Ciąża Pożarowej Łapy była istnym wybawieniem dla Słonecznego Fragmentu. Kremowy w końcu mógł odetchnąć z ulgą, gdy cała uwaga Ognistej Piękności skupiła się na ciężarnej córce, z którą starsza obchodziła się aktualnie, jak ze złotym jajkiem. W końcu złotooka doczeka się swoich upragnionych wnucząt, o których skrycie marzyła od kilku księżyców. Gdy spojrzenie przewodnika zatrzymywało się na obu kocicach, ich dobry humor niemal natychmiast udzielał się kocurowi.
Lecz nie tylko on był zaraźliwy.
Widok Skrzydlatej Płomykówki pocieszającej przez własną matkę, Sójczy Błękit, potrafił złamać serce najtwardszego wojownika. Początkowo kocur nie wiedział, dlaczego srebrzysta chodziła bardziej smutna niż dotychczas, lecz podczas jednego z wielu dzielenia języków, Słodka Dziewanna wyjawiła mu, że ponoć Skrzydlata również była w ciąży, i to na dwie kwadry tuż przed potwierdzeniem ciąży Pożar przez medyków. A skoro oczekiwała młodych, których końcowo nie było, oznaczało to, że coś musiało pójść nie tak.
– Słyszałam, jak ostatnio rozmawiała z Sójczym Błękitem. Podobno doszukuje się w śmierci swoich kociąt kary od Przodków za to, że jej matka odbiła innej kotce kocura – szepnęła na ucho wojownikowi. – Przecież kodeks nie zabrania zerwania partnerstwa, jak i rozpoczęcia go na nowo z całkowicie innym kotem, więc dlaczego to Klan Gwiazdy miałby ją ukarać za coś, na co nie miała wpływu i nie jest złamaniem kodeksu? Nie rozumiem jej sposobu myślenia...
– Myślę, że po prostu chce znaleźć dobry powód, odpowiedź na to, dlaczego to ją, a nie kogoś innego spotkała taka tragedia.
Kocur nawet nie chciał myśleć, przez co teraz przechodzi niebieskooka, w szczególności, gdy jej przyrodnia siostra spodziewała się własnych kociąt. Nie wydała się zła, wręcz przeciwnie, jednak sama myśl, że Przodkowie odebrali jej możliwość zostania matką, musiała być dla niej naprawdę bolesna.
Kocur pomyślał o zmarłym partnerze Słodkiej Dziewanny. Jakby nie patrzeć, szylkretka była w podobnej sytuacji, co srebrzysta. Również kogoś straciła, a tym kimś nie były kocięta, a jej partner. Dodatkowo wypadek jednej z jej córek przysporzył jej dodatkowe zmartwienie. Nawet Burzowe Chmury chodził poddenerwowany po obozie, zaglądając do lecznicy i upewniając się, czy z jego córką jest wszystko w porządku.
– Jak myślisz, kogo wybierze Zawodzące Echo na swojego zastępcę, gdy zostanie liderem?
Kocur nie myślał o tym. Przynajmniej nie teraz i nie przez ostatni czas. Na dobrą sprawę podświadomie domyślał się kogo czarno-biały kocur wybierze na swojego pomocnika i następnego lidera, który po jego śmierci lub przejściu na emeryturę będzie sprawował władzę nad klanem. Prawdopodobnie każdy w klanie o tym wiedział, a nieliczni śmiałkowie decydowali się na głos podzielić się swoimi typami.
– Na pewno nie mnie – wymruczał, czując ulgę w tych słowach. Ta sytuacja z Pacynką oraz z Burzowymi Chmurami, mimo że nie była do końca przyjemna, zapewniła kocurowi stabilny brak awansu w hierarchii. Mógł bez obawy dalej snuć się po obozie czy zaszywać się w tunelach. Na jego barkach nie spoczywałby kolejny ciężar, brzemię. – No i raczej na swojego zastępcę nie wybierze Chomik. Myślę, że twojego brata również niestety nie wybierze. Jeszcze parę księżyców temu Strzępotek miałby szansę, jednak przez jego bardzo długi trening obawiam się, że wiele kotów by go po prostu nie zaakceptowało na stanowisko zastępcy.
– A Burzowe Chmury? – Ucho Słodkiej Dziewanny drgnęło. – Zawodzące Echo wydaje się mu ufać. Przynajmniej dotychczas ufał – zauważyła. – Hm. A gdyby zastępcą został Lotosowy Pąk lub Biały Strumień? To by tylko umocniło pozycję Zawodzącego Echo, jako lidera. W szczególności w oczach wyznawców Klanu Gwiazdy. Wybrany i zaakceptowany przez Pawie Kocię... Sam rozumiesz, co mam na myśli.
Rozumiał tok myślenia kocicy. Problemem jedynie były predyspozycje białych kocurów, które za dnia prawie wcale nie wychylały nosa z legowisk, Groty Pamięci czy z tuneli. W szczególności porą zielonych liści, kiedy to promienie słoneczne uprzykrzały życie zwyczajnym kotom, a co dopiero białofutrym.
Rozmowa między parą kotów trwała w najlepsze, do czasu, aż do wojowniczki oraz przewodnika nie zbliżyła się Krokusowa Kruchość. Ilekroć Słoneczny Fragment wpatrywał się w pysk młodej wojowniczki, czuł uścisk w sercu.
"Jest do niego taka podobna."
– M-mamo. Czy mogłabyś mi pomóc z przylizaniem sierści na głowie? Chciałam ją ułożyć w taki sam sposób, jak ty układasz swoją, ale nie mam na tyle wprawy – miauknęła cicho, nie kryjąc zawstydzenia. Wzrok miała utkwiony w ziemi.
– Oczywiście, mój ty krokusiku. Z przyjemnością pomogę zadbać ci o twoje futerko.
Wojowniczka pomogła córce z pielęgnacją futra, przylizując kilka niesfornych kosmyków z tyłu głowy. Widok matki i córki przypomniał Słońcu o tym, jak Ognista Piękność dbała o jego piaskowe futerko i otaczała troską. Kiedyś to on, tak samo, jak teraz Krokusowa Kruchość, prosił swoją mamkę o to, aby mu pomogła z ułożeniem sierści oraz pozbycie się z niej gródek ziemi.
Kocur położył głowę na łapach. Pomyślał o burej samotnicze, która, mimo że nie miał z nią kontaktu, żyła za darmo w jego umyśle. Zastanawiał się, czy kocica byłaby w stanie troszczyć się o swoje kocięta, w taki sposób, jak robiła to Słodka Dziewanna. W szczególności, gdyby przypomniały z wyglądu bardziej przewodnika niż ją. Niby zwykła myśl, a jednak przygnębiła kocura.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz