– Ej! Kurduplu! Wygląda na to, że Klan Gwiazdy nie pobłogosławił cię wzrostem – zerknął na nią, pijąc wodę. Było tak parno, że było mu sucho. Pora Nowych Liści była lepsza od tego skwaru, który nawet mógł upiec zwierzynę na stosie. Szafirek machnęła łapą, chlapiąc go wodą.
– Za to ciebie nie pobłogosławił inteligencją – pokazała mu język, na co ten się zmarszczył.
– Głupim mnie nazywasz? Niech to cię dorwę, mały kleszczu! – odszedł od strumienia wody, rzucając się na siostrę. Rodzeństwo zaczęło się siłować ze sobą, rywalizując, kto jest silniejszy i lepszy.
– Wystarczy! Nie powinniście ze sobą zawzięcie walczyć! – Szafirek i Szkwał zeszli z siebie, ich ojciec nie był zadowolony z ich sprzeczki. – Nie jesteście już kociakami, po drugie jesteście rodzeństwem, które powinno żyć ze sobą w zgodzie – Złoty Widlik popatrzył na nich dyscyplinarnie. Szkwał nie wiedział, o co chodziło jego ojcowi.
– Ale to ona zaczęła! Ta mała pijawka nazwała mnie głupim! – jeszcze nawet go nie przeprosiła, co za rodzeństwo! Szafirek popatrzyła tylko na niego, jakby chciała go zamordować.
– To nie prawda! Ty mnie nazwałeś kurduplem, wężowy języku! – syknęła szylkretka na swego brata, dwa koty nadal się kłóciły ze sobą po naganie swego ojca. Widlik, będąc bezsilny, przekręcił oczami.
– Eh, możecie choć raz zachowywać się poważnie? Nadchodzi wasza ceremonia na uczniów, mam nadzieję, że chociaż na niej się nie pokłócicie – westchnął kremowy kocur, na wzmiance o ceremonii Szkwał się uspokoił na chwilę.
– Ceremonia na uczniów? A kiedy ma nadejść? – miał nadzieję, że "nadchodzi" nie oznaczało dwa księżyce.
– Już następny wschód słońca – Szkwał bardzo się cieszył z tej wiadomości, choć trudno było mu w to uwierzyć.
– Żartujesz, prawda? – chciał się upewnić, czy się nie przesłyszał, czy na pewno za księżyc będzie uczniem, że już nie będzie kociakiem, który będzie uwięziony w żłobku.
– Nie... Tak już szybko dorastacie – jego ojciec brzmiał, jakby miał się rozkleić, on tak na serio? Szkwał oddalił się od siostry, opierając głowę o bok Piastuna.
– No weź się nie rozklejaj, tato! To nie koniec świata – po chwili Szafirek zrobiła to samo, co on i przytuliła się do futra Piastuna. Przecież Złocisty Widlik nie powinien płakać, czy to było coś złego? Dorosły kocur otarł swoje oczy.
– Niestety muszę was już wypuścić ze żłobka. Będę tęsknił za waszą obecnością. Gdybym był przywódcą, to z pewnością bym was jeszcze nie wypuścił – Szkwał nie rozumiał jeszcze, co to miało niby znaczyć. Przecież gdy już wyjdą ze żłobka, to Widlik będzie miał więcej czasu dla siebie, a on z siostrami rozpoczną trening.
Był to już ten dzień, koty jak zwykle spędzały dzień w cieniu. Szkwał leżał z rodzeństwem w cieniu krzewów, myśląc cały dzień o nadchodzącej ceremonii. Spoglądał na legowisko Mandarynkowej Gwiazdy, przywódczyni, która była najważniejszą kotką w rodzinie królewskiej. Czy podczas mianowania zrobi na niej dobre wrażenie? Nie chciałby, żeby przywódczyni na niego krzywo patrzyła z powodu jakiegoś błędu, który by zrobił, przez jakąś złą postawę lub zachowanie. Bardzo kochał rodzinę królewską i akurat chciał wypaść w jej oczach bardzo dobrze, potem po ceremonii to już może szaleć.
– Jak myślicie, jakich mentorów nam da Mandarynkowa Gwiazda? Ubyło szczerze ich trochę, od kiedy Rysi Bór, Rozpromieniony Skowronek, Borówkowa Słodycz i Konwaliowa Mielizna zostali uznani za zdrajców – odezwała się Szafirek, mamrocząc, leżała plecami wystawiając język, by się ochłodzić. Jego siostra nie wyglądała, jakby miała być za niedługo uczniem, ale ona nigdy nie była taka poważna.
– Ciebie naprawdę obchodzą ci zaprzańcy? Przywódczyni ma co wybierać z lojalnych wojowników, więc nie potrzebujemy się przejmować mysimi móżdżkami, którzy myśleli, że im się upiecze knucie przeciwko Klanowi Nocy! – dlaczego ona o nich myślała? Klanie Gwiazdy, najmłodsze rodzeństwo zawsze było głupsze, jak dobrze, że nie miał tego problemu. Zobaczył, że Mandarynkowa Gwiazda wychodzi ze swego legowiska, wspinając się na drzewo i zaczął machać intensywnie ogonem. To już teraz?! Musiał dobrze wyglądać, bardzo dobrze! Przecież jeśli to będzie teraz, to nie może wyglądać jak dzikus.
– Niech wszystkie koty, które umieją polować na ławicę i sprawnie pływać zbiorą się na zebranie klanu! – przywódczyni siedziała na jednej z gałęzi drzew, by było ją widać, Szkwał patrzył na nią wryty ze stresu, nie umiejąc się ruszyć, czemu nie mógł? Przecież to był jego dzień co nie? A co jeśli naprawdę zrobi coś źle, gdy sytuacja będzie wymagać innej postawy?
– To pewnie nasze mianowanie! Musimy już iść. Szkwale, wszystko dobrze? – zawołała Lawenda, która już wstała z Szafirek, czekając jedynie na niego, właściwie przez to się otrząsnął.
– Oczywiście, że tak! Idziemy! – Szkwał prędko podszedł do tłumu, mijając swoje siostry, obie kotki poszły za nim, wtapiając się też w tłum, jak on.
– Zebraliśmy się, by mianować kociaki naszego piastuna, Złocistego Widlika, na uczniów wiernych Klanowi Nocy. Szkwale, Lawendo i Szafirku, podejdźcie bliżej – za rozkazem przywódczyni automatycznie, bez zastanowienia się przybliżył z rodzeństwem, teraz tylko oni byli na środku, teraz to oni w tej chwili byli ważni dla wszystkich współklanowiczów. Nie widział jednak, by przywódczyni patrzyła na nich, zdawało mu się, że bardziej patrzy na tłum, niż choćby na niego, czy aż tak się źle reprezentował?
– Ukończyliście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostali uczniami. Od tego dnia aż do otrzymania imienia, Szkwale, będziesz od teraz Szkwalną Łapą, Lawendo ty będziesz Lawendową Łapą, a Szafirek będzie Urodziwą Łapą. Twoim mentorem, Szkwalna Łapo, będzie Mewi Puch, twoim, Lawendowa Łapo, Żmijowa Wić i Urodziwa Łapo, twoim mentorem zostaje Kropiatkowa Skóra. Mam nadzieję, że wasi mentorzy przekażą wam całą swoją wiedzę. Wszyscy mogą się rozejść! – przywódczyni ledwo zeszła z drzewa, a następnie udała się znowu do swojego legowiska, znikając jak jakiś cień. Szkwalna Łapa, bo teraz już nie był Szkwałem, bardzo się cieszył, może dziwne zachowanie Mandarynkowej Gwiazdy sprawiało, że kocur już myślał, że jest skreślony. Dostanie jednak Mewiego Puchu, to jak dostanie szczęśliwego losu na loterii, przecież on był partnerem Czyhającej Mareny czy tam Marzeny, córki Mandarynkowej Gwiazdy. To chyba była najszczęśliwsza chwila w jego życiu! Bycie blisko rodziny królewskiej to zaszczyt. Popatrzył szczęśliwie na tłum, który skandował jego imię i rodzeństwa. Wśród nich widział dumnego ojca i Lilie wraz z Szumkiem, którzy za niedługo mieli być uczniami. Oby szybko do nich dołączyli, chętnie by potrenował z nimi. Zwłaszcza z Szumkiem, z którym wierzył, że może robić większe figle potem na treningu.
– To nie prawda! Ty mnie nazwałeś kurduplem, wężowy języku! – syknęła szylkretka na swego brata, dwa koty nadal się kłóciły ze sobą po naganie swego ojca. Widlik, będąc bezsilny, przekręcił oczami.
– Eh, możecie choć raz zachowywać się poważnie? Nadchodzi wasza ceremonia na uczniów, mam nadzieję, że chociaż na niej się nie pokłócicie – westchnął kremowy kocur, na wzmiance o ceremonii Szkwał się uspokoił na chwilę.
– Ceremonia na uczniów? A kiedy ma nadejść? – miał nadzieję, że "nadchodzi" nie oznaczało dwa księżyce.
– Już następny wschód słońca – Szkwał bardzo się cieszył z tej wiadomości, choć trudno było mu w to uwierzyć.
– Żartujesz, prawda? – chciał się upewnić, czy się nie przesłyszał, czy na pewno za księżyc będzie uczniem, że już nie będzie kociakiem, który będzie uwięziony w żłobku.
– Nie... Tak już szybko dorastacie – jego ojciec brzmiał, jakby miał się rozkleić, on tak na serio? Szkwał oddalił się od siostry, opierając głowę o bok Piastuna.
– No weź się nie rozklejaj, tato! To nie koniec świata – po chwili Szafirek zrobiła to samo, co on i przytuliła się do futra Piastuna. Przecież Złocisty Widlik nie powinien płakać, czy to było coś złego? Dorosły kocur otarł swoje oczy.
– Niestety muszę was już wypuścić ze żłobka. Będę tęsknił za waszą obecnością. Gdybym był przywódcą, to z pewnością bym was jeszcze nie wypuścił – Szkwał nie rozumiał jeszcze, co to miało niby znaczyć. Przecież gdy już wyjdą ze żłobka, to Widlik będzie miał więcej czasu dla siebie, a on z siostrami rozpoczną trening.
***
– Jak myślicie, jakich mentorów nam da Mandarynkowa Gwiazda? Ubyło szczerze ich trochę, od kiedy Rysi Bór, Rozpromieniony Skowronek, Borówkowa Słodycz i Konwaliowa Mielizna zostali uznani za zdrajców – odezwała się Szafirek, mamrocząc, leżała plecami wystawiając język, by się ochłodzić. Jego siostra nie wyglądała, jakby miała być za niedługo uczniem, ale ona nigdy nie była taka poważna.
– Ciebie naprawdę obchodzą ci zaprzańcy? Przywódczyni ma co wybierać z lojalnych wojowników, więc nie potrzebujemy się przejmować mysimi móżdżkami, którzy myśleli, że im się upiecze knucie przeciwko Klanowi Nocy! – dlaczego ona o nich myślała? Klanie Gwiazdy, najmłodsze rodzeństwo zawsze było głupsze, jak dobrze, że nie miał tego problemu. Zobaczył, że Mandarynkowa Gwiazda wychodzi ze swego legowiska, wspinając się na drzewo i zaczął machać intensywnie ogonem. To już teraz?! Musiał dobrze wyglądać, bardzo dobrze! Przecież jeśli to będzie teraz, to nie może wyglądać jak dzikus.
– Niech wszystkie koty, które umieją polować na ławicę i sprawnie pływać zbiorą się na zebranie klanu! – przywódczyni siedziała na jednej z gałęzi drzew, by było ją widać, Szkwał patrzył na nią wryty ze stresu, nie umiejąc się ruszyć, czemu nie mógł? Przecież to był jego dzień co nie? A co jeśli naprawdę zrobi coś źle, gdy sytuacja będzie wymagać innej postawy?
– To pewnie nasze mianowanie! Musimy już iść. Szkwale, wszystko dobrze? – zawołała Lawenda, która już wstała z Szafirek, czekając jedynie na niego, właściwie przez to się otrząsnął.
– Oczywiście, że tak! Idziemy! – Szkwał prędko podszedł do tłumu, mijając swoje siostry, obie kotki poszły za nim, wtapiając się też w tłum, jak on.
– Zebraliśmy się, by mianować kociaki naszego piastuna, Złocistego Widlika, na uczniów wiernych Klanowi Nocy. Szkwale, Lawendo i Szafirku, podejdźcie bliżej – za rozkazem przywódczyni automatycznie, bez zastanowienia się przybliżył z rodzeństwem, teraz tylko oni byli na środku, teraz to oni w tej chwili byli ważni dla wszystkich współklanowiczów. Nie widział jednak, by przywódczyni patrzyła na nich, zdawało mu się, że bardziej patrzy na tłum, niż choćby na niego, czy aż tak się źle reprezentował?
– Ukończyliście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostali uczniami. Od tego dnia aż do otrzymania imienia, Szkwale, będziesz od teraz Szkwalną Łapą, Lawendo ty będziesz Lawendową Łapą, a Szafirek będzie Urodziwą Łapą. Twoim mentorem, Szkwalna Łapo, będzie Mewi Puch, twoim, Lawendowa Łapo, Żmijowa Wić i Urodziwa Łapo, twoim mentorem zostaje Kropiatkowa Skóra. Mam nadzieję, że wasi mentorzy przekażą wam całą swoją wiedzę. Wszyscy mogą się rozejść! – przywódczyni ledwo zeszła z drzewa, a następnie udała się znowu do swojego legowiska, znikając jak jakiś cień. Szkwalna Łapa, bo teraz już nie był Szkwałem, bardzo się cieszył, może dziwne zachowanie Mandarynkowej Gwiazdy sprawiało, że kocur już myślał, że jest skreślony. Dostanie jednak Mewiego Puchu, to jak dostanie szczęśliwego losu na loterii, przecież on był partnerem Czyhającej Mareny czy tam Marzeny, córki Mandarynkowej Gwiazdy. To chyba była najszczęśliwsza chwila w jego życiu! Bycie blisko rodziny królewskiej to zaszczyt. Popatrzył szczęśliwie na tłum, który skandował jego imię i rodzeństwa. Wśród nich widział dumnego ojca i Lilie wraz z Szumkiem, którzy za niedługo mieli być uczniami. Oby szybko do nich dołączyli, chętnie by potrenował z nimi. Zwłaszcza z Szumkiem, z którym wierzył, że może robić większe figle potem na treningu.
[1060 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz