przekonany Szakłak kiwnął ostatecznie głową i ostrożnie, by się nie poślizgnąć, pokonał graniczące z wodą pasmo błota. Następnie powoli wstąpił do koryta rzeki.
- Zimne! - stwierdził mimowolnie, czując, jak chłodny prąd obmywa mu łapy, sięgając niemal do brzucha. - A tam na dole jest coś miękkiego… Fuj.
- To pewnie jakaś roślinka albo muł, przyzwyczaisz się. A teraz - za mną! - zakomenderowała jego mentorka i kilkoma silnymi ruchami łap oddaliła się od brzegu. Na ten widok żołądek liliowego aż ścisnął się z niepokoju, ale nie dał tego po sobie poznać. Biorąc głęboki wdech, odepchnął się i popłynął za Rybim Ogonem.
Otaczająca go zewsząd woda sprawiła, że prawie stracił dech. Starał się skupić na poruszaniu łapami, które samo w sobie nie było takie trudne, ale nie czując już podłoża pod łapami, spanikował. Chłód zwęził mu drogi oddechowe, niemal uniemożliwiając zaczerpnięcie powietrza. Walcząc o tlen, dobrnął jakoś z powrotem do brzegu. Dzięki jakiejś usłużnej wodnej roślinie udało mu się wyczołgać na stały ląd, gdzie położył się, dysząc ciężko.
- Wszystko dobrze? - Zmartwiona Rybi Ogon prędko pojawiła się tuż obok. - Możemy zrobić przerwę i odpoczniesz, a potem -
- Nie - odezwał się niespodziewanie kocurek, z pewnym trudem podnosząc się na łapy. Nienawistne spojrzenie ulokował w rzece. - Spróbuję jeszcze raz, teraz.
Wcześniej nie był przekonany, co do nauki pływania - teraz posiadanie tej umiejętności była tym, czego pragnął najbardziej. Nie pozwoli wodzie stanąć mu na przeszkodzie w zostaniu wojownikiem. Pokona tę ohydną ciecz, a kiedy już to zrobi, będzie przychodził tu codziennie, wskakiwał prosto między fale i śmiał się jej prosto w tę obrzydliwie mokrą twarz, bo będzie mógł w niej pływać do woli.
Starsza kotka zawahała się, jakby nie wiedziała, czy pozwolić mu próbować, czy nalegać na to, by chwilę odsapnął. W końcu jednak skinęła głową i przepuściła go do wody, uważnie śledząc go wzrokiem, by w razie potrzeby interweniować.
Tym razem wszedł do rzeki pewnym krokiem i nie wahając się ani chwili, odepchnął raz jeszcze. Znów znalazł się na głębokiej wodzie, ale tym razem nie bał się. Był po prostu wściekły i tą wściekłością napędzał łapy, wycinające w falach jego ścieżkę. Woda nie dawała ze sobą wygrać tak łatwo - wartki nurt spychał go w stronę Miejsca, Gdzie Zachodzi Słońce. Jej zimno prędko przedostało się przez jego futro, niewzmocnione jeszcze pożywnymi tłuszczami z ryb, i przeszyło go aż do kości. Na moment poczuł, że znów traci oddech… Ale nie! Nie mógł się poddać! Jakiś śmierdzący strumień nie wygra z przyszłym najmężniejszym wojownikiem Klanu Nocy!
- A masz, ty lisie łajno! - Krzyknął, wściekle uderzając łapami w wodę. Kiedy Rybi Ogon zorientowała się, kto był adresatem inwektywy, omal nie wybuchnęła śmiechem; Szakłak nie zwracał jednak uwagi na wojowniczkę. Jedynym, co się liczyło, była walka na śmierć i życie z tym dziwnym, płynnym tworem, który usiłował porwać go w swoje głębiny.
Po kilkunastu uderzeniach serca zaczęło się dziać coś dziwnego. Chłód jakby zaczął powoli odpuszczać i nie przeszkadzał już kocurkowi tak bardzo. Jego oddech się ustabilizował, mógł nawet nieco rozluźnić mięśnie. Zdało mu się że z dołu słyszy cichy szmer pokonanego wroga.
- Patrz, Rybi Ogonie! Udało mi się! Płynę! - zawołał radośnie do mentorki.
- Dzięki Klanowi Gwiazdy, bo już myślałam, że do końca życia będziesz chlapał jak rozwścieczony borsuk! - zachichotała kotka. - Brawo! To co, teraz uczymy się łowić ryby?
- Oczywiście! - odparł liliowy, gramoląc się na górę. Był nieco zmęczony, ale miał dość sił, by stawić czoła rzece w kolejnej “konkurencji”.
<Jak ktoś bardzo chce, to może odpisać, heh>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?W Klanie Nocy
Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)
Klelię Łezką :3
OdpowiedzUsuń