— Skończone — miauknął potulnym, ale jednocześnie zmęczonym tonem.
— Kładziesz się już? — Zapytała czekoladowa, na co dostała senne kiwnięcie głową.
— Dobra, tylko uważaj przy wchodzeniu na drzewo — mruknęła, wstając.
Przeciągnęła się, ziewnęła, ale nie planowała jeszcze snu. Noc zdawała się nadchodzić gorąca, dlatego kotka pewnie nie da rady zasnąć. Zerknęła na wstającego kocura i obrzuciła go troskliwym spojrzeniem. Wyglądał bardzo rozczulająco, kiedy mlasnął językiem i ziewnął, a potem tak zabawnie poruszył uchem.
— Dobranoc, Figo — miauknął w jej kierunku.
— Branoc — mruknęła, ocierając się ostatni raz o czarno białego.
Koty rozeszły się, każde na swoje drzewo. Zielonooka ułożyła tyłek pośród mchu, a głowę położyła na łapach i westchnęła.
Tak jak przewidywała, nie mogła zasnąć, więc przez dłuższy czas po prostu leżała i wzdychała. Ewentualnie, ucięła komara, gdy księżyc górował nad ich terenami, a wszechobecna cisza otuliła Owocowy Las.
~*~
Następnego dnia została wybrana na południowy patrol, ku jej niezadowoleniu. Czereśnia wykopał ją z obozu w najgorsze słońce, a ta poprzysięgła wrzucić mu pająka do posłania, gdy wróci.
Nigdy nie spodziewałaby się jednak, że po powrocie zastanie masakrę. Wszechobecny smród lisa, który wywiercił jej dziurę w mózgu. Całe ciało Figi momentalnie się spięło. Topola. Topola! Czy był cały? A co z Dereńką? Co tu się wydarzyło?!
Gdy wbiegła do obozu, od razu spostrzegła ślady walki i krwi. Masa burej sierści, wymieszanej z rudą, koty, które w popłochu wręcz sprzątały każdy kąt i szeptały między sobą.
Zwiadowczyni natychmiast zeskanowała spojrzeniem obóz, dostrzegając zamieszanie przy legowisku Uzdrowicieli. Zajrzała tam, dostrzegając poharatanego Lisa, młodego członka Owocowego Lasu. Nigdzie nie widziała Topoli, co nieco ją uspokoiło. Może wyszedł na polowanie i ominęła go cała masakra?
Figa zaczepiła Czernidłaka, który przechodził akurat obok.
— Co tu się stało, na Wszechmatkę?! — Krzyknęła.
— Uczeń Miodunki wykradł się z obozu, gdy nikt nie patrzył — zaczął nerwowo. — A potem wpadł tu prawdziwy lis. Zabił Pumę i Muchę, a jego mocno poranił. Nie opuszczają nas nieszczęścia… Czy Wszechmatka jest na nas zła?
Figę zmroziło. Dosłownie wszystkie jej mięśnie zesztywniały, a sierść od karku aż po czubek ogona mocno się zjeżyła. Mucha nie żyje?!
— Gdzie jest Sajgon? — Zapytała prędko, ale podświadomie znała już odpowiedź.
Jednooki wskazał miejsce, gdzie były pochowane klanowe koty. Pobiegła tam, ile sił miała w łapach, dostrzegając jak współklanowicze, na czele z Sajgonem stoją nad grobem Muchy. Czekoladowa kotka podeszła niepewnym krokiem. Stanęła obok czarnego kocura, który z całych sił powstrzymywał łzy. Był silny, jednak rana pozostawiona po bracie okazała się silniejsza. Kilka łez ściekło wzdłuż jego policzka, gdy tak mocno zaciskał zęby. Nie patrzył na nią ani na nikogo obecnego. Przysypany kopiec był jego jedynym zainteresowaniem.
Wszystkie zgromadzone koty po uprzednim pożegnaniu dzielnego kocura, rozeszły się. Została jedynie Figa i Sajgon, którzy od dłuższego czasu można by uznać, się zakolegowali.
Czekoladowa nic nie mówiła. Milczała, a jej cisza była głośniejsza, niż jakiekolwiek słowa pocieszenia.
Czy możliwym było to, iż Owocowy Las nękała Wszechmatka? Ich własna patronka? Rozgniewali ją?
Jeśli słowa Czernidłaka okażą się prawdą, cała społeczność będzie musiała przygotować się na kolejne katastrofy. Strach tylko pomyśleć, co one za sobą pociągną… Najpierw Bruk, teraz Puma oraz Mucha. Dlaczego lis nie mógł zabić Pieczarki? Przynajmniej wyświadczyłby Klanowi przysługę.
Czarny kocur nagle, ze spuszczoną głową usiadł, dotykając łapami usypanego kopca. Położył po sobie uszy i wziął ciężki wdech. Jego głos drżał, gdy przemówił;
— Wraz z Muchą umarła dziś cząstka mnie.
Figa spochmurniała, a spojrzenie zwróciła ku grobowi. Przyniesie mu później jakieś ładne kwiaty. Figa ciężko westchnęła, a jej ogon delikatnie musnął bok kumpla. Co miała mu odpowiedzieć? Czy powinna cokolwiek mówić? Jak postąpiłby Malinka w takiej sytuacji?
— Nigdy o nim nie zapomnimy — szepnęła po chwili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz