– Krótki trening dzisiaj? – zagadnęła świeżutka wojowniczka, zerkając na kocurka.
Nur pokiwał szybko głową, jakby chciał przekazać jej całe swoje niezadowolenie tym jednym gestem. Siedział jednak cicho, bo niekulturalnym było wtrącanie się w rozmowę dorosłych.
– Tak. Spotykam się dzisiaj z kimś z rodziny całkiem niedługo – mruknął książę pod nosem.
– To, co byś powiedział, jakbym Ci ukradła Nurową Łapę na małe polowanko? – zaproponowała kotka.
Nur aż wyprostował się na tę propozycję. Był gotowy na więcej ćwiczeń! A do tego miałby iść na polowanie z Żabką! Może jednak nie będzie to zmarnowany dzień.
– No… nie wiem. Nie wróciłaś właśnie z patrolu?
– Wróciłam, ale był krótki. I tak miałam udać się na jakieś polowanie.
– No dobra. Tylko proszę cię, nie za daleko. – Książę zezwolił na wyjście.
Kocur od razu otrzepał się ze śniegu, przebierając łapkami w puchu. Czekał, aż wreszcie wyjdą poza obóz i będą mogli coś ciekawego porobić. Oczywiście przez to, że była Pora Nagich Drzew to nie mogli robić zbyt wiele, ale może zrobią więcej, niż standardowe wspinanie się na drzewa. Oczywiście polowali i tropili już trochę, ale nie tak dużo jakby rudy chciał.
– Obiecuję mieć na tego łobuza bardzo uważne oko.
– Dziękuję, Żabie Oko! – Nurowa Łapa podszedł bliżej. – Dzisiejszy trening był naprawdę krótki. Tak jak wczorajszy – mruknął obrażony.
Nie chciał obgadywać Szałwiowego Serca za jego plecami. Ale gdyby, aż tak nie przejmował się swoją rolą w klanie, to narzekałby na księcia cały czas, gdy tylko nie było go obok.
– To musi być dla ciebie bardzo frustrujące. Jestem pewna, że to tylko chwilowe, albo zamierzone. – Żabka próbowała uspokoić kota. – W końcu Szałwiowe Serce to książę i doświadczony wojownik. Krótsze treningi nie znaczą, że są gorsze. W końcu każdy czasem potrzebuje odrobiny odpoczynku!
– Niby tak. – Nurowa Łapa odetchnął cicho.
– Niby tak, niby nie. Ale teraz. Obiecałam ci, jak byłeś jeszcze kociakiem, że pokażę ci najlepsze miejsce na polowanie na króliki, co nie? I że wezmę cię na prawdziwe polowanie. Polowałeś już coś z Szałwiowym Sercem?
– Trochę. – Wzruszył ramionami, nadal niezadowolony. – Ale głównie skupiliśmy się na razie na skradaniu, które już mi dobrze idzie. I na tropieniu. Tropiliśmy dużo, żebym znał zapachy.
– Okej. Dobrze wiedzieć. – Kiwnęła łebkiem Żabka. – Dobra. To lecimy w kierunku Brzozowego Zagajnika. Tam zaraz na brzegu drzew idzie znaleźć całkiem sporo śladów i ciekawych zapachów.
– Z wielką chęcią! – Nurowa Łapa przeskoczył z łapy na łapę.
Szli w ciszy. Nur był podekscytowany nauką z Żabim Okiem. Nadal uważał, że z wszystkich kotów w Klanie Nocy była ona najlepszą wojowniczką. Przynajmniej dopóki on nie zostanie wojownikiem. Wciąż trochę żałował, że to nie ona go trenowała, ale może ona i Szałwiowe Serce zgodzą się, aby Nur miał treningi z nimi oboma.
– Zatrzymamy się tutaj – oznajmiła kotka.
Nur rozejrzał się i kiwnął głową. Przeskoczył z łapy na łapę, niecierpliwie czekając, aż kotka powie mu, co robili.
– Dobra. Pokaż mi swój najlepszą postawę polowania.
Uczeń od razu przywarł do śniegu. Jedyne co było dobre w Porze Nagich Drzew to śnieg. Znaczy, właściwie on nie był dobry, ale przez to, że biel pokrywała większość ciała kocura, to ten mógł łatwiej wtopić się w otoczenie, gdy na zewnątrz też było biało.
– Tyłek trochę niżej – poleciła Żabka, a Nur od razu zastosował się do polecenia. – Idealnie – dodała. – Dobra. Powinieneś dać sobie radę idealnie. Teraz najciszej jak tylko umiemy, idziemy przed siebie. Jeden obok drugiego. Obserwuj uważnie śnieg, bo króliki i myszy poruszają się rzadko i szybko.
Poruszali się cicho i powoli. Nur wykonywał cały proces myślowy, zanim postawił łapę na śniegu. Oczywiście to nadal były sekundy, ale kocur nie chciał przestraszyć zdobyczy. Właściwie to będzie jego pierwszy raz, gdy upoluje coś więcej, niż kupkę śniegu… Żabka machnęła łapą w kierunku, który namierzyła. Nurowej Łapie zajęło sekundę, aby zrozumieć, że to, co widział to czubki uszu królika.
– Królik. Dawaj – zachęciła ucznia do akcji. – Nisko, powoli i od tyłu. Ich oczy są z boku, więc widzą znacznie więcej, więc naprawdę powoli. Jak tylko uważasz, że do niego doskoczysz, to się rzucasz. Pazury wyjęte, najważniejsze go spowolnić, nawet jak się wywrócisz. Jak masz w nim pazury, to jest twój – pouczyła go i sama przywarła do śniegu, obserwując go. – Jak się nie uda, to będzie następna szansa.
Nur kiwnął głową. Ale nie wierzył w ostatnie słowa wojowniczki. Jeśli się nie uda… To znaczy, że musiał się jeszcze wiele nauczyć. Jeśli się nie uda, to nie był idealny. A musiał być idealny. Zbliżając się do zdobyczy, szedł wolno, praktycznie przywierając do śniegu. Jednak nie wydawał z siebie żadnego dźwięku. Każdy jego ruch był starannie przemyślany w jego głowie. Pazury wyjęte, możesz go spowolnić – powtarzał w głowie. Teraz! Skoczył, wbił pazury w królika, ten rwał się chwilę, aby zaraz uczeń go złapał dokładniej i zagryzł. Uśmiechnął się dumnie i przyniósł zdobycz do Żabki.
– Udało mi się. – Wypiął dumnie pierś. – Musisz mnie pochwalić przed Szałwiowym Sercem, bo nie uwierzy!
– Pochwalę, pochwalę – zapewniła.
A potem stało się to ich rutyną. Gdy tylko Szałwiowe Serce miał mniej czasu i treningi z nim były zbyt krótkie, Nur szedł do Żabki. Oczywiście, książę o wszystkim wiedział. Dwójka kotów po prostu trenowała blisko obozu. To było to, czego potrzebował. Gdy wracał z wojowniczką do obozu, był wykończony, ale zadowolony. Szedł spać, podekscytowany na następny dzień. Jeszcze bardziej ekscytował się, gdy nadeszła Pora Nowych Liści, a śnieg i lód zaczęły powoli topnieć. Szałwiowe Serce spędzał z uczniem więcej czasu na treningach, ale dla ambitnego Nura to nadal było mało. Więc zaczął przychodzić do Żabki nawet wtedy, gdy treningi z księciem kończył późnym popołudniem.
– Rzeka jest już odmrożona! – Podbiegł do Żabki pewnego dnia Pory Nowych Liści.
– Tak. To świetnie, prawda?
– Tak! Mogę już pływać! I możesz mnie nauczyć polować na ryby!
Wojowniczka przez moment wydawała się zaskoczona słowami kocura. Może nawet speszona. Nur nie rozumiał jej zaskoczenia. Wolał uczyć się z nią. Więc dla niego akurat oczywiste było, że to ją prosił o treningi.
– Więc, wyjdziemy dziś? Zapolujemy jeszcze? Ja jestem gotowy! – przeskoczył z lapy na łapę.
Z każdym dniem Nurowa Łapa stawał się też coraz ambitniejszy. Obserwował innych, widział ich wady, zapewniał siebie, że nie będzie taki jak oni i szedł na następny trening. Czuł zmęczenie swoich mięśni, ale się tym nie przejmował. Uważał, że ból był wyznacznikiem dobrego treningu.
– Nie chcesz odpocząć? – zmartwiła się kotka.
– Nie! Chodźmy, proszę! – miauknął, już kręcąc się niespokojnie przy wyjściu z obozu.
[1147 słów]
[23%]
<Żabko? No chodź!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz